Jak państwo polskie “pomaga” Polakom na wschodzie

Państwo polskie przystąpiło do realizacji programu, którego celem jest likwidacja polskiej tożsamości narodowej na Litwie. Od Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie oczekuje się, że staną się Litwinami polskiego pochodzenia i przestaną „pchać kij w szprychy” polsko-litewskiej „strategicznej współpracy” – pisze Marcin Skalski.

Spór na linii Związek Polaków na Litwie – władze III Rzeczypospolitej, unaocznił generalny problem, jakim jest brak długofalowej polityki umacniania i rozwoju polskości na Ziemiach Wschodnich. Kolejne rządy polskie w rzeczywistości prowadzą bądź autoryzują proces tworzenia na Kresach tzw. „etnicznych Polaków”, całkowicie zintegrowanych i politycznie zasymilowanych z państwami zamieszkania. Nierzadko „pomoc Polakom na Wschodzie” ma na celu uczynienie z tamtejszych Polaków lokalnego folkloru bądź narzędzia śmiałych projektów geopolitycznych, będących de facto wykwitem całkowicie skompromitowanego giedroycizmu. W polityce III RP adresowanej do rodaków na Kresach Wschodnich skupia się jak w soczewce patologiczne uszeregowanie priorytetów polityki wschodniej, firmowanej przez konkretne działania oraz nazwiska.

III Rzeczpospolita bez wiarygodności wobec Kresów

Nie wiemy, czy zarzuty, jakie ma mieć postawione prezes Związku Polaków na Litwie, Michał Mackiewicz, w związku z podejrzeniem niegospodarności i sprzeniewierzenia środków otrzymywanych od Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. W skrajnie niekorzystnym dla ZPL wariancie organizacja ta świadomie wydawała pieniądze z Polski w sposób niezgodny z umową, jednak byłoby to mimo wszystko celowe działanie na własną niekorzyść. W bardziej prawdopodobnym wariancie wieloletnia praktyka przymykania oka na nieścisłości w organizacjach polonijnych oraz kresowych została przerwana pod potencjalnie wiarygodnym pretekstem. Niemniej, należy wówczas postawić pytanie, czy spośród beneficjentów tej pomocy jedynie ZPL dopuszczał się uchybień? Innym wariantem jest nieświadoma, choć kosztowna pomyłka Związku Polaków na Litwie, faktycznie nie mająca do tej pory precedensu. Nieprzejednane stanowisko prezesa Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” Mikołaja Falkowskiego, jak i oświadczenie samej fundacji, wskazują na jego przekonanie o winie ze strony ZPL.

Z drugiej strony równie nieprzejednany jest Związek Polaków na Litwie z prezesem Michałem Mackiewiczem, co każe domniemywać brak winy, bądź co najwyżej nieświadome uchybienie. Na pewno „winą” Związku Polaków na Litwie, ale też Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, jest brak sterowności tych organizacji przez Warszawę, a także coraz bardziej asertywna postawa tych organizacji, otwarcie wypowiadająca posłuszeństwo politycznej poprawności lansowanej przez warszawskie salony. Wiarygodności ZPL i AWPL przydaje również to, że są one atakowane właśnie przez rzeczone salony, na co reakcją było usztywnienie stanowiska wobec giedroyciowskiej par excellence polityki wschodniej Warszawy. Ta ostatnia, jak wiemy, ma na celu zabieganie o interes wszystkich, tylko nie samych Polaków na Kresach. Dlatego też nie można wykluczyć, że wytoczenie armat przeciwko ZPL ma tło polityczne. Niemniej, bez wglądu do właściwych dla sprawy dokumentów, elementarna uczciwość nakazuje zachować bezstronność, ale też uzasadnioną podejrzliwość wobec instytucji państwa polskiego.

Powyższe nie chroni jednak władz przed zarzutem przejawiania złej woli w stosunku do Polaków na Kresach. Podczas mającej ostry przebieg sprzeczki między marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim a Renatą Cytacką z Wileńszczyzny, ze strony przedstawiciela Rzeczypospolitej podniesione zostały oskarżenia dotyczące rzekomej niegospodarności ze strony polskich organizacji w Republice Litewskiej przy wydawaniu środków otrzymywanych z Macierzy. Zarazem Karczewski sam przyznał, że doszło do bezwarunkowego ze strony Warszawy „resetu” polsko-litewskiego, jednocześnie szydząc z Cytackiej, iż Polska nie wypowie przecież wojny Litwie – zupełnie tak, jakby zarzuty polskiej społeczności Wileńszczyzny wobec rządów III Rzeczypospolitej sprowadzały się do braku wojny między Polską a Republiką Litewską. Dyskredytowanie Cytackiej i zgłaszanych przez nią roszczeń poprzez sprowadzenie tych ostatnich do absurdu, można jednoznacznie ocenić jako próbę uniknięcia merytorycznej oceny polityki firmowanej przez Karczewskiego. Ocena ta nie może nie być krytyczna, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jako pełnoprawnego partnera traktował on przewodniczącego ukraińskiego parlamentu Andrija Parubija, zadeklarowanego banderowca, zaś po macoszemu – własną rodaczkę z Wileńszczyzny. Dodajmy, że kontakty Karczewskiego z Parubijem nie ograniczały się do rutynowej praktyki rozmów szefów parlamentów (na Ukrainie jednoizbowego), bowiem Karczewski wyspowiadał się swojemu banderowskiemu koledze z motywu Cmentarza Obrońców Lwowa, który miał pojawić się w nowej edycji polskich paszportów. Rzecz jasna, za sprawą sprzeciwu Ukrainy oraz Republiki Litewskiej, ani cmentarz, ani Ostra Brama w Wilnie w paszportach się ostatecznie nie znajdą.

Antykresowe paszkwile za polskie pieniądze

Rozgoryczenie „pomocą” świadczoną Polakom na Wschodzie nie może dziwić. Jednym z portali adresowanych rzekomo do kresowych rodaków jest bowiem serwis Kresy24.pl. I tak, w lutym 2018 roku anonimowy komentator podpisany jako „Telesfor” w paszkwilanckim tekście firmowanym przez portal zaatakował lidera AWPL Waldemara Tomaszewskiego za kupno samochodu w gotówce za 31 tysięcy euro. „Telesfor” groził wręcz Tomaszewskiemu nawrotem jakobińskiego terroru wymierzonym przeciw osobom zamożnym. Zaznaczmy przy tym, że pieniądze nie pochodzą z podejrzanego źródła, Tomaszewski jest człowiekiem majętnym między innymi ze względu na sprawowanie mandatu europosła. Bez wątpienia mamy do czynienia z przejawem złej woli i z czystą złośliwością wobec lidera AWPL.

Ten sam „Telesfor” w skrajnie nieobiektywnym tekście z maja 2018 roku atakuje prezesa Michała Mackiewicza jako „adepta czerwonego dziennikarstwa” z racji odbywania w czasach ZSRR studiów w Moskwie. W tym gwałcącym elementarne zasady etyki dziennikarskiej „artykule” nie wspomina się, że „Czerwony Sztandar” był właściwie jedynym tytułem, gdzie można było w języku polskim uczyć się warsztatu dziennikarskiego w praktyce. Ponadto, do tradycji „CzSz” odwołuje się dzisiejszy „Kurier Wileński”, którego teksty są niekiedy umieszczane właśnie na Kresach24. „KW”, jak sam obwieszcza, „ukazuje się od roku 1953”, zatem „antykomunizm” niepodpisującego się z nazwiska autora jest niekonsekwentny i wybiórczy.

Tymczasem, jak czytamy na portalu Kresy24, serwis funkcjonuje jako zadanie realizowane „w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą w 2017 r.”. Polityczną odpowiedzialność za emitowanie antypolskich paszkwili bierze zatem nie kto inny, jak Stanisław Karczewski. W tym kontekście ruganie przez niego przedstawicieli Polaków z Wileńszczyzny wygląda jak poszukiwanie kija na psa, którego koniecznie chce się uderzyć. Sam Karczewski, jak już wspomniano, potrafi zdobyć się na stanowczość, gdy można sobie poużywać na stojących na słabszej pozycji rodakach z Republiki Litewskiej, jednak kładzie on uszy po sobie, gdy banderowiec rozkazuje państwu polskiemu, jak mają wyglądać wydawane przez nie paszporty.

Warto także podkreślić, iż w odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego obecny rząd zakwalifikował do kategorii mediów przeznaczonych dla mniejszości polskiej na Białorusi między innymi właśnie portal Kresy24.pl, którego wydawcą jest Fundacja „Wolność i Demokracja”. Wedle zamieszczonej na portalu informacji, nadal realizuje on zadania zlecone przez Senat RP w zakresie „pomocy” Polakom na Wschodzie. Specyficzne podejście do polskiej pamięci o Kresach wyraził prezes Fundacji „WiD” Robert Czyżewski w swoim postulacie akceptacji przez Polaków banderyzmu na współczesnej Ukrainie.

W 2015 r. Kresy24 nadały tekstowi informującemu o plakacie przedstawiającym nałożone na siebie mapy III i II RP, tytuł: „Polska biegnie po Wilno i Lwów ku radości Kremla. Biegnie razem z Gazetą Wyborczą, MSZ i Platformą Obywatelską”. Warto zaznaczyć, iż ikona portalu przedstawia właśnie… mapę przedwojennej Polski z Wilnem i Lwowem. „Wolność i Demokracja” była zaangażowana również w tworzenie i wspieranie Biełsatu, o czym informuje na swojej stronie internetowej, którego działalności nijak nie da się zakwalifikować jako sprzyjającej polskości. 

Zaznaczmy przy tym, że dysproporcja w finansowaniu antypolskiego Biełsatu w stosunku do polskich mediów na Białorusi, włączając realizujący podobną agendą portal Kresy24, jest tak olbrzymia, iż kompromituje obecną ekipę rządzącą jako recenzenta działań Polaków na Kresach.

Podkreślmy zarazem, że polskie MSZ dało wolną rękę dyrektor Biełsatu Agnieszce Romaszewskiej, nie reagując na jej aroganckie wypowiedzi względem lidera AWPL Waldemara Tomaszewskiego. Gdy w pkt. 8. interpelacji Roberta Winnickiego przytoczona została jej wypowiedź na temat lidera Polaków na Wileńszczyźnie o konieczności obcięcia mu finansowania przez państwo polskie, Ministerstwo Spraw Zagranicznych odpowiedziało, że nie będzie tej wypowiedzi komentować. Tymczasem, jako główny donator Biełsatu, MSZ ma nie tylko obowiązek, ale też prawo do zdyscyplinowania finansowego beneficjenta własnych dotacji.

W istocie mamy do czynienia z kuriozum, podwójnymi standardami i prawdopodobnym podejrzeniem, że możliwe nieprawidłowości przy rozliczaniu pieniędzy z Rzeczypospolitej są pretekstem do ataku na ZPL, jak twierdzi prezes Michał Mackiewicz. Wskazuje na to nietykalność innego beneficjenta środków przeznaczonych na Polonię i Polaków za granicą, czyli samej Romaszewskiej, która wydaje nasze pieniądze na filmy oskarżycielskie wobec Żołnierzy Niezłomnych, zarzucające im udział w ludobójstwie na Białorusinach. Co więcej, wydawca serwisu Kresy24 – Fundacja „Wolność i Demokracja” – chwali na swoich stronach wspomniany film „Siarioża” o antypolskiej wymowie, iż ten otrzymał nagrodę (!) Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Należy również zaznaczyć, iż beneficjentem pomocy świadczonej przez państwo polskie za pośrednictwem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” jest portal „Znad Wilii” – zw.lt, którego działalność daleko wykracza poza pielęgnowanie polskości na Wileńszczyźnie i rzetelne dziennikarstwo. Wyraźnie konkurencyjny wobec kręgów AWPL i ZPL, serwis najął do zwalczania lokalnej konkurencji Marię Przełomiec, której giedroyciowski fanatyzm doprowadził do zawiązania przez nią – jak sama deklaruje – przyjacielskich relacji z patronem nowoczesnego litewskiego szowinizmu skierowanego przeciwko Polakom z Wileńszczyzny, Vytautasem Lansdbergisem. Portal, który ma promować polskość, złamał przy tym zasadę zdrowej konkurencji, nadając wywiadowi z Przełomiec tytuł „Warszawa musi odciąć Tomaszewskiego od pieniędzy”.

„Ukraina FIRST!”

Innym kuriozum jest z kolei deklarowany przez „WiD” cel określany jako „odzyskanie poczucia wspólnoty oraz świadomości konieczności współpracy przez narody tworzące I Rzeczpospolitą”. W istocie nie mamy do czynienia z niczym innym, jak ze współczesną wykładnią giedroycizmu, którego nieodłącznym elementem jest rzekome „poczucie wspólnoty” z narodami, które stworzyły swą współczesną tożsamość narodową czy to na antypolonizmie, czy to co najmniej na procesie lituanizacji/ białorutenizacji / ukrainizacji postaci z polskiej historii. W efekcie ofiarą tej platonicznej miłości wobec Litwinów, Białorusinów czy Ukraińców pada autentyczna polskość na Kresach czy też to, co z niej jeszcze zostało, a czego nie udało się zniszczyć władzom współczesnej Rzeczypospolitej. Szkodliwą i antypolską postawę publicznie wytknął tym ostatnim lider Polaków Wileńszczyzny, wskazując iż miejsce doktryny Giedroycia znajduje się na śmietniku historii.

Nieufność Polaków z Kresów Wschodnich do instytucjonalnej „pomocy” ze strony państwa polskiego ma także uzasadnienie ze względu na osoby oddelegowane do tego typu zadań. I tak, przewodniczącym Rady Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” jest Jan Dziedziczak, który jako wiceszef MSZ bagatelizował wypowiedzi Romaszewskiej o Waldemarze Tomaszewskim w odpowiedziach na wspomniane interpelacje posła Roberta Winnickiego.

Zaufania nie może też wzbudzać osoba Jana Malickiego z Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa, który jako szef Studium Europy Wschodniej UW toleruje najbardziej antypolskie indywidua, samemu będąc zadeklarowanym ukrainofilem.

Delegowani do „pomagania” Polakom na Wschodzie zostali też między innymi Jerzy Targalski, znany banderofil i zwolennik wspierania uzbrojeniem Prawego Sektora oraz Maria Przełomiec, która odznaczyła się całkowicie nierzetelnym i zmanipulowanym materiałem w TVP opowiadającym o polskiej autonomii Wileńszczyzny.

Warto jednak, gwoli uczciwości, wspomnieć o niebudzących wątpliwości członkach Rady Fundacji, takich jak chociażby prof. Jan Żaryn czy sędzia Bogusław Nizieński. Trudno jednak zrozumieć, jaką rolę pełnić mogą osoby niewątpliwie Kresom Wschodnim oddane pośród giedroyciowskich fanatyków czy wręcz jawnych banderofili, skoro obie te postawy są ze sobą nie do pogodzenia. Dość dodać, że Fundacja „Wolność i Demokracja” oraz Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” przenikają się w osobie Rafała Dzięciołowskiego – w pierwszej z nich uczestniczy jako członek Rady Fundacji, w drugiej – jako wiceprezes Zarządu. Nie odmawiając Dzięciołowskiemu szczerości intencji i osobistej uczciwości, trudno wszakże, by osoba pełniąca funkcję wysłannika „Gazety Polskiej” na Ukrainę wzbudzała zaufanie jako szermierz sprawy kresowej.

Przypomnijmy także wizję polityki wschodniej, pod którą podpisywał się Rafał Dzięciołowski, wyłożoną przez niego następująco w wywiadzie dla „Super Expressu” w kwietniu 2017 roku:

„To niebezpieczeństwo zagraża nie tylko Ukrainie, ale wręcz istnieniu państwowości polskiej. Lech Kaczyński doskonale to przewidział. Dlatego w stosunkach z Ukrainą z jednej strony zdecydowanie mówił o złych kartach we wzajemnej historii obu narodów, mówił mocno o rzezi wołyńskiej, ale też o polskich akcjach odwetowych. Uważał też jednak, że wspieranie państw takich jak Ukraina czy Litwa, ich niepodległości, jest polską racją stanu”.

Minął ponad rok od czasu udzielenia wywiadu i już cztery lata od rozpoczęcia tzw. wojny rosyjsko-ukraińskiej, a Ukraina i Rosja nadal handlują w najlepsze i to przy wzrastających obrotach. Warto także przypomnieć, że Lech Kaczyński świadomie lekceważył pamięć o rzezi wołyńskiej, odmawiając honorowego patronatu nad obchodami 65. rocznicy apogeum tej zbrodni 11 lipca 2008 roku. Nie ma więc racji Dzięciołowski, gdy określa postawę Lecha Kaczyńskiego jako „zdecydowaną”. Nigdy też głos Lecha Kaczyńskiego nie wybrzmiał tak zdecydowanie w obronie chociażby polskich kościołów we Lwowie czy Polaków okradanych przez Republikę Litewską z ojcowizny, jak potrafił wybrzmieć np. w obronie przynależności Abchazji i Osetii do Gruzji. W istocie rzeczy „dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego” i polityka wschodnia nadająca priorytet Polakom na Kresach są – posługując się językiem matematyki – dwoma zupełnie odrębnymi zbiorami bez elementów wspólnych. Skrajnie niekorzystnie należy też ocenić uczestnictwo Dzięciołowskiego w składzie Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów RP i Ukrainy, w trakcie posiedzenia którego, w Krakowie, w listopadzie 2017 roku, strona polska miała – wedle Ukraińców – obiecać odbudowę pomników UPA w Polsce. Kancelaria Prezydenta, zapytana o sprawę przez portal Kresy.pl, nie zaprzeczyła tym doniesieniom, odsyłając jedynie do zdawkowego oświadczenia na swojej stronie. Niezmącone pozostaje przy tym przekonanie Dzięciołowskiego, iż Polska powinna wspierać Ukrainę – państwo, które z premedytacją zabrania pogrzebania kości polskich ofiar cywilnych pozbawionych życia przez nacjonalistów ukraińskich.

Z uwagi na powyższe mało wiarygodnie musi też brzmieć deklaracja Dzięciołowskiego w kwestii rozliczania pieniędzy przez ZPL: „Musimy być strażnikami publicznych pieniędzy i dbać o przestrzeganie prawa” („Gazeta Polska Codziennie”, Nr 126(2040), 2-3.06.2018), gdyż faktem nie budzącym wątpliwości jest, iż tzw. pomniki UPA w Polsce powstawały nielegalnie. Propozycja odbudowy „pomników UPA”, jaka miała paść według strony ukraińskiej, była zatem świadomą deklaracją zamiaru złamania prawa polskiego. 

„Kto z was jest bez grzechu…”

Zarazem zupełnie niesatysfakcjonujące pozostają wyjaśnienia samego prezesa Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, Mikołaja Falkowskiego. W wygodny dla siebie sposób ograniczył dyskusję na temat swojej postawy, odmawiając odniesienia się do hipotezy, iż swoimi działaniami rozbija on polskość na Wileńszczyźnie. Warto o tym wspomnieć ze względu na transparentność, do której częstokroć prezes Falkowski odwołuje się w kontekście zarzutów wobec Związku Polaków na Litwie, albowiem przejrzystość powinna być zachowana także przy rozpatrywaniu skutków politycznych i społecznych działań prezesa Mikołaja Falkowskiego. 

Prawda jest jednak taka, że Falkowski, jako prezes Fundacji „PPnW”, działający za pieniądze i dysponujący środkami pochodzącymi ze Skarbu Państwa, ma obowiązek odnosić się do tego, jaki będzie efekt dociśnięcia Związku Polaków na Litwie i kto będzie jego beneficjentami. Do tych ostatnich należy na pewno zaliczyć środowisko radia i portalu „Znad Wilii” Czesława Okińczyca, osoby odgrywającej w Republice Litewskiej rolę „dobrego Polaka”, noszącego ponadto tytuł Nadzwyczajnego i Pełnomocnego Ambasadora Republiki Litewskiej nadany mu przez prezydenta Adamkusa. Beneficjentami rozbicia Związku Polaków na Litwie – bo do tego zmierza polityka państwa polskiego i finansowanej przez nie Fundacji kierowanej przez Mikołaja Falkowskiego – będzie też sama Republika Litewska, państwo wrogo usposobione do polskich autochtonów Wileńszczyzny.

Wreszcie, o całokształcie nowej polityki(?) państwa polskiego wobec Polaków w Republice Litewskiej świadczy oddelegowanie na ten odcinek Urszuli Doroszewskiej, która nie tylko oświadczyła, że prawa narodowe Polaków na Wileńszczyźnie nie będą jej priorytetem, ale też zaakceptowała antypolską ustawę oświatową. Tym samym traci ona moralną i polityczną legitymację do zajmowania stanowiska w sprawach Polaków w Republice Litewskiej, albowiem wymagać może jedynie ten, który ma coś do zaoferowania. Doroszewska tymczasem sama wykluczyła się z tej dyskusji, uznając jej przedmiot – prawa rodaków na Ziemiach Wschodnich – za nieistotny, nie będący priorytetem.

Mimo powyższego Doroszewska zdobyła się na bezprecedensowy krok – zakomunikowała „w imieniu państwa polskiego” prezesowi Związku Polaków na Litwie, Michałowi Mackiewiczowi, iż ten nie powinien kandydować na kolejną kadencję. Mamy więc do czynienia z bezprawną ingerencją w sprawy suwerennej i samorządnej organizacji polskiej, która nie znajduje jakiegokolwiek uzasadnienia. Obecna ambasador, kopiująca najgorsze praktyki z czasów Jana Widackiego, nie posiada bowiem żadnych argumentów natury prawnej, politycznej czy moralnej, by próbować ręcznie sterować pozarządową bądź co bądź organizacją. Obłuda wykonawców całego procederu wydaje się tym większa, że państwo polskie nigdy nie wywierało podobnej presji na władze Republiki Litewskiej, mimo dysponowania odpowiednimi ku temu instrumentami. Co więcej, zaangażowana w specyficzną „pomoc” Polakom na Wschodzie Fundacja „Wolność i Demokracja” deklaruje jako jeden ze swoich celów „wspieranie przemian demokratycznych na terenach byłego Związku Sowieckiego”, tymczasem państwo polskie usiłuje wpływać na demokratyczny proces wyboru władz jednej z organizacji polskich na Kresach.

Zuchwałe postępowanie Doroszewskiej wobec prezesa ZPL jest natomiast argumentem na rzecz hipotezy, iż w całej sprawie chodzi właśnie o rozbicie polskości na Wileńszczyźnie, m.in. poprzez dowartościowanie lokalnych środowisk, które – odpowiednio przekupione pieniędzmi z Warszawy – nie będą przeszkadzały w „strategicznym partnerstwie” Polski i Republiki Litewskiej. Stąd też wynikać może „odmowa dyskusji” na ten temat rozbijania polskości przez prezesa Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, mimo że rozbicie Związku Polaków na Litwie, dyskredytacja prezesa ZPL, jak i całej organizacji, będzie jednym z najbardziej widocznych skutków przeniesienia sporu na poziom zarzutów prokuratorskich. Dość dodać, że państwo polskie finansuje ośrodki medialne czy portale, które wobec Związku Polaków na Litwie, Akcji Wyborczej Polaków i liderów ww. organizacji prowadzą regularną kampanię oszczerczej dyskredytacji, a przecież właśnie takie spożytkowanie środków finansowych na rzekomą „pomoc” rodakom na Kresach Wschodnich nadaje się do rozpatrzenia w prokuraturze w pierwszej kolejności. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że sprawa ma tło ideologiczne, a jej celem jest polityczne zniszczenie samodzielnych organizacji polskich na Ziemiach Wschodnich. Warto zapamiętać nazwiska tych, którzy w tej hańbie biorą udział.

Marcin Skalski

 



Wywiad z Michałem Mackiewiczem na Kresy.pl: Jeszcze nigdy w Polsce nie spotkałem się z tak otwartą wrogością



Inne linki związane z tematem Polaków na Wschodzie:

Telewizja Biełsat wyprodukowała film oskarżający Żołnierzy Wyklętych o ludobójstwo na Białorusinach

Dziennikarka Biełsatu autorką paszkwilanckiego reportażu o Polsce dla telewizji Al-Jazeera

Skandal w MSZ. Resort wydaje ponad 24 razy więcej na Biełsat niż na media polskie na Białorusi

Przełomiec (TVP Info): Ustawa o IPN może być rosyjską prowokacją

Waldemar Tomaszewski: niestety mamy do czynienia z elementem zdrady w stosunku do kresowych Polaków [+VIDEO]

Szef białoruskiego MSZ: Tadeusz Kościuszko i Ignacy Domeyko byli Białorusinami

Szef Ukraińskiego IPN: niestety Giedroyc został w Polsce zapomniany

Powstało Polsko-Ukraińskie Forum Partnerstwa. „Jesteśmy miłośnikami Ukrainy” [+FOTO]

Gdy banderowiec zostaje polskim bohaterem

Jak Maria Przełomiec zmanipulowała historię polskiej autonomii na Wileńszczyźnie

Maria Przełomiec znów atakuje Polaków Wileńszczyzny i znów mówi nieprawdę

„Gazeta Polska” znów atakuje Akcję Wyborczą Polaków na Litwie

Falkowski: nie będę dyskutować o rozbijaniu polskości na Wschodzie

Republika Litwewska: Konserwatyści chcą postawienia posła AWPL-ZChR przed komisją etyki

Prezes ZPL: Ambasador RP na Litwie zakazała mi kandydowania

A także:

Relacja o ostatnim Zjeździe ZPL
http://wilnoteka.lt/artykul/nie-chce-ale-musze-m-mackiewicz-nadal-prezesem-zpl-na-przekor-oskarzeniom

Oświadczenie Fundacji Pomocy Polakom na Wschodzie
http://wilnoteka.lt/artykul/oswiadczenie-zarzadu-fundacji-pomoc-polakom-na-wschodzie

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz