Widoczne pierwsze skutki „Różańca do granic”. PTA (Polska Tarcza Antydemoniczna)

0
639

Widoczne pierwsze skutki "Różańca do granic". PTA (Polska Tarcza Antydemoniczna) Roz do granic1. Polska Tarcza Antydemoniczna i jej wrogowie

Grzegorz Kucharczyk

Co tam jakieś marne bataliony US Army stacjonujące na wschodniej flance NATO.

Oto przed dwoma tygodniami przesunęliśmy na granice naszego kraju ponad milion ludzi wyposażonych w niezwykle zaawansowaną broń! Jej skuteczność została udowodniona na niejednym polu bitwy. Nieprzyjaciela razi stuprocentowo. Od Tatr po Bałtyk, od Odry po Bug została rozpostarta Polska Tarcza Antydemoniczna (PTA).

Wdrożony program obrony strategicznej (strategia najwyższych lotów, bo dotyczy spraw ducha) spotkał się z kontrakcją tych, którzy dostrzegli w niej przykład „polskiej islamofobii”, „niechęci do imigrantów”, a nawet „rasizmu”. Chociaż w momencie instalowania nad naszym krajem PTA zakończyły się już, tak bardzo wzbudzające obawy, manewry „Zapad – 17” prowadzone przez Rosję tuż za naszą wschodnią granicą, to już wieczorem 7 października na demokratycznym i wolnym Zachodzie rozpoczęły się zupełnie inne manewry. Do akcji wkroczyły „wojska informacyjne” (czyt. dezinformacyjne), których celem było i jest przedstawienie inicjatywy strategicznej obrony duchowej już to jako czynu partyjnego („wspieranie antyimigranckiej polityki rządu PiS”), już to dopatrzenie się w tej inicjatywie „kontrowersyjnych” intencji (por. wyżej).

Fakt, że nie zdecydowano się na taktykę przemilczania („zamilczania na śmierć”) jest niezwykle wymowny. Rozciągnięcie nad Polską duchowej Tarczy Antydemonicznej ewidentnie bowiem zabolało. I to bardzo mocno. „Różaniec do granic” był wspaniałym zwieńczeniem obchodów stulecia objawień w Fatimie. Wspaniałym, bo wprost i na wielką skalę spełniającym prośbę Matki Bożej wzywającej do modlitwy różańcowej. Jest jeszcze jedno podobieństwo z Fatimą. Zarówno PTA jak i objawienia 1917 roku doczekały się niemal natychmiast podobnie wrogiej, pisanej żółcią z domieszką siarki, reakcji.

Znamieniem naszych czasów jest to, że front atakujących objął również zachodnie media etykietowane jako katolickie. Jak chociażby włoski periodyk „Famiglia Christiana”, który dojrzał w modlitwie różańcowej przy naszych granicach wyraz antyimigranckiego nastawienia Polaków, co – jak napisał autor paszkwilu – „nie spotyka się z aprobatą Watykanu”. Pomijając jawne nonsensy tkwiące za tego typu rozumowaniem (to tak jakby Austriaków modlących się w 1955 roku w szeregach krucjaty różańcowej o wycofanie armii sowieckiej z ich kraju oskarżać o „rusofobię” i „podsycanie nastrojów zimnowojennych”), warto jednak odnotować, że w jednym autor artykułu zamieszczonego we włoskim piśmie nie konfabulował. Watykańskie media (na czele z „L’Osservatore Romano”) rzeczywiście dość wstrzemięźliwie – że użyjemy eufemizmu – odniosły się do różańca na granicach.

A przecież został uczyniony raban. I to wielki, bo sięgający samego Nieba. Inicjatywa wyszła od ludzi świeckich (słuchajcie, słuchajcie „dzieci soboru” wciąż maglujący temat „udziału osób świeckich w życiu Kościoła”), a w modlitwie wzięły udział całe, wielopokoleniowe rodziny. Ten ostatni fakt warto szczególnie podkreślić w sytuacji, gdy do ataku na duchową Tarczę Antydemoniczną ruszył periodyk noszący nazwę „Rodzina Chrześcijańska” („Famiglia Christiana”).

Reakcja „dzieci soboru” na modlitwę różańcową u polskich granic potwierdza tylko to, o czym można było się przekonać już wcześniej: hasło „większego udziału ludzi świeckich w życiu Kościoła” ma przede wszystkim polegać na promowaniu udziału ludzki świeckich w podmywaniu katolickiego nauczania i katolickiej tradycji. Jeśli temu nie służy, a wręcz odwrotnie – jest wyrazem zatroskania milionów katolików o tradycyjną rodzinę (np. francuska „Manif pour tous”) lub o duchową kondycją narodu (nasz „Różaniec do granic”) – to wtedy zupełnie co innego. Wtedy jest to „rygoryzm”, „prezentowanie moralnej wyższości”, a nawet „islamofobia”.

Ataki różnorakich „wojsk informacyjnych” na PTA celnie skomentował prof. Stanisław Grygiel, który udzielił niedawno wywiadu włoskiej „Nuova Bussola Quotidiana”. Emerytowany profesor filozofii Uniwersytetu Laterańskiego, niegdyś członek Instytutu Jana Pawła II Studiów nad Życiem i Rodziną, prywatnie przyjaciel Jana Pawła II stwierdził, iż rzeczywistą przyczyną ataków na polski różaniec do granic jest odrzucenie przez sporą część tzw. europejskich elit prawdy o kulturowej tożsamości Europy, której „korzenie rozciągają się od Jerozolimy do Aten i Rzymu”.

„Niektórzy, być może zbyt wielu przedstawicieli Kościoła na zachodzie – kontynuuje swój wywód prof. Grygiel – tego nie rozumieją. Dlaczego? Bo są małej wiary, mają mało kultury i słabą pamięć. Nie dziwi  więc, że także oni pracują nad tym, by Kościół Chrystusowy pozbawić korzeni i zamienić w humanitarne stowarzyszenie, podobne do wielu innych. Modlitwa człowieka jest miarą jego wiary”.

I dalej: „Kto nie żyje modlitwą, ten nie może wiedzieć, o co w tym chodzi. Kto nie żyje w dialogu, nie wie też czym jest dialog. Brakuje duchowego życia. Umarli nie oddychają. Jeśli niektórzy księża, a nawet biskupi twierdzą, że Polacy przez różaniec niszczą mosty i wznoszą mury, byłoby lepiej, gdyby na jakiś czas wycofali się do klasztoru, by nauczyć się modlitwy”.

Trafione w samo sedno.

Za: Pch


2. Niemcy

Tematem, o którym dużo mówiło się ostatnio w Niemczech, jest „Różaniec do granic”, który był niemiłosiernie krytykowany. Wśród określeń królowały takie jak: ksenofobia, antyislamskie nastawienie itd., itp. Okazało się, że te pojawiające się krytyczne głosy były przysłowiowymi głosami wołającego na puszczy. W „Die Welt” napisano, że po prostu Polacy modlili się za chrześcijańską cywilizację. „Polscy katolicy po prostu, trzymając różaniec wzdłuż granicy liczącej trzy i pół tysiąca kilometrów, modlili się”. W Zgorzelcu, w którym mieszka Jan Bogatko, po niemieckiej stronie widać było ów różaniec i ludzi stojących tam podczas tej akcji.

Ku zdziwieniu naszego korespondenta, piszący na ten temat w „Die Welt” Gerhard Gnauck, tłumacząc sytuację niemieckiemu czytelnikowi, napisał rzetelnie, że dziesiątki tysięcy polskich katolików modliło się o pokój na świecie i w Polsce. To już budzi wielki śmiech, jeżeli lewactwo atakuje w ramach hasła „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” ludzi, którzy się modlą. Przypomina to najgorsze czasy lat 50., głębokiego stalinizmu i totalnego Czerwonogrodu.


2. Włochy

„Famiglia Cristiana” robi wyrzut Polsce z powodu… modlitwy różańcowej

Prowincjał paulistów w Polsce wysłał list protestacyjny do włoskich władz zgromadzenia i zarządzających tygodnikiem, w którym Alberto Bobbio przedstawił Różaniec do Granic „kłamliwie”.

Minęła właśnie setna rocznica objawień fatimskich, wielkiego duchowego święta Kościoła. Polacy uczcili je w sposób szczególny, w dodatku jak najbardziej zgodny z tym, o co prosiła Matka Boża z Fatimy, to jest modlitwą różańcową. Opletli różańcem świętym granice Polski, aby modlić się za Polskę i za świat – o polskie rodziny, pokój w naszym kraju i na całym świecie oraz ochronę wiary w Europie. Świeccy organizatorzy z organizacji Solo Dios Basta podkreślali, że wybrano ten dzień ze względu na przypadające w tym roku ważne rocznice – 100. rocznicę objawień w Fatimie i 140. rocznicę objawień w Gietrzwałdzie, a data 7 października to po prostu święto Matki Bożej Różańcowej, ustanowione po wielkiej bitwie pod Lepanto, gdzie flota chrześcijańska pokonała wielokrotnie większą flotę muzułmańską, ratując tym samym Europę przed islamizacją.

Tego, że lewackie media w Polsce okrzyknęły akcję  „dewocyjnym kordonem”, można się było spodziewać, ale że zagranica zobaczy w tej modlitwie przede wszystkim chęć obudzenia antymuzułmańskich resentymentów, było dla mnie w pierwszym momencie zaskakujące. Z drugiej strony na tym przykładzie widać właśnie, w jakim tempie postępuje islamizacja mentalności w Europie.

Zresztą, czyż można się dziwić dziennikarzom z BBC, skoro nawet redaktor „Famiglia Cristiana” Alberto Bobbio… wydaje się nic nie rozumieć (czy tylko?). Na stronie internetowej w połowie ubiegłego tygodnia, niejako w swoisty sposób „czcząc” mającą właśnie przypaść setną rocznicę objawień w Fatimie, zastanawia się, dlaczego na temat Różańca do Granic nie znalazła się żadna informacja ani w mediach watykańskich, ani w dzienniku oficjalnym Stolicy Apostolskiej „L’Osservatore Romano”. Jego zdaniem nie mogło być inaczej, bo przecież papież Franciszek „przy każdej okazji mówi, aby nie budować żadnych murów, ale budować mosty, także te duchowe”. Ten sam artykuł, jeszcze 11 października 2017 r., nosił tytuł: „Polonia: Il muro spirituale e politico contro islam ed Europa” (Polska: mur duchowy przeciwko islamowi i Europie), a już 12 października został zamieszczony w tym samym miejscu pod zmienionym tytułem: ”Polonia, il muro spirituale contro l’islam non piace al Papa” (Polska: Mur duchowy przeciwko islamowi nie podoba się Papieżowi).

Publikacją tą oburzeni są polscy pauliści, bowiem czasopismo to jest redagowane przez paulistów we Włoszech. W dniu wczorajszym ks. Bogusław Zeman SSP, prowincjał paulistów, kategorycznie odciął się od, jak to nazwał, obraźliwej publikacji, w której Bobbio przedstawił poglądy „nieuprawnione, jednostronne i kłamliwe”, i przeprosił „wszystkie osoby dotknięte publikacjami”. Skierował też w tej sprawie list protestacyjny do włoskich władz zgromadzenia i zarządzających tygodnikiem.

Gdy ponad wiek temu zbliżał się termin zapowiedzianego pastuszkom z Fatimy przez Matkę Bożą 13 lipca 1917 roku widzialnego cudu, również wytoczono działa mające zapobiec temu jawnemu świadectwu „katolickiego obskurantyzmu”. Portugalia Anno Domini 1917 to kraj świecki od siedmiu lat, z którego wygnano biskupów (ostatniego w 1912 roku) i wszystkie zakony, zakazano nauki religii, a świątynie, kaplice, szkoły i ośrodki dobroczynne przejęło państwo. Księżom zabroniono noszenia szat duchownych poza kościołami i urządzania procesji. A wszystko to miało miejsce w państwie postępu, rządzonym oficjalnie przez komunistów i masonów, gdzie zadeklarowano wolność wyznania.

Cud Słońca i to, co wydarzyło się na polach Cova da Iria w październiku 1917 roku, a czego świadkiem było 70 tysięcy ludzi, wywołało dalsze zaostrzenie represji. Zapewne w listopadzie tego roku, po wybuchu rewolucji bolszewickiej w Rosji, wydawało się, że gorzej być nie może, chociaż ci, co uwierzyli, pogrążyli się w ekspiacji, odmawiając dzień w dzień różaniec.Portugalia na efekty nie musiała długo czekać, bo już w grudniu w wyniku przewrotu zmieniono władzę i stopniowo kraj ten swój powrót do normalności rozpoczął przyjazdem biskupów z wygnania.

Tak było w Portugalii. Jak będzie w przypadku modłów Polaków, zobaczymy, ale wściekłe ataki świadczą jedynie o sile i doniosłości tego, co wydarzyło się na polskich granicach 7 października 2017 roku.

Monika Rotulska

Oświadczenie prowincjała paulistów w sprawie publikacji we włoskiej Famiglia Cristiana