Nowy Ład a katastrofa demograficzna

0
572

Marian Piłka

Rok ubiegły potwierdził fakt, że Polska jest w stanie katastrofy demograficznej. Już od początku lat 90-tych pokolenie dzieci nie odtwarza pokolenia rodziców. Polska jest wśród krajów o najniższym współczynniku reprodukcji prostej. Nawet wprowadzenie programu 500+, choć przyczyniło się do wzrostu urodzeń, ale był on niewielki i miał charakter przejściowy. W roku ubiegłym zmarło  478 tys., a urodziło się mniej niż 360 tys. Polaków. Ponieważ w życie dorosłe wkraczają obecnie roczniki niżu demograficznego, należy się spodziewać zarówno dalszego spadku urodzeń, jak i wzrostu zgonów. Oba te czynniki przyśpieszają proces starzenia się polskiego społeczeństwa i jego wymierania. Według prognoz ONZ, pod koniec tego stulecia Polska będzie liczyła około 24 milionów ludności, z czego większość to będą ludzie starzy. Weszliśmy bowiem w proces nie tylko stałego spadku ludności, ale w stan katastrofy demograficznej ze wszystkimi ekonomicznymi, społecznymi i międzynarodowymi skutkami tego procesu.

Nowy Ład a katastrofa demograficzna GUS Urodzenia w Polsce od 1946 roku

Otóż warunkiem długotrwałego rozwoju społecznego i ekonomicznego jest wzrost ludnościowy. Boom demograficzny zawsze bowiem wyprzedza boom ekonomiczny. Bo to człowiek, jego energia, aspiracje i dążenia jest rzeczywistym motorem procesów historycznych. Jeżeli społeczeństwa rozwijają się ludnościowo, to konsekwencją tego wzrostu jest zawsze wzrost ekonomiczny i ekspansja. Natomiast społeczeństwa, które cechuje spadek ludności, ulegają procesom rozkładu i upadku. Demografia bowiem jest najważniejszym i najpotężniejszym czynnikiem rozwoju i upadku ludzkich społeczności. Bo społeczeństwa młode są przedsiębiorcze, zaradne, innowacyjne, skłonne do ryzyka i podejmowania nowych wyzwań. Natomiast społeczeństwa biologicznie stare są konserwatywne w złym słowa tego znaczeniu. Boją się podejmowania nowych inicjatyw, są stagnacyjne, zachowawcze i ulegają dynamice społeczeństw bardziej żywotnych demograficznie. Oczywiście procesy demograficzne, to procesy długiego trwania, ale w historii mają decydujące znaczenie.

Oczywiście  kryzys demograficzny w Polsce trwa już od początku lat 90-tych i pomimo, iż to wyzwanie było i jest najważniejszym wyzwaniem narodowym, zainteresowanie tym problemem było systematycznie spychane na margines. Podjęte w drugiej połowie lat 90-tych pierwsze próby przeciwdziałania temu kryzysowi (na przykład wydłużenie urlopów macierzyńskich), spotykały się z bardzo silnym oporem.  Z podobnymi zachowaniami mamy do czynienia i obecnie. Rożne bowiem formy wsparcia dla rodziny ze względu na posiadanie dzieci były najczęściej motywowane  względami wyborczymi i jako takie miały charakter spóźniony. W 2005 roku, pomimo że już wówczas PIS miał w programie wprowadzenie koncepcji 500+, to po wyborach Jarosław Kaczyński zdecydowanie się przeciwstawił jego realizacji. A był to ostatni moment, w którym wprowadzenie realnego materialnego wsparcia mogło mieć wpływ na znaczący wzrost urodzeń, ponieważ w okresie prokreacyjnym znajdował się wówczas wyż demograficzny z przełomu lat 70- i 80-tych. Zablokowanie wówczas realnej polityki prorodzinnej spowodowało nie tylko utrwalenie modelu rodziny małodzietnej, ale zaprzepaszczenie szansy na realne przełamanie tendencji spadkowej urodzin. Wprowadzenie programu 500+ w 2016  było już działaniem zdecydowanie spóźnionym i co więcej miało także przede wszystkim cechy działania o charakterze wyborczym. Bo choć realnie wzmocniło ekonomicznie rodziny, to program ten nie zawierał w sobie mechanizmu zachęcającego do posiadania rodzin wielodzietnych. Zamiast uzupełnienia tego programu o koncepcje 1000+ na trzecie i następne dziecko w celu zachęcenia do tworzenia rodzin rozwojowych, PIS zdecydował się na rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko zgodnie z postulatem wysuniętym pierwotnie przez PO. Nic też dziwnego, że to rozszerzenie nie miało żadnego pozytywnego wpływu na poziom urodzeń. Bo zasadniczym celem działania PISu nie było wsparcie wzrostu urodzeń, a pozyskanie wyborców. Rodzin z trójką i więcej dzieci jest bowiem zdecydowanie mniej niż rodzin posiadających przynajmniej jedno dziecko. Projektowany program demograficzny, o którym politycy PISu mówią już od długiego czasu  wpisuje się w wyborczą strategię tego ugrupowania, a nie koncentruje się na  przezwyciężeniu a przynajmniej na ograniczeniu zakresu katastrofy demograficznej. Bowiem kluczem do przezwyciężenia tej katastrofy jest upowszechnienie modelu rodziny rozwojowej, przynajmniej modelu 2+3. W tym celu powinny być podjęte działania, które koncentrują się przede wszystkim na wprowadzeniu zachęt do posiadania przynajmniej trójki dzieci oraz na działaniach wspierających zawieranie małżeństw i wsparciu ich trwałości. Bowiem, choć nadal czynniki ekonomiczne odgrywają bardzo ważną rolę w decyzjach o kształcie rodziny, to coraz większa rolę ogrywają także czynniki kulturowe. Dlatego zasadniczym czynnikiem w projektowanej polityce demograficznej powinno być wprowadzenie koncepcji 1000+ na trzecie i następne dziecko. Koszt wprowadzenia programu 1000+ nie przekroczyłby kwoty 3 miliardów złotych, co byłoby niewielką częścią proponowanych przez PIS wydatków. A także podjęcie innych form wsparcia zwłaszcza dla młodych małżeństw, tak aby ułatwić i obniżyć wiek zawierania małżeństw, wzorem rozwiązań węgierskich, gdzie udało się wyraźnie zwiększyć ilość zawieranych małżeństw. W ostatnich 8 latach liczba rozwodów zmniejszyła się o 22%, a zawieranych małżeństw wzrosła o 43%.. Na przykład matki czworga dzieci zostały zwolnione z płacenia podatków. Rodziny przed czterdziestką mogą otrzymać kredyt w wysokości 31 tys. euro, którego wysokość jest proporcjonalnie umarzana zależnie od ilości dzieci. Także rodziny wielodzietne mogą liczyć na dofinansowanie na zakup dużego samochodu osobowego. Od 2010 roku, Węgry podwoiły wydatki na wsparcie rodziny. Ich nakłady osiągnęły 5% PKB, gdy w Polsce dochodzą do 4%. Także działania przeciwdziałające rozpadzie rodziny, jakie zostały wprowadzone w Norwegii i w Niemczech przyczyniły się do ograniczenia plagi rozwodów. Warto, aby także podobne rozwiązania zostały wprowadzone w naszym kraju.

Ludność Polski będzie się zmniejszać, dlatego tak ważna jest także polityka ściągania emigrantów zarobkowych z powrotem do Polski. Dlatego państwo polskie powinno zaproponować wprowadzenie ekonomicznych instrumentów zachęcających do powrotu do kraju. Pracownicy, którzy przepracowali dwa lata na emigracji powinni otrzymać 50% ulgę w podatku dochodowym na okres 5-7 lat po powrocie do kraju. A emeryci, którzy wypracowali sobie emerytury za granicą, po powrocie do kraju powinni być zwolnieni z płacenia podatku dochodowego. Ich powrót, to nie tylko poszerzenie rynku wewnętrznego, ale także wzmocnienie więzi z Polską pokolenia ich dzieci i wnuków, nawet jeżeli oni nie wrócą do kraju.

Tymczasem PIS dyskutuje nad rozwiązaniami, które mają bardziej zapewnić sukces wyborczy niż przyczynić się do przezwyciężenia katastrofy demograficznej. Wprowadzenie rewaloryzacji programu 500+ choć słuszne, nie przyczyni się do wzrostu urodzeń. Także zwiększenie kwoty wolnej od podatku samo w sobie, choć kosztowne dla budżetu nie zmieni postaw prokreacyjnych. Jeżeli zwiększać kwotę wolną od podatku, to także warto ja powiązać z wielkością rodziny. Także program zwolnienia, przynajmniej częściowego, emerytur z podatku, jest obliczony tylko na pozyskanie wyborców, a nie jest odpowiedzią na największe zagrożenie i najważniejsze wyzwanie jakie stoi przed naszym narodem. Z propozycji PISu wynika bardzo wyraźnie, że polityka prorodzinna jest używana wyłącznie jako instrument do pozyskania wyborców, a nie jest traktowana jako największe narodowe wyzwanie od którego zależy przyszłość naszego narodu. Zasadniczym bowiem wyzwaniem jest przyszłość, a ona zależy nie od pokolenia odchodzącego, ale od tego, które może się urodzić. To nie jest perspektywa myślenia kategoriami odpowiedzialności za przyszłość narodu, a tylko kategoriami egoizmu partyjnego. I pod tym względem, choć jest polityką inteligentniejszą niż bezmyślność polityki opozycji, to w swej istocie nie ma zasadniczej pomiędzy nimi różnicy. Obie bowiem są politykami egoizmu partyjnego, a nie odpowiedzią na narodowe wyzwanie. 

Komentarz:

“Problem zbliżającej się w Polsce katastrofy demograficznej (jest to wizja bardzo prawdopodobna), nie da się rozwiązać prostym sposobem. Zgadzam się, że 1000 zł+ na trzecie dziecko oraz inne zabiegi ekonomiczne są bardzo ważne dla wzrostu dzietności w Polsce, ale bardzo ważnym (kto wie, czy nie najważniejszym) zadaniem jest walka o powszechność wzorcowego modelu życia społecznego opartego o tradycyjną rodzinę, gdzie kobieta otoczona opieką i powszechnym szacunkiem ze strony mężczyzn, przy wsparciu materialnym, organizacyjnym i duchowym ze strony państwa oraz otoczenia, świadomie i z determinacją występującą w prawie naturalnym – będzie pełniła funkcje matki życia. Z całą pewnością ideologia dżender i LGBT stoi w sprzeczności do tej wizji.”

– Stanisław Piecyk


POWIĄZANE:

Lipiński: Multi-kulti czy polityka pronatalistyczna (cz. 4)