Parasol ochronny służb nad Jolantą Gontarczyk vel Lange?

0
493

Nowe śledztwo ws. śmierci ks. Franciszka Blachnickiego powinno odpowiedzieć na pytanie, czy małżeństwo Gontarczyków współpracowało z UOP – mówi DoRzeczy.pl Piotr Woyciechowski, ekspert ds. służb specjalnych.


Damian Cygan: Dlaczego IPN podjął na nowo śledztwo w sprawie śmierci ks. Franciszka Blachnickiego?

Piotr Woyciechowski: Bezpośrednim powodem wznowienia śledztwa była interwencja posła PiS Tomasza Rzymowskiego, który zwrócił się w tej sprawie do prokuratura generalnego. W swoim piśmie poseł Rzymkowski zawarł wszystkie te wątpliwości, które my sformułowaliśmy w październiku 2019 roku podczas spotkania w Przystanku Historia IPN, poświęconemu duetowi szpiegowskiemu “Yon” i “Panna”, czyli Andrzejowi i Jolancie Gontarczyk vel Lange. Przygotowując się do tego spotkania, miałem możliwość wglądu w akta śledztwa w sprawie zgładzenia ks. Franciszka Blachnickiego za pomocą trucizny, które umorzyła w lipcu 2006 roku pani prokurator Ewa Koj.

Jakie są główne kontrowersje wokół tego postępowania?

Podstawowy błąd to nieprzeprowadzenie ekshumacji szczątków ks. Franciszka Blachnickiego, zwłaszcza że biegli w swojej opinii nie wykluczyli otrucia. Wskazali nawet związki chemiczne, które mogły wywoływać tożsame lub podobne objawy, opisane w akcie zgonu księdza. Biegli podkreślili też, że potrzebne są badania próbek z ciała kapłana, ale ich nie otrzymali. Kolejny element to świadkowie, którzy twierdzili, że rozmowę na temat działalności agenturalnej ks. Blachnicki przeprowadził z Gontarczykami w dniu swojej śmierci. Z kolei Andrzej i Jolanta podczas zeznań przekonywali, że tego dnia nie widzieli się z księdzem. Nie dokonano konfrontacji, która w tym przypadku powinna być naturalnym sposobem rozstrzygnięcia wątpliwości. Inna sprawa, moim zdaniem najbardziej skandaliczna, to całkowite pominięcie w czynnościach procesowych żyjących wówczas oficerów Departamentu I Wydziału XI SB, bezpośrednio zaangażowanych w operację wywiadowczą o kryptonimie “Yon”. W tym oficerów prowadzących Gontarczyków – Waldemara Mendzelewskiego i Roberta Grochala oraz nadzorujących sprawę naczelnika Henryka Bosaka, który od 1985 roku także łącznikował szpiegów “Yon” i “Panna” z pozycji rezydentury wywiadu w Budapeszcie, a także zastępców naczelnika Wydziału – Henryka Wróblewicza i Aleksandra Makowskiego. Dziś prawdopodobnie żyje już tylko Makowski.

Czy prokuratura wykorzystała całą dokumentację, która była wówczas dostępna?

Niestety nie. I to jest kolejne trudno wytłumaczalne uchybienie. Nie zarządzono kompleksowej kwerendy dokumentów w zasobie archiwalnym IPN. W związku z czym pominięto dostępne już wówczas akta rozpracowania obiektowego o kryptonimie “Baxis”, założonego na organizację powołaną przez ks. Blachnickiego i działającą pod nazwą Chrześcijańska Służba Wyzwolenia Narodów w Carlsbergu. Gdyby zajrzano do tych dokumentów, znalezionoby szczątkowe informacje i meldunki z operacji o kryptonimie “Sycylia”, którą Służba Bezpieczeństwa prowadziła razem ze STASI. To oznacza, że wschodnioniemieckie służby specjalne również rozpracowywały ośrodek w Carlsbergu i samego ks. Franciszka Blachnickiego. Za tym powinna pójść kwerenda wszystkich dostępnych materiałów w Instytucie Gaucka. I to są główne sprawy, które w nowym śledztwie powinny zostać uzupełnione. Natomiast w pierwszej kolejności potrzebna jest ekshumacja szczątków ks. Blachnickiego oraz przeprowadzenie bardzo wnikliwych badań pod kątem wykrycia śladów trucizny użytej do zabicia kapłana.

Dlaczego akurat Gontarczykowie znaleźli się blisko ks. Blachnickiego?

Zostali wyselekcjonowani jako sprawdzona i perspektywiczna agentura, wyszkolona, dobrze opłacana oraz przerzucona na Zachód w ramach tzw. akcji łączenia rodzin. Wykorzystano przy tym fakt, że rodzina Jolanty Lange miała – po kądzieli – pochodzenie niemieckie. W czasie drugiej wojny światowej jej ojciec podpisał volkslistę i służył w Wermachcie. Po przerzuceniu do RFN już w 1983 roku Gontarczykowie otrzymali obywatelstwo niemieckie. Nadal je posiadają. Blisko ks. Franciszka Blachnickiego znaleźli się na rozkaz centrali wywiadu. Nawiązali z nim kontakt i po pół roku ksiądz ich zaakceptował. W 1984 roku Jolanta Gontarczyk została prezesem Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów – organizacji bardzo ważnej i niebezpiecznej z punktu widzenia interesów Związku Sowieckiego.

Jolanta Gontarczyk zmieniła nazwisko na Lange, żeby nie kojarzono jej z przeszłością w tajnych służbach PRL?

Tak. Jestem przekonany, że zrobiła to dlatego, żeby odciąć się i zatrzeć możliwie skutecznie ślady po swojej hańbiącej działalności na rzecz aparatu represji państwa komunistycznego. Stało się to po aferze, która wybuchła w 2005 roku, za przyczyną publikacji Jarosława Jakimczyka we “Wprost” i Andrzeja Grajewskiego w “Gościu Niedzielnym”. Te teksty zaowocowały wszczęciem postępowania karnego. Jolanta Gontarczyka zmieniła nazwisko w 2006 roku. Koincydencja dat i zdarzeń nie jest wedle mego przekonania przypadkowa.

Czy Gontarczykowie mogli korzystać z parasola tajnych służb już po roku 1990?

To bardzo możliwe. Kiedy w 1990 roku powstawał Urząd Ochrony Państwa, według koncepcji przygotowanej i realizowanej przez gen. Czesława Kiszczaka, funkcjonariusze Departamentu I MSW z automatu (z pewnymi wyjątkami) stali się funkcjonariuszami Zarządu Wywiadu UOP, włącznie z oficerami prowadzącymi agentów “Yon” i “Panna”. Proszę sobie wyobrazić, że Waldemar Mendzelewski jeszcze w latach 2000. jako funkcjonariusz pracował pod przykryciem Konsula Generalnego RP w Mińsku. Ewidencja operacyjna Departamentu I MSW automatycznie stała się ewidencją operacyjną Zarządu Wywiadu UOP. Podobnie zasoby archiwalne wywiadu PRL stały się z automatu częścią archiwum ZW UOP. Tak samo UOP postąpił z aktywami operacyjnymi krajowymi oraz zagranicznymi komunistycznego wywiadu. Tym samym w ramach nowej służby zapewniono pełną ciągłość kadrową, operacyjną i mentalną z SB. Mamy więc pełne prawo zadać pytanie, czy Gontarczykowie kontynuowali współpracę z UOP. Dlaczego? Po pierwsze, Jolanta Lange już w latach 90. była zaangażowana w działalność SdRP, SLD i środowisk lewicowych – proaborcyjnych i feministycznych. Pracowała razem z Danutą Waniek, więc byłaby kapitalnym źródłem w środowiskach politycznych, które wtedy rozpracowywał UOP. Po drugie, Jolanta Lange mogłaby kontynuować zadania ukierunkowane przeciwko Kościołowi katolickiemu, tylko w zmienionej rzeczywistości i w nowej formule. Między innymi na to pytanie powinno odpowiedzieć podjęte na nowo śledztwo w sprawie śmierci ks. Blachnickiego. Mamy przecież do czynienia z postępowaniem karnym ukierunkowanym na zbrodnię komunistyczną, polegającą na zgładzeniu księdza katolickiego w związku z jego działalnością, zarówno religijną, jak i polityczną. Taka zbrodnia stanowi zbrodnię przeciwko ludzkości i nie podlega przedawnieniu. W takim przypadku zasada prawna mówiąca o bezwzględnej ochronie źródeł współpracujących z UOP nie obowiązuje. Prokurator powinien zatem sprawdzić, czy nastąpiła kontynuacja współpracy Andrzeja Gontarczyka lub Jolanty Lange z nowymi służbami i w wypadku potwierdzenia, czy służby roztoczyły nad nimi parasol ochronny. A także, czy służby miały jakiekolwiek informacje o ewentualnej roli tego duetu w zgładzeniu ks. Franciszka Blachnickiego, a jeżeli tak, to jak dalej z powziętą informacją postąpiono.

Cała ta historia spina się pana zdaniem w jedną całość?

Mogło być tak, że Gontarczykowie, uciekając od odpowiedzialności karnej, korzystali z parasola ochronnego służb. Mogli też oczywiście nie uczestniczyć bezpośrednio w tej zbrodni. Ich rola mogła zostać ograniczona, mówiąc kolokwialnie, do “wystawienia” kapłana albo dostarczenia zleceniodawcom precyzyjnych informacji o stanie jego zdrowia, żeby wiedzieć, jakiej trucizny należy użyć. Pamiętajmy, że dwaj oficerowie Departamentu I SB – Henryk Wróblewicz i Henryk Bosak, którzy bezpośrednio byli zaangażowani w operację wywiadowczą “Yon”, kilka lat wcześniej brali udział w przedsięwzięciu specjalnym o kryptonimie “Widal”, mającym na celu zgładzenie za pomocą trucizny Piotra Jeglińskiego – działacza antykomunistycznego z Paryża. Dla tych samych ludzi pracowali na terenie Niemiec Gontarczykowie. Kiedy w 2006 roku Jolanta Lange zeznawała przed prokuratorem IPN, nie pamiętała wiele, ale jeśli chodzi o jednostki chorobowe i stan zdrowia ks. Blachnickiego, to jej pamięć była kapitalna. Jak z rękawa sypała informacjami, na co był chory i jakie leki przyjmował. Wszystko po to, by przekonać prokuratora o naturalnej przyczynie śmierci ks. Franciszka Blachnickiego.

Bardzo ciekawe…

Pewnie, że tak. Dlatego w toku podjętego na nowo śledztwa prokuratura IPN powinna po pierwsze przeprowadzić wszystkie te czynności, których nie wykonała 14 lat temu, a po drugie – zabezpieczyć dokumentację potwierdzającą ewentualność kontynuowania współpracy małżeństwa Gontarczyków z UOP. Jeśli taka współpraca miała miejsce i takowa dokumentacja jeszcze istnieje.

za: dorzeczy.pl