Przez fałszywe testy na koronawirusa zdrowi idą do szpitali, a chorzy zarażają na ulicach

0
1468

Paweł Grzesiowski

Zdrowi ludzie dostają informację, że są zakażeni, a ci, którzy mają koronawirusa, są uspokajani, że nic im nie jest. Jedni niepotrzebnie trafiają do szpitala i na kwarantannę, drudzy idą między ludzi i nieświadomie zarażają dalej –

Jestem bezradny i zrozpaczony. Nikt na poziomie krajowym nie bierze odpowiedzialności za jakość testów na koronawirusa – mówi naTemat dr Paweł Grzesiowski, ekspert w dziedzinie immunologii i terapii zakażeń. Lekarz bije na alarm w sprawie fałszywych wyników testów, które pogłębiają chaos. Do szpitali trafiają zdrowi ludzie, a zakażeni dowiadują się, że nic im nie jest. I przekazują wirusa dalej.

=======================

Zdaniem eksperta w Polsce nabrzmiewa problem fałszywych wyników testów na koronawirusa: zarówno dodatnich, jak i ujemnych. Mówiąc wprost: zdrowi ludzie dowiadują się, że są chorzy, a zakażeni koronawirusem, że są wolni od COVID–19. Konsekwencje są groźne, a przyczyn jest wiele.

To organizacyjny chaos, na który składają się presja czasowa, niesprawdzone testy, niedoświadczone laboratoria, niedoświadczeni diagności i brak nadzoru centralnego nad całym procesem – ocenia dr Paweł Grzesiowski.


UWAGA: W 2009 r. WHO zmieniła definicję pandemii z “wielkiej liczby zgonów” na “wielką liczbę zarażeń”


Jakość testów na koronawirusa

Podkreśla, że instytucje państwowe zamiast opanować sytuację przerzucają się odpowiedzialnością za kontrolowanie jakości testów.

Od kilku tygodni krążą pisma między Ministerstwem Zdrowia, Głównym Inspektoratem Sanitarnym i Państwowym Zakładem Higieny, ale nie powstał zintegrowany system nadzoru nad laboratoriami, wykonującymi badania genetyczne i serologiczne – opisuje dr Grzesiowski.

Ekspert ostrzega, że te zaniedbania będą miały straszne skutki.

– Jestem bezradny i zrozpaczony. Nikt na poziomie krajowym nie bierze odpowiedzialności za jakość testów – mówi dr Grzesiowski.

Częste zmiany niesprawdzonych dostawców

Wszystko zaczyna się już na etapie sprowadzania testów na koronawirusa.

Część testów, która napływa do Polski, nadaje się tylko na śmietnik. Ale nie ma państwowej kontroli, która by to sprawdzała. Równie dobrze pani mogłaby nam położyć jakiś test na stół i powiedzieć „róbcie” – tłumaczy ekspert.

Kolejny problem to żonglowanie rodzajami testów.

Ministerstwo Zdrowia często zmienia dostawców. Laboratoria, które wykonują testy firmy A, muszą przerzucać się na firmę B czy C i tak dalej. W efekcie trzeba ciągle przestawiać linię diagnostyczną, a to zajmuje kilkanaście godzin i wymaga dodatkowych zabezpieczeń. Jeśli zrobi się to nieprecyzyjnie albo na skróty, to testy dają fałszywe wyniki – mówi dr Grzesiowski.

Brak doświadczenia

Jednak nawet w sytuacji, gdy sprowadzane testy są dobrej jakości, a linia diagnostyczna poprawnie dostosowana, pojawiają się trudności, które prowadzą do fałszywych wyników testów.

– Kolejnym problemem jest to, że na fali „testomanii” za te niezwykle precyzyjne badania biorą się niedoświadczone laboratoria i diagności, którzy nigdy nie pracowali w trybie dyżurowym, na próbkach od chorych. Brak doświadczenia przekłada się na to, że nawet dobre jakościowo testy mogą zostać fałszywie zinterpretowane, a zła jakość testów nie jest zauważona – tłumaczy lekarz.

Dr Grzesiowski dodaje, że część nowo otwartych laboratoriów „wykrywa” pseudozakażenie u prawie wszystkich pacjentów, których próbki są testowane w danej serii. Tymczasem odsetek ten powinien wynosić maksymalnie kilka procent.

– Bez szybkiej interwencji państwa utkwimy w kompletnym bagnie. Coraz częściej nie możemy ufać wynikom testów – ostrzega dr Grzesiowski.

Ilość kontra jakość

Epidemiolog podkreśla, że problem fałszywych wyników testów jest potęgowany przez wielki pośpiech, w jakim są one wykonywane.

– Jest wielki nacisk władzy na ilość i szybkie wyniki, co powoduje skracanie procedur. A procedury to nie sztuka dla sztuki, tylko gwarancja, że wyniki badań odpowiadają rzeczywistości. Sytuacja ze szpitala na Śląsku, a wcześniej na Mazowszu i w kilku innych województwach, pokazała, że takiej pewności nie mamy. Ten testowy chaos będzie mieć drastyczne konsekwencje i dla systemu opieki zdrowotnej, i dla społeczeństwa – ostrzega dr Grzesiowski.

Dodaje, że badane są próbki, które w normalnych warunkach byłyby odrzucone już na wejściu.

– Wymogów nie spełniają też pobierany materiał biologiczny. Presja na jak największą liczbę testów sprawia, że badane są nawet wadliwie transportowane lub źle przechowywane próbki. Przecież ich testowanie to strata czasu i pieniędzy, a dodatkowo ryzyko związane z fałszywym wynikiem – opisuje lekarz.

Fałszywe wyniki testów nie są bowiem wyłącznie problemem akademickim.

Zdrowi ludzie dostają informację, że są zakażeni, a ci, którzy mają koronawirusa, są uspokajani, że nic im nie jest. Jedni niepotrzebnie trafiają do szpitala i na kwarantannę, drudzy idą między ludzi i nieświadomie zarażają dalej – tłumaczy ekspert. – Walka o testowanie koronawirusa poszła na żywioł. Nacisk na ilość testów kosztem ich jakości już się okrutnie mści – konkluduje.

za: natemat.pl