5G a zdrowie [raport]: Nowy wspaniały świat czy masowe narażanie ludzi na zagrożenia nowotworowe ?

0
3004
Telefon komórkowy i inne bezprzewodowe gadżety stały się w ostatnich latach niezwykle popularne, używają ich wszyscy: młodsi i starsi, dorośli i dzieci. Mamy ich z roku na rok coraz więcej. Urządzenia te są niewątpliwie wygodne, zwłaszcza gdy jesteśmy poza domem czy biurem. Ale czy są bezpieczne? Niewielu użytkowników tych dobrodziejstw techniki posiada wiedzę na temat ich funkcjonowania, jeszcze mniej wie, czy i jak oddziałują na nasz organizm. Większość nie kwestionuje ich bezpieczeństwa – są przecież tak powszechne! Gdyby były jakieś zagrożenia – rozumuje przeciętny użytkownik – na pewno dawno powiedzieliby nam o tym naukowcy, instytucje odpowiedzialne za ochronę zdrowia biłyby na alarm i trąbiłyby o tym głośno wszystkie media.

Na alarm nikt nie bije, więc konsument kupuje kolejne, coraz lepsze i szybsze urządzenia, a operatorzy telekomunikacyjni wprowadzają ulepszone standardy bezprzewodowej łączności. Jakiś czas temu ogłosili, że przygotowują się do wdrożenia super szybkiej sieci telefonii komórkowej piątej generacji (5G). Ma ona zrewolucjonizować nasze życie: umożliwi autonomiczne samochody, „inteligentne” domy i Internet Rzeczy, który połączy w sieci wszystkie przedmioty w naszym posiadaniu. Słowem, będzie to „nowy wspaniały świat”.


Po lewej: kontrolne DNA, niewystawione na działanie promieniowania. W środku: uszkodzenia DNA spowodowane przez promieniowanie rentgenowskie. Po prawej: uszkodzenia DNA po dwugodzinnej ekspozycji na mikrofale o częstotliwości 2,45 GHz na poziomie emitowanym przez telefon komórkowy, nieprzekraczającym tzw. bezpiecznego poziomu SAR. (Lai, 1996)

Absorpcja promieniowania z telefonu komórkowego u 5-latka, 10-latka i osoby dorosłej (GSM, częstotliwość 900 MHz). Skala po prawej pokazuje SAR w W/kg (Gandhi et al., 1996).


 

Rząd, jeszcze przed końcem ubiegłej kadencji, przygotował i procedował w pośpiechu  megaustawę telekomunikacyjną, która ma ułatwić operatorom wprowadzenie 5G. Z pewnością ułatwi, bo daje im same przywileje, nie nakładając na nich żadnych obowiązków. 5G znacząco zwiększy natężenie pól elektromagnetycznych (w skrócie PEM) w naszym otoczeniu – operatorzy narzekają, że ustawowe limity na elektrosmog są niewystarczające. Minister środowiska, Henryk Kowalczyk oponował, że nie należy zmieniać normy, zwłaszcza bez rzetelnej oceny wpływu PEM na zdrowie ludzi i na środowisko. Dziś już nie jest ministrem, a zmiany przepisów, na mocy megaustawy, dokona teraz minister zdrowia w porozumieniu z… ministrem cyfryzacji. Normy z założenia powinny służyć ochronie ludności, ale to minister cyfryzacji wie, jak „zdrowych” poziomów PEM potrzebują operatorzy.

Projekt rozporządzenia podwyższający normę ogłoszony został w połowie listopada, skrócono termin konsultacji publicznych, bo znowu wszystkim się spieszy. Normę podnosi się 100-krotnie (z 0,1 W/m2 do 10 W/m2 dla tzw. gęstości mocy mikrofalowej), choć ministerstwo woli mówić o poziomie natężenia składowej elektrycznej pola, bo wtedy wartość wzrasta z 7 do 61 V/m, a więc tylko (!) 9-krotnie. Resort zdrowia ogłasza, że taka norma jest bezpieczna, bo od lat obowiązuje w krajach zachodnich, zaleca ją Unia Europejska i Międzynarodowa Komisja Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym (ICNIRP). Naukowcy i co bardziej świadomi obywatele mają wątpliwości: pomimo wyższych norm rzeczywiste narażenie w innych krajach jest podobne jak w Polsce. UE zaleca (nieobligatoryjnie) tylko minimalny poziom ochrony i pozwala, by kraje członkowskie ustaliły własne standardy zgodnie z zasadą ostrożności. ICNIRP zaś to organizacja prywatna, o niejasnych źródłach finansowania i powiązaniach z przemysłem telekomunikacyjnym. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że w październiku ubiegłego roku ponad 160 uczonych i lekarzy oraz 95 organizacji pozarządowych z całego świata wystosowało apel do ONZ, WHO i rządów państw członkowskich protestując przeciwko tym wytycznym. Twierdzą oni, że zalecenia ICNIRP nie chronią nas przed szkodliwym oddziaływaniem PEM, lecz wręcz narażają światową populację i środowisko na poważne niebezpieczeństwa (The EMF Call, 2018). Drążąc temat dalej dowiadujemy się, że określone przez ICNIRP wytyczne uwzględniają jedynie tzw. efekt termiczny (podgrzanie tkanki) w wyniku krótkotrwałej, bo zaledwie 6-minutowej,  ekspozycji. Opracowano je w oparciu o symulację na plastikowym manekinie o rozmiarach dorosłego mężczyzny (musiało to być w czasach, gdy komórek nie używały dzieci…). Wytyczne te chronią zatem tylko przed ostrymi skutkami termicznymi, jakie wynikają z krótkotrwałej ekspozycji na promieniowanie o dużej mocy. A co z narażeniem długotrwałym, dzień i noc, 365 dni w roku, jak chce minister zdrowia? Nie dla plastikowych manekinów, lecz dla wszystkich Polaków – zdrowych i chorych, dużych i małych, a nawet tych jeszcze nienarodzonych?

Spór o to, jak oddziałuje na nas PEM, toczy się od dawna, ale nabrał rumieńców od chwili wprowadzenia na rynek telefonii komórkowej. Co do skutków termicznych wszyscy są zgodni – posiadający kuchenkę mikrofalową przeciętny Kowalski również wie, że mikrofale podgrzewają przy odpowiednio dużej mocy. Ale rosnąca liczba badań (dziś są już ich tysiące) wykazuje skutki już przy narażeniu na pola o mocy poniżej wytycznych międzynarodowych, w tym poniżej obecnej polskiej normy.

Różnicę między efektem termicznym a oddziaływaniem nietermicznym (zwanym również efektem biologicznym) można zobrazować następująco: kiedy podróżujemy samolotem, załoga prosi nas o wyłączenie telefonów komórkowych. Dlaczego? Czyżby obawiała się, że nasza komórka podgrzeje samolot? To właśnie byłby efekt termiczny. Załodze chodzi oczywiście o coś zupełnie innego, a mianowicie o to, że promieniowanie z telefonu może zakłócić działanie urządzeń na pokładzie samolotu. A przecież żywy organizm to układ dużo bardziej skomplikowany niż jakiekolwiek urządzenie elektroniczne! Nasze ciało to nie gumowa lalka, która co najwyżej może się podgrzać, lecz wysoce złożony, subtelny układ, w którym w każdej chwili zachodzą miliony procesów sterowanych przez ładunki elektryczne o niezmiernie słabym natężeniu. Czy zatem nie należałoby się spodziewać, że sztuczne PEM mogą zakłócać wiele z tych procesów? Pisze do ministra zdrowia biofizyk, prof. Włodzimierz Klonowski:

„Biomolekuły, z których zbudowany jest organizm, są nośnikami ładunków elektrycznych, a prądy czyli przepływ ładunków (elektronów i jonów) stanowią istotę procesów w żywym organizmie. Elementarne prawa fizyki stanowią, że PEM oddziałują na ładunki elektryczne i na prądy w każdym układzie, który znajduje się w ich zasięgu.”

Skutki, które obserwuje się w badaniach, są niebagatelne – mowa m.in. o uszkodzeniach DNA, nowotworach, wpływie na układ nerwowy czy zaburzeniach płodności. Istniejąca przy WHO Międzynarodowa Agencja ds. Badań nad Rakiem (IARC) zaklasyfikowała mikrofale emitowane przez urządzenia bezprzewodowe jako możliwy czynnik rakotwórczy (2011r.).  W tej samej grupie (określanej jako 2B) jest także ołów i DDT. Jakie szczęście, że nikomu nie przyszło do głowy, żeby je rozpylać “szerokopasmowo”! DDT zostało zabronione już w latach 80-tych, ołów też wycofano z benzyny – nie czekając, aż WHO zaklasyfikuje je w grupie 1.

Decyzję o umieszczeniu radiofal w grupie 2B uzasadniono zbyt małą liczbą badań epidemiologicznych i niewystarczającą liczbą badań na zwierzętach. Dziś sytuacja się zmieniła: najnowsze badania epidemiologiczne nad występowaniem nowotworów głowy w związku z używaniem telefonów komórkowych potwierdzają klasyfikację IARC. Wspierają ją też, a nawet wzmacniają wyniki olbrzymiego amerykańskiego programu toksykologicznego NTP przeprowadzonego na szczurach. Niezależni naukowcy twierdzą, że uzasadnia to zmianę klasyfikacji na grupę 2A (prawdopodobnie rakotwórczy), a nawet grupę 1 (rakotwórczy).

Co więcej, uczeni o udokumentowanych osiągnięciach naukowych w dziedzinie bioelektromagnetyzmu domagają się od 2015r. redukcji ekspozycji na PEM (The EMF Scientist Appeal, 2015). Ich zdaniem waga dowodów opublikowanych w recenzowanych czasopismach naukowych uzasadnia podjęcie większych środków ostrożności. Obawiają się też, że ich niezastosowanie może doprowadzić do kryzysu zdrowia publicznego. Od 2017 r. coraz szersze grono naukowców i lekarzy apeluje o moratorium na wdrożenie sieci 5G (The 5G Appeal, 2017).

Wdrożenie tego standardu oznacza m.in. wprowadzenie nowych, wyższych częstotliwości – tzw. fal milimetrowych. Wyjaśnijmy pokrótce, co to znaczy. Podziału spektrum elektromagnetycznego dokonuje się w oparciu o częstotliwość. Fala zmienia się nieustannie. Liczba tych zmian, czyli drgań fali w czasie sekundy, nazywana jest częstotliwością, a jednostką miary częstotliwości jest herc (Hz). 1 Hz oznacza jeden cykl na sekundę. Częstotliwość fali jest odwrotnie proporcjonalna do jej długości: im wyższa częstotliwość, tym krótsza fala. Dla przykładu fala o częstotliwości 2,45 GHz (czyli 2 450 000 000 Hz), stosowana w wifi czy kuchence mikrofalowej, ma długość ok. 12 cm. Przy 300 GHz długość fali to już tylko 1 mm.

Ponieważ fale milimetrowe były do tej pory stosowane tylko w bardzo ograniczonym zakresie, nie ma opracowań dotyczących wpływu chronicznej ekspozycji na tego typu promieniowanie. Nie ma też badań na temat współdziałania fal milimetrowych i PEM o innych częstotliwościach. A jeśli wierzyć naukowcom z Instytutu Medycyny Pracy (którzy uchodzą za najlepszych ekspertów w tej dziedzinie w Polsce), to prawdopodobieństwo, że negatywne skutki takiego konglomeratu PEM będą się sumować, jest wysokie, co nie wróży dobrze dla naszego zdrowia.

Problematycznych aspektów mikrofal emitowanych przez urządzenia bezprzewodowe jest jednak więcej i, co gorsze, ich wpływ na organizm nie jest przez ustawodawców doceniany. Dopuszczalne poziomy PEM opierają się na uśrednionej w czasie (wspomniane 6 minut) wartości natężenia pola lub gęstości mocy. Tymczasem coraz więcej badań wykazuje, że szkodliwość dla zdrowia zależy również od innych właściwości fali stosowanej w telekomunikacji. Te pomijane parametry to na przykład polaryzacja, modulacja czy wartości szczytowe w impulsie.

Wszystkie sztuczne pola elektromagnetyczne (w przeciwieństwie do naturalnych) są spolaryzowane. Sięgnijmy na chwilę do szkolnej wiedzy z fizyki. Fala elektromagnetyczna ma dwa wektory, które są do siebie prostopadłe: wektor pola elektrycznego i wektor pola magnetycznego. To, w jakiej płaszczyźnie leży wektor pola elektrycznego, to jest właśnie polaryzacja. W nowych systemach łączności bezprzewodowej wykorzystuje się polaryzację, żeby bardziej skutecznie docierać do odbiornika, szczególnie w pomieszczeniach. W technologii 5G będzie się polaryzacji używać na szeroką skalę. Zarówno w stacji bazowej, jak i w telefonie komórkowym stosowane będzie tzw. massive MIMO, czyli układy wielu anten, które będą sygnał polaryzować na różnych płaszczyznach po to, by lepiej wędrował po budynkach. Problem w tym, że to dobre z technicznej perspektywy rozwiązanie niestety nie przysłuży się naszemu zdrowiu: taki sygnał biologicznie oddziałuje dużo bardziej niż inny sygnał o tej samej mocy, lecz niespolaryzowany.

Dodatkowo w sygnale przesyłanym bezprzewodowo szczególnie niebezpieczna dla organizmów żywych jest modulacja. Na sygnał fali nośnej wysokiej częstotliwości nakłada się sygnał niskiej częstotliwości, w wyniku czego pewien parametr tej pierwszej (amplituda, częstotliwość lub faza) zmienia się w takt zmian sygnału modulującego. Na przykład przy modulacji w amplitudzie fala staje się na przemian „silniejsza” lub „słabsza”, a następstwo tych „silniejszych” i „słabszych” okresów to właśnie informacja zawarta w sygnale.

Impulsy o mocy dużo powyżej średniej są niezwykle aktywne biologicznie. To dlatego  norma biologiczna dla sygnału telefonii komórkowej powinna być 1000 razy niższa niż dla sygnału radia FM, zdaniem naukowców z Europejskiej Akademii Medycyny Środowiskowej (EUROPAEM).

Jednakże, jak pamiętamy, wytyczne ICNIRP, do których rząd chce dostosować polską normę, uwzględniają jedynie wartości uśrednione. By lepiej to zobrazować, poprosimy czytelnika, by wyobraził sobie, że proponuje mu się udział w doświadczeniu: przez 6 minut będzie się go poklepywać po nosie – raz lekko, raz mocniej, a od czasu do czasu dostanie silny cios pięścią. Prowadzący eksperyment zapewni czytelnika, że nie ma powodów do obaw, bo gdy wyciągnie się średnią z zastosowanej mocy uderzeń, to będzie ona śmiesznie mała – co najwyżej spowoduje, że temperatura nosa wzrośnie o 1 stopień Celsjusza. Czy szanowny czytelnik zgodziłby się na taki eksperyment?

A teraz proszę sobie wyobrazić, że na podstawie tego doświadczenia ustala się normę ekspozycji ludności na klepanie po nosie – ekspozycji ciągłej – nie na 6 minut, lecz 24 godziny na dobę, przez cały rok. Jak się taka norma czytelnikowi podoba?

Dodajmy jeszcze, że w rzeczywistości wspomniany eksperyment przeprowadzono na gumowej lalce wypełnionej solą fizjologiczną – lalce raczej nie spuchnie nos, nie pęknie kość, nie grozi jej też wstrząs mózgu. Teraz czytelnik ma w miarę pełny obraz tego, jak ustala się bezpieczeństwo bezprzewodowych gadżetów oraz ekspozycji na pola z anten telefonii komórkowej.

Powody do niepokoju są uzasadnione. Rok temu opublikowano badanie, w którym przeanalizowano – nawet nie bardziej subtelne oddziaływania biologiczne, lecz skutki termiczne krótkotrwałych, lecz silnych impulsów dla częstotliwości powyżej 10 GHz. Mowa więc o częstotliwościach, które będą stosowane w 5G (w Polsce 26 GHz). Mimo że wartość gęstości mocy uśredniona w czasie mieści się w limitach ICNIRP, to impulsy te mogą powodować w skórze krótkotrwały wysoki wzrost temperatury i – o zgrozo –  prowadzić do trwałego uszkodzenia tkanki nawet po krótkim narażeniu!

Czy warto ryzykować tak niebezpieczne konsekwencje dla szybszego Internetu mobilnego? Międzynarodowe raporty mówią, że w 80% ma on służyć rozrywce  – ściąganiu filmów video w wysokiej rozdzielczości. Do tego niezależni eksperci podkreślają, że rozdmuchana kampania reklamowa wokół 5G i Internetu Rzeczy to w dużej mierze chwyt marketingowy przemysłu urządzeń bezprzewodowych. Technologie te mają wykreować popyt na miliony nowych chipów, urządzeń, akcesoriów i aplikacji, i wymusić na konsumentach wymianę posiadanych smartfonów na nowe (tzw. zaplanowana krótka żywotność sprzętu). Nie są motywowane żądną faktyczną potrzebą użytkowników ani rynku – te potrzeby mogą w całości zaspokoić sieci kablowe i ciągle rozwijająca się technologia 4G.

Kto skorzysta na uruchomieniu sieci 5G? O wyższości sieci przewodowych (raport)

Dodajmy, że przynajmniej jeden poważny gracz na rynku nie ma wątpliwości, że ryzykować nie warto – sektor ubezpieczeniowy. Lider wśród ubezpieczycieli, Lloyd’s of London wykluczył z polis odpowiedzialność za szkody powodowane przez PEM już dawno – po gorzkiej  lekcji z ubezpieczaniem producentów azbestu. Swiss Re, druga co do wielkości firma reasekuracyjna na świecie (czyli ubezpieczyciel ubezpieczycieli), w raporcie z maja tego roku wymienia wiele czynników związanych z Internetem Rzeczy i 5G, które mogą skutkować wzrostem roszczeń odszkodowawczych.

Sieć 5G wymaga niezwykle gęstego rozmieszczenia anten, bo fale milimetrowe nie docierają daleko. Nadajniki będą montowane na przystankach, lampach ulicznych, słupach  i budynkach – średnio co 150-200 metrów. Ponadto w ramach Internetu Rzeczy przewiduje się docelowo aż milion urządzeń na kilometr kwadratowy! Każde z nich będzie emitowało mikrofale nieprzerwanie, 24 godziny na dobę. Czy zniesiemy taką ilość elektrosmogu?

Protesty wobec lokalizacji stacji bazowych są już dziś w Polsce powszechne. Ludzie mieszkający w ich sąsiedztwie ponadnormatywnie chorują i umierają, głównie na nowotwory. Świadomość rośnie, nikt nie chce mieszkać przy maszcie. A przy 5G większość z nas przy nadajniku mieszkać będzie. Wbrew pozorom podejmowane dziś decyzje mogą mieć dla partii, która je forsuje, nieprzewidziane konsekwencje.

Dzięki swej polityce prorodzinnej, rząd dostał od wyborców kolejny kredyt zaufania. Jednak czy dobrostan polskich rodzin jest możliwy bez prawa do ochrony zdrowia? Skutki decyzji w dziedzinie ochrony przed PEM odczujemy wszyscy, również przyszłe pokolenia. Zmiany nie mogą się odbywać kosztem zdrowia społeczeństwa.

Na rządzie spoczywa wielka odpowiedzialność. Ufamy, że nas nie zawiedzie.

Źródła:

1. Prof. dr hab. Włodzimierz Klonowski – Opinia dot. projektu rozporządzenia w sprawie dopuszczalnych poziomów PEM w środowisku

http://stop5g.com.pl/rozporzadzenie-ws-zlagodzenia-poziomow-pem-wasze-opinie/

2. International Agency for Research on Cancer: IARC monographs on the evaluation of carcinogenic risks to humans, Volume 102. In: Non-Ionizing Radiation, Part 2: Radiofrequency Electromagnetic Fields. Who Press, Lyon, France, 2013. Available online:  https://monographs.iarc.fr/iarc-monographs-on-the-evaluation-of-carcinogenic-risks-to-humans-14/

3. NTP: Cell Phone Radio Frequency Radiation

https://ntp.niehs.nih.gov/whatwestudy/topics/cellphones/index.html

4. Narodowy Program Zdrowia, Instytut Medycyny Pracy w Łodzi. „Oddziaływanie elektromagnetycznych fal milimetrowych na zdrowie pracowników projektowanych sieci 5G i populacji generalnej”, zespół pod red. prof. dr hab. Konrada Rydzyńskiego http://www.imp.lodz.pl/upload/npz/raport_5g.pdf

5. The EMF Call (2018) https://www.emfcall.org/the-emf-call/

6. The EMF Scientist Appeal (2015) https://emfscientist.org/

7. The 5G Appeal (2017) http://www.5gappeal.eu/

8. EUROPAEM EMF Guideline 2016 for the prevention, diagnosis and treatment of EMF-related health problems and illnesses EUROPAEM EMF Guideline 2016 for the prevention, diagnosis and treatment of EMF-related health problems and illnesses

9. Panagopoulos DJ1,2,3Johansson O4Carlo GL5. Polarization: A Key Difference between Man-made and Natural Electromagnetic Fields, in regard to Biological Activity. Sci Rep. 2015 Oct 12;5:14914. doi: 10.1038/srep14914.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4601073/

10. Blackman C. Cell phone radiation: Evidence from ELF and RF studies supporting more inclusive risk identification and assessment. Pathophisiology, August 2009 Volume 16, Issues 2-3, Pages 205–216

https://www.emfanalysis.com/wp-content/uploads/2015/06/blackman-modulation-2009.pdf

11. Esra Neufeld and Niels Kuster, Systematic Derivation of Safety Limits for Time-Varying 5G Radiofrequency Exposure Based on Analytical Models and Thermal Dose. Health Physics, December 2018, Volume 115, Issue 6, pp. 705–711, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/30247338?fbclid=IwAR2NBue7-MnWnNP2a0UDQYRmP_g7E9BYL5rx8zq7Aioru2OVmZbXB6GKIZ8

12. „Megaustawa 5G – Czy ta Księga rzeczywiście jest Biała?”, niezależna ekspertyza Instytutu Spraw Obywatelskich https://inspro.org.pl/polecamy/ekspertyza-megaustawa-5g/

13. Kto skorzysta na uruchomieniu sieci 5G? O wyższości sieci przewodowych (raport)

14. Deloitte “Will 5G Remake The World or Just Make It a Little Faster?”

https://www2.deloitte.com/content/dam/Deloitte/global/Documents/Technology-Media-Telecommunications/gx-tmt-will-5g-remake-the-world.pdf

15. Raport Swiss Re (2019)

https://www.swissre.com/institute/research/sonar/sonar2019.html

 

rys. ilustracyjny: gigaherz.ch