Komisja Wyborcza

0
1546
[bsa_pro_ad_space id=5]
Komisja wyborcza. Postanowiłem naocznie i osobiście sprawdzić jak działają organa wyborcze w III RP. Ponieważ wnioski jakie można wyciągnąć biorąc tylko udział w głosowaniu i obserwując przy okazji to co dzieje się w lokalu, będą niepełne i mogą okazać się błędne, należało samemu znaleźć się w komisji wyborczej.

W tym celu trzeba było znaleźć komitet wyborczy, który ma prawo rekomendować osoby do takiej komisji. Taki znalazłem w postaci Konfederacji, która zażyczyła sobie za tę przysługę, dostarczenie kilkunastu podpisów potrzebnych do rejestracji ich list. Przy pomocy rodziny i sąsiadów udało mi się to skompletować i dostarczyć, a mój wniosek o włączenie do wybranej komisji wyborczej został przedstawiany koordynatorowi ds. wyborów z urzędu miasta. Odbyło się jakieś losowanie i zostałem esemesem powiadomiony o jego pozytywnym dla mnie wyniku. Pierwsze zebranie Komisji wyznaczono na piątek, godz. 18. Przybyłem do wskazanej sali, a tam już był prawie komplet, siedem osób z dziewięciu.

[bsa_pro_ad_space id=8]

Komisja Wyborcza demokraci do urn 1

Jeszcze przed otwarciem zebrania dwie panie, mające już praktykę z poprzednich komisji, zaczęły niedwuznacznie sugerować, że należy im właśnie powierzyć funkcje przewodniczącej i zastępcy komisji, bo te wybory są trudne i osoba nowa może sobie nie poradzić. Przerwałem tę ich autopromocje, stwierdzając, że kwestię wyboru przewodniczącego należy rozstrzygnąć już podczas zebrania, które powinien otworzyć najstarszy członek komisji. Zaprosiłem uczestników do licytacji i podawania początku swojego pesela. Jedna ze wspominanych pań chcących pokierować komisją, dość pewna wygranej podała swój, niestety się zawiodła, bo przebiłem ją o cały rok i w ten sposób przejąłem pakiet dokumentów przesłanych z urzędu miasta jak też otworzyłem oficjalnie zebranie.

Najpierw odczytałem nazwiska członków komisji z załączonej listy, na której była też informacja jaki komitet wyborczy ich pozgłaszał. Tu pewne zaskoczenie, z tych 9 osób, aż 7 to panie, a tylko dwóch mężczyzn, obaj zgłoszeni przez Konfederację. Potwierdziła się oto opinia, że Konfederacja to partia mężczyzn no i może jeszcze prawdziwych kobiet. Myślę, że tak właśnie, jako partia mężczyzn, powinna się reklamować Konfederacja, i wówczas dwucyfrowy wynik wyborów byłby pewny, i nie zagroziłyby mu nawet żadne popisy Korwina i jego naśladowców, których nie brak w tej formacji.

Taka jeszcze ciekawostka, że jedna z członkiń komisji, zgłoszona chyba przez KO, miała wpisane imię – Khystyna. Dopytałem się jej, czy to nie błąd w zapisie, ale okazało się, że nie, gdyż według jej wyjaśnień jest ona imigrantką z Ukrainy i posiada dwa obywatelstwa, polskie i ukraińskie, a takie imię wynikło z urzędowej transkrypcji zapisów z dokumentów ukraińskich. Takie to imiona wymyślają polskie urzędy. Ciekawe, czy reguły przeprowadzania tej transkrypcji są ustalone? Wszystko pewnie zależy od inwencji tłumacza i szkoły jaką reprezentuje.

Zgodnie z zawartym w przewodniku porządkiem przystąpiliśmy następnie do wyborów osób funkcyjnych w komisji. Poprosiłem o zgłaszanie się na funkcję przewodniczącego komisji. Zgłosiła się jedna pani, natomiast ta, która jeszcze przed otwarciem zebrania sygnalizowała taką chęć, z tego się wycofała. Wybory przebiegły sprawnie i przekazałem prowadzenie dalszych obrad wybranej właśnie przewodniczącej. Ogólnie atmosfera była miła, wręcz przyjazna, co jednak trochę dziwi, gdyż zebrali się tu nawet nie sympatycy, czy zwolennicy różnych partii, a wręcz aktywiści, bo przecież każdy z obecnych musiał coś zrobić dla tego komitetu, który go zgłosił.  Jak widać, te straszenie podziałami w rodzinach i wojną domową to tylko taka gra, element propagandy, i z prawdą nie ma to nic wspólnego.

Ciąg dalszy nastąpi.

Stanisław Lewicki

Za: konserwatyzm.pl

Fot. gazetapowiatowa.pl

[bsa_pro_ad_space id=4]