Słowo na 17. niedzielę: Prawda to nie dowolny pogląd [ks. Stanisław]

0
94

W pierwszej niedzielnej lekcji mszalnej 28 lipca Bóg mówi do Abrahama: Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie” (Rdz 18,20). Tymi występkami jest powszechna pederastia mieszkańców. W ślad za potwierdzonym oskarżeniem przychodzi kara, która nie dotyka sprawiedliwych, a zarazem może oszczędzić niesprawiedliwych dzięki modlitwie wstawienniczej Abrahama i obecności sprawiedliwych – Lota z rodziną – w Sodomie. Sprawiedliwych jest jednak za mało dla ocalenia Sodomy razem z sąsiednią Gomorą, dlatego dwaj aniołowie w postaci ludzkiej wyprowadzają Lota razem z rodziną i bliskimi z miasta dla ich ocalenia w niedalekim małym mieście Soar zanim spadnie z nieba deszcz siarki i ognia. W miejscu obu zniszczonych miast znajduje się dzisiaj Morze Martwe. Grzech ciężki, jako sposób życia bez nawrócenia prowadzi do śmierci. Widać podobieństwo między zagładą doczesną a śmiercią wieczną. Jezus Chrystus umierając na krzyżu w ofierze Sprawiedliwego za niesprawiedliwych znajduje w Kościele naśladowców gotowych przyjąć cierpienie i śmierć za grzeszników, aby ocalić chociaż niektórych.

Dzisiejszy grzech sodomski znajduje obrońców głoszących i praktykujących, a nawet narzucających mocą prawa karnego i społecznych sankcji ideologię LGBTQI, odwracając kryteria tego, co normalne, naturalne i słuszne. Normalna w znaczeniu prawnym i zwyczajowym staje się nienormalność, gdy źli i zepsuci są nagradzani, a dobrzy karani, co ma już miejsce w zachodniej, spoganiałej Europie, gdzie np. karany jest ksiądz, który ośmieli się w kazaniu potwierdzić treść Pisma Św. i Dekalogu.

W Ewangelii niedzielnej słyszymy słowa: „Boże Ojcze, przebacz nam nasze grzechy i nie dopuść byśmy ulegli pokusie” (zob. Łk 11,4). Jezus zapewnia nas o skuteczności wytrwałej modlitwy, połączonej ze świadectwem wierności Bogu.

Współczesna niewierność, pochwała zła, odmowa odróżniania prawdy od kłamstwa, dobra od zła, bywa uzasadniana demokracją, pluralizmem, tolerancją, wolą większości albo agresywnej, hałaśliwej mniejszości, liczącej na obojętność lub tchórzostwo milczącej większości nie chcącej nikomu się narażać z wyjątkiem Boga i własnego prawego sumienia.

Jeżeli w ramach obowiązków narzucanych przez pracodawcę zawiera się niewierność prawu Bożemu i sumieniu, powstaje problem i pytanie: czy lepiej stracić pracę, czy ją zachować idąc na kompromis ze złem. Mówi Jezus: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości” (Mt 5,10), ale w sytuacji wyboru między państwem ziemskim a królestwem niebieskim, to co niby bliższe i dotykalne wydaje się ważniejsze. W różnych państwowych instytucjach nagradzany jest konformizm, a nietolerowany sprzeciw sumienia. Znamy przecież historię obserwacji i warunki oczekiwanej i wymuszanej zgody na zło. Samo milczenie wobec zła, bez osobistego udziału w nim, bywa decyzją słuszną na miarę swojej odpowiedzialności i skuteczności sprzeciwu. Często wybór między mniejszym a większym złem wydaje się koniecznością, gdy widzi się czego zło i dobro dotyczy (np. w demokratycznych wyborach). Nie może być jednak zgody w imię spokoju na dzieciobójstwo w różnych postaciach, nie tylko aborcji, ale również „in vitro” lub stosowania i sprzedawania środków wczesnoporonnych jako lekarstw. Opłacalność i wygoda nie może być jedyną miarą moralności. Chrystus zapewnia nas o skuteczności osobistego świadectwa i modlitwy: „Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13).

W drugiej niedzielnej lekcji (Kol 2,12-14) pisze św. Paweł o chrzcie, który jest udziałem w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, a zarazem zobowiązaniem do powstawania ze śmierci grzechu do życia razem z Chrystusem mocą krzyża, łączącego w sobie jako znak zbawienia, śmierć Chrystusa i nasze przejście duchowe i cielesne przez śmierć do życia wskrzeszonego i zmartwychwstałego. Wszystkie sakramenty Kościoła mają wymiar paschalny, odnoszą się do przejścia przez śmierć do życia. Duchowo i cieleśnie doświadczamy umierania i śmierci, ale nie na zawsze. Wiara albo jej brak decyduje czy to „zawsze” będzie zwycięskie czy przegrane, czy w niebie czy w piekle.

Trwa czas wiary i nadziei poprzez miłość ku miłości bez końca. Mniej lub bardziej utrwalone społecznie zwyczaje praktyk religijnych ulegają wahaniom i zmianom zależnie od kultury i czasu. Jesteśmy świadkami dechrystianizacji także w Polsce, zwłaszcza wśród młodzieży, oraz walki z wiarą od przedszkola w sposób bardziej agresywny i przemyślany niż w czasach PRL-u. Aktywiści, ideolodzy i bojówkarze niewiary odbierają nie tylko wiarę, ale nadzieję i miłość, nie tylko Boga, ale i człowieka, widząc w nim jedynie myślące zwierzę pozbawione natury.

Ks. prymas Stefan kardynał Wyszyński powiedział w Warszawie 15 maja 1958: „Człowiek dzisiejszy wydarł naturze potężne siły, ujarzmił je i opanował, ale jest bardziej niż kiedykolwiek biedny i nieszczęśliwy, bo nie zdołał ujarzmić i opanować wewnętrznych sprzeczności i namiętności, jakie szarpią jego sercem, umysłem i wolą”. Ks. prymas dodał w Piekarach Śląskich 31 maja 1970 słowa: „Prawda trwa, prawda ma długie życie. Widzimy to na przykładzie Ewangelii. (…) Prawda przyjęta przez was, ma siły trwania, natomiast kłamstwo umiera szybką śmiercią”. Do tych słów nawiązał bł. ks. Jerzy w jednym ze swoich kazań.

W najbliższym tygodniu wspominamy świętych: 31 lipca św. Ignacego Loyolę, założyciela jezuitów i 1 sierpnia – św. Alfonsa Marię Liguori – założyciela redemptorystów.

ks. Stanisław Małkowski