W. Turek: Jak przeszłość żyje w nas ?

0
1738
[bsa_pro_ad_space id=5]

Wojciech Turek

[bsa_pro_ad_space id=8]

Analizując sytuację polityczną i obserwując procesy zachodzące wokół nas, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z oddziaływania dziedzictwa przeszłości na współczesność. Historia – czy tego chcemy czy nie – wciąż żyje w nas i określa nasze poglądy i nasze zachowania. W pewnym sensie przeszłość nadal trwa, a zatem my jesteśmy jakby nosicielami bagażu, jaki przekazali nam nasi przodkowie. Nie możemy go odrzucić natychmiast i zacząć zupełnie od nowa. Zazwyczaj, nawet jeśli tego nie chcemy, dokładamy do tego bagażu cząstkę własnego dorobku, zanim przekażemy go naszym następcom.

   Podjęcie próby zrozumienia procesów historycznych występujących w długim czasookresie pomaga w zrozumieniu tego, co dzieje się wokół nas. Chociażby z tego względu warto im poświęcić nieco wysiłku umysłowego. Opłaci się nam to, ponieważ staniemy się bardziej odporni na propagandowe uproszczenia i ideologiczne fałsze.

   Jednym z przykładów długotrwałego wpływu (oddziaływania) przeszłości na współczesność jest zjawisko ujawniające się na mapach preferencji wyborczych w Polsce. Najpóźniej od 1989 roku granica pomiędzy wpływami lewicowo-liberalnymi a wpływami narodowo-konserwatywnymi dzieli Polskę na pół. Granica ta jest zaskakująco trwała i można ją dość precyzyjnie wyznaczyć na mapie. Dla niektórych zwolenników obozu lewicowo-liberalnego, np. dla Aleksandra Smolara, granica ta nie jest zagadkowa. Jej przebieg wyjaśniają oni zwięźle: to granica pomiędzy zaborem niemieckim a rosyjskim. Można domniemywać na podstawie szeregu innych wypowiedzi, że mają na myśli granicę między cywilizacją zachodnią a wschodnią, strefą postępu a strefą zacofania, oświeceniem a ciemnotą. Dopiero głębsza analiza wykazuje fałsz tej propagandowej, lewicowo-liberalnej interpretacji. Aby zrozumieć, że przeszłość wciąż znacząco wpływa na nasze dzisiejsze poglądy i zachowania, trzeba bowiem przeprowadzić rzetelną, naukową analizę. Na jej podstawie ustalimy, że wyborcza granica dzieląca Polskę na dwie części nie jest dawną granicą między zaborem niemieckim a rosyjskim, lecz granicą między strefą krótkotrwałego i długotrwałego osadnictwa. Przy okazji tej fascynującej przygody intelektualnej odkrywamy, że tam, gdzie wpływ przeszłości jest głębszy, przeważają poglądy narodowo-konserwatywne, natomiast tam, gdzie jest płytszy, górują poglądy lewicowo-liberalne.

   Wracając do granicy wyborczej w dzisiejszej Polsce, warto zastanowić się dlaczego zagadnienie trwałości osadnictwa posiada związek z poglądami ludności. Nie chodzi jedynie o relację zachodzącą między jednostką a wspólnotą, czy o konstatację, że im większa mobilność społeczna tym mniejszy wpływ wspólnoty na zachowania jednostek. Nie chodzi jedynie o to, że człowiek osiadły jest mniej skłonny do akceptowania zmian aniżeli człowiek wędrujący, przemieszczający się z miejsca na miejsce.  Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem długiej i krótkiej pamięci. W społeczności stabilnej dominuje pamięć długa. Ludzie znają swoich sąsiadów a nawet ich rodziców czy dziadków. W najbliższym sąsiedztwie ludzi łączy ze sobą wspólna pamięć historyczna, niezależna od jakichkolwiek propagandowych przekazów. Natomiast w społeczności mobilnej niewiele nas łączy z sąsiadami, a wiemy o nich tylko to, co sami zechcą nam powiedzieć. Jesteśmy zdani na samych siebie w konfrontacji z propagandowymi przekazami. Zdani na samodzielne dociekanie prawdy. Ilu ludzi podejmuje taki wysiłek? Oto dlaczego w dzisiejszej Polsce rejony stabilnego osadnictwa lepiej przechowują pamięć o przeszłości i są bardziej odporne na propagandowe naciski. Bardziej cenią jednorodność, swojskość. Natomiast mieszkańcy wielkich miast zdecydowanie łatwiej ulegają rozmaitym naciskom zewnętrznym (są zewnątrzsterowni) i lgną do różnorodności, zapewniającej im anonimowość, gdy nie są przekonani do swojej własnej tożsamości.

   W Europie również występują granice, świadczące o silnym, nawet dominującym wpływie przeszłości na teraźniejszość. Spójrzmy dla przykładu na zasięg strefy euro i granice Unii Europejskiej. Można wysuwać wiele hipotez i wskazywać na rolę pewnych specyficznych dla danego kraju czynników, w tym na motywacje ekonomiczne czy też kierowanie się interesem wspólnotowym (narodowym, państwowym). Jednakże trudno nie zauważyć zadziwiającej korelacji pomiędzy germańsko-protestanckim dziedzictwem państw europejskich a ich obecnym stanowiskiem wobec procesu unifikacji naszego kontynentu.

   Większość państw zdominowanych przez narody germańskie znajduje się obecnie na peryferiach tendencji federalistycznych. Islandia i Norwegia w ogóle nie należą do Unii, podobnie jak w większości germańska Szwajcaria i są to JEDYNE państwa Europy zachodniej i centralnej nie należące do Unii. Germańska Anglia (bo już nie celtycka Szkocja i wielonarodowy Londyn!) chce opuścić Unię. Państwa takie jak Szwecja, Dania i wspomniana Wielka Brytania, nie należą do strefy euro. Mniejszość, czyli Niemcy, Holandia i Austria znajduje się w Unii oraz w strefie euro.

   Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę te kraje germańskie, w których element germański zdecydowanie dominuje, a ponadto w XVI wieku dokonała się rewolucja religijna (zamiana katolicyzmu na protestantyzm), korelacja staje się jeszcze bardziej wymowna. W strefie euro znalazły się państwa, w których element germański mocno zmieszał się z romańskim lub słowiańskim, a ponadto katolicyzm zachował dominujące lub znaczące wpływy: to przede wszystkim katolicka Austria, ale również mieszane religijnie Niemcy oraz Holandia. Wszystkie europejskie kraje do niedawna relatywnie „czysto” germańskie i zarazem protestanckie, obecnie BEZ WYJĄTKU znajdują się poza Unią lub poza strefą euro (Islandia, Norwegia, Szwecja, Dania).

   Jak wytłumaczyć tę korelację? Ludy germańskie wysoko ceniły swą niezależność, a warunki bytowania na północy sprzyjały rozwojowi takich cech jak samodzielność i samowystarczalność, skupianie się wokół własnych wspólnot. Reformacja protestancka stanowiła reakcję przeciwko uniwersalizmowi świata rzymsko-chrześcijańskiego; oznaczała zwrot w stronę etnicznego nacjonalizmu. Tam, gdzie dominował katolicyzm, istniały dwa porządki: świecki i duchowy, ale ten ostatni (Kościół) pełnił rolę mniej lub bardziej skutecznej zapory przed przerostem partykularyzmu. Zauważmy, że organizmy ponadpaństwowe i  wielonarodowe funkcjonowały pod berłem władców katolickich (Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Cesarstwo Austro-Węgierskie), natomiast państwa germańskie (protestanckie) były zawsze bardziej  jednorodne. Jeśli tworzyły większe organizmy, były to przeważnie imperia z dominującą rolą odgrywaną przez macierzyste centrum.

   W ten sposób przeszłość determinuje teraźniejsze zachowania. Mieszkańcy państw germańskich (protestanckich) mogą sobie nawet nie uświadamiać jaki wpływ wciąż wywiera na nich przeszłość, pomimo, że formalnie odeszli już w większości od dawnego światopoglądu.          

[bsa_pro_ad_space id=4]