Prawica eurosceptyczna i ból głowy w “wierchuszce” PiS

0
147

Piotr Relich

Konfederacja zrzeszająca zarówno obrońców życia, jak i osoby krytykujące kłanianie się w pas Stanom Zjednoczonym zdaje się być dzisiaj większym zagrożeniem niż Koalicja Europejska.

Widzimy jak w perspektywie zbliżających się wyborów Prawo i Sprawiedliwość odpaliło protokół „uderzyć w Konfederację”. W prorządowych mediach jak za dotknięciem magicznej różdżki zaroiło się od poszukiwaczy „ruskich agentów”, a liczne autorytety prześcigają się w kreowaniu tej formacji na wroga publicznego numer jeden.

Przypadek Konfederacji można uznać jako swego rodzaju przykład schematu jakim posługuje się rządząca partia przy marginalizowaniu głosów sprzecznych z jej interesem. Nawet jeżeli te głosy dochodzą z prawej strony sceny politycznej.

Prawo i Sprawiedliwość już od dawna znane jest z przypisywania sobie monopolu na wszelką rację na prawicy. W obronie tego „prawa” stara się zniszczyć lub zmarginalizować każdego, kto tylko ośmieli się skrytykować działania budzące wątpliwości co do zgodności z polską racją stanu. Nawet jeżeli słowa krytyki dotyczą kwestii tak fundamentalnych jak całkowity zakaz aborcji, wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej, czy wskazanie na realne zagrożenie wynikające z przyjętej przez amerykański Kongres ustawy 447.

Na polskiej prawicy w końcu pojawiła się mająca realne znaczenie eurosceptyczna formacja, celnie diagnozująca zagrożenie jakie płynie z niereformowalnych, charakteryzujących się coraz większym zamordyzmem, neomarksistowskich unijnych elit. Podczas gdy jeszcze kilka dni temu obecnie rządząca partia fetowała 15-lecie wstąpienia Polski w szeregi Unii, a prezydent Andrzej Duda proponował wpisanie do Konstytucji obecności naszego kraju w unijnych szeregach, polski wyborca świadomy wynikających z tego zagrożeń po raz kolejny przeżywał szok spowodowany euroentuzjastyczną propagandą.

Zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów do Europarlamentu, Konfederacja może stanowić realną alternatywę dla wyborców przychylnych PiS, ale nie zgadzających się co do kierunku polityki jaki obrała ta partia na odcinku brukselskim.

I właśnie w perspektywie zbliżających się wyborów, coraz wyraźniej wybrzmiewają słowa redaktora Karnowskiego, który wzywał do zdecydowanej obrony osiągniętej sytuacji politycznej jako „szansy trafiającej się raz na pokolenie”. Widocznie prominentni politycy obecnie rządzącej formacji zgodnie uznali, że chwila takiej obrony nadeszła, a zagrożeniem dla jedynowładztwa PiS stała się Konfederacja KORWiN Liroy Braun Narodowcy. Na potrzeby przeprowadzanego ataku związane z PiS media wytaczają najcięższe działa, uderzając w nowo powstałą formację wszystkim co tylko się nawinie. W pospiesznym i szaleńczym ataku nierzadko narażają się na śmieszność.

Ale po kolei. 

Wszędzie ruscy agenci

Zastanawia gorliwość z jaką redaktorzy związanych z PiS mediów doszukują się związków kandydatów Konfederacji z przedstawicielami Kremla. Patrząc na publikowane w tempie przyspieszonym rewelacje zastanawia, czy Polsce potrzebny w ogóle jest jakikolwiek kontrwywiad. Lwia część jednego z głównych wydań „Wiadomości” poświęcona była bratu Krzysztofa Bosaka, zatrudnionemu w zajmującemu się udzielaniem pożyczek konsorcjum Vivus. Vivus należy do grupy kapitałowej, w której większościowym udziałowcem jest rosyjski oligarcha. W połączeniu z brakiem informacji dotyczącym źródeł utrzymania Krzysztofa Bosaka, lider Ruchu Narodowego staje się w oczach widza kolejnym ujawnionym „ruskim agentem”.

Zdecydowanym liderem festiwalu oskarżeń pozostaje jednak Tomasz Sakiewicz. W jego retoryce, nacechowanej głównie emocjami, inwektywami i porównaniami trafiającymi do niezbyt wymagającego czytelnika, znajdziemy – oprócz już standardowych „ruskich trolli” – targowiczan, zdrajców Polski, manipulatorów, a nawet rasistów czy ksenofobów. „Rasizm i ksenofobia są obce Polskiemu patriocie” – grzmi na łamach jednego z popularnych portali, nawiązując do głosów sprzeciwu wobec ostatniej praktyki obecnego rządu, który w tajemnicy przed polskim społeczeństwem sprzyja przyjmowaniu kolejnych imigrantów.

W związku ze zbliżającymi się wyborami, na celownik wzięto także jednego z liderów Konfederacji, reżysera Grzegorza Brauna. Piotr Lisiewicz określając go mianem „szkodliwego manipulatora”, przypomniał sobie wydarzenia z…2014 roku, kiedy podczas jednej ze smoleńskich konferencji Grzegorz Braun zwrócił uwagę na alternatywę dla promowanej wówczas teorii o eksplozji rządowego Tupolewa. Jak widać, przyszłe tygodnie upłyną redaktorom prorządowych mediów pod hasłem „wszystkie ręce na pokład”.

O współpracy z rosyjską agenturą mają także świadczyć wywiad jaki reżyser udzielił wydalonemu z Polski za szpiegostwo rosyjskiemu dziennikarzowi. O ile samo wydarzenie można uznać za niekorzystne wizerunkowe faux pas, to wielu oskarżających poprzestaje tylko na samym fakcie udzielenia wywiadu. A w samej treści znajdziemy chociażby wezwanie Rosji do zwrócenia wraku prezydenckiego wraku Tu-154m, jawne określenie wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku mianem „zamachu warszawsko-smoleńskiego”, czy wspomnienie faktu, że II wojna światowa rozpoczęła się atakiem na Polskę zarówno Niemiec jak i Związku Sowieckiego, co dla przeciętnego Rosjanina jest całkowitym novum.    

Zamilczenie

Oskarżanie o motywacje płynące z Kremla to nie jedyny sposób na uderzenie w przeciwnika politycznego. Równie skutecznym zagraniem okazuje się także proste zamilczenie. Przekonał się o tym wyproszony ze studia programu „Studio Polska” jeden z polityków Konfederacji, Jacek Władysław Bartyzel. Upominający się o brak zainteresowania mediów głównego nurtu protestem wobec ustawy 447 polityk, został wyproszony ze studia pod pretekstem „złamania zasad programu”. Przez część mediów został wprost określony mianem „klakiera Putina”.

Jakub Kulesza z partii Wolność podaje jak TVP broni się przed zapraszaniem do programów publicystycznych polityków Konfederacji. „Około miesiąc temu zostały wstrzymane wszystkie zaproszenia dla przedstawicieli Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy do programów publicystycznych TVP. O ile tacy liderzy jak Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun czy Robert Winnicki od lat nie mają wstępu do TVP, o tyle ja czy Jacek Wilk bardzo często z takich zaproszeń korzystaliśmy. Do czasu” – czytamy.

Powyższe obostrzenie dotyczy także młodzieżówek KORWiNa. Jak widać w telewizji publicznej znajdzie się miejsce nawet dla Adriana Zandberga czy Marcina Anaszkiewicza z „Wiosny Biedronia”, ale nie dla polityków Konfederacji. Ot pluralizm à la PiS.

Wyproszenie Bartyzela to nie pierwszy przypadek zamilczania krytyków rządzącej partii. Z TVP już dawno zniknęli tak wybitni komentatorzy polskiej rzeczywistości jak Witold Gadowski, ks. Isakowicz-Zaleski czy Wojciech Cejrowski.

 

O co chodzi?

Pośród wielu istotnych tematów, dzisiaj na pierwszy plan wyłaniają się szczególnie dwie kwestie. Całkowity zakaz aborcji oraz postawa wokół ustawy 447. Postulat wprowadzenia prawa usuwającego z polskiego porządku prawnego przesłanki eugenicznej został wśród zwolenników rządzącej partii podniesiony do rangi „ataku na jedność prawicy”, a walka o życie nienarodzonych dzieci stała się „zachęcaniem do otwarcia kolejnego, niepotrzebnego frontu walki z lewakami”. Jakby tych frontów PiS nie otworzyła w wielu innych, dużo mniej istotnych sprawach. To najprawdopodobniej za wypowiedź o aborcji zostały ukrócone bijące rekordy popularności rozmowy Michała Rachonia z Wojciechem Cejrowskim.

Z kolei kwestia restytucji organizacjom żydowskim pozostawionego w Polsce mienia bezspadkowego jest sprawą witalną z perspektywy polskiej racji stanu. Roszczenia sięgające nawet 300 miliardów dolarów mogą nie tylko uderzyć nas po kieszeniach, ale doprowadzić do sytuacji, w której organizacje dysponujące prawem do rozporządzania długiem będą miały realny wpływ na politykę naszego kraju. O dziwo, w opinii niektórych prorządowych publicystów, milczenie jakie wokół ustawy 447 roztoczył PiS jest najlepszym możliwym wyjściem z obecnej sytuacji! Zamieszanie jakie wobec roszczeń organizacji żydowskich wywołują środowiska narodowe ma w ich mniemaniu jedynie przysłużyć się bezprawnym żądaniom.

 A takie zamieszanie jest oczywiście na rękę – tu nie będzie zaskoczenia – Rosji! „Ci, którzy tak bardzo mocno akcentują ten problem, najczęściej po prostu realizują rosyjskie interesy” – grzmi poseł Joanna Lichocka.  

Wyraźnie widać jak Konfederacja urosła do stopnia na tyle silnego przeciwnika, że stosowana dotychczas taktyka przemilczania okazuje się nieskuteczna. Zbliżające się wybory do Europarlamentu to tylko preludium do o wiele ważniejszych, jesiennych wyborów parlamentarnych. Relatywnie wysoki wynik osiągnięty przez nową formację może okazać się pozytywnym zastrzykiem energii przed jesienną kampanią. PiS już zawczasu stara się jak najszerzej rozsiąść się na politycznej prawicy, marginalizując przeciwników za pomocą wszelkich możliwych narzędzi.

Konfederacja zrzeszająca zarówno obrońców życia, jak i osoby krytykujące kłanianie się w pas Stanom Zjednoczonym zdaje się być dzisiaj większym zagrożeniem niż Koalicja Europejska.

Za: pch24.pl