Katedry i Róże. This is the way the world ends…

0
46

Miesiąc po 15 kwietnia publikujemy ten jakże wymowny tekst.

Tomasz Pernak

W Paryżu spłonęła katedra Notre Dame, a prezydent Macron obiecał, że ją odbuduje i że będzie nawet jeszcze dostojniejsza niż była. Być może „etap odbudowy” będzie dla prezydenta Macrona wytchnieniem w czasie nieustającej rebelii francuskich prekariuszy, a być może stanie się tej nieustającej rebelii kolejnym symbolem obok Gilets jaunes, a więc „żółtych kamizelek”.

I tak się właśnie kończy świat. Nie hukiem ale skomleniem pisał Thomas Stearns Eliot, ale T.S. Eliot nie przewidział, że Opatrzność może mieć powód, żeby dołożyć nam do skomlenia Wielki pożar, a to zapewne w uznaniu historycznych zasług Europy i samej Francji – Pierwszej Córy Kościoła. Dziś pierwsza córa kojarzy się z „gołą babą wiodącą lud na barykady”, czyli ze współczesnym rozumieniem wolności.

Wbrew tym naturalnie narzucającym się asocjacjom, Stwórca wykazał się cierpliwością, zapobiegliwie chroniąc katedrę francuskiej Naszej Pani i przed oszalałymi hordami zrewoltowanego paryskiego plebsu po roku 1789 i przed dobrze zorganizowanymi hordami zrewoltowanego plebsu, który chciał ją wysadzić w powietrze w roku 1944. W tym pierwszym przypadku katedra ocalała, zbezczeszczona i zdesakralizowana, a w tym drugim uratował ją generał Dietrich von Choltitz, ignorując rozkazy wodza Niemców, Adolfa Hitlera. „Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi” i aż do 15 kwietnia 2019 roku nic się strasznego samej budowli nie przydarzyło, nawet jeśli duch upadał, a ona musiała to oglądać. 15 kwietnia tego roku wybuchł jednak niemożliwy do zatrzymania pożar, który strawił katedrę nieomal doszczętnie. Wielcy tego świata pochylili się nad dewastacją ważnego fragmentu materialnej i duchowej historii Europy, podobnie jak onegdaj pochylili się nad wysadzeniem w powietrze monumentalnych posągów Buddy w dolinie Bamyan, w Afganistanie.

Nie trudno dostrzec tu pewną, jeśli nie koincydencję, to jednak symbolikę w chronologii burzeń: posągi Buddy zostały wysadzone w powietrze w marcu 2001, a już we wrześniu tego samego roku zawaliły się nowojorskie Twin Towers, plus wieża numer 7, która umyka współczesnym wspomnieniom, jak że zawaliła się „na skutek współczucia dla pozostałych dwóch”. Winni zawaleniu okazali się Talibowie przechowujący w jaskiniach gór Tora Bora Osamę bin Ladena (albo: Usamę ibn Ladina, wedle uznania), przypominającego jako żywo tolkienowskiego czarnoksiężnika Sarumana. Ponieważ prawdziwości narracji o „starcu z gór” trudno zawierzyć, jeśli ukończyło się lat siedem, uznajmy, że mieliśmy do czynienia z klasycznym „oko za oko”, wieża za wieżę, machniom, albo z gambitem

Jakie następstwa pociągnie za sobą Wielki Pożar w Paryżu? Jakiż to gambit, jakiego to rodzaju machniom i jaka to wojna się zbliża? Jeszcze nie wiem, więc pozwolę sobie w tym miejscu na pewną refleksję w miejsce wieszczenia: otóż budowle, obok geniuszu budowniczych, zawsze odzwierciedlają geniusz ducha, bo to on stoi za ideą budowania. Tego ducha w Europie już nie ma i nikt po nim nie płacze, a wielu robi wszystko, aby go zadeptać, tam gdzie jeszcze się tli.

I tak, tym sprytnym mini-wywodem, przerzuciliśmy się od Wielkiego Pożaru do spraw pozornie krajowych. Oto, jak doniosła nam 11 kwietnia 2019 roku Sz.P. Redaktor Karolina Rogalska, na łamach niezawodnego Onetu, w wersji „Onet-kobieta” (w końcu Kopernik też była kobietą), brytyjski sekretarz ds. edukacji (minister edukacji), Damian Hinds, miał zachęcać dyrektorów brytyjskich szkół do wprowadzania w szkołach „zajęć LGBT”. Zanęcanie było konsekwencją protestów, jakie przeciw indoktrynacji tą skrajnie niebezpieczną lewicową ideologią odbyły się przed niektórymi z brytyjskich szkół z inicjatywy środowisk muzułmańskich. Kwintesencją listu Hindsa było podkreślenie, że to nie rodzice, ale szkoła, a więc państwo, ma decydować o edukacyjnym curriculum.

Jakżeż to udanie wkomponowuje się w polską, długą kampanię polityczną roku 2019, nieprawdaż? Oto taki prezydent Warszawy staje się za sprawą swojej philia do tęczowości niemalże ikoną postępu, goniącą w pocie czoła czołowe, edukacyjne „osiągnięcia” cywilizowanego świata. Ikonie warszawskiej depcze po piętach jedynie towarzysz Biedroń, z tęczowej międzynarodówki. Dzięki temu wyścigowi publiczności umykają w pełni informacje o Słupsku, który stał się postępu stolicą, a przecież zasadnym byłoby dopytać się słupszczan, czy tęczowo, to również bogato, uczciwie i porządnie? Jeśli nie dopytamy o konkrety, to może skończyć się tak, że w obiegu publicznym pozostanie jedynie wulgarna i złośliwa enuncjacja płynąca ze Słupska, że w mieście tym – Słupsku… ciemno.

Nie o Słupsku jednak i o jego oświetleniu tu mowa, ale o pewnego rodzaju obrazie świata malowanym w czołowym, internetowym medium koncernu Ringier Axel Springier przez koncernu tego wdzięczny pędzel w osobie redaktor Rogalskiej. Czy jest to jednak obraz prawdziwy? Sama informacja, podana przez Onet-kobietę prawdziwa jest, chociaż minister Hinds nic nie narzuca, ale jedynie nęci.

Ale na obrazie tym brakuje tła, więc pozwolę je sobie domalować szorstkim pędzlem reakcjonisty.

Często przydarza się tak zwanym obiektywnym obserwatorom, że wykonując zlecenie schwytania w składzie porcelany myszy, nie zauważają słonia i spowodowanych przez niego zniszczeń. Otóż dzień przed doniesieniami medialnymi o liście ministra Hindsa do dyrektorów szkół, a na dni trzy przed barwnymi mazami wykonanymi przez Onet-kobietę, w Wielkiej Brytanii wybuchła bomba LGBT, która osunęła w cień nawet korowody w sprawie Brexitu. Eksplozja bomby wypełniła pierwsze strony wszystkich brytyjskich dzienników, którym przewodził szacowny, londyński i liberalny – co ma tu znaczenie – The Times1.

Dotyczyła procederu masowego, trwałego okaleczania małoletnich w państwowych klinikach, w konsekwencji uległości państwa wobec skrajnie niebezpiecznej, lewackiej ideologii gender/LGBT. Najmłodsze z dzieci poddane „leczeniu” w londyńskiej klinice Kształtowania Identyfikacji Płciowej Tavistock było nieledwie trzylatkiem (sic!). Jeszcze w 2010 roku do kliniki skierowano 94 dzieci w celu zdiagnozowania zaburzeń identyfikacji. W całym 2018 roku przypadków takich było już 2519.

Specjaliści brytyjskiej państwowej służby zdrowia zaalarmowali, że bezbronne dzieci i nastolatkowie zostali skierowani na drogę „zmiany płci” zanim fachowcy mogli ocenić powody zaburzeń identyfikacji płciowej. Podobnie jeden z profesorów Oxfordu miał podnieść zastrzeżenia, co do bezpieczeństwa terapii medycznych stosowanych w klinice, opisując, że były one „oparte o niskiej jakości przesłanki lub nie oparte o żadne”. Pięcioro klinicystów opuściło ośrodek w proteście przeciwko faktycznemu wymuszaniu procedur „zmiany płci” ostatnio, a łącznie aż osiemnaścioro lekarzy zrezygnowało z pracy dla doktora Frankensteina w ciągu ostatnich trzech lat.

The Times, a ślad za nim inne dzienniki mainstreamu, piszą o niewystarczających przesłankach bądź ich braku, ale clou tragedii dzieci z kliniki Tavistock polega na tym, że nie istnieją metody zmiany płci. Konkretna płeć jest, poza oczywistymi i bardzo rzadkimi przypadkami obojnactwa, wpisana w nasze życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Zaburzenia identyfikacji płciowej należą do kategorii psychicznych zaburzeń osobowości i należy je leczyć psychiatrycznie, podobnie jak inne zaburzenia osobowości. Inaczej uznamy, że osobie uważającą się za rybę należy zszyć nogi, a ręce do tułowia, zaopatrzyć w płetwy i skierować na przyszły wszczep skrzeli, kiedy medycyna opanuje konieczną technologię.

Państwo uważacie ten ostatni przykład za mocno przesadzony? Zaręczam Państwa, że studia nad transgatunkowością są mocno zaawansowane (Otherkin). Produktem eksperymentów pseudo-medycznych na dziewczynie rzekomo chcącej być chłopcem jest potwornie okaleczona kobieta, a produktem zabiegów pseudo-medycznych na chłopcu – potwornie okaleczony mężczyzna.

Czy szkoda róż, gdy płonie las? Cóż nam po katedrze Notre Dame, jeśli symbolizuje już jedynie doskonałość abstrakcyjnych proporcji?

1 https://www.thetimes.co.uk/article/calls-to-end-transgender-experiment-on-children-k792rfj7d

Za: dakowski.pl

Fot. blogspot.com