Uzasadnione i konieczne jest oparcie systemu podatkowego o przychody, a nie dochody. System podatkowy w Polsce jest absurdalny

0
125

Jan Bodakowski

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że system opodatkowania firm w Polsce jest absurdalny. Według przedsiębiorców „najmniejsze firmy płacą w Polsce proporcjonalnie w stosunku do przychodu dużo większe podatki, niż firmy duże. To system absurdalny i uniemożliwiający budowę klasy średniej”.

Według raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców „firmy w Polsce są opodatkowane na kilka możliwych sposobów. Przedsiębiorcy będący osobami fizycznymi płacą podatek PIT w ramach skali podatkowej, podatku liniowego, ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych albo karty podatkowej, podczas gdy przedsiębiorcy będący spółkami prawa handlowego płacą CIT. Dodatkowo, osoby fizyczne obciążone są składkami na ubezpieczenia społeczne w stałej minimalnej wysokości”.

Zdaniem Henryka Siodmoka „system powoduje, że malutki przedsiębiorca osiągający przychód w wysokości 3 tys. złotych, płaci w daninach dużo większą cześć tego przychodu, niż firma generująca kilkaset tysięcy złotych miesięcznie. To oczywisty absurd. Nie możemy obciążać przychodów najmniejszych przedsiębiorców klinem w wysokości kilkudziesięciu – w skrajnych przypadkach nawet 60 – procent. Ten stan rzeczy przypomina strukturę kolonialną i uniemożliwia rozwój przedsiębiorczości w Polsce”.

Eksperci Związku Przedsiębiorców i Pracodawców „zwracają uwagę na fakt, że z najprostszej formy rozliczania podatku dochodowego dla przedsiębiorców, czyli ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, skorzystać może relatywnie niewielka grupa podmiotów. Jest tak ze względu na liczne wyłączenia dotyczące rodzaju prowadzonej działalności, czy też osiąganych przychodów. Jest to o tyle zaskakujące, że ryczałt jest formą atrakcyjną dla przedsiębiorców z uwagi na jej prostotę, a jednocześnie efektywnie podatnicy ryczałtu płacą proporcjonalnie wyższy podatek, niż podatnicy podatku liniowego. Gdyby wszyscy podatnicy „liniówki” rozliczali się za pomocą ryczałtu, budżet mógłby zyskać nawet kilkanaście miliardów złotych”.

Według przedsiębiorców „podatek przeznaczony dla naturalnie największych podmiotów, czyli CIT, całkowicie stracił swoją funkcję fiskalną. Płaci go zaledwie 38% podatników, a za 1/3 wpływów do budżetu odpowiada kilka największych spółek Skarbu Państwa”.

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców twierdzi, że „podatek CIT to przykład całkowicie absurdalnej polityki fiskalnej. Płaci go kto chce, a przeciętna efektywna stawka to znikomy procent przychodu jego podatników. Duże firmy stosują zaawansowane mechanizmy optymalizacyjne i będą to robić dopóty, dopóki będą płacić podatek od dochodu, z uwzględnieniem kosztów jego uzyskania, a nie od przychodu”.

Przedsiębiorcy w swoim raporcie głoszą, że „z uwagi na dalece niesprawiedliwy i nieefektywny system opodatkowania firm w Polsce, konieczne jest szybkie podjęcie działań naprawczych”. ZPP „postuluje rozszerzenie formuły ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych na wszystkie osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą oraz zastąpienie podatku CIT podatkiem przychodowym. Wygenerowane w ten sposób wpływy budżetowe można byłoby z powodzeniem przeznaczyć na zmniejszenie klina podatkowego obciążającego wynagrodzenia pracowników”.

Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP twierdzi, że „kompleksowa reforma systemu podatkowego jest koniecznością. Model, który proponujemy, jest sprawiedliwy, bo zakłada zmniejszenie obciążenia fiskalnego najmniejszych przedsiębiorców oraz wprowadzenie do systemu podatków niemożliwych do uniknięcia, w miejsce nieprzystających do nowoczesnej gospodarki podatków dochodowych”.

W raporcie można przeczytać, że „wydawałoby się, że dane świadczą o tym, iż ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest wśród przedsiębiorców coraz bardziej popularną formą opodatkowania. Analizując jednak statystyki publikowane przez GUS, można łatwo dojść do wniosku, że odsetek przedsiębiorców decydujących się na ryczałt od przychodów ewidencjonowanych nieznacznie maleje. W 2013 roku 1 616 284 osób fizycznych prowadziło działalność gospodarczą. Oznacza to, że wówczas ok. 32 proc. z nich rozliczało się w ramach ryczałtu. W 2017 roku działalność gospodarczą prowadziło 1 817 189 osób fizycznych i zgodnie z (…) danymi, ryczałt jako formę opodatkowania wybrało 31 proc. (…) możliwość korzystania z ryczałtu jest znacznie ograniczona przepisami ustawy. Wyłączenia obejmują m.in. podmioty osiągające przychody wyższe niż 250 tysięcy euro czy też prowadzące działalność w jednej z określonych ustawą branż”.

Zdaniem przedsiębiorców „korzyści wynikające z tej formy opodatkowania są oczywiste – księgowość jest maksymalnie uproszczona, a sposób obliczania podatku banalny. Jednocześnie często podnosi się, że ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest swego rodzaju preferencyjną formą opodatkowania, z uwagi na relatywnie niskie stawki (np. 8,5 proc. dla działalności usługowej). Okazuje się jednak, że w praktyce ryczałtowcy oddają państwu w podatku dochodowym większą część osiąganych przychodów, niż podatnicy rozliczający się w ramach 19 proc. podatku liniowego. Rozszerzenie grupy podatników uprawnionych do rozliczania się z wykorzystaniem ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, skutkowałoby zatem wzrostem wpływów do budżetu (jako że duża część przedsiębiorców zdecydowałaby się na skorzystanie z tej możliwości, z uwagi na prostotę rozliczania ryczałtu)”.

O tym, że podatek ryczałtowy byłby popularny wśród przedsiębiorców świadczy to, według danych z 2015 roku, że „mniej więcej do osiągnięcia poziomu 300 tys. zł rocznego przychodu stopa opodatkowania (w stosunku do przychodu) rośnie – z poziomu ok. 3,3 proc. do nieco ponad 9 proc. Po przekroczeniu tej bariery podatnicy płacą coraz mniej. Podmioty z przychodami na poziomie ok. 1 mln zł oddają w podatku dochodowym ok. 3,1 proc. swoich przychodów, jednak ci osiągający przychody w przedziale 5 – 7,5 mln zł, płacą już tylko 1,87 proc. Im wyższy przedział przychodów, tym niższa jest efektywna stopa opodatkowania.

Postępująca degresywność systemu jest jeszcze bardziej widoczna, jeśli w obliczeniach uwzględnimy składki na ubezpieczenia społeczne – wówczas płatnicy „liniówki” osiągający do 50 tys. zł przychodu (a jest ich ponad 38 tysięcy) oddają w daninach ponad 66 proc. generowanych przychodów. Ci, którzy generują przychód na poziomie 100 – 125 tys., płacą już „jedynie” niecałe 20 proc., zaś ci osiągający przychód w przedziale 1 – 1,5 mln zł płacili państwu – z uwzględnieniem ZUS – przeciętnie 4,3 proc”.

Jak informują przedsiębiorcy „dochody podmiotów prowadzących w Polsce działalność gospodarczą są opodatkowane na dwa zasadnicze sposoby. Osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą, a także wspólnicy spółek osobowych (tj. spółek jawnych, partnerskich i komandytowych) płacą podatek PIT. Podmioty zaś, którym przyznano osobowość prawną, tj. wszelkiego rodzaju stowarzyszenia, fundacje, lecz przede wszystkim spółki kapitałowe, czyli spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjne, a od 2014 roku również spółki komandytowo-akcyjne, płacą podatek CIT. Gdyby objąć wszystkich przedsiębiorców rozliczających się za pomocą podatku liniowego ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, przy zachowaniu aktualnej efektywnej stawki, budżet zyskałby dodatkowych 18 miliardów złotych. Okazuje się, że – wbrew temu, co można byłoby sądzić, patrząc wyłącznie na stawki podatku – możliwość generowania i „pompowania” kosztów uzyskania przychodu w ramach liniowego podatku dochodowego, z której w największym stopniu korzystają podmioty o wysokich obrotach, mające duży potencjał optymalizacyjny, z nawiązką kompensuje relatywnie niskie stawki ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Najmniejsze podmioty rozliczające się z wykorzystaniem tej formuły oddają państwu stosunkowo istotnie większą część generowanych przychodów niż przeciętny podatnik podatku liniowego”.

Tak (wadliwie) skonstruowany system rodzi przynajmniej dwa zasadnicze skutki: Najmniejsze podmioty są obciążone fiskalnie w sposób niewspółmierny do ich możliwości płatniczych. Podatku dochodowego praktycznie nie płaci się powyżej pewnego pułapu przychodów, co powoduje że jego podstawowa funkcja, czyli funkcja fiskalna, nie jest wypełniana. Wiąże się to ze znacznym uszczupleniem wpływów do budżetu. System ten zabija przedsiębiorczość i ogranicza powstawanie nowych firm, które na starcie powinny być obciążone w jak najmniejszym stopniu, a w rzeczywistości to one ponoszą proporcjonalnie największy ciężar utrzymania państwa – tę strukturę można nazwać kolonialną. Trzeba podkreślić, że stosowane przez przedsiębiorców działania optymalizacyjne są całkowicie zgodne z prawem – problem tkwi nie w działaniach podejmowanych przez racjonalnych uczestników rynku dążących do minimalizowania kosztów, lecz w wadliwym systemie”.

W opinii przedsiębiorców „analogiczne spostrzeżenia można z powodzeniem przenieść na grunt analizy podatku CIT, w ramach którego możemy wyróżnić dwie stawki. Podstawowa wynosi 19 proc., natomiast preferencyjna, którą opodatkowani są mali podatnicy (w roku 2019 za małego uznawany jest podatnik, u którego wartość sprzedaży, wraz z VAT, nie przekroczyła rok wcześniej kwoty 5 mln 135 tys. zł), wynosiła w roku 2017 15 proc., a od roku 2019 jest to już 9 proc. Trzeba zaznaczyć, że obniżanie stawek CIT w aktualnych warunkach (brak uproszczonych zasad prowadzenia działalności dla małych spółek, tak by najmniejsze firmy przekształcały się w spółki prawa handlowego), zaburza warunki konkurencji, ponieważ przedsiębiorcy będący podatnikami PIT obciążeni są wyższymi stawkami, niż CIT-owcy funkcjonujący w tych samych segmentach rynku”.

„Analizując należny podatek w grupach wyodrębnionych określonymi przedziałami przychodów, nie można dostrzec degresji. Być może tłumaczy to fakt, że spośród niecałych 30 mld zł wpływów z tytułu CIT w roku 2017 prawie 20 mld zostało zapłaconych przez 500 największych firm. Najbardziej jednak interesujące, że wśród 10 największych podatników CIT w roku 2017, aż 9 to podmioty kontrolowane przez państwo. Zapłaciły one prawie 8,5 mld zł podatku. Prawie 30 proc. wpływów z tytułu tego podatku zapewnianych jest zatem przez ogromnych podmiotów z udziałem Skarbu Państwa. CIT stanowi zatem doskonały przykład nieefektywności polskiego systemu podatkowego, a podstawowe problemy związane z jego poborem wynikają z konstrukcji podatku dochodowego. Zarządzający spółkami prawa handlowego starają się wykazywać jak najwyższe koszty, zaś państwo próbuje dowieść, że są one niższe – i w tej swoistej „rywalizacji” przegrywa, czego wynikiem są przytoczone wyżej dane. Spośród ponad 509 tysięcy podatników CIT, jedynie niecałe 345 tysięcy wykazało dochód, stanowiący przedmiot opodatkowania. Ostatecznie, po wszelkiego rodzaju odliczeniach, liczba podatników wykazujących w swoich zeznaniach podatek należny wyniosła zaledwie 194 tysiące. Oznacza to, że CIT – w jakiejkolwiek wysokości – płaci w Polsce jedynie 38 proc. podatników”. Ponownie potwierdza się zatem teza, że w ramach polskiego systemu podatkowego premiowani są przedsiębiorcy więksi, kosztem tych najmniejszych (tym samym możemy stwierdzić, że system ma cechy systemu kolonialnego i uniemożliwia budowanie klasy średniej)”.

„Z powyższych rozważań niemal wprost wynika, że system opodatkowania przedsiębiorców w Polsce jest nieracjonalny i absurdalny. Dochody przedsiębiorców będących osobami fizycznymi opodatkowane są w sposób degresywny – ciężar podatku maleje wraz z rosnącymi przychodami. Podatek CIT z kolei, ze względu na jego konstrukcję, umożliwiającą stosowanie mechanizmów optymalizacyjnych płacą tylko ci, którzy chcą to robić, a niemal 1/3 wpływów z tytułu tego podatku pochodzi od największych spółek z udziałem Skarbu Państwa. (…) powyższe patologie spowodowane są wadliwą konstrukcją systemu. Opodatkowanie dochodów i związane z tym odliczenia od przychodu kosztów uzyskania, a w dalszej kolejności stosowanie różnego rodzaju ulg powoduje, że większe podmioty, wyposażone w odpowiednie środki finansowe bądź zasoby ludzkie, mają możliwość obniżania wysokości zobowiązania podatkowego lub wręcz niepłacenia podatku w ogóle. Tym samym nieproporcjonalny ciężar spoczywa na najbardziej licznej grupie przedsiębiorców o niższych przychodach”.

„Za uzasadnioną i konieczną uznajemy transformację systemu w kierunku oparcia go o podatki przychodowe, a nie dochodowe. Taka zmiana filozofii: uniemożliwi stosowanie mechanizmów optymalizacyjnych, uprości zasady wymiaru podatków, wyrówna warunki konkurencji pomiędzy podmiotami gospodarczymi, przywróci podatkowi jego podstawową funkcję, czyli funkcję fiskalną, przywróci podstawową zasadę gospodarowania, a mianowicie: koszty i zyski są wyłączną odpowiedzialnością przedsiębiorcy, a nie osób trzecich (np. państwa), sprawi, że podatki staną się transparentne, tzn. nie będą rodzić niepewności co do przyszłej odpowiedzialności z powodu uznaniowości aparatu kontrolnego. Proponujemy więc zastąpienie podatku CIT podatkiem przychodowym – niemożliwym do uniknięcia, łatwym w wymiarze”.

Przedsiębiorcy w przypadku działalności gospodarczej osób fizycznych postulują „rozszerzenie formuły ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych na wszystkie podmioty – czyli de facto również wprowadzenie powszechnego podatku przychodowego. Przeciętna stawka nieco wyższa niż obecnie, tj. ok. 3,9 proc. (przy zachowaniu zróżnicowania branżowego), zapewniłaby istotną nadwyżkę budżetową. Jako uzupełnienie zmiany podatków dochodowych na przychodowe, proponujemy zastąpienie składek na ubezpieczenia społeczne jednolitym podatkiem na usługi publiczne, w wysokości 550 złotych. W rezultacie klin podatkowy obciążający przychody najmniejszych przedsiębiorców zdecydowanie się zmniejszy. Dla przykładu – przedsiębiorca generujący przychód na poziomie 6 tys. zł miesięcznie, oddaje w tej chwili w daninach ok. 26 proc. tegoż przychodu. Po wprowadzeniu proponowanych zmian, obciążenie skurczyłoby się o połowę – do około 13 proc. Im mniejszy byłby zakres prowadzonej działalności, tym większe – proporcjonalnie – byłyby jej oszczędności związane z wprowadzeniem tego programu”.

„Poprzez przeprowadzenie omawianej reformy udałoby się osiągnąć trzy skutki o potężnym znaczeniu dla gospodarki: po pierwsze, zniesiona zostałaby degresywność opodatkowania działalności gospodarczej osób fizycznych, po drugie, wyrównane byłyby warunki konkurencji pomiędzy podmiotami funkcjonującymi na rynku, po trzecie, powstałaby nadwyżka budżetowa umożliwiająca reformę systemu oskładkowania przedsiębiorców choćby w kierunku stałej opłaty za usługi publiczne, znacznie niższej niż aktualnie obowiązujące składki. Byłby to krok odciążający przede wszystkim najmniejszych przedsiębiorców, dla których dzisiaj składki na ubezpieczenia społeczne stanowią bardzo istotny element klinu podatkowego. W ten sposób powstałyby warunki sprzyjające budowaniu w Polsce klasy średniej”.

Za: prawy.pl