Dwadzieścia tysięcy zapomnianych

0
140

Witold Gadowski

Polonia jest nieodłączną częścią polskiego świata, jest także nadzieją na to, że zmiany mogą nastąpić szybciej, niż się spodziewamy. Musimy ją jednak bardziej dopuścić do głosu, pokazać jej, jak Polska się zmienia i jak dobrze może być urządzona z jej udziałem

Fot.: www.4urspace.com

Wyobraziłem sobie sytuację, w której Polska nagle znajduje się w zagrożeniu. Na kogo może w takiej sytuacji liczyć? Skąd może wyglądać pomocy? Jeśli ktoś uważa, że tzw. zobowiązania sojusznicze sprawią, iż jakiś dobry światowy wuj nas obroni (najlepiej bez naszego udziału), to, niestety, błądzi. Gdyby Rosjanie podjęli decyzję o wkroczeniu do Polski, to w ciągu jednego tygodnia byliby w Warszawie i nikt by im w tym realnie nie przeszkodził. Podobne kłopoty moglibyśmy mieć choćby z Bundeswehrą. Taka jest, niestety, prawda o naszym położeniu. Na nic zda się wtedy budowanie Fortu Trump, na nic zobowiązania wynikające z naszego członkostwa w NATO. Wszystko stanie się szybko i przeraźliwie realnie. Oczywiście, wtedy – na świecie – rozlegną się głosy krokodylego oburzenia, gazety na amerykańskim Wschodnim Wybrzeżu dadzą wyraz swojemu niekłamanemu nawet wzburzeniu, politycy wygłoszą dziesiątki patetycznych mów i… dostatni świat wróci do swojej chciwej drzemki, a biednym i tak będzie wszystko jedno.

Nasza armia, oczywiście, stawi opór, ale rachunek sił z góry pokazuje wynik starcia. Czy zatem jest beznadziejnie, czy musimy jedynie chodzić na paluszkach i dbać o to, aby nie budzić niedźwiedzia? Nie. Powinniśmy jednak po prostu zrozumieć banalną prawdę, że możemy liczyć jedynie na siebie – na Polaków, którym droga jest Polska i jej niepodległość. Taka konstatacja to już początek działania. Jesteśmy w stanie sami się obronić, sami zadbać o nasze bezpieczeństwo.

Ktoś powie, że serwuję Państwu teraz niepoprawne mrzonki, bo jak mały kraj może się przeciwstawić lub choćby tylko zachować niezależność w cieniu dwóch sąsiadujących z nim kolosów? Wróćmy więc do początku. W 1917 r. pada hasło mówiące o utworzeniu polskiej armii we Francji. Przez pierwsze miesiące rekrutacji trafia do niej ledwie nieco ponad ośmiuset ochotników. Francuzi zaczynają się zastanawiać nad zakończeniem nieudanej akcji, gdy naraz do francuskich portów przybijają statki wypełnione tysiącami polskich ochotników. Przypływają ludzie przeszkoleni już w wojskowym rzemiośle, zaprawieni w trudach żołnierskiego życia. Skąd oni się wzięli? Przepłynęli ponad siedem tysięcy kilometrów, ciągną do kraju, który formalnie nie istnieje na mapach. To młodzi polscy patrioci z USA!

Gen. Józef Haller - Geocaching Opencaching PolskaTo oni uratowali akcję tworzenia Błękitnej Armii, znanej później jako armia gen. Józefa Hallera. W krótkim czasie do polskiego wojska trafiło wtedy ponad dwadzieścia tysięcy ochotników, a zza oceanu płynęły duże pieniądze na polski czyn zbrojny. Potomkowie biedaków, którzy musieli emigrować za chlebem do Ameryki, ludzie, którzy z wielkimi przygodami trafili do Stanów Zjednoczonych, ruszyli do walki zbrojnej o polską niepodległość. Ta akcja nie ma sobie równych, nigdy żadna nacja tak się nie zmobilizowała, nie była tak ofiarna i wrażliwa na wezwanie swojej nieistniejącej ojczyzny. Młodzi migranci przeszli wcześniej przez świetnie zorganizowane drużyny „Sokoła”, potem trafili do Niagara-on-the-Lake, niewielkiej miejscowości w Kanadzie (w USA obowiązywał zakaz tworzenia formacji militarnych). W obozie – w trudnych warunkach, w zimnie i deszczu – mieszkali w polowych namiotach i pod okiem doświadczonych oficerów uczyli się żołnierskiego rzemiosła. Potem ruszyli do Europy. Odegrali wielką rolę w wywalczeniu polskiej niepodległości. Szesnaście tysięcy z nich powróciło po wojnie do USA. Biedni, słabo wykształceni migranci dali dowód bezprzykładnej miłości do Ojczyzny. Czy powstał o tym choć jeden film?

Dla porównania warto pamiętać, że słynne legiony brygadiera Józefa Piłsudskiego – w swoim szczytowym momencie – nie przekroczyły liczby siedemnastu tysięcy żołnierzy. Złośliwy chichot historii sprawił jednak, że o polskich żołnierzach z USA właściwie niewiele się mówi w polskich publikacjach historycznych, nawet w tych wydawanych z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. W czasach II Rzeczypospolitej ich czyn nie był specjalnie propagowany, nie był bowiem na rękę sanacji, wszak w ich działaniach wielką rolę odegrali Roman Dmowski i narodowcy. Potem , w czasach bolszewickiej okupacji, nie wymieniano ich ze względów oczywistych, a tzw. III Rzeczpospolita, nazywana przeze mnie Republiką Okrągłego Stołu, chciała pamięć o nich jak najszybciej zamilczeć i nie opowiadać o ich bezprzykładnym poświęceniu. Pamięć o dzielnych Polakach z USA była systematycznie mordowana.

Polski czyn zbrojny w USA pokazuje, jak ogromny potencjał tkwi w naszej Polonii i jak wielką wagę należy przykładać do kontaktów z nią.

***

Właśnie jestem w trakcie swojej pierwszej autorskiej trasy po USA. Jeżdżę ze swoją najnowszą powieścią „Szlag trafił!”. Pierwsze spotkanie miałem w Domu Weterana Polskiego przy 17 Irving Place w Nowym Jorku. Przeżyłem tu wielką i jedną z ważniejszych dla mnie lekcji polskiej historii. Funkcjonuje tu piękne muzeum Błękitnej Armii, zebrane są pamiątki po żołnierzach, którzy walczyli o polską niepodległość. Dzięki komendantowi Chrościelewskiemu pierwsze spotkanie z Polonią było nie tylko tłumne, ale też niezwykle serdeczne. Polskie myśli i serca tu, w Stanach Zjednoczonych, smakują niezwykle. Wypowiedzi Polaków przekonują jednak o tym, że nasze państwo mało dba o tych ludzi. Nie doceniamy faktu, że to właśnie siła rozsianej po świecie Polonii może obronić Polskę w sytuacji krytycznej i że jest ona dużo bardziej realna niż papierowe traktaty, którym tak bardzo ufają polscy politycy. Wyniki polskich wyborów w USA pokazują, że nie można mieć wątpliwości co do poglądów większości polskiej diaspory, która tu mieszka, robi interesy i ma całkiem niemałe wpływy polityczne.

Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do postawy Polaków w USA, niech prześledzi historię walki o pozostawienie Pomnika Katyńskiego autorstwa Andrzeja Pityńskiego na jego właściwym miejscu w New Jersey. Polonia, bez żadnego wezwania, stanęła w obronie pomnika i burmistrz Jersey City Steven Fulop musiał ustąpić.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polonia a państwo polskie [WIDEO]. Dariusz Rutka (USA), „Pomnik Katyński – ostatni bastion polskości”

Oczywiście, Polacy w świecie ciągle są jeszcze podzieleni i skonfliktowani między sobą (rezultat działań komunistycznej, i nie tylko, bezpieki), ale jeśli ktoś uważa, że bez nich da się w Polsce przeprowadzić radykalne zmiany, to jest w błędzie. Polonia powinna mieć swoje – zagwarantowane w ordynacji wyborczej – miejsca w polskim parlamencie i coraz mocniejsze więzy biznesowe z krajem. Aby tak się jednak stało, trzeba przeprowadzić radykalną wymianę pracowników w naszym Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Miejsce komunistycznych agentów i safandułowatych, skupionych na własnych interesach, urzędników muszą zająć dobrze wykształceni, otwarci na świat patrioci. Bez Polonii szybko nie wygrzebiemy się ze śmieci, które pozostały nam po komunistycznej okupacji.

Wizyta w Stanach Zjednoczonych – intrygujące rozmowy i obserwacje codziennie dostarczają mi materiału do takich właśnie przemyśleń. Polonia jest nieodłączną częścią polskiego świata, jest także nadzieją na to, że zmiany mogą nastąpić szybciej, niż się spodziewamy. Musimy ją jednak bardziej dopuścić do głosu, pokazać jej, jak Polska się zmienia i jak dobrze może być urządzona z jej udziałem. Polski żywioł szaleje w całym świecie. Codziennie dostaję ciekawe listy i informacje z najdalszych zakątków świata. Wszędzie tam mieszkają Polacy, którzy żywo interesują się naszymi sprawami. Ich widzenie Polski jest ostre i czasami dosadne. Obserwują ją bowiem z pewnego oddalenia i wychwytują istotne sprawy, które nam – w kraju – umykają z powodu zbyt wielkiego skupienia się na politycznym teatrzyku, który odgrywają dla nas jego uczestnicy. Kiedy z polskiego życia odcedza się zbędne emocje, często można dojść do zaskakujących wniosków.

Podróż po USA – od Nowego Jorku do San Diego – traktuję jako znaczące uzupełnienie własnej obywatelskiej edukacji. O wynikach napiszę niebawem.

Za: niedziela.pl

fot. strzelcy-kresowi.pl