Słowo na I niedzielę Adwentu: Adwentowe “tak” powiedziane Bogu zobowiązuje [ks. Stanisław]

Niewidzialny Bóg stał się dla ludzi widzialny w Jezusie Chrystusie. Pełnią objawienia Bożej miłości w Starym i Nowym Testamencie jest zapowiedziana i spełniona żywa obecność Boga z nami. Cała historia świata ma w Bogu swój początek i koniec. Trwają czasy ostateczne, w których Bóg szuka ludzi, pragnących Go przyjąć, z Nim uczestniczyć w zwycięstwie życia nad śmiercią. Czytania z Księgi Apokalipsy w Mszach św. kończącego się roku kościelnego rzucają światło na czas ziemskich zmagań po to, aby owe doświadczenia rozumieć i wiedzieć do czego prowadzą, w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa w chwale.

Rozpoczynający się w niedzielę 2 grudnia Adwent ukazuje pierwsze przyjście Chrystusa w ukryciu łona Maryi Matki od poczęcia w chwili Zwiastowania ku Bożemu Narodzeniu. Każdy człowiek ma swój Adwent od poczęcia do narodzin. W świetle wiary ludzkie życie z zawartym w nim obrazem Bożym może być przyjęte albo odrzucone. Bogu i nowemu stworzonemu człowiekowi można powiedzieć „tak” albo „nie”. Dobre przeżycie Adwentu prowadzi do zgody w duchu miłości i nadziei na początkowo ukrytą i stopniowo ujawniającą się obecność Boga z nami, połączoną z wezwaniem do nas, do naszej wiary i dobrej woli, abyśmy chcieli żyć w jedności z Bogiem i spełnić powszechne powołanie do wspólnoty upragnionej i wybranej przez Bożą miłość. Skoro życie każdego człowieka od poczęcia jest objawieniem stwórczej i zbawczej miłości Boga, niemożliwe jest odłączenie wiary w Boga od przyjęcia człowieka. Kto odrzuca adwentowy dar życia dziecka poczętego, odrzuca zarazem Boga. To, co uczyniliście jednemu z braci Moich najmniejszych, uczyniliście Mnie, powie każdemu człowiekowi Chrystus-Sędzia. Zauważenie, uszanowanie i odwzajemnienie miłości i woli Boga, wymaga uwagi i postawy czuwania. O tym mówi Chrystus do swoich uczniów w niedzielnej Ewangelii 2 grudnia: „Uważajcie i czuwajcie” (Mk 13,33).

Grudniowy dzień jest coraz krótszy, noc coraz dłuższa, ale duchowo żyć w świetle dnia można zawsze dzięki czuwaniu, dzięki przyjęciu Bożego umocnienia (zob. 1 Kor 1,8 w drugiej niedzielnej lekcji).

W pierwszej lekcji czytanej w niedzielę mówi ze smutkiem prorok Izajasz: „Nikt się nie zbudził, aby chwycić Ciebie” (Iz 64,6), ale dodaje z nadzieją: „A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem” (w. 7).

Duchowe przebudzenie w świetle wiary pozwala uchwycić Boga: „Pochwyciłam go i nie puszczam”, mówi oblubienica o oblubieńcu w Pieśni nad pieśniami (Pnp 3,4): oblubieniec odpowiada: „Jak piękna jest miłość twoja” (4,10).

Powołani i uzdolnieni jesteśmy do miłości oblubieńczej, rozpoczynającej się na ziemi i niekończącej się nigdy w niebie. Miłość wymaga wzajemności. Dar może być przyjęty albo wzgardzony. Rani i boli Boga, krzyżuje Chrystusa obojętność i pogarda wielu ludzi. Sama deklaracja wiary bez praktyki i miłości nie wystarczy. Podobnie zewnętrzna praktyka bez jedności serc jest samozakłamaniem.

Byliśmy tego świadkami dzięki komunikacji przez internet, gdy w kościele wizytek w Warszawie, w dniu uroczystości Chrystusa Króla odbyła się Msza św. w intencji dziękczynnej za wysoki urząd i jego sprawowanie przez osobę zaprzeczającą w swoich decyzjach wierze i moralności, a chwaloną w kazaniu za swoją postawę katolicką, a zarazem przyjmującą (świętokradzko) Chrystusa w Eucharystii.

Władza nad ludźmi zobowiązuje do wierności prawu Bożemu. Boga trzeba słuchać bardziej niż ludzi. Wiara praktykowana zewnętrznie w połączeniu z obłudą i tchórzostwem wyraża usiłowanie sporządzenia szkodliwej mieszanki zła z dobrem. Są przecież dane nam przez Boże miłosierdzie sposoby uwolnienia się od zła w sobie. Zło spełniane publicznie i zuchwale wymaga publicznego nawrócenia. Gdy ktoś publicznie grzeszy i nie nawracając się przyjmuje Komunię św., popełnia zło razem z kapłanem udzielającym Komunii świętokradzkiej i usprawiedliwiającym się słowami: „Być może ten ktoś przedtem się wyspowiadał”. W przypadku publicznego i jawnego grzechu prywatna spowiedź z nieważnym rozgrzeszeniem, bez publicznego nawrócenia, nie wystarczy dla odzyskania wspólnoty z Bogiem i Kościołem.

Ks. prymas Wyszyński powiedział w Niepokalanowie 9 grudnia 1976 r.: „Interwencja Kościoła w różne dziedziny życia wynika stąd, że świat jednakże jest Boski i jest własnością Boga. Toczy się nieustanna walka między szatanem a Bogiem – „wprowadzam nieprzyjaźń” (…) po to, aby świat pochodzący od Boga był światem Bożym. I to jest punkt wyjścia dla współczesnej ekonomii katolickiej oraz dla teologii doczesności, uświęcenia świata”.

Do takiej interwencji ludzie Kościoła wierni Bogu są zobowiązani, zwłaszcza gdy są kapłanami lub sprawują wysokie urzędy. Im większa władza, tym większa odpowiedzialność.

Czwartego grudnia wspominamy św. Barbarę. Poniosła śmierć w czasie krwawych prześladowań za cesarza Maksymiana Galeriusza. Śmierć przez ścięcie zadał jej własny ojciec, wykonując wyrok sędziego. Jako patronkę dobrej śmierci czcili i czczą św. Barbarę górnicy, hutnicy, marynarze, rybacy, żołnierze, kamieniarze i więźniowie, chcąc uprosić u Boga śmierć szczęśliwą.

ks. Stanisław Małkowski


for. garnek.pl

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz