Zofia Kossak-Szczucka: Życiorys na scenariusz. 24-25.04 konferencja w Senacie RP

Z okazji 50 rocznicy śmierci Zofii Kossak-Szczuckiej, publikujemy wywiad z autorką biografii tej wielkiej Polki, Joanną Jurgałą-Jureczką, zamieszczony w tygodniu katolickim Niedziela. Rozmawia ks. Piotr Bączek.

W Senacie RP w dniach 24-25 kwietnia organizowana jest konferencja pt. „W obronie wartości chrześcijańskich i patriotycznych. Senat RP w hołdzie Zofii Kossak w 50. rocznicę śmierci”. Program dostępny jest TUTAJ.

Zofia Kossak-Szczucka, 1933 r., Wikipedia.com

KS. PIOTR BĄCZEK: – Gdy poznała Pani Annę Bugnon-Rosset, miała Pani niewątpliwie szczęście. Córka Zofii Kossak to bardzo wiarygodne źródło informacji o autorce „Krzyżowców”. To był początek Pani przygody odkrywania życiorysu pisarki?

DR JOANNA JURGAŁA-JURECZKA: – Tak, było to bodaj w 1993 r. Byłam dziennikarką „Gościa Niedzielnego”, trwał sezon ogórkowy, niewiele się działo. Pomyślałam, że napiszę coś na temat pisarki, o której właściwie mało wiedziałam. Na studiach o niej nie mówiono, nie było jej książek w spisie lektur szkolnych ani uniwersyteckich. Oczywiście, miałam świadomość, że ktoś taki w Górkach Wielkich był [Górki Wielkie k. Brennej w Beskidach – przyp. PP]. Pojechałam więc do Górek i tam poznałam córkę Zofii Kossak. Anna Bugnon-Rosset była wspaniałą osobą, niezwykle mądrą życiowo kobietą. Często o niej mówię, bo chcę, by pamięć o niej pozostała. Jestem przekonana, że właśnie po mamie odziedziczyła sposób odnoszenia się do ludzi… Pani Anna pozwoliła mi uczestniczyć w porządkach, które robiono w budynku muzeum. To był dawny domek ogrodnika. Pokoje usytuowane na górze są własnością rodziny Kossaków. I od razu przeżyłam wielką przygodę. Byłam świadkiem odnalezienia obrazu związanego z rodziną Witkacego. Takie były początki.

– Od tamtych chwil przebyła Pani długą badawczą drogę: praca naukowa, praca w Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich, pisanie biografii, książki o kobietach Kossaków. Czy dziś ludzie interesują się Zofią Kossak?

– Biografią i twórczością pisarki systematycznie zajmują się ośrodki badawcze, np. prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz na Uniwersytecie Śląskim. Istnieje Centrum Kultury i Sztuki Dwór Kossaków w Górkach Wielkich. Ci, którzy do Górek przyjeżdżają, mają możliwość zapoznania się nie tylko z domem Kossaków, z miejscem, ale także z publikacjami. Przy okazji obchodzonych rocznic ujawnia się większe zainteresowanie. Organizowane są sesje naukowe i konferencje w większych ośrodkach. Przewidziana jest sesja w Senacie RP. Coś zatem się dzieje.

– Słysząc: Zofia Kossak, myślimy najpierw – pisarka. Mniej znamy ją jako człowieka. Jakie więc było, najogólniej ujmując, życie Zofii Kossak?

– Z całą pewnością niełatwe. Porównuję jej życie do krętej rzeki, która bardzo ostro zmienia kurs. Kiedy wydaje się, że wszystko idzie bardzo dobrze, osiąga pewną stabilizację – następuje radykalna zmiana, życiowy zakręt. Na Wołyniu np. wychodzi za mąż, ma dzieci. Wybucha rewolucja i trzeba uciekać, zostawić wszystko. Takich życiowych zakrętów jest wiele, do końca. W jednym z listów Zofia Kossak wymienia miejsca, gdzie przyszło jej mieszkać. Pisze: „likwidowanie jednego życia, organizowanie i budowanie drugiego. Ileż razy już to człowiek w swoim życiu przenosił się, wnosił, urządzał?”. Córka Anna naliczyła tych domów kilkanaście. To są domy, które Zofia traci. Stąd w muzeum wydaliśmy kiedyś broszurę pod tytułem: „Dom utracony i odnaleziony”. Zofia Kossak traci także bliskie osoby. W Górkach umiera jej pierworodny syn. Ona tę śmierć bardzo przeżywa. Na nagrobku umieszcza cytat ze św. Stanisława Kostki: „Ad maiora natus sum” – Do większych rzeczy jestem zrodzony. Potem przychodzi wojna i kolejne straty. Działa w konspiracji, ratuje Żydów, znajdzie się na Pawiaku i w obozie koncentracyjnym.
Po wojnie musi wyjechać za granicę. Tam pracuje fizycznie, na roli, w bardzo trudnych warunkach. Niewiele pisze. Właściwie to dwanaście lat twórczej posuchy. Dla literatki, przed wojną nagradzanej, docenianej, czytanej, to musi być trudne doświadczenie.

– Są narzekania, skargi na los, na Boga?

– Chyba nie. Napisała kiedyś: „Jak my się mądrze modlimy, prosząc Boga o wieczny odpoczynek. Ale nim nań zasłużymy, nie ma rady. Trzeba się pchać naprzód bez narzekania”. Gdy po emigracji przyjedzie do Górek, chce, by tam właśnie nastąpiła ostateczna przeprowadzka – na parafialny cmentarz. Już chyba nie ma sił szukać kolejnego domu.
O swoim odchodzeniu mówi, że czeka na przeprawę promem. Czeka spokojnie. Wyczuwa, że jest w przededniu jakiegoś końca. Pisze o zbliżającym się „randez-vous planet”. Czuje się podduszona polityką, otaczającym światem (notabene wkrótce przyjdą wydarzenia Marca ’68). Z drugiej jednak strony mówi: „Tak chciałoby się żyć, bo czasy takie ciekawe”. Widać więc, że Zofia Kossak zawsze miała w sobie ogromną wolę i radość życia. Dla mnie bardzo wzruszający był moment, gdy znalazłam jej zapiski i zdanie: „Koniec Dzieła. Ale życie się nie kończy”. „Dzieło” napisała dużą literą. To pożegnanie i wręcz profetyczne zdanie. Skończy się jej Dzieło.

– Skąd w niej wspomniane przez Panią wola życia i siła do walki z wieloma przeciwnościami losu?

– Zofia Kossak była bardzo silną kobietą. Fizycznie drobna, krucha, ale życiowo bardzo silna. Wewnętrznie, duchowo, była mocno ustawiona w życiu. Dodajmy do tego, że w tamtym czasie wychowywano dzieci w poczuciu patriotyzmu i dzielności życiowej, by umiały sobie radzić także w trudnych warunkach. To nie tak, że otaczał je luksus. Dzieci były bardzo często surowo wychowywane. Zofia jest przykładem osoby, która ma głębokie poczucie godności. W filmie „Errata do biografii” o Kossakach wypowiada się ich sąsiad z czasów emigracji w Kornwalii Richard Andrews. Kiedy po latach zapytano go, jak zapamiętał Zofię Kossak i jej męża, zamyślił się na chwilę i powiedział: „To byli bardzo mili ludzie. Jak by to ująć… Czy wy macie w Polsce arystokrację? Myślę, że oni byli arystokratami, zdecydowanie”. To znamienne: w ludziach pracujących na roli ten człowiek dostrzegł pewien rodzaj szlacheckości, poczucia własnej godności i szacunku wobec innych. To jest właśnie arystokracja ducha.

– O Zofii Kossak mówimy: pisarka katolicka. Może właśnie wiara była dla niej źródłem duchowej siły?

– Z pewnością uważała się za pisarkę i publicystkę katolicką. Ale w jej życiorysie można dostrzec dojrzewanie wiary. Jako młoda dziewczyna żyła w nurcie ziemiańskiej tradycyjnej pobożności, wiary uczuciowej. Kiedy miała ok. 20 lat, wyjechała na studia malarskie do Genewy i tam trafiła na wykład francuskiego intelektualisty [George Goyau – przyp. PP], który radykalnie zmienił jej podejście do chrześcijaństwa. Od tego momentu wiarę zaczęła traktować bardzo poważnie, jako coś, co ją buduje i jest najdoskonalszym systemem filozoficznym.
Władysław Bartoszewski, który współpracował z Zofią Kossak, opowiedział coś, co mnie zastanowiło. Podczas Powstania Warszawskiego na Starówce były dzieci Zofii – Witold i Anna. Bartoszewski spotkał ją i zapytał: – Ciociu (tak chciała, by do niej mówiono), gdzie dzieci? – One są pod najlepszą opieką – odpowiedziała. – Jaką? – Boską. To nie była żadna gra, ona tak naprawdę myślała. Mówiła: jeżeli jesteśmy Panu Bogu potrzebni, to On nas przechowa. Przez całe życie, trudne i ciężkie, naprawdę ufała Bogu.

– Rocznica śmierci pisarki jest zapewne okazją do przywołania zarówno jej osoby, jak i jej twórczości. Wiemy przecież, że w przeszłości pojawiały się różne oceny dorobku i postawy Zofii Kossak. To pokazuje, jak nietuzinkowym była człowiekiem. Właściwie trudno ją zaszufladkować…

– Zawsze zaczynam pracę nad Zofią Kossak od wyjazdu na cmentarz w Górkach Wielkich. Tam się trochę wyciszam i zastanawiam nad wszystkim. Praca nad biografią i twórczością Zofii jest trudna – nie dlatego, że trzeba pozyskiwać materiały, ale dlatego, że ciągle spotykamy się z uproszczeniami i nadużyciami. Mnie taka postawa drażni. Albo cytuje się jej „Dekalog Polaka”, albo wykorzystuje jej słowa o Żydach, by nazywać ją antysemitką. Nie lubię skrajności w mówieniu o Zofii Kossak. Ona nigdy aktywnie nie angażowała się politycznie. Nie utożsamiała się do końca z jakimś środowiskiem, grupą. Nie można powiedzieć, że ktoś ją może w jakikolwiek sposób zawłaszczyć. Miała własne poglądy. Współpracowała z ludźmi, ale na własnych warunkach.
Dla niej ostatecznie liczył się człowiek. Jeśli człowiek był zagrożony, to zawsze starała się go ratować, nieważne, z jakiej był partii, co myślał. We wszystkim, co robiła, była prawdziwa, naturalna, otwarta i szczera. Przy tym charyzmatyczna, dowcipna, radosna, zawsze szukała pozytywów. Nie mogłaby się znaleźć na żadnym sztandarze. Zawsze była sobą, wielką indywidualnością, robiła rzeczy nieprzewidywalne, nie pozwalała się wpisać w prosty schemat. Taka była, taką ją widzę, o takiej opowiadam.

– To, o czym Pani mówi, widać wyraźnie w postawie Zofii wobec Żydów…

– Trzeba brać pod uwagę, że ona należała do przedwojennego ziemiaństwa. Rodzina Kossaków, jak wiele innych, wpisywała się w pewien nurt myślenia o Żydach. Tak, Zofia Kossak pisała o tym, że Żydzi nas obsiedli jak jemioła drzewo, że musimy się przed nimi gospodarczo bronić. Pytałam panią Annę, na czym miałyby polegać ten „antysemityzm” albo to, co inni przypisują jej matce. Podała mi przykład: „Mama mówiła: jeżeli idziesz do Skoczowa do fryzjera i jest tam polski fryzjer i żydowski fryzjer – daj zarobić Polakowi”.
Z drugiej strony, gdy podczas jednego z odczytów zaczęto fizycznie atakować jakiegoś żydowskiego prelegenta, Zofia natychmiast napisała artykuł, że czegoś takiego nie wolno robić. Gdy zaczęła się eksterminacja Żydów, założyła Żegotę. To są fakty, dowód na to, po której stronie ona stała, czy była antysemitką, czy nie. Oczywiście, jej przedwojenne wypowiedzi można bardzo różnie interpretować. Są i takie teorie: to była antysemitka, która ratowała Żydów, by wyczyścić własne sumienie albo ochrzcić żydowskie dzieci. Spotkałam się kiedyś z włoską profesor Carlą Tonini (autorka pozycji „Czas nienawiści i czas troski. Zofia Kossak-Szczucka” – przyp. P. B.), która przyjechała do muzeum z taką gotową już tezą.
Tymczasem Zofia Kossak jako pierwsza intelektualistka napisała protest przeciwko prześladowaniu Żydów. „Niezależnie od tego, co myśleliście i pisaliście o nich przed wojną – trzeba ich ratować”. Żydzi, czytając ten protest, płakali. Dodajmy, że Zofia narażała życie swoje i własnych dzieci, które wyprowadzały Żydów z getta. Poprzez Żegotę uratowała tysiące ludzi. Cóż więcej powiedzieć?

– Jak zważyć jej twórczość pod kątem literackim?

– Jest znakomitą pisarką. Oczywiście, jak każdy autor, ma na swoim koncie książki świetne, ale i słabsze. W „Tygodniku Powszechnym” pojawiło się niedawno krzywdzące określenie zarówno dorobku Zofii Kossak, jak i jej życiowej postawy. Napisano o niej: „pisarka drugorzędna, antysemitka pierwszorzędna”. Tymczasem ani jedno, ani drugie określenie nie jest prawdziwe. Przed wojną to była bardzo poważana pisarka, nagradzana, tłumaczona na wiele języków. Miała znaczący dorobek. „Krzyżowcy” to książka, która kandydowała do Literackiej Nagrody Nobla. Sformułowanie tezy o drugorzędnej literatce jest krzywdzące.
Każdy, kto się zna na literaturze i czyta Zofię Kossak, musi jej oddać sprawiedliwość. To są znakomite powieści historyczne, doskonale osadzone w realiach epoki, a jednocześnie świetne literacko. Ona ma wielki rozmach epicki. To jest przecież wnuczka malarza Juliusza Kossaka, bratanica Wojciecha. Zofia w swoich powieściach piórem maluje obrazy. Mamy więc w jej utworach malarską wizję, znakomity język, doskonałą konstrukcję – mówię tu zwłaszcza o epopei krucjat, która jest bardzo wysoko ceniona przez krytyków literatury. Jej książki były bestsellerami.
Musimy mieć świadomość, że w PRL-u wycofano je z obiegu, a ona sama została zmuszona do wyjazdu za granicę, inaczej byłaby aresztowana. Myślała, że opuszcza kraj na krótko, emigracja trwała jednak 12 lat. To jest przerwa w literackim życiorysie, której nie można nadrobić. Wszystko to sprawia, że postać i twórczość Zofii Kossak trzeba przypominać i niejako przywracać.

– Czym Zofia Kossak może dziś przemówić do współczesnego człowieka, czytelnika?

– Wydaje się, że dziś dobrym sposobem na to jest przedstawianie jej dorobku literackiego w połączeniu z bardzo ciekawym życiem. Ale nie chodzi tu o życiorys uproszczony: albo pokazuje się ją bardzo monumentalnie jako jaśniejący wzór cnót, albo jako antysemitkę. Akcentowanie skrajności nie jest dobrą drogą. Więcej – jest krzywdzące wobec tak wielobarwnego, wielowątkowego życiorysu wpisanego w zawieruchę niełatwej historii politycznej. Biografia Zofii Kossak to doskonały materiał na film. Całym sercem jestem za tym, bo to jest filmowa biografia. Są w niej zaskakujące zwroty akcji, dynamika, a wszystko napisało samo życie. To są gotowe sceny. Nie trzeba niczego wymyślać. Mam nadzieję, że taki film powstanie.


Kobiety Kossaków Joanna Jurgała-Jureczka w TaniaKsiazka.plDZofia Kossak Opowieść biograficzna - eMAG.plr Joanna Jurgała-Jureczka, historyk literatury, autorka książek współczesnych i opracowań dotyczących przede wszystkim okresu XX-lecia międzywojennego i czasów PRL-u. Jej dziełem są także książki: “Zofia Kossak. Opowieść biograficzna” i “Kobiety Kossaków”.

Za: niedziela.pl

 

 

 

Inny artykuł nt. Zofii Kossak-Szczuckiej: Dech chrześcijaństwa rzeczywistego.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz