Potęga Różańca do Granic. Moc milczenia. List otwarty red. Lecha Jęczmyka

0
392

Lech Jęczmyk

List otwarty do panów Bodasińskiego, Dokowicza, Witkiewicza i towarzyszy.

Różaniec do granic stał się ważnym wydarzeniem na skalę nie tylko Polski i świata, jak modlitwa w czasie bitwy morskiej pod Lepanto, w czasie Bitwy Warszawskiej czy podczas wizyty rządu Austrii w Moskwie za Chruszczowa, po której Sowieci opuścili ten kraj bez walki.

Nasz modlitewny atak Kościoła walczącego (a nie spacerującego) dotarł do Nieba i potrząsnął Piekłem, o czym świadczy wściekła reakcja wszelkiej maści wypierdków Szatana nie tylko krajowych, ale też amerykańskich i unijnych z niemieckimi, oczywiście, na czele.
Podobno organizatorzy tej wspaniałej akcji – Maciej Bodasiński, Lech Dokowicz i Łukasz Witkiewicz – boleśnie odczuli falę szaleńczej nienawiści. Niepotrzebnie moi drodzy. To dowód niezwykłej skuteczności tej krucjaty, oto Piekło zawrzało i Szatan poczuł się zagrożony.
Polacy pod przewodem swojej niebiańskiej Królowej, toż to siła nie do pokonania. Diabeł w panice uruchomił wszystkie rezerwy i rozległo się piekielne wycie. Dla was (i dla nas) to surmy zwycięstwa. Bywają sportowcy, którzy gwizdy wrogiej widowni potrafią wykorzystać jako doping. To świetny pomysł.
Pewien uczestnik pielgrzymki powiedział, że ma poczucie wielkiego zwycięstwa i że wróg został rozgromiony. Hola, hola, kolego.
To tylko jedna bitwa, wróg się pozbiera i zaatakuje. Walka trwa i będzie trwać do powtórnego przyjścia Chrystusa.

Nie wolno nam ulec demobilizacji, teraz jest czas na ruch Szatana, trzeba ściągnąć uzupełnienia, Górali, Cyganów, katolickich Wietnamczyków i Chińczyków, kibiców i uczniów z klas przysposobienia wojskowego. Na razie zbudowaliśmy szańce, teraz trzeba zorganizować ich obronę. Szkoda, że nie ma w Polsce Akcji Katolickiej.
Należy też zaprosić naszych braci z kościołów prawosławnych – podczas naszej pielgrzymki brał udział we Mszy miejscowy przedstawiciel tego Kościoła.

Wypróbujmy też potęgę marszu milczenia. Nie trzeba cały czas do Pana Boga gadać, dobrze jest czasem zamknąć dziób i posłuchać, co On ma nam do powiedzenia. W stanie wojennym ksiądz Popiełuszko poprowadził wielusettysięczny kondukt pogrzebowy Grzesia Przemyka w całkowitym milczeniu i to było coś wielkiego.

Stary Chińczyk Lao Tse (dziś piszą LaoZi) powiedział „Milczenie i nie działanie, jakże niewielu ludzi rozumie ich potęgę”.

W naszym Kościele wielkim propagatorem milczenia jest czarnoskóry kardynał Robert Sarah, miejmy nadzieję następny Papież. Był już kilka razy w Polsce, widocznie coś go tutaj ciągnie – poza arcybiskupem Hoserem, który prawdopodobnie stwierdził, że czas odwrócić kierunek ewangelizacji. Przetłumaczona na polski książka kardynała Saraha nosi tytuł „Moc milczenia”.
Najważniejsze teraz, to nie uznać, że po takim zwycięstwie należy nam się odpoczynek. Wprost przeciwnie. Pewien trener, spytany o taktykę biegu na czterysta metrów, ujął to tak: Pierwsza setka na cały gaz, na drugiej nie zwalniać, na trzeciej nie przyśpieszać i ostatnia znowu na cały gaz.

Tak, to powinien być nasz program. A wrzaski agentów dołu niech będą nam dopingiem.