Nie ma wolności bez własności

0
200

Izabela BRODACKA

Przed ostatnimi wyborami prezydenckimi wiosłowaliśmy wszyscy w tym samym kierunku i w tym samym zwrocie. Pamiętajmy kierunek i zwrot to nie to samo, można podążać w tym samym kierunku ale w dokładnie przeciwnym zwrocie, tak jak dwie osoby idące naprzeciw siebie po tej samej ulicy. Nasz wspólny kierunek to (tak czy owak rozumiana) demokracja a przeciwne zwroty to wolność i niewola. Partia rządząca dążąc w czasie swej pierwszej kadencji do tej umownie nazwanej wolności obok ewidentnych sukcesów popełniła wiele błędów. Teraz nadszedł czas na sformułowanie swoich oczekiwań pod adresem tej partii. Ma ona trzy lata, żeby się ze swoich błędów wycofać i żeby się ustrzec przed popełnieniem następnych błędów.

Jak bumerang wraca sprawa podatku katastralnego. Wprawdzie Jarosław Kaczyński jednoznacznie wypowiedział się kiedyś przeciwko wprowadzeniu tego podatku ale musimy być świadomi, że bardzo silne lobby samorządowe nieustannie usiłuje doprowadzić do jego uchwalenia. Miałam pewien udział w walce z podatkiem katastralnym gdy chciały go wprowadzić rządy lewicowe. Mój referat na temat tego podatku w Radiu Maryja spotkał się z niezwykłym odzewem w kraju i zagranicy, a moje artykuły poświęcone podatkowi katastralnemu były drukowane w wielu pismach, miedzy innymi w „Naszym Dzienniku” i w „Ładnym Domu”.

Wszystkim właścicielom nieruchomości, a pośrednio (poprzez czynsze) wszystkim mieszkającym w kraju obywatelom Polski podatek katastralny czyli podatek ad valorem nadal zagraża. Ma być on pewnym procentem „ wartości katastralnej” danej nieruchomości, zbliżonej do jej wartości rynkowej. Jednym z podstawowych argumentów na rzecz wprowadzenia tego podatku jest fakt, że istnieje on w wielu państwach zachodnich. Nie wszystko co istnieje w państwach zachodnich jest jednak dobre, wiedzą to doskonale obywatele tych państw. Podatek katastralny w założeniu miał wymuszać zachowania korzystne z punktu widzenia kraju. Na przykład zmuszać rolników do uprawiania ziemi zamiast ugorowania jej i przetrzymywania w celach spekulacyjnych. W obecnych warunkach podatek wymusza jednak zachowania niekorzystne. Podatek jest tym większy im większa jest wartość nieruchomości. Przede wszystkim gdy nieruchomość położona jest w okolicy gdzie jest dobrze zorganizowana komunikacja, niska przestępczość, dobre szkoły, łatwo znaleźć pracę, jest czysto, jest dużo zieleni. Jeżeli więc potrafimy dobrze zorganizować życie w naszej miejscowości zostaniemy za to ukarani wysokim podatkiem. Podobnie gdy postaramy się o poprawienie jakości naszej nieruchomości, wyremontujemy ją, wprowadzimy energooszczędne technologie, jej wartość wzrośnie co zaowocuje większym podatkiem czyli karą za gospodarność. Jeżeli natomiast postaralibyśmy o złą sławę naszej dzielnicy, albo zrujnowanie naszej nieruchomości podatek zmalałby gdyż ustawodawca przewiduje aktualizowanie „wartości katastralnej”.

Podatek katastralny może zatem powodować specyficzne wahania wartości nieruchomości i w konsekwencji ich niszczenie. Doświadczyli tego Paryżanie a ten problem był wielokrotnie opisywany i analizowany. Powiedzmy, że w pewnej dzielnicy Paryża domy zostały wyremontowane. Podatek katastralny gwałtownie wzrasta i staje się dla wielu mieszkańców nie do udźwignięcia. Opuszczają wynajęte mieszkania, domy stoją puste nie zamieszkałe, niszczeją, wprowadzają się do nich na dziko ludzie marginesu społecznego. Dzielnica przestaje być uważana za dobrą, podatki katastralne maleją. Na własne oczy obserwowałam dziesiątki opuszczonych i niszczejących domów w uważanych za dobre ( trójka i czwórka) dzielnicach Paryża.

W polskich warunkach podatek katastralny służyłby jako mechanizm wywłaszczania narodu. Jeżeli stopa procentowa tego podatku zostałaby określona na 2% właściciel przeciętnego mieszkania w Warszawie wycenianego na 500 tysięcy musiałby rocznie płacić 10000 daniny, jeżeli byłby to 1% jak łatwo obliczyć podatek wynosiłby 5000 rocznie co dla przeciętnej rodziny też byłoby nie do udźwignięcia. Ustalenie niższej stopy procentowej nie ma sensu gdyż podatek może nie pokrywać kosztów jego obsługi.

Jeszcze gorsza byłaby sytuacja emerytów zajmujących własne domki zbudowane często kosztem wyrzeczeń wielu pokoleń. Podatek od domku wycenionego na milion złotych wynosiłby 10 000 rocznie przy stopie procentowej w wysokości 1% oraz 20 000 złotych rocznie przy stopie 2%. Ludzie byliby zmuszeni do wyprzedawania swoich nieruchomości, ich ceny drastycznie by spadły i zostałyby one wykupione przez „kolekcjonerów” czyli przez oligarchiczne gangi dla których żaden podatek nie stanowi problemu. Jeszcze większą katastrofą byłby podatek katastralny (słusznie nazywany katastrofalnym) dla rolników uprawiających ziemię w pobliżu większych miast lub uzdrowisk. Wartość rynkowa ich nieruchomości jest duża tylko ze względu na położenie a nie ze względu na potencjalne dochody. Warto zauważyć, że przed wojną żadna część nieruchomości służących rolnictwu nie była objęta podatkiem od nieruchomości.

Kraje Europy Środkowo Wschodniej po transformacji ustrojowej uległy wszystkie oligarchizacji. Zamiast licznej klasy średniej wytworzyły się w nich niezwykle silne oligarchie finansowe przy czym pierwotna akumulacja kapitału odbywała się na ogół drogą przestępczą. Wywłaszczenie z nieruchomości zakończyłoby proces zamiany obywateli naszego kraju w „wolnych najmitów” co było postulowane i jest konsekwentnie realizowane przez podporządkowane obcemu kapitałowi i interesowi ościennych państw pseudoelity okrągłostołowe.

Miejmy nadzieję, że nasi rządzący rozumieją, że „nie ma wolności bez własności”, że podstawą dobrze funkcjonującego organizmu społecznego jakim jest współczesne państwo jest klasa średnia czyli ludzie, którzy żyją z własności albo w oparciu o tą własność. Nie można więc dopuścić do rugowania ludzi z ich własności, wręcz przeciwnie warto tę własność upowszechnić wracając choćby do sprzedawania po preferencyjnej cenie wieloletnim lokatorom ich mieszkań, a pracownikom PGR ich domków.