O reakcjach na duraczenia różnych Katzów

0
170

Tomasz Pernak
drukowane w polskaniepodlegla.pl

Kurz opadł i można zająć się judaicami. Jeszcze dwa tygodnie temu nie można było nie wychodząc na durnia, z tego prostego powodu, że w sprawę zamieszany był niejaki Katz, który durniem jest. Owszem, jest również Żydem, ale to jedyne, co w nim może być starodawne, a na pewno pozostaje do dziś niezapoznanym przez niego zasobem potencjalnej życiowej mądrości. Z drugiej strony, w formie kontrapunktu albo tła, jak kto woli, doznawaliśmy całego tej typowo nowopolskiego żałosnego jojczenia, że oto: biją nas i okradają, łżą, lżą i poniewierają, a na dodatek wystawiają bilionowe rachunki!

Cóż z tego? Jeśli zagraża nam ostateczne, polityczne zdefiniowanie nas w roli historycznego „podnóżka”, jeśli grozi całkowite wyniszczenie elit, to wezwijcież, panowie, młodzież męską, w zgodzie z dokonanym rozpoznaniem zagrożeń, do przygotowań do zbrojnej akcji w obronie matek, sióstr, żon i córek, a młódź na emigracji do tworzenia organizacji przetrwalnikowych na wychodźstwie. Zagrożenie eksterminacją lub nieodwracalną pauperyzacją wymaga odpowiedzi adekwatnej, a opisane powyżej zalecenia byłyby właśnie adekwatne, gdyby przyjąć Wasze słowobicie na poważnie. Z tonu wnoszę również, panowie, że wiary w Was jednak mało, i że przyjmujecie za dopuszczalne, aby plemienny bóg nowożytnego Izraela podbił sromotnie naród, w którym uniwersalny nieustająco Chrystus-Pan umościł sobie jednak królowanie. O małej wy wiary stworzenia!

Moja ocena tego typu reakcji na duraczenie różnych Katzów jest taka, że biorą się one z długoletniego przebywania i kształcenia się (choćby na najwyższym poziomie) w butelce z korkiem, a więc w PRL-u, skutecznie separującym od kontaktów z realnym światem, w którym panują stosunki globalne generujące relacje o dosyć wysokim stopniu gęstości i skomplikowania.

Dla wyjaśnienia proponuję anegdotę.

Otóż w czasach peerelu, „modnym” obyczajem naszych warszawskich (i arcypolskich) katzów było golenie naiwnych przybyszów z prowincji metodą „na korytarz”. Oto zespół dwóch członków kryminalnego podziemia wypatrywał na warszawskich targach prowincjuszy, którzy z powodu upłynnienia towaru (całej krowy, pół świni, etc.) byli zasobni w większą ilość gotówki. Prowincjuszowi proponowano zamianę złotego na dolara po cenie niezwykle korzystnej. W tym celu podprowadzano go pod klatkę schodową wieżowca, pobierano złotego i nakazywano czekać pod drzwiami. Wjeżdżano windą na ostatnie piętro i wykorzystując wiedzę o tym, że w niektórych konstrukcjach blokowisk korytarz łączył na ostatnim piętrze piony klatek, wychodzono będąc niepokojonym trzysta metrów od drzwi, pod którymi czatował właśnie ograbiany. Rolą kolegi „z podziemia” było podejście do nieszczęśnika, machnięcie legitymacją sprawiającą wrażenie milicyjnej i wypytanie o problem. Po wysłuchaniu pouczano, że nielegalny handel walutami obcymi jest zagrożony karą więzienia do lat trzech, a potem niechętnie przyjmowano łapówkę w kwocie pozostałego kieszonkowego, przeznaczonego na bilet powrotny na prowincję, w zamian za odstąpienie od czynności służbowych w formie aresztowania. Prowincjusz znikał nie dość, że truchtem, nie powodując zbędnego w „robocie” hałasu, to na dodatek znikał wdzięczny, że mu się cudem upiekło.

Panowie! A teraz tytułem puenty, w całości, czerpiąc od poety, którego (słusznie) i panowie i ja możemy nie do końca cenić, ale który w tym przypadku osiągnął szczyt klarowności, choćby z tego powodu, że tomik z którego czerpię zatytułował Poema naiwne (bo jak chciał „inteligentne”, to wychodziło nie za mądrze):

Na ziarn­ku maku stoi mały dom,
Pie­ski szcze­ka­ją na księ­życ ma­ko­wy
I ni­g­dy jesz­cze tym ma­ko­wym psom,
Że jest świat więk­szy, nie przy­szło do gło­wy.

Zie­mia to ziarn­ko – na­praw­dę nie wię­cej,
A inne ziarn­ka – pla­ne­ty i gwiaz­dy.
A choć ich bę­dzie chy­ba sto ty­się­cy,
Do­mek z ogro­dem może stać na każ­dej.

Wszyst­ko w ma­ków­ce. Mak ro­śnie w ogro­dzie,
Dzie­ci bie­ga­ją i mak się ko­ły­sze.
A wie­czo­ra­mi, o księ­ży­ca wscho­dzie
Psy gdzieś szcze­ka­ją, to gło­śniej, to ci­szej.

Czesław Miłosz

Myślę, że objaśnianie anegdoty i puenty byłoby obrażaniem inteligentnych, więc przyjmując konstatację, że po pierwsze: trzeba się uczyć, a już zwłaszcza języków, historii i geografii, a po drugie: że nie mamy podstaw się lękać, a to choćby z tego powodu, że hufce anielskie za nami stoją, przechodzę do analizy problemu relacji dwustronnych z tropikalnym państwem Izrael.

Zacznijmy od zestawienia oczywistości: oczywistością pierwszą, o czym zapominamy permanentnie, jest to, że państwo Izrael nie jest tożsame z ludem żydowskim, ani w kontekście starotestamentowym ani współczesnym. Dla wielu, współcześnie żyjących ludzi, którzy uważają się za żydów, istnienie państwa Izrael jest obrazą Elohim, Jahwe – Boga starotestamentowego, strony kontraktu człowieka z Bogiem; kontraktu zwanego Przymierzem. Obraza polega na rażącym złamaniu postanowień kontraktu, dlatego też dla wielu żydów państwo Izrael jest państwem bezbożnym, czemu pobożni żydzi w Izraelu (tak zwani Heredim – doświadczający morza pogardy religijni zeloci) dają wyraz w licznych, również propolskich, demonstracjach.

Oczywistością drugą jest to, że obywatele izraelscy w swojej masie, oraz znakomita większość amerykańskich, nie ma żadnego związku z holokaustem – ani osobistego – uczuciowego, ani biologicznego – w postaci pochodzenia od ofiar holokaustu, ani prawnego, w formie prawa do spadku po zamordowanych, albo zaginionych w holokauście. Skromna mniejszość, która takie związki ma, z jakichkolwiek pieniędzy pozyskanych przez „żydowskie” (z nazwy) „organizacje restytucji mienia”, dostaje ochłapy, jeżeli w ogóle cokolwiek. Restytucja polega tu na substytucji na podstawionego słupa robiącego za „żyda”, którym nie jest.

Przodkowie wspomnianych już obywateli izraelskich nie zamieszkaliby w Izraelu, a już na pewno nie stworzyliby zrębów państwowości czyszcząc etniczne, żyzne ziemie arabskie prawem kaduka, gdyby administracja Trzeciej Rzeszy nie podpisała z nimi już 25 sierpnia 1933 roku „porozumienia transferowego”(Haavara Agreement) i gdyby w wyniku tego porozumienia, realizowanego do 1 września roku 1939 roku, do Palestyny nie popłynęło 22.000.000, a więc około 634.000.000 dzisiejszych USD, w sprzęcie rolniczym, budowlanym, z czego część już na miejscu została wymieniona na broń. Obok tego, przy pomocy polskiego tym razem wywiadu, na teren Palestyny dostarczono do 1 września 1939 roku 3 tysiące karabinów piechoty, 220 karabinów maszynowych, 10 tysięcy granatów i 3 miliony sztuk amunicji.

Przykładowy certyfikat Haavara z 1935 roku, znalezione w sieci.

Warto w tym miejscu wspomnieć o 10.000 „bejtarowców”, przeszkolonych wojskowo w obozach szkoleniowych II RP. Część z nich przeszła również zaawansowane kursy dowodzenia, obok kursów w zakresie dywersji i sabotażu. Wszyscy ci ludzie stanowili trzon budujących się w Palestynie organizacji bojówkarskich – Irgunu i Hagany, których scalenie w 1948 roku oznaczało powstanie armii państwa Izrael. Najwybitniejszym przedstawicielem tej wesołej trupy był Mieczysław Biegun, dezerter z armii Andersa i „wynalazca” terroru na Bliskim Wschodzie. Odpowiedzialny, jako szef terrorystycznej organizacji Irgun, za zamach na hotel King David w Jerozolimie, w którym zginęło 91 osób, oraz za zawarcie pokoju z Egiptem w roku 1979. W drugim przypadku nazywał się już Menachem Begin, był premierem Izraela, i jako taki otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla razem z prezydentem Egiptu, Anwarem Sadatem.

Wyjątkowo rzadkie są przypadki jakiegokolwiek zainteresowania przyszłych obywateli państwa Izrael losem pozostawionych w Europie żydów; nie znamy również jakichkolwiek starań politycznych ani działań finansowych nakierowanych na wydobycie z holocaustu choćby jednego współbrata. Znamy natomiast udokumentowane przypadki odmowy ich ratowania. To samo dotyczy tak zwanej „diaspory żydowskiej” w USA. To są sprawy znane i opisane chociażby przez wybitną filozof amerykańską Hannach Arendt, której wspomnienie budzi wściekłość w Izraelu do dzisiaj. Lecz to nie wyłącznie w Izraelu i w diasporze „żydowskiej” w USA tkwią współczesne polskie problemy wizerunkowe.