[wSieci] Tak bankster wydoi cię do samego końca. Przestroga dla wszystkich klientów banków i drugie – ważniejsze! – dno afery Czarneckiego

Marek Pyza [wSieci]

W tej historii chodzi o każdego, kto ma jakieś oszczędności w banku i co kilka-kilkanaście miesięcy podejmuje decyzję, jak powinny one dalej pracować. O każdego, kto nie ma wyższego wykształcenia ekonomicznego i nie jest w stanie w lot zrozumieć wielostronicowych umów bankowych. O każdego z nas. Po prostu. Myślicie, że Was to nie dotyczy? To źle myślicie.

To nie jest opowieść o naiwnych ludziach, którzy zaślepieni chęcią zysku dali się wciągnąć w niebezpieczne instrumenty finansowe. Ani nie są naiwni, ani nie parli do absurdalnego wzbogacenia się, wbrew regułom rynku. To opowieść o konkretnym bezdusznym banksterze, który swoich klientów naciągnie, na co tylko się da. Ale nie tylko o nim. Przede wszystkim o szerokim wachlarzu trików, jakie stosują banki, by wyssać oszczędności swoich klientów. A tak się składa, że w bankach należących do Leszka Czarneckiego te triki wymyślono i opanowano do perfekcji. Perfekcji wartej miliardy.

Z przerażeniem wraz z Marcinem Wikłą słuchaliśmy relacji o tym, jak doradcy w Idea Banku pletli sieć wokół niczego nie świadomych klientów. Jak snuli narrację o „rozwiązaniu” „bezpieczniejszym niż lokata”, o swoistej rękojmi, jaką dla owego „rozwiązania” jest stempel jednego z najbogatszych Polaków. Bo przecież „prędzej państwo polskie upadnie niż banki Czarneckiego” – słyszeli klienci.

Oto fragment naszego artykułu „Opleceni pajęczyną Czarneckiego”:

Nie ulega wątpliwości, że kluczową rolę w tym procederze odgrywali doradcy z banków. To na nich spoczywał obowiązek zbałamucenia ofiar. Niekiedy wykorzystywali do tego zaufanie zdobyte przez lata współpracy z klientem. Tak było w przypadku Józefa Łagowskiego, informatyka, który od 2014 r. trzymał oszczędności w Lion’s Banku (czyli marce będącej częścią Idea Banku). – Nie zdziwiło mnie zatem, gdy doradca nagle obiecał mi, że za drobną stratę przy zerwaniu lokaty da mi jakąś rekompensatę, a jednocześnie umożliwi zainwestowanie w nowy produkt. Ufałem temu gościowi, nigdy wcześniej mnie nie oszukał, a przez tych kilka lat nawet się jakoś zżyliśmy. Wielokrotnie się widzieliśmy, wymieniłem z nim kilkaset e-maili. Gdy tylko coś mnie nurtowało, mogłem się odezwać. Byłem przekonany, że nie właduje mnie na minę – opowiada pan Józef.

Pokazuje nam e-mail od doradcy. Jest w nim mowa o ofercie w ramach „leczenia rentowności portfela”. „Dziś i jutro spodziewamy się małej emisji prywatnej obligacji GetBack SA – tylko dla naszych Klientów. Nie jest to fundusz, po prostu czysty papier wartościowy z rynku pierwotnego. Rocznie 6,00% 24M [24 miesiące – przyp. red.], wypłaty kuponu co miesiąc. Na lokacie takich warunków nie znajdziemy nawet przy dużej dokładce z mojej strony, a papier jest dobrej jakości i jak na obligację stosunkowo niedługi”.

Następnego dnia pan Józef pojawił się w krakowskim oddziale Lion’s Banku.Chciałem osobiście się dowiedzieć, na ile jest to ryzykowny instrument. Nie mam czasu na grę na giełdzie, codzienne doglądanie kontraktów etc. Pytałem o gwarancje. Usłyszałem, że to jest „lepsze niż lokata”, że „nasz bank gwarantuje ten produkt”. Doradca deprecjonował Bankowy Fundusz Gwarancyjny, mówił, że nie posiada on tak dużych środków jak GetBack czy Idea Bank. Powtarzał: „nie ma tu żadnego ryzyka”, „niemożliwe jest, by to padło”, „widział pan, by tak duży bank upadł?”.

Dziś już wiem, że był zorganizowany sposób selekcji klientów – ze względu na posiadane środki na rachunkach. Później się okazało, że dokumenty, które dla mnie przygotowano, zostały antydatowane na dwa dni przed kontaktem pracownika Idea Banku w sprawie nowego produktu. Oznacza to, że przygotowywali wcześniej te oferty na podstawie stanu konta i typowali: „O, tego gościa zrobimy na 100 tys., przygotujcie mu ofertę, spróbujemy mu ją wrzucić jako lokatę. Albo się uda, albo nie i spróbujemy z kimś innym”.

Przypadek? Nadgorliwy, chciwy sprzedawca, który „wystawił” swojego dobrego klienta, bo połakomił się na wysoką prowizję (od sprzedanych obligacji GetBack ludzie z banków Czarneckiego mieli 10-proc. bonusy, od innych instrumentów – kilku, bądź kilkudziesięciokrotnie niższe)? Nie. Wszyscy doskonale o wszystkim wiedzieli. Od dawna. Bo byli do tego wyszkoleni. Dowodzi tego e-mail, jaki jeden z poszkodowanych dostał od swojego doradcy (gdy ten nie pracował już u Czarneckiego):

„Nie ukrywam, że patrząc na to co się dzieje z Idea Bankiem oraz praktycznie każdym produktem jaki pozostawał w ofercie (niezależnie od tego jak dobrze był opakowany) jest mi po ludzku i zawodowo wstyd, chociaż też jestem tak naprawdę ofiarą tej sytuacji, ponieważ bez złych intencji zrobiłem części swoich Klientów – w tym niestety też Panu – krzywdę materialną. Manipulacja informacją – tak najdelikatniej ujmę jakość przekazu jaką otrzymywaliśmy od osób zarządzających sprzedażą. Ubolewam, i jest to niezmiernie gorzka lekcja, że można to zobaczyć dopiero jak się ze struktur bankowych odchodzi i spojrzy na to z dystansu. Za wszystko niestety płacą Klienci oraz pośrednio osoby jak ja, czy moi inni koledzy z banku, które »dają twarz« na to, co się dzieje”.

„Dawali twarz” miesiącami i wciągnęli w to kilka tysięcy osób. Straty Polaków sumują się do setek milionów złotych. A doradcy, jak się okazuje, od dawna o przekręcie wiedzieli. Kolejny fragment naszej publikacji:

Inny mężczyzna (również nie życzy sobie podawania nazwiska) wspomina, że o odejściu z banku swojej doradczyni dowiedział się od jej następcy. – W lutym zadzwonił pan Kamil z informacją, że ma wyjątkowy produkt dla wyjątkowego klienta. Ja już nie miałem czego inwestować, ale skusił się mój tata. Wtedy skontaktowałem się z moją byłą konsultantką. Gdy powiedziałem, że tata kupił obligacje od jej następcy, wykrzyknęła: „Co pan zrobił?!”. Zaczęła sugerować, że GetBack przypomina piramidę finansową, że roluje długi kolejnymi emisjami papierów. Uznałem, że to jej gra, by zdyskredytować swojego byłego pracodawcę. Po wybuchu afery zadzwoniłem do niej jeszcze raz i zacząłem podpuszczać, że zrobimy z tego sprawę karną, że może mieć kłopoty. Zaczęła mówić. Wyjawiła mi, że w jej placówce już od grudnia 2017 r. wiedzieli, że GetBack to trup. Dlatego odeszła, podobnie jak kilkanaście innych osób z tego oddziału, które nie chciały dłużej sprzedawać tych toksycznych produktów. Mieli mówić szefom, by dali do sprzedaży coś innego, ale ci powtarzali: „Nie, tylko GetBack!”.

To tego typu relacje miały znaczący wpływ na wpisanie Idea Banku na listę ostrzeżeń KNF. Gdy Czarnecki szedł do prokuratury, wiedział już, że nie uniknie tego ruchu ze strony Komisji. Owszem, zachowanie Marka Chrzanowskiego w rozmowach z właścicielem Getin Holding było naganne, a – jak wiele wskazuje – również naruszające prawo. I jeśli się to potwierdzi (na razie wciąż mamy tylko relację bankiera), powinny go spotkać konsekwencje. Ale na opisywaną przez nas stronę tej historii należy rzucić większy snop światła. To tu kryje się odpowiedź na pytanie, w co i jak grał Czarnecki. Oraz odpowiedź zasadnicza: kto tu jest ofiarą.

Nie mam wątpliwości, że są nią pokrzywdzeni przez banki miliardera z Wrocławia. Arsenał dowodów, jaki w tej sprawie zgromadzili, powinien pozwolić – za pomocą sądów – zmusić banki do rekompensat dla tysięcy oszukanych ludzi.

Czarnecki ma pełnomocnika, dla którego przeciąganie postępowania sądowego przez „pięć lat to easy”. Ale za poszkodowanymi musi stanąć majestat państwa. Bez względu na to, jak wielkie kłopoty oznacza to dla spółek miliardera i bez względu na to, jak może zachwiać to mityczną stabilnością systemu finansowego.

Inaczej państwo przyzna otwarcie, iż system ten został stworzony dla wąskiej grupy najbogatszych cwaniaków, a ci maluczcy na dole mają go tylko zasilać oszczędnościami życia.

Za: wpolityce.pl

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz