Książka – Marguerite A. Peeters, “Gender – światowa norma polityczna i kulturowa. Narzędzie rozeznania”. [4/4]

Po dostrzeżeniu ważnego problemu ideologii gender, którą chciano przeforsować w naszym państwie, tak jak i na całym świecie, bez dyskusji społecznej i niejako poza plecami zainteresowanych grup społecznych, głównie rodziców i autorytetów moralnych, wreszcie pojawiają się naukowe analizy samego zjawiska, które pozwalają ocenić go krytycznie i wyznaczyć strategie przeciwdziałania mu, próbując wyeliminować daleko idące, niebezpieczne skutki z nimi związane. Do takich analiz należy recenzowana tu praca belgijskiej pisarki Marguerite A. Peeters.

Autorka jest dyrektorem (belgijsko-amerykańskiego) Instytutu Dynamiki Dialogu Międzykulturowego (Institut for Intercultural Dialogue Dynamics) oraz profesorem Papieskiego Fakultetu Teologicznego Uniwersytetu Urbanianum w Rzymie. Od 1994 roku śledzi polityczny, kulturowy i etyczny rozwój globalnego zarządzania. Jak nas zapewnia nota autorska, jest ona autorką kilkuset raportów dotyczących tej tematyki oraz wydanej kilka lat temu książki pt. Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej. Kluczowe pojęcia, mechanizmy działania (2010), która również doczekała się polskiego wydania tego samego wydawnictwa, co obecnie recenzowana książka, czyli Wydawnictwa Sióstr Loretanek. M. A. Peeters jest ponadto konsultantką Papieskiej Rady ds. Kultury. Już po tej wstępnej wzmiance, widać że mamy tu do czynienia z nietuzinkową znawczynią zagadnienia globalnego zarządzania i ustalania nowego i alternatywnego (w stosunku do dotychczasowego, tj. chrześcijańskiego) porządku społeczno – moralnego świata. Jej książka o gender wpisuje się właśnie w ten nurt zagadnień, próbując dać jej obiektywną, wyczerpującą ocenę, i co ciekawe, z punktu widzenia nauki katolickiej. I na tym polega jej nieoceniona wartość, bo takich analiz jest wciąż jeszcze mało.

 



V. Analiza krytyczna
Gender, jak zauważa autorka, nie wymyśla niczego nowego. Jest nową formą buntu człowieka przeciwko Bogu, jednak bunt ten został tu doprowadzony do punktu jeszcze nigdy dotychczas nieosiągniętego w kulturze, kwestionując płciowość mężczyzny i kobiety, odpowiadającej najbardziej pierwotnemu objawieniu danemu ludzkości przez Boga. Autorka omawia ten rozdział dotyczący gender jako tajemnica negacji. Wymienia tu kilka jego elementów.

1. Nieuporządkowane dążenie do władzy przyjemności i posiadania. Rewolucja genderowa mówi, że nie zamierza znieść władzy, ale rozdzielić ją na nowo, przekazując ją z rąk „ciemiężcy” (co wyrażały wyżej wymienione relacje binarne), do rąk „uciskanych”, czyniąc ją rzekomo równą lub podzieloną. Nowa koncepcja władzy nie byłaby już ani dominująca, ani wiążąca, dlatego uwodzi ludzi. W rzeczywistości jest to kolejna forma walki o władzę, ponieważ brak jej elementu służby społeczeństwu (a więc i braku miłości) i demokratycznych zasad reprezentacji społecznej. Eksponuje ona wprawdzie „demokrację uczestniczącą”, jednak w praktyce koncepcja udziału ułatwia przejęcie władzy przez grupy nacisku i mniejszości „uczestniczące”. Poszukując władzy dla siebie, sprawuje się ją przeciwko tym, którzy bronią pewnych idei czy odmiennych interesów. W rzeczywistości jest równowagą interesów, umową bez miłości, egoistyczną samorealizacją, narzucaną globalnie innym bez demokratycznych zasad (143). Radykalne feministki, w myśl marksistowskiej walki klas, muszą przejąć władzę polityczną i kontrolę nad środkami „reprodukcji” (antykoncepcja, aborcja), aby obalić władzę patriarchalną, męską, dominującą. Lobby LGBT chce przejąć władzę, kulturalną i polityczną, żeby zlikwidować „przywileje heteroseksualne” oraz zmienić społeczeństwo i prawo. Stalinizm wprowadził gułagi, w tym przypadku, w imię „zasady niedyskryminacji”, w skali globalnej, można doprowadzić do dominacji mniejszości nad większością.

2. „Być jak Bóg”, człowiek-jednostka samostwarzająca i samorealizująca się. Teoretycy gender twierdzą, że oferują jednostce władzę do stworzenia własnej tożsamości poprzez język performatywny (słowna dekonstrukcja i konstrukcja genderowa). Tak jak Bóg, którego słowo jest stwórcze („Powiedział i stało się”), jednostka będzie w stanie przez rzec i uczynić wyprowadzić swoją tożsamość z niebytu (dekonstrukcji słownej rzeczywistości). Jednostka kontrolowałaby siebie i posiadała w ten sposób możliwość wyboru swego ciała, swej tożsamości, życia i przeznaczenia. Nadałaby prawo do „swobodnego” samostanowienia, jak gdyby była absolutnym panem swego życia.

3. Produkty socjologii – sekularyzm i scjentyzm. Socjologia, jeśli zamknie się na transcendencję, to jak każda inna nauka zamknie się w sobie samej. Będzie obserwować zmiany społeczne z perspektywy laickiej, w celu wprowadzenia takich, które jej odpowiadają. Tymczasem laicka etyka dąży do uczynienia z nauki absolutnego punktu odniesienia: jest scjentystyczna (naukowa). Scjentyzm i sekularyzm idzie w parze. Ich wspólny cel realizuje się w polityce, w zamianie woli narodu na dyktaty nauki, narażając na niebezpieczeństwa zasady demokracji. Scjentyzm społeczny jest tym samym imperialistyczny. Socjologiczne badania genderowe nie brały pod uwagę całego człowieka w jego wielowymiarowości, z jego tajemnicą, powołaniem, szczęściem, jego korzeniami kulturowymi, z macierzyńską tożsamością kobiety i ojcowską mężczyzny, itp, tylko na braku równości społecznej między płciami, na społecznych i seksualnych „rolach” jednostek, na wartościach laickich. Konsekwentnie, stawia państwo, wartości obywatelskie, społeczną rolę mężczyzny i kobiety wyżej niż ich życie osobiste, rodzinne i religijne. Utworzyły całkiem inną hierarchię wartości społecznych ponad wrodzone zadania macierzyństwa i ojcostwa. Tak to przypadek gender ukazuje autorytet moralny, jaki zachodnie społeczeństwo przyznały naukom humanistycznym i społecznym, po odebraniu go sumieniu i religii. Socjologii udało się zająć miejsce narodów jako twórców własnej kultury do tego stopnia, że zgodziły się one zostać marionetkami w rękach operacyjnych inżynierów społecznych na poziomie zarządzania globalnego.

4. Błędna koncepcja równości. Interpretacja równości jest daleka od zgodności z duchem tego, co naprawdę uniwersalne, a co jeszcze zawierała Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, z 1948 roku, w dużej mierze bazująca na tradycji judeochrześcijańskiej. Dla postmodernistów, dla których ludzie nie są już równi z natury ani nie są już równi w godności, z racji ich podobieństwa do Boga, równość może wiązać się jedynie z pojęciem władzy i arbitralnej (nie znoszącej sprzeciwu) „wolności wyboru”. Przekształca się ona odtąd w dyktat etyczny i prawny, co zostało już wcześniej wyjaśnione.

5. Proces negacji. Gender nie jest intelektualną ciekawostką, którą moglibyśmy z kolei poddać dekonstrukcji, używając racjonalnych argumentów. Jego presja stawia nas wobec wyborów, które bezpośrednio dotyczą sumień i serc ludzi i narodów w ich konkretnej, egzystencjalnej rzeczywistości: wybory między życiem i śmiercią, dobrem i złem, rzeczywistością a jej negacją, prawdą o mężczyźnie i kobiecie a kłamstwem, nadzieją a rozpaczą, miłością a nienawiścią. Wszyscy, szczególnie rodzice i nauczyciele, muszą podjąć decyzję: albo przystosować się do ducha nowej globalnej kultury i postępować, w sposób bierny czy w pełni świadomy według nowych, laickich norm; albo po synowsku utożsamić się z naszym powołaniem do miłości i szczęścia. Mamy wolność decyzji. Pod tym względem, gender jest procesem negacji, przebiegającym, jak każdy akt człowieka, przez rozum, sumienie i serce. Zaprzeczenie rzeczywistości i miłości wyprowadziło zachodnią cywilizację na manowce, w świat sprzeczności, gdzie nikt nie może czuć się jak w domu.

VI. Wnioski praktyczne i perspektywy nadziei.
Akt ludzki, aby był pełny, musi przejść przez rozum, sumienie i serce, ponieważ wolna osoba poszukuje nie tylko prawdy, ale także dobra i miłości. Przebudzenie osób wiedzie przez doświadczenie miłości i przebudzenie ich serca. Miłość była wielką zapomnianą współczesnej kultury zachodniej. Pragnienie prawdziwej miłości siebie, swojego narodu, swojej kultury, innych i Boga, jest teraz odczuwane powszechnie.
Mieliśmy okazję zauważyć, że od momentu pojawienia się koncepcja gender była ułomna i pozostała taką na każdym etapie swego koncepcyjnego i operacyjnego rozwoju. Dobre rozeznanie jest wyzwoleniem z uzurpacji władzy politycznej i kulturowej inżynierów społecznych zachodniej rewolucji kulturowej. Jedyna droga do tego wyzwolenia wiedzie przez każdego z nas. Rozeznanie otwiera w nas nadzieję takiego wyzwolenia, uwalnia od pokusy fatalizmu, zniechęcenia i bierności, w które możemy popaść widząc, jaki zasięg ma dziś gender. Najpierw musimy pozostać poza wszelkimi ramami ideologicznym. Nie można uznać gender za teorię, w której jest część prawdy (bo to nieprawda), ani dać się zastraszyć jej rzekomą wszechmocą globalnego zarządzania, bowiem, mimo jej rozpiętości globalnej wpompowywanej przez ogromne fundusze, widać że maszyneria gender jest papierowym tygrysem, który nie szanuje wolności narodów i rządów.

Naszą jedyną bronią jest autorytet prawdy, rzeczywistości i miłości, o których przestajemy świadczyć wchodząc w ramy gender. Fałszywy konsensus nie ma autorytetu moralnego ani prawnego. Jego moc transformacji społecznej sprowadza się do siły, jaką my sami chcemy mu przekazać. Kultura gender nie jest triumfalnym sukcesem, ale wielkim niepowodzeniem. Panuje ona nad światem, ale niesie jedynie zniszczenie, alienacje i zubożenie. Dlatego trzeba wrócić do źródła miłości i prawdy, by wyleczyć jego chorobę. Ponadto, trzeba spojrzeć pozytywnie, w perspektywie nadziei, w kierunku dobra, które gender chciało nam zabrać. To co nazywamy dziś cywilizacją miłości, jest wielkim dobrem dla ludzkości, nadzieją bez precedensu. Wtedy trzeba przejść od systemu binarnego do odkrycia troistej struktury osoby i miłości (miłość dana, otrzymana i dzielona, rodząca komunię), na wzór Trójcy Świętej, i tak otworzyć się na tajemnicę działania w nas miłosiernego Boga.

Za: jakatolik.com

Książka do nabycia w Wydawnictwie Sióstr Loretanek

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz