Prof. Artur Śliwiński

Zarządzanie rozwojem gospodarczym nie może istnieć w kraju, którego władze nie potrafią zdiagnozować przyczyn nędzy społeczeństwa, w tym rozwiązań instytucjonalnych, które pogłębiają i sankcjonują istnienie nędzy, podobnie jak w Polsce usankcjonowano bezdomność.
Zarządzanie rozwojem jest niemożliwe w ramach neoliberalnej doktryny ekonomicznej. Globalny kryzys wykazał to dostatecznie jasno. Musi być oparte na uruchomieniu sił wytwórczych narodu, a nie na osłabianiu lub niszczeniu tych sił. Toteż z konieczności musi podporządkować się kryterium interesu narodowego. Zarządzanie rozwojem gospodarczym jest równoznaczne z zarządzaniem siłami wytwórczymi narodu, zaś kryterium interesu narodowego określa służebność wobec narodu.
Jest też oczywiste, że zarządzanie rozwojem gospodarczym nie może być importowane. Skoro opiera się na rozpoznaniu i uruchomieniu potencjalnych możliwości rozwoju narodowego, doświadczenia zagraniczne mogą mieć znaczenie jedynie pomocnicze. Rzekomo uniwersalne koncepcje rozwoju ekonomicznego w ostatecznym rachunku okazują się koncepcjami ideologicznymi. Neoliberalna doktryna ekonomiczna również jest silnie zideologizowana, nawet znacznie bardziej, niż ekonomia marksistowska.
W tym sensie można mówić o zarządzaniu nędzą.
Zakłamanie polityczne
„Polska jest w fazie silnego wzrostu, mimo wciąż niskiego poziomu inwestycji – oceniają ostatnio „eksperci” Unii Europejskiej. I dodają, że „ogólne perspektywy gospodarcze są pozytywne”. Wszyscy mają się cieszyć, choć ocena jest nielogiczna. Wzrost gospodarczy nie bierze się z powietrza. Dopóki nie skończy się największy w czasach nowożytnych globalny kryzys gospodarczy, pozytywne perspektywy mają tylko przedsiębiorcy pogrzebowi i zakłady psychiatryczne. Ludność Polski stale biednieje, a „Polska jest w fazie silnego wzrostu”? Komuś zależy, aby gospodarkę polską przedstawiać jako kwitnącą, gdy wśród 28 krajów UE znajduje się pod względem dochodów na mieszkańca na piątym miejscu – niestety licząc od końca. Polskie władze powinny mieć lepsze rozeznanie realiów ekonomicznych, ale prawdopodobnie
cierpią na halucynację.
W porównaniu z Grecją, która uchodzi za kraj najbardziej dotknięty kryzysem ekonomicznym w Europie, Polska ma dochód na jednego mieszkańca niższy od Grecji o 40 %, zaś przoduje pod względem trwałego bezrobocia. (GUS podaje niepełne dane). Wiedzieli o tym politycy poprzedniego rządu (czego zresztą nie potrafili ukryć); dobrze wiedzą o tym również politycy Prawa i Sprawiedliwości. Z pewnością wiedzą o tym komisarze Unii Europejskiej, czy przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego. A jednak zarówno wcześniej, jak też obecnie rządzący politycy w Polsce, w jednym chórze z organizacjami międzynarodowymi głoszą – bez chwili wytchnienia od 1989 roku -, że Polska się rozwija. Politycy kreślą plany rozwoju gospodarczego, jakby przyczyny długotrwałej nędzy i degradacji ekonomicznej Polski
zostały usunięte. Więc nie zamierzają ich usuwać.
Szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagard mówi, że rządy powinny bezpośrednio wspierać tych, którzy „cierpią z powodu globalizacji”, lecz to wezwanie Polski nie obejmuje. W tym samym czasie przedstawicielka Funduszu w Polsce Daria Zakharova autorytatywnie stwierdza, że Polska gospodarka rośnie silnie i stale, nawet w czasie kryzysu: była rzekomo jedyną gospodarką w Europie, której nie dotknęła recesja.
Przyczyn zakłamania jest kilka.
Po pierwsze, Polska została wytypowana jako sztandarowy przykład sukcesu neoliberalnej polityki gospodarczej, a nawet uznano ją za „latarnię morską”, która ma wyznaczać pożądany kurs dla innych krajów. Z chwilą, gdy nastąpił krach kłamliwej doktryny neoliberalnej, który mocno zachwiał posadami organizacji międzynarodowych, coraz trudniejsze stało się podtrzymywanie tezy o stale rosnącej gospodarce Polski. Prawda wciska się bowiem we wszystkie szczeliny drzwi i okien.
Po drugie, dokonuje się proces redystrybucji kosztów globalnego kryzysu. Obciążenie Polski tymi kosztami jest zdecydowanie łatwiejsze, gdy wspomina się o jej „silnej gospodarce”, aniżeli w przypadku, gdy należy ona do tych „cierpiących z powodu globalizacji”. Bez odpowiedniego retuszu udzielanie wielomiliardowej pomocy Ukrainie byłoby traktowane jako skandaliczne.
Po trzecie, nadal żyją beneficjenci niszczenia polskiej gospodarki (i mają się w Polsce nadzwyczaj dobrze). Ściślej biorąc, przez dwadzieścia kilka lat skrystalizował się w Polsce system pasożytniczy, którego Prawo i Sprawiedliwość nie chce, nie może lub nie potrafi zwalczyć.
Na czym polega zasadnicza różnica między kontynuacją (zarządzania nędzą) i zmianą (w kierunku zarządzania rozwojem)? Różnica ta polega na odmiennym stosunku do kryzysu ekonomicznego (nie tylko w Polsce, lecz również w skali globalnej). Jedni dostrzegają kryzys
w jego różnych aspektach – ekonomiczny, finansowy, demograficzny, polityczny, duchowy. Inni kryzysu nie dostrzegają lub go bagatelizują. Nie wiedzą, nie myślą i nie chcą myśleć o kryzysie.
Różnica jest dlatego zasadnicza, że uświadomienie sobie kryzysu prowadzi do uświadomienia, że nie można już dalej funkcjonować w starym modelu i należy stworzyć nowy model życia społeczno-ekonomicznego. Jest to zadanie, które wymaga wysokich kompetencji
i współpracy ludzi kompetentnych. W modelu „zarządzania nędzą” odpowiednie predyspozycje nie występują. Toteż partie polityczne ciągną ze sobą pokaźny bagaż niekompetencji i nieustannej rywalizacji. Politycy traktują państwo jak pastwisko.
Tekst ukazał się w miesięczniku społeczno-politycznym Polityka Polska nr 3/2017.



















