Ich prawda to g…o prawda. To, co obserwujemy, to nie jest żadna walka o demokrację i rządy prawa

Mirosław Kokoszkiewicz, WarszawskaGazeta

To, co obserwujemy dzisiaj, to nie jest żadna walka o demokrację i rządy prawa. Mamy do czynienia z bezprecedensową próbą postawienia władzy sądowniczej nad ustawodawczą i wykonawczą oraz zmuszenie tych władz do wykonywania postanowień zdegenerowanej do cna sędziowskiej kasty.

Wojna wydana Polsce przez kastę sędziowską trwa w najlepsze i jak to u nas zwykle bywa, magdalenkowa sitwa, która okupowała Polskę po 1989 r. próbuje przekonać Polaków, że racja i prawda są po ich stronie.

Czyli z Tischnerowskiej definicji zawartej w Historii filozofii po góralsku: „Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda” – oni postawili na gówno prawdę.

Tak się dobrze składa, że nie jestem prawnikiem ani tym bardziej konstytucjonalistą, a więc mogę swój pogląd na tę wojnę wyrazić językiem szarego, wkurzonego obywatela. Jak doskonale wiemy, najbardziej oddani komuniści i jednocześnie potomkowie stalinowskich oprawców robią dzisiaj za wielkich demokratów i to oni najgłośniej stają w obronie „nadzwyczajnej kasty ludzi”, twierdząc, że zarówno prezydent, jak i parlament musi podporządkowywać się decyzjom Sądu Najwyższego.

Według zatwardziałego komucha Włodzimierza Cimoszewicza (TW „Carex”), Prezydent RP ma obowiązek respektować zawieszenie przez nich działania przepisów ustawy o SN. Zauważmy, że mówią to ludzie, którzy niemal przez cały czas trwania III RP przekonywali, że największą świętością w demokracji jest trójpodział władzy opisany w epoce oświecenia przez Monteskiusza. Ów trójpodział oznacza taką organizację państwa, w którym władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza są oddzielone i oddane niezależnym od siebie organom. Musimy pamiętać, że władza ustawodawcza to parlament, wykonawcza to prezydent i Rada Ministrów, a sądownicza to oczywiście sądy z Sądem Najwyższym jako naczelnym organem władzy sądowniczej.

Otóż ten „święty” w demokracji trójpodział władzy nie był nigdy kwestionowany aż do momentu, kiedy prezydentem Polacy uczynili w 2005 r. śp. Lecha Kaczyńskiego. Usilnie deprecjonowano jego osobę i w sposób wyjątkowo chamski podważano godnościowe podstawy jego prezydentury. Oto nagle okazało się, że najwyższy przedstawiciel władzy wykonawczej nie ma nic do powiedzenia i jest zwykłym zawalidrogą, który powinien całkowicie podporządkować się władzy ustawodawczej zdominowanego przez PO parlamentu, wykonawczej rządu Tuska, no i oczywiście władzy sądowniczej.

Tak naprawdę chodziło oto, że na czele jednej z trzech władz stanął człowiek nieakceptowany przez zdrajców, którzy dogadali się w Magdalence i przy okrągłym stole. I choć Lech Kaczyński uczestniczył w tym akcie narodowej zdrady, to po latach wyraźnie krytykował dotrzymywanie umów zawartych z przedstawicielami rosyjskiego okupanta. W 2015 r. doszło do jeszcze większej tragedii salonu III RP. Oto demokratycznie wyrażoną wolą Polaków cała władza ustawodawcza i wykonawcza spoczęła w rękach Zjednoczonej Prawicy. Parlamentarna większość, premier z Radą Ministrów oraz prezydent wywodzą się z jednego obozu politycznego. W rękach zdrajców i beneficjentów III RP pozostała jedynie nienaruszona od czasów komuny władza sądownicza.

To, co obserwujemy dzisiaj, to nie jest żadna walka o demokrację i rządy prawa. Mamy do czynienia z bezprecedensową próbą postawienia władzy sądowniczej nad ustawodawczą i wykonawczą oraz zmuszenie tych władz do wykonywania postanowień zdegenerowanej do cna sędziowskiej kasty.

Oczywiście bez społecznego poparcia nic nie da się zrobić. Zdrajcom pozostały więc tylko hołdy lenne składane w Berlinie, Brukseli i w opanowanym przez lewactwo Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej z siedzibą w Luksemburgu. Pamiętajmy jednak, że jeżeli kiedykolwiek ci zdrajcy i renegaci, którzy na naszych oczach owe hołdy lenne składają, zdobędą władzę w Polsce, to ich głównym zadaniem będzie odwdzięczanie się swoim mocodawcom oraz karne wykonywanie ich poleceń i rozkazów. Na realizowanie polskiej racji stanu i służenie polskim obywatelom nie będzie niestety ani miejsca, ani czasu, a przede wszystkim chęci, których nigdy przecież u nich nie było.

Tym wszystkim, którzy dzisiaj rozwierają dzioby i skrzeczą o upolitycznianiu sądów, coś przypomnę. To podporządkowane woli politycznej układu III RP sądy gwarantowały komunistycznym zbrodniarzom bezkarność. Gdyby sądy były wolne i niezawisłe, a przede wszystkim sprawiedliwe, to już dawno temu zostalibyśmy uwolnieni z pęt, które na naszą ojczyznę nałożył zdradziecki pakt z Magdalenki. Dlatego te wszystkie dyrdymały, bajeczki i kabaretowe lamenty o trójpodziale władzy, niezawisłości i obronie demokracji są obliczone na to, że prosty lud te bzdury kupi. Tymczasem jak mówią wszystkie sondaże, Polacy żądają nie tyle reformy, ile wielkiej narodowej Norymbergi nad zhańbionymi sądami III RP.

Pamiętajmy, że demokracja i trójpodział władzy dla tych genetycznych totalniaków to tylko puste hasła. Oni w walce o koryto niczym wygłodzone świnie będą nieustannie ryć, nie zważając, że ryją na szkodę Polski i Polaków. Dawniej na wsiach ryjące świnie drutowano, czyli umieszczano im w nosach specyficzne kolczyki z drutu, które przy każdej próbie rycia sprawiały ból.

Dzisiejsze polityczne świnie ryjące pod Polską możemy skutecznie zadrutować przy urnach wyborczych, czego sobie i Czytelnikom serdecznie życzę.

Rys. Liber (3obieg.pl)

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz