Słowo na 18. niedzielę: Pragnąć i nie pragnąć [ks. Stanisław]

Czy sensem i celem ludzkiego życia jest zaspokajanie potrzeb, zwłaszcza materialnych, póki to możliwe, czy wewnętrzna przemiana mocą Bożą daną z wysoka, gdy Syn Boży stał się Człowiekiem, aby człowiek ziemski mógł przejść przez ziemię i na niej przekroczyć bramę śmierci, przyjmując pokarm Bożego Ciała ku nieśmiertelności?

Na to pytanie odpowiada liturgia słowa Bożego niedzieli 5 sierpnia. Postępowanie pogan opiera się na próżnym i kłamliwym myśleniu sprzecznym z myślą Boga Stwórcy (zob. Ef 4,17.22-24 w drugiej lekcji niedzielnej). W Ewangelii Jezus odpowiada ludziom z tłumu odnajdującym Go na przeciwległym brzegu jeziora: „Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości” (J 6,26). Znak rozmnożenia chleba był wezwaniem do wiary i zapowiedzią cudu eucharystycznego. Zatrzymanie się na widzialnej stronie znaku prowadziło do odejścia od Jezusa, gdy w miejsce oczekiwanych dobrodziejstw materialnych pojawił się znak krzyża i zbawczej śmierci, widziany jako przegrana proroka, który „innych wybawiał, a nie mógł wybawić samego siebie” (zob. Łk 23, 35.37.39). Izraelici zdążający przez pustynię w stronę Ziemi Obiecanej prędko zapomnieli, że skazani byli w Egipcie na niewolę i wyniszczenie, szemrali więc przeciwko Mojżeszowi zarzucając jemu i pośrednio – bogu złe wobec nich zamiary. Dar manny z nieba podtrzymał siły i nadzieje wędrowców. Pustynna droga narodu stała się obrazem i znakiem naszego pielgrzymowania ku wiecznej ojczyźnie.

Pokarm manny był zapowiedzią chleba Eucharystii, Bożego chleba danego przez Ojca w niebie w postaci Jezusa Chrystusa, który mówi w Ewangelii o sobie: „Jam jest chleb życia” (J 6,35). Chleb ziemski zaspokaja pożądanie głodnych. Chleb z nieba jest odpowiedzią na duchowe pragnienie wiary. Ziemia jako miejsce zniewolenia przez dobra materialne ku nieuchronnej śmierci, gdy doczesne dary okazują swoją tymczasowość i niewystarczalność, staje się drogą pielgrzymowania ku niebu. Próżne myślenie pogan polega na zaspokajaniu rządz ku zepsuciu, które może stać się ostateczne, jeżeli dawny człowiek nie odnowi się, by „przyoblec człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga” (Ef 4,24).

Odprawianie Mszy św. przez kapelana w kaplicy więziennej bywa trudne, gdy obok uczestniczących z wiarą, przychodzą chętni do rozmów z kolegami i prowadzenia różnych interesów. Dlatego niektórzy pobożni więźniowie nie chcą być świadkami zgorszenia, śmiechów i hałasu i na „taką Mszę” wolą nie przychodzić, co jest zrozumiałe, choć niezupełnie słuszne, bo na Kalwarii, gdy Chrystus konał na krzyżu, jedni szydzili, a drudzy współcierpieli.

Msza św. jest powtórzeniem ofiary kapłańskiej Syna Bożego. Powiedział o tym w przejmujących słowach ks. prymas Stefan Wyszyński w Warszawie 4 czerwca 1953: „Tak jak w Wieczerniku, Chrystus i Jego uczniowie byli bez obcego pośrednika, tak też i tu przy ołtarzu nie potrzeba kapłanowi katolickiemu żadnego pośrednika; zostaje tylko Chrystus i Jego kapłan. A jak ta obecność i ta jedność jest bliska, świadczy o tym tajemnica przeistoczenia, w której w usta kapłana Kościół wkłada słowa Chrystusa, które On o Sobie mówił, powierzając uczniom – apostołom Swoim prawdziwą Swoją tajemnicę ołtarza: To jest Ciało Moje! Wówczas był tam tylko Chrystus i tylko kapłan – jak w słowach przeistoczenia (…). Choćby wszystkie objawy życia były zetatyzowane, to nie wolno sięgać do duszy kapłana, bo to byłoby największym barbarzyństwem. Nie wolno sięgać do ołtarza, nie wolno stawać między Chrystusem a kapłanem, nie wolno gwałcić sumienia kapłana, nie wolno stawać między biskupem a kapłanem. Uczymy, że należy oddać, co jest cezara cezarowi, a co Bożego – Bogu. Ale gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: „nie wolno”. Oto sens ustroju Kościoła”.

Ksiądz prymas miał na myśli wobec ówczesnych prześladowań państwową ingerencję w świętość kapłaństwa i posługi przy ołtarzu po to, aby kapłan stał się urzędnikiem kultu. Niegodziwa i bluźniercza ingerencja w świętość kapłaństwa ma różne formy, aż po mordowanie kapłanów i wiernych w kościołach przez wyznawców islamu lub w czasie ludobójczych prześladowań Polaków i katolików przez Ukraińców formalnie ochrzczonych, a faktycznie wyznających ideologię bałwochwalstwa i nienawiści.

Zdarzają się też kapłani starający się przekształcić Najświętszą Ofiarę w atrakcyjną imprezę ku zadowoleniu części wiernych, chcących, żeby w kościele było miło i wesoło. Niekiedy pragnienie przeżycia wspólnoty międzyludzkiej wokół stołu ołtarza, potwierdzone ucztowaniem oraz zanikiem świadomości ofiary Chrystusa i Kościoła, graniczy z sekciarskim i bliskim herezji zastępowaniem wiary i rozumu emocjami.

Nie ma nic złego w tym, że głodni chcą jeść, a smutni się radować. Takie pragnienia są słuszne i dobre, ale działalność Kościoła wykracza poza służbę społeczną. Ludzkie życie nie ogranicza się jedynie do zaspokajania godziwych skądinąd potrzeb. – Czuję potrzebę modlić się niekiedy czy pójść do kościoła – usprawiedliwiają się niektórzy wierni, uzasadniając zaniedbanie praktyk religijnych czasowym „brakiem potrzeby”.

Egocentryczne potrzeby wyznaczają projekt życia różnego od ofiarnej miłości i pełnienia woli Boga. Słowa Jezusa „kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (J 6,35) trzeba rozumieć i słyszeć razem z „Pragnę” wypowiedzianym z krzyża (J 19,28).

ks. Stanisław Małkowski

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz