kard. Stefan Wyszyński (II): Maryja – bramą wolności

Ludzie mówią – „czas to pieniądz”. Ja mówię inaczej – „czas to miłość” – kard. Stefan Wyszyński

Największą niewolą człowieka jest oderwanie od Boga, niewiara i grzech. Maryja, Matka Zbawiciela i Matka Kościoła, „dana Narodowi polskiemu jako pomoc i obrona” – jest bramą prawdziwej wolności, która objawia się w Jezusie Chrystusie. Dlatego Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński, pragnąc zabezpieczyć wiarę naszego narodu dla przyszłych pokoleń – wytrwale wskazywał na maryjne drogi wolności.

Kiedy zarzucano mu, że jest zbyt maryjny wyjaśniał, że sam tej drogi nie wymyślił. Stara się tylko naśladować Ojca Niebieskiego, który historię zbawienia człowieka zaczął od Maryi. „Gdy pierwszy człowiek w raju – mówił Prymas – dopuścił zwątpienie w Bożą Miłość, Mądrość i Dobroć, gdy nie zawierzył Bogu i popełnił grzech, przekraczając Jego przykazanie – nastąpiła ciemność, rozpacz i beznadziejność. Wtedy Bóg, litując się nad człowiekiem, który jest dziełem Jego nieskończonej Miłości, ukazał Mu Nadzieję: Niewiastę i Owoc Jej żywota (…). Odtąd ludzkość czekać będzie na zapowiedzianą Niewiastę i w Niej skupi wszystkie swoje nadzieje”.

Z woli Boga wszyscy potrzebujemy Matki Bożej. Ksiądz Prymas mówił z pokorą: „Potrzebujemy Jej i nie wstydzimy się tego. Potrzebujemy Jej, jak płuca potrzebują powietrza, serce – krwi i miłości, stopy – oparcia, oczy – światła, usta – pokarmu. Jak dziecko jeszcze nie narodzone potrzebuje matki, nie może istnieć i żyć bez niej i poza nią.

Potrzebujemy Matki Bożej. Przecież nawet Bóg Jej potrzebował!

Zaczęliśmy od Niej. I Bóg od Niej zaczął. Nie możemy się bez Niej obejść. Bóg także nie chciał się bez Niej obejść. Szukamy u Niej ratunku i pomocy. Ona najpierw samemu Bogu była pomocą. (…) w swych tęsknotach, potrzebach naśladujemy tylko nieudolnie Chrystusa, Syna Maryi”.

Potrzebował Maryi Prymas Wyszyński w swoim osobistym życiu, szczególnie od dnia, gdy zmarła jego rodzona matka. Miał wtedy 9 lat. Potrzebował matki. Potrzebował obecności Maryi, gdy jako 11–letni chłopiec przyjechał do Warszawy do gimnazjum Wojciecha Górskiego. Wspomina, że biegnąc do szkoły zawsze zatrzymywał się przy figurze Matki Bożej Passawskiej na Krakowskim Przedmieściu.

Potrzebował matczynej pomocy u początku swojej drogi kapłańskiej, gdy święcony osobno, po ciężkiej chorobie – nie rokował nadziei na dalsze życie. Pragnął odprawić chociaż kilka Mszy świętych. Pierwszą, prymicyjną Mszę świętą odprawił na Jasnej Górze. Pojechał tam ze swoją siostrą Stanisławą, chociaż był tak słaby, że trudno mu było utrzymać się na nogach. „Pojechałem na Jasną Górę – wspominał Prymas – aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy świętej, jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii”.

Potrzebował Matki, gdy z lękiem zaczynał drogę biskupią. W swoim herbie umieścił wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej.

Potrzebował obecności i pomocy Matki Najświętszej, gdy spadły na Jego barki zadania Prymasa Polski. „Dla takiej pracy niewątpliwie potrzebna była światłość. Nie mówię, że jest to mój jakiś nadzwyczajny dar. To jest dar łaski, zapowiedziany ustami mojego poprzednika, kardynała Augusta Hlonda, który umierając w Warszawie, mówił: «Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny». To były niemal ostatnie słowa kardynała Augusta Hlonda. Nigdy ich nie traciłem z mej świadomości. Bóg pozwolił mi rozpalić w duszy obraz Niewiasty obleczonej w słońce, a księżyc pod Jej stopami. Ona też walczyła, bo walczyła w obronie swego Dziecięcia, które właśnie miało się narodzić, a na które już czyhał szatan, aby skoro porodzi, pożreć Je. W obronie Niewiasty stanął Bóg, zabierając narodzone Dziecię do siebie, a Matce dał schronienie na ziemi. I ja tak myślałem: Bóg stanie w obronie swego Syna i nie pozwolił Go zniszczyć, chociaż smok – jak to widział święty Jan w Apokalipsie – zmiata z horyzontu nieba jedną trzecią gwiazd, by zrzucić je na ziemię. Chrystus ocaleje, bo On więcej nie umiera. Krzyż był miejscem Jego zwycięstwa przez śmierć, ale On zwyciężył! A więc «walczcie, bo zwycięstwo przyjdzie»”.

Ksiądz Prymas szukał pomocy Maryi w obronie wiary w Jezusa Chrystusa. Tylko On daje człowiekowi i narodowi prawdziwą wolność. Maryja, Matka Chrystusowa, jest bramą tej wolności. Dlatego Prymas Tysiąclecia wszystko postawił na Maryję. I zwyciężył.

Bramo niebieska, w naszych osobistych i narodowych zmaganiach z tym, co próbuje zniewolić nas zewnętrznie lub wewnętrznie;
zwyciężyłaś – zwyciężaj!

Prosimy o to słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska (…). Oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej. (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 



Za: Fundacja „Czas to miłość”

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz