Prof. Jaroszyński krytycznie o reformie Gowina: Nie wiadomo skąd się wzięła i kto za nią stoi. Czy z Polski, czy z zagranicy?

Nie było prawdziwego dialogu w sprawie reformy, poza spotkaniami z administracją uczelnianą. Kompletnie nie uwzględniano głosu profesorów, przeciwników reformy. To świadczy o marginalizowaniu środowiska akademickiego, które się czuje zlekceważone i zastraszone – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl filozof prof. Piotr Jaroszyński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

wPolityce.pl: Po Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął się strajk okupacyjny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Co pan profesor sądzi o protestach przeciwko Konstytucji dla Nauki ministra Gowina?

Prof. Piotr Jaroszyński: To jedyna droga, żeby zablokować tę szkodliwą reformę.

Mówi się, że reformę popiera jedynie minister Jarosław Gowin i kilku rektorów wyższych uczelni.

Dzięki reformie zwiększy się władza rektorów. Nie było prawdziwego dialogu w sprawie reformy, poza spotkaniami z administracją uczelnianą. Kompletnie nie uwzględniano głosu profesorów, przeciwników reformy. To świadczy o marginalizowaniu środowiska akademickiego, które się czuje zlekceważone i zastraszone. Nie wiadomo tak naprawdę skąd wzięła się ta reforma i kto za nią stoi. Czy z Polski, czy z zagranicy? Zdaje się, że zawarte w niej hasła jak jakość i innowacja przyszły z innego kraju. To nie jest polski wymysł.

Według niektórych krytyków reformy szkolnictwa wyższego, obecnie forsowana ustawa jest odnowionym projektem minister Barbary Kudryckiej z czasów rządów PO-PSL.

Tak. Tyle że tamta minister też nie wymyśliła tej reformy, ale poprzez nią jako ministra miała być realizowana. W pewnym momencie wycofano się jednak z realizacji tego projektu. Minister zdjęto, wysłano do Brukseli. Po ostatnich zwycięskich dla PiS-u wyborach tę schedę przekazano Gowinowi. Mimo patriotycznej otoczki na powierzchni ciągle realizowany jest ten sam scenariusz, którego autorów ani głównych zamysłów nie znamy. Pojawiają się pytania, po co to wszystko ma być? O co chodzi? Do czego to ma wszystko doprowadzić? Tego nie wiemy. Skoro nie wiemy, to znaczy, że jesteśmy manipulowani. Manipulacja polega na tym, że człowiek niby jest wolny, ale nie wie do końca co wybiera. Minister wygłasza absurdalne tezy, że będzie więcej autonomii, ponieważ uczelnie stracą autonomię.

Co zdaniem pana profesora jest najbardziej szkodliwego dla polskiej nauki w reformie ministerstwa nauki i szkolnictwa wyższego?

W tradycji europejskiej, która stworzyła uniwersytet najważniejszą sprawą było kierowanie się Prawdą. Po to się ludzie organizowali w akademię czy potem w uniwersytety, żeby wspólnie poznawać Prawdę. Ważną rzeczą w poznawaniu Prawdy jest hierarchia w środowisku akademickim, którą reforma niszczy. 15-latek mniej wie niż 30, 50 czy 80-latek. Następuje degradacja suwerenności profesora wokół którego należy budować środowisko akademickie. Mamy do czynienia z socjalistyczną „wywrotką”. Pozycja profesora jest stopniowo degradowana pod względem naukowym, społecznym i finansowym. Gdy nie ma autentycznego profesora (jako mistrza), to na tym nie zyskują młodsi pracownicy naukowi, ale umacnia się administracja uniwersytecka, która zaczyna działać na wzór cywilizacji
bizantyńskiej. Reprezentuje w pewnym momencie cywilizację bizantyńską.

Co się dzieje kiedy zaczyna przeważać na uczelniach administracja?

Uniwersytetami zaczynają coraz bardziej rządzić ci, którzy pracują w administracji, czyli rektorzy, prorektorzy, dziekani, oni określają pole walki o władzę. Natomiast ci dla których tak naprawdę uniwersytet był od początku tworzony, czyli miłośnicy poznania prawdy cała hierarchia, od po profesorów po studentów, coraz mniej się liczy. Takie zmiany sprawią, że uniwersytet przestanie w rzeczywistości istnieć. Oczywiście można do niego przyklejać takie nazwy, ale to już będzie inna rzeczywistość. Można przyklejać nazwy uniwersytet do szkół weterynaryjnych, ale termin „uniwersytet” znaczy całkiem co innego. W ten sposób jest niszczone największe osiągnięcie kultury zachodniej.

Nie da się odwrócić negatywnych zmian?

Jeżeli ustawa ministra Gowina wejdzie w życie, to koniec uniwersytetu jako instytucji, która jest najbardziej subtelnym sposobem budowania kultury i cywilizacji.

Panie profesorze, co może kierować osobami, które wprowadzają takie zmiany w polskiej nauce?

Powody mogą być różne. Mogą należeć do innej cywilizacji. Nie we wszystkich cywilizacjach były uniwersytety w naszym rozumieniu. Można nazwać coś uniwersytetem, ale nazwa nie tworzy rzeczywistości.

Nie jest to twierdzenie na wyrost?

Nie, przecież w PRL też były uniwersytety, ale obowiązywała inna cywilizacja. Nie liczyła się prawda, ale ideologia. Na uniwersytetach przez kilka pokoleń pracowali ludzie, którzy zajmowali się ideologią, a nie nauką. Po 1989 r. nie było dekomunizacji środowisk naukowych w szerokim tego słowa rozumieniu. Oni tę obcą kulturze polskiej i zachodniej cywilizację zachowali. Trudno się dziwić, przyszli ze Wschodu. Cały czas jest to bardzo silne środowisko, trzęsie grantami i nominacjami. Będą potrafili ustawić się po ewentualnym wejściu w życie reformy ministra Gowina. To jest bardzo groźne, bo są bardzo dobrze zorganizowani i dobrze się znają. Potrafią porozumiewać się bez słów, wiedzą kogo wspierać, a kogo odrzucić. Inną przyczyną wspierania reformy ministra Gowina może być koniunkturalizm części osób. Chcą zachować swoje wpływy, więc tak się ustawią w nowej rzeczywistości po reformie, że coś dla siebie ugrać. Trzecim powodem mogą być międzynarodowe i globalne interesy, którym reforma jest potrzebna żeby dokonać drenażu intelektualnego Polski. Ich celem jest połów najzdolniejszych polskich studentów, żeby pracowali dla obcych państw czy międzynarodowych korporacji. Nie potrzebują jednak aż tak dużo zdolnych osób, więc starają się zdegradować polskie społeczeństwo do poziomu robotnika, który jest zadowolony z sytuacji w jakiej się znalazł. Będzie się cieszył, że ma pracę, jakiś dochód. Nie będzie miał większych ambicji. Nie będzie dążył do rozwoju osobistego, nie będzie zależało mu na rozwoju polskiej kultury. Co jakiś czas władza dorzuci mu 100 zł. Jak będzie się buntował może dostanie 150 zł. Będzie karmiony z ręki. Ludzie się oswoją, że władza ciągle coś daje. Zapomną, że najważniejsza jest, na ile to możliwe, samowystarczalność. Właśnie tak będą ukierunkowywać mapę nauki w Polsce. Najlepiej dla tego scenariusze będzie jeżeli upadną mniejsze wyższe szkoły lokalne. Jest to realne, bo nikt nie będzie ich wspierał finansowo. Nie wszystkich jednak stać na studiowanie w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku. Wtedy rozgoryczeni wyjadą z kraju, wyjadą na zawsze.

Rozmawiał Tomasz Plaskota

za: wpolityce.pl

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz