Klapa po włosku – o wyborach we Włoszech

Alicja Dołowska

Jeśli ktoś sądzi, że w wyborach we Włoszech zwyciężyła demokracja, bardzo się myli. Tak mogło się zdawać do momentu, gdy liderzy zwycięskich partii: Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej przedstawili prezydentowi jako kandydata na premiera profesora Giuseppe Conte, a prezydent Sergio Mattaralla  powierzył mu zadanie tworzenia rządu.
Potem jednak włoskie marzenie o zmianie na scenie politycznej legło w gruzach, bo zaczęły się cyrki dyplomatyczne i finansowe.

Dziś już wiemy, że prezydent Włoch znalazł się w ogniu nacisków „władców Europy, bo w rozmowach telefonicznych: Merkel, Juncker i Macron ostro na niego naciskali, aby ten eurosceptyczny rząd nie powstał. Oszalały również „rynki finansowe” i ratingi, notowania włoskiej giełdy były kreślone na czerwono, a wartość włoskich obligacji natychmiast spadła.
Gangsterski napór Berlina, Paryża i Brukseli oraz wierzycieli Włoch owiany był mgłą tajemnicy. Ale szydło wyszło z worka, podczas rozmowy kandydata na premiera Giuseppe Conte, który przyszedł do Kwirynału przedstawić prezydentowi listę składu swojego gabinetu. Po spotkaniu oznajmił, że rezygnuje z misji formowania rządu, i rodząca się koalicja rozsypała się jak domek z kart.

Oficjalnym powodem był fakt, że prezydent nie zgodził się, by ministrem gospodarki został Paolo Savona, orędownik wyjścia Włoch ze strefy euro i ostry krytyk dominującej w UE polityki Niemiec. Savona, 81.letni ekonomista z długoletnim doświadczeniem, w tym we włoskim banku centralnym i organizacji pracodawców Confindustria, nie jest w polityce nowicjuszem.

Na początku lat 90. był już ministrem handlu i przemysłu. Ale Savona najbardziej znany jest jako przekonany eurosceptyk. Kiedyś nazwał euro „historycznym błędem”. W swojej jeszcze nie opublikowanej autobiografii opisuje euro jako „niemieckie więzienie”. Pisze: „Niemcy nie zmieniły poglądu na swoją rolę w Europie po narodowym socjalizmie”  „Tylko odwróciły się od idei egzekwowania tego z użyciem przemocy”.
Było do przewidzenia, że Merkel tego nie przełknie.
Według Savony, Włochy muszą mieć plan B, aby ewentualnie opuścić euro i uniknąć „tego, że skończą jak Grecja”. Porównuje on naciski północnoeuropejskie na reformy finansowe we Włoszech z „okolicznościami kolonialnymi, jakich Grecja już doświadczyła”.

Eurosceptyczna koalicja co prawda schowała do szafy kwestię referendum w sprawie opuszczenia strefy euro i nie uwzględniła go programie rządzenia, ale prof. Savona, od dawna wypowiadał się, co myśli, o wspólnej europejskiej walucie, która pogrążyła ekonomicznie kraje Południa, takie jak Grecja, Włochy, Hiszpania i Portugalia, a zapewniła prosperity niewspółmiernie lepiej rozwiniętym przemysłowo Niemcom.

Po prostu Savoni, podobnie jak w Polsce profesorowie np. Andrzej Kaźmierczak czy Jerzy Żyżyński uważa euro za projekt czysto polityczny, który miałby rację bytu tylko w przypadku gospodarek o podobnej sile i poziomie. Przy tak wielkich różnicach między krajami Północy i Południa, projekt euro jest ekonomiczną utopią, korzystną przede wszystkim dla budowania hegemonii Niemiec.

Kryzys zadłużeniowy we Włoszech jest dramatyczny i trzeba coś z tym zrobić. 2.300 000 000 000 to nieco więcej niż marne 170 000 000 000 euro długu w Grecji. Według Niemiec i Francji, Włochy po prostu nie mogą zbankrutować, bo euro się załamie. Muszą ratować własne banki! Włochy to przecież czwarta co do wielkości europejska gospodarka (trzecia w UE po wyjściu Wielkiej Brytanii) i dla strefy euro zbyt ważna.
Ale lata niezbędnych manewrów ratunkowych mogłyby być bardzo drogie dla niemieckich podatników, a następstwa bolesne. Dlatego w Brukseli chcą się teraz podlizać Włochom podczas rozdziału środków z funduszu spójności na lata 2021- 20127 i dać im więcej, kosztem krajów Europy Środkowej, w tym Polski, której obetną prawie 20 mld euro.

Sami Niemcy mówią z goryczą, że czas przyzwyczajać się do stwierdzeń: „Hiszpania po prostu nie może się zbankrutować” „Francja po prostu nie może zbankrutować” „Portugalia po prostu nie może zbankrutować” … itd. Ale my Niemcy nie widzimy w tym problemu, rzucimy kasą, bo pieniędzy mamy w obfitości!
Ale też przyjrzyjmy się, jakie następstwa dla Niemiec miałoby opuszczenie przez Włochy strefy euro. Włochy są jednym z sześciu największych partnerów Berlina nakręcających ich rozwój handlu zagranicznego. Prawie połowa niemieckich dóbr wytwarzana jest na rynek włoski, co tworzy jedną czwartą ogółu aktywów niemieckiego Bundesbanku. Niemcy eksportują do Włoch za 65 miliardów rocznie, czyli w razie wyjścia Włoch, ponad 300 000 miejsc pracy byłoby nad Sprewą i Renem zagrożonych.

A wtedy, co? Efekt domina. W Niemczech zwycięża AfD, we Francji Marine le Pen itd. Ratując Włochy, eurokraci ratują jednocześnie własne tyłki udając, że król nie jest nagi. Gotowi są ukatrupić włoską demokrację, odrzucając wynik wyborów. Sterroryzowany prezydent Mattaralla, by ratować oszczędności Włochów, powierzył teraz misję tworzenia rządu technicznego byłemu wysokiemu urzędnikowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Carlo Cottarelliemu, zwanemu „panem nożyce”. Lider Ligi Matteo Salvini oświadczył, że „dzięki Mattarelli” do władzy powróci centrolewicowa Partia Demokratyczna, odrzucona przez Włochów w marcowych wyborach. Sytuacja jest absurdalna. –

To nie jest demokracja, to nie jest poszanowanie głosowania narodu. To ostatni cios mocnych sił, które chcą Włoch zniewolonych, przestraszonych i w kryzysie. Rodzi się martwy rząd – stwierdził deputowany Ruch Pięciu Gwiazd Manlio Di Stefano.

Powstało wrażenie, że – jak określił lider Ligi Matteo Salvini – „wybory są bezcelowe”, bo i tak ostatecznie rządzić będą ci, którzy mają rządzić. Czyli ci, których u sterów w Rzymie chcą widzieć „UE, Francja i Niemcy”.

Na 2 czerwca, w Dniu Republiki, obaj liderzy zwycięskich ugrupowań zwołują w Rzymie i innych miastach Włoch wielki wiec poparcia dla obrony włoskiej demokracji.

Ruch Pięciu Gwiazd i Liga nie akceptuje w parlamencie rządu Cottarelliego, i mając większość, zapowiedziały, że go nie poprą. Poparcia nie udzieli również małe prawicowe ugrupowanie Bracia Włoch. To zaś oznacza, że wotum stoi pod znakiem zapytania. A ponowne wybory parlamentarne jesienią lub na początku 2019 roku są niemal pewne.

Za: Prawy.pl

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz