Włoskie trzęsienie ziemi: w rządzie – szlaban dla masonów

Alicja Dołowska

Polityczne spaghetti, ciągnące się od wyborów 4 marca wreszcie zostało skonsumowane. Po 80 dniach od wyników wyborczych należy się spodziewać, że Włochy będą miały nowy rząd. Po krótkim namyśle prezydent Włoch Sergio Mattarelli powierzył na wniosek zwycięskich partii misję utworzenia rządu profesorowi prawa Giuseppe Conte.

Kandydat na premiera, człowiek dotąd nie związany z polityką, stwierdził, że rząd musi powstać natychmiast, żeby Włochy mogły przystąpić do negocjacji w kwestii budżetu UE, zmiany prawa azylowego i dokończenia unii bankowej.
Utworzą go prawicowa Liga Północna i jawnie już antysystemowy Ruch Pięciu Gwiazd – liderzy wyborów parlamentarnych. Kto z tego tandemu jest bardziej antysystemowy?

Liga ma swój najbardziej radykalny okres już za sobą, ponadto przez wiele lat wchodziła do obozu centroprawicy Silvio Berlusconiego, ale poprzez demonstrowaną niechęć do imigrantów i brukselskiej biurokracji i tak nie mieści się we włoskim mainstreamie. Ruch Pięciu Gwiazd pod względem ideologicznym plasuje się na lewicy, jednak swoim przywiązaniem do zasad demokracji bezpośredniej rzuca wyzwanie tradycyjnym partiom, które od dawna Włosi uznają za oderwane od problemów zwykłych ludzi.

Warto się zacząć uważnie Włochom przyglądać, bo to co proponują w polityce społecznej, gospodarczej i europejskiej może wywrócić do góry nogami całą ekonomiczną koncepcję dotychczasowego funkcjonowania Unii Europejskiej.
Tak być może, ale wcale nie musi, jeśli Włochy spotkają się ze ścianą nie do pokonania w postaci dyktatu najsilniejszych państw UE: Niemiec i Francji. Grecja też próbowała się stawiać, jednak zmuszono ją do spłacania horrendalnych długów i zaciskania pasa. A Włochy – trzecia co do wielkości gospodarka w Europie, są po Grecji drugim najbardziej zadłużonym krajem w strefie euro.

Według najnowszej prognozy ekonomicznej Komisji Europejskiej, opublikowanej 3 maja, włoski dług publiczny wyniesie w tym roku 130,7% Produktu Krajowego Brutto.

Mimo tego, Włochy wcale nie zamierzają oszczędzać, lecz dodać własnym obywatelom pieniędzy, by mogli je wydawać i w ten sposób – pobudzając konsumpcję i produkcję – nakręcać koniunkturę gospodarczą. Chcą zastosować koncepcję ekonomiczną Keynesa, który stwierdził, że głosy tych, który uważają iż ścieżką wyjścia z kryzysu jest restrykcyjne gospodarowanie i powstrzymywanie się, gdy tylko można, od wykorzystywania globalnego potencjału produkcji, to głosy idiotów i szaleńców.

Keynes objaśniał, że gdyby w sytuacjach kryzysowych skarb państwa wypełniał stare butelki pieniędzmi, zakopywał je w opuszczonych szybach węglowych na dostępnej głębokości, zasypał szyby śmieciami, a następnie pozostawił wydostanie tych banknotów prywatnym przedsiębiorcom (oczywiście po uzyskaniu dzierżawy terenu banknotonośnego), bezrobocie zostałoby przezwyciężone, a w wyniku tego zarówno dochód realny społeczeństwa, jak i jego kapitał rzeczowy osiągnęłyby prawdopodobnie poziom znacznie wyższy aniżeli ten istniejący w dobie kryzysu.

No i proszę, wtedy, gdy Macron drze koty ze związkami zawodowymi w sprawie cięć kosztów i ograniczeń, by zmniejszyć dług i wydatki publiczne, Włochy chcąc stabilizować finanse i zredukować dług publiczny proponując bardzo drogi program. Pakiet stymulacyjny zakłada więcej wydatków i mniej podatków. Jego koszt szacuje się na ponad 100 miliardów euro. – Jest to równowartość 5 punktów PKB Włoch – wylicza Céline Antonin, ekonomista z Obserwatorium ds. Rachunków Publicznych we Włoszech i specjalista strefy euro.

W porozumieniu programowym proponuje się drastyczne cięcia obciążeń fiskalnych, wprowadzenie dochodu obywatelskiego za około 17 miliardów rocznie, który byłby wypłacany przez dwa lata, pod warunkiem poszukiwania pracy, i skutkowałby wypłatą kwoty 780 euro miesięcznie osobom uprawnionym. Koalicjanci chcą też obniżenia wieku emerytalnego.

Ale także przewidziane są inne wydatki publiczne, takie jak budowanie więzień lub zwiększanie liczby policjantów. Zobowiązano się też do ocalenia i ożywienia narodowego przewoźnika Alitalii.

Ku zmartwieniu Francuzów, program zakwestionował projekt połączenia kolejowego Lyon-Turyn, co może kosztować ponad 800 milionów euro, czyli kwotę pomocy europejskiej, która już wpłynęła na realizację tego przedsięwzięcia.

Szokiem zareagowała Bruksela na ogłoszony zakaz udziału masonów w rządzie, co jest niezgodne z prawem unijnym. Warto jednak pamiętać, że masoneria na skutek różnych uwikłań, ma we Włoszech katastrofalny wizerunek. Poza tym Liga i 5 Gwiazd chcą odblokowania zbliżenia z Moskwą i zniesienia sankcji gospodarczych. Nie przypadkiem przedwczoraj Berlusconi podczas wizyty u Putina stwierdził, że „Krym to najpiękniejsza część Rosji”…

Bruksela wstrzymuje oddech. Sytuacja jest delikatna, ponieważ oba zwycięskie ugrupowania zwyciężyły w wyborach na fali eurosceptycyzmu, bo Włochom dyktat eurokratów z Brukseli, zwłaszcza Komisji Europejskie, której skład nie pochodzi w wyboru, lecz desygnacji jej członków, się po prostu nie podoba. Nie podoba się też ograniczanie przez Brukselę funkcji państwa narodowego i w tej sprawie Rzym jest w poglądach podobny do Warszawy i Budapesztu.

O tym, żeby powstał jeden rząd dla strefy euro z ministrem finansów i wspólnym szefem spraw zagranicznych czy obrony Macron może najwyżej pomarzyć. Podobnie jak szans nie ma jeszcze niedawno forsowana przez Martina Schulza federalizacja w postaci Stanów Zjednoczonych Europy. To bowiem, co proponują Włochy to zupełnie inna bajka.

Za: Prawy.pl

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz