Sądokracja i jej przeciwnicy

Lech Jęczmyk

Nowokomuniści stwierdzili, że rewolucje i walki na barykadach to nie jest dobry pomysł i zaproponowali „drogę przez instytucje”, to znaczy wchodzenie do istniejących instytucji i stopniowe ich opanowywanie. Taktyka ta przyniosła imponujący sukces. Komuniści, zwani dziś lewakami, opanowali wydziały humanistyczne wyższych uczelni w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie, a w ślad za tym narzucają całym krajom swoją wizję prawa, moralności, etyki a także estetyki.

Wszystko zaczyna się od zaprzeczenia istnienia Boga i jego przykazań a także prawa naturalnego, mającego pierwszeństwo przed prawem pisanym.

Praca wrogów cywilizacji zachodniej i chrześcijaństwa ruszyła szerokim frontem w sposób niezauważalny dla przeciętnego konsumenta telewizji i urzędnika, myślącego w kategoriach od wyborów do wyborów.

Przypomnijmy szeroko transmitowaną uroczystość otwarcia tunelu pod Alpami – nie sprawdzałem, czy jest to rzeczywiście tunel, czy wjazd do jakiegoś podziemnego miasta, w każdym razie widowisko kończyło tryumfalne wyjście z podziemi Szatana, prawdziwy symbol nowoczesnej Europy, której wysocy urzędnicy gremialnie uczestniczyli w tej akademii ku czci. Co ciekawe, Eurokraci mają pełne usta demokracji, a przecież Szatan nie jest demokratą, tylko carem, choć samozwańczym (taki Dymitr Samozwaniec).

W walce przeciwko cywilizacji chrześcijańskiej szczególną rolę przyznano obok edukacji sądom. W Stanach Zjednoczonych symbolicznie dokonano oddzielenia prawa pisanego (a więc zmiennego) od prawa naturalnego czyli boskiego, skuwając z budynków sądów wyobrażenia mojżeszowych kamiennych tablic. Odtąd kamień miał być zastąpiony papierem. Jednocześnie w tradycyjnym trójpodziale władzy władza sądownicza, niewybieralna, antydemokratyczna, zaczęła się wypychać przed władzę ustawodawczą i wykonawczą. Ma to miejsce we wszystkich krajach Zachodu, jest więc sterowane z jakiejś centrali. Nic dziwnego, że polska próba przywrócenia sądom ich właściwego, tradycyjnego miejsca w trójpodziale władzy wywołała wściekłość nie tylko w kraju, ale i w anonimowej centrali, zagrażając budowanemu od dziesięcioleci gmachowi Nowego Porządku w budowie.

Tłumy rozwścieczonych, starszawych niewiast, przewalających się – czasem dosłownie – po ulicach, wydają z siebie okrzyki, w których powtarzają się słowa „demokracja” i „konstytucja”. Warto się zastanowić nad ich sensem – lub w formie krzyku – bezsensem.

Demokracja to po grecku rządy ludu. Forma władzy, wymagająca spełnienia wielu trudnych warunków. Jednym z nich, według Arystotelesa, jest aby klasa średnia była liczniejsza od klasy bogaczy i klasy biedaków, najlepiej od obu z nich łącznie. Czy mamy dziś w Polsce klasę średnią i jak liczną? Rodzi to następne pytanie – czy mamy dziś w Polsce socjologów – wystarczą uczciwi socjografowie – którzy potrafią na to pytanie odpowiedzieć?

Ciekawe byłoby prześledzić też rozgrywanie demokracji przez świetnie zorganizowaną mniejszość żydowską w Pierwszej Rzeczypospolitej. W gminach żydowskich prowadzono specjalne księgi tzw. „pinkasy”, w których zapisywano łapówki, wypłacane poszczególnym posłom. (Czy jakieś egzemplarze są w Muzeum Żydów Polskich?) Przypomina to dzisiejszy system lobbingu, podobno zresztą metody te zostały wykorzystane przez Żydów amerykańskich w opanowywanie tamtejszej demokracji.

I jeszcze jedno: w warunkach nadzwyczajnych, takich jak oblężenie miasta, epidemia czy klęska żywiołowa, należy natychmiast wyrzucać demokrację i wolny rynek. Utrzymywanie wolnego rynku w warunkach oblężenia doprowadziło do powstania Komuny Paryskiej.

Jeszcze ciekawostka językowa. Demos to lud po grecku, po łacinie populus. Demokrata, z grecka, to mąż stanu. Populista, z łaciny, to łobuz. Tak wyrokują żonglerzy słowami.

Natomiast krzykliwi obrońcy Konstytucji zapewne jej nie czytali, bo to stwór potworkowaty, spłodzony naprędce przez dwie konkurujące grupy masonów. Mówi się, że w gronach specjalistów stanowi ona pośmiewisko. Jest takie powiedzenie:

Lepiej mieć dobry rząd i kiepską konstytucję,

niż dobrą konstytucję i kiepski rząd.

Istnieje, oczywiście, możliwość, że ma się kiepski rząd i kiepską konstytucję, ale to przecież prawie niemożliwe.

Pytanie do Pana p.t. Cenckiewicza:

Dlaczego musimy się dowiadywać o ludziach tylko rzeczy złych, a tak mało mamy wieści budujących. Poznaliśmy przykrą sprawę pana Wałęsy, dlaczego nie możemy poczytać o bohaterskiej niewątpliwie przeszłości panów Bujaka, Frasyniuka i Borusewicza. Może to zrównoważyłoby ich obecne zacietrzewienie (co tu winien cietrzew?) po stronie zła?

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz