Tajemnice pałacu w Radomierzycach a sprawa Jaroszewiczów

Jerzy Rostkowski   

Był początek czerwca 1945 r. Wcześnie rano na dziedziniec pałacu w Radomierzycach wjechały trzy terenowe samochody pod dowództwem późniejszego premiera rządu PRL Piotra Jaroszewicza. Z aut wysiadło kilku cywilów i uzbrojeni żołnierze w polskich mundurach. Weszli do pałacowych oficyn. Dowodził wysoki mężczyzna w stopniu pułkownika. Przybysze zamierzali przeszukać zdeponowane w Radomierzycach pod koniec II wojny światowej ogromne niemieckie archiwum.

Jadąc do pałacu, nie wiedzieli jeszcze, co ono zawiera. Kilkadziesiąt lat później trzy najbardziej wtajemniczone w te poszukiwania osoby zostały zamordowane – wszystkie w tajemniczych okolicznościach. Był wśród nich peerelowski premier Piotr Jaroszewicz.

Latem 1944 r. w pałacu rozpoczęły się otoczone ścisłą tajemnicą prace budowlane. W jednej z oficyn poza głównym gmachem powstawało opancerzone pomieszczenie ze wzmocnioną podłogą, przypominające bankowy skarbiec. Po ukończeniu budowy skarbca do Radomierzyc zaczęły zjeżdżać ciężarówkami tajne, zebrane w całej Europie dokumenty. Raporty o przebiegu akcji trafiały bezpośrednio na biurko Waltera Schellenberga, szefa VI departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA). To świadczy o randze całego przedsięwzięcia, a także o znaczeniu archiwum dla niemieckich władz. Wskazuje również na osobę, której najbardziej zależało na ukryciu dokumentów, będących już po wojnie znakomitym punktem przetargowym w różnych rozgrywkach politycznych.

 

Misja Jaroszewicza

Pod koniec lat 70. XX wieku na ślad radomierzyckiego archiwum trafił Jerzy Rostkowski, pisarz i dokumentalista. Spotkał się wtedy ze znanym sudeckim przewodnikiem Tadeuszem Steciem. A po jego śmierci rozmawiał jeszcze z przyjaciółmi Stecia – Henrykiem Piecuchem i Andrzejem Nowickim.

Steć, współpracownik służb wywiadowczych, ujawnił, że w 1945 r. odwiedził Radomierzyce w poszukiwaniu zdeponowanych tam dokumentów. Pałac, nietknięty podczas wojny, został opuszczony przez mieszkańców. Pozostali natomiast okoliczni autochtoni, którzy wspominali, że przez ostatnie miesiące w majątku mieszkali również jacyś obcokrajowcy, prawdopodobnie Francuzi. Widzieli także polskich żołnierzy, którzy przyjechali na wyspę. Tymi ludźmi kierował Piotr Jaroszewicz, wówczas pułkownik LWP. To do Jaroszewicza trafiła informacja o ukryciu przez Niemców ważnych dokumentów w pałacu nad brzegiem Nysy. Jaroszewicz chciał, by nie była to oficjalna akcja wojskowa, lecz prywatne przedsięwzięcie, które pozwoliłoby mu się zorientować, co kryło się w Radomierzycach. Zabrał tylko zaufanych ludzi.

Z Jaroszewiczem byli m.in. Tadeusz Steć i ppłk Jerzy Fonkowicz, podczas wojny szef specjalnej grupy bojowej przy Sztabie Głównym Armii Ludowej i jednocześnie oficer Oddziału II Informacyjnego tej formacji. Był on także agentem sowieckiego wywiadu. Zasłużył się Sowietom akcją na lokal archiwum Armii Krajowej w Warszawie, kiedy to zdobyto materiały dotyczące przedwojennych komunistów. Przejęto wtedy również materiały dotyczące Armii Krajowej i przekazano je gestapo, co spowodowało później falę aresztowań żołnierzy AK. W 1945 r. płk Fonkowicz był szefem Oddziału III Zarządu Informacji LWP.

W ekipie Jaroszewicza znalazł się też mjr Władysław Boczoń. Przed wojną był szefem kontrwywiadu Armii Poznań, od 1940 r. służył jako oficer wywiadu ZWZ, a potem AK (pseudonim Pantera). Uczestniczył w “podwójnych grach” wywiadu Armii Krajowej, skierowanych przeciwko zakonspirowanym strukturom abwehry i gestapo. Dla Jaroszewicza był cennym ekspertem, znawcą tajemnic niemieckiego wywiadu.

W ekspedycji uczestniczyło także dwóch specjalistów zajmujących się przejmowaniem zabytków na terenach zajętych po wyparciu Niemców. Nie znali oni prawdziwego celu misji w Radomierzycach.

 

Akta Schellenberga

Po dotarciu na wyspę ekipa Jaroszewicza odnalazła w jednej z oficyn potężne sejfy wmurowane w ściany, w drugiej zaś (na piętrze) – wielkie pomieszczenie o ścianach wzmocnionych stalowymi płytami, zamknięte pancernymi drzwiami. Po sforsowaniu drzwi uczestnicy misji Jaroszewicza zobaczyli tysiące teczek zawierających tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy. – Były tam akta personalne, listy, plany; głównie archiwa wywiadu francuskiego, a być może także belgijskiego i holenderskiego – twierdzi Jerzy Rostkowski. Miało się tam także znajdować archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Były to dane o ludziach, ich ciemnych interesach i kolaboracji z Niemcami oraz wydarzeniach prowokowanych przez niemieckie tajne służby, w których uczestniczyły znane osobistości. Tymi sprawami zajmowała się jedna z grup VI departamentu RSHA, którym kierował Walter Schellenberg.

“Jaroszewicz z Fonkowiczem chyba nie znali niemieckiego lub znali ten język zbyt pobieżnie, bo często przysyłali umyślnego, zazwyczaj jakiegoś szeregowego, abym im przetłumaczył jakieś kwity.

Pamiętam, że Fonkowicz został gdzieś wezwany, musiał nagle wyjechać, a ja z Jaroszewiczem zostałem w Radomierzycach jeszcze dwa lub trzy dni. Cały czas tłumaczyłem. Jaroszewicz przebierał. Wybrał stosik dokumentów. Zrobił z nich dwie lub trzy niewielkie paczki. (…) Byłem akurat pod pałacem, razem z dwoma cywilami, specjalistami od zabytków, których zostawił Fonkowicz. Nagle na dziedziniec pałacu wpadła grupa czerwonoarmiejców z bronią gotową do strzału. Ani się obejrzeliśmy, jak ustawiono nas pod ścianą z rękami do góry. Na szczęście wyszedł Jaroszewicz, pogadał z dowódcą grupy, jakimś lejtnantem chyba. Czerwonoarmiści pognali nas w kierunku wioski, nie szczędzili kopniaków, doprowadzili do drogi Bogatynia – Zgorzelec i kazali iść, doradzając, abyśmy zapomnieli o pałacu i wszystkim, co widzieliśmy i słyszeliśmy” – tak mówił Tadeusz Steć, a jego słowa zanotował Henryk Piecuch.

Paczki z wybranymi dokumentami pozostały w samochodzie Piotra Jaroszewicza. Innymi archiwaliami w pałacu zajął się sowiecki wywiad. Zdaniem Jerzego Rostkowskiego, Rosjan mógł ściągnąć do Radomierzyc Fonkowicz. Żołnierze pojawili się przecież tuż po jego nieoczekiwanym wyjeździe z pałacu.

 

Likwidowanie świadków?

Pod koniec lipca 1945 r. radomierzyckie archiwum wyekspediowano do ZSRR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami.
– O istnieniu tych dokumentów wiemy z ujawnionych w latach 90. wspomnień wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki. Niewielką część archiwum pochodzącego z Radomierzyc, a także z zamków Czocha i Książ, Rosja sprzedała Zachodowi – twierdzi Jerzy Rostkowski. W Polsce, w prywatnym archiwum Piotra Jaroszewicza, pozostała część dokumentacji, nie wiadomo jednak, jakiej rangi.
Do lat 90. ubiegłego wieku dożyły trzy osoby przeglądające w czerwcu 1945 r. radomierzyckie archiwum: Piotr Jaroszewicz, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz. Wiadomo, że przez lata te trzy osoby utrzymywały z sobą kontakt.

Wszystkie trzy zostały zamordowane przez nieznanych sprawców; ofiary torturowano przed śmiercią. Piotra Jaroszewicza i jego żonę zabito w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. W nocy z 11 na 12 stycznia 1993 r. zamordowano Tadeusza Stecia, a Jerzego Fonkowicza – w 1997 r. W żadnym z tych zabójstw śledztwo nie wykazało motywu rabunkowego.

Jerzy Rostkowski w książce “Radomierzyce. Archiwa pachnące śmiercią” twierdzi, że morderstwa mogą mieć związek z dokumentami przejętymi w 1945 r. w Radomierzycach. Jeśli tak było, to Jaroszewicz, Steć i Fonkowicz zabrali tajemnicę do grobu.

 

Historia Pałacu

Radomierzyce to mała, położona nad Nysą Łużycką wioska, gdzie znajduje się ten wielki pałac. Został zbudowany w 1708 r. na wyspie otoczonej podwójną fosą. To jeden z najwspanialszych zabytków w tej części Europy.  Przez niemal trzy stulecia pałac w Radomierzycach gościł w swoich salonach m.in. króla Polski Augusta II Mocnego, króla Prus Fryderyka II Wielkiego, cesarza Niemiec Wilhelma I, czy choćby prezydenta Rzeszy von Hindenburga. Gośćmi byli tu też sławni artyści, poeci i generałowie. Sławni goście nie pojawiali się tu przypadkowo – fundatorem pałacu był Joachim Sigismund von Ziegler, podkomorzy Augusta II Mocnego. Zapisał posiadłość fundacji dobroczynnej. Pałac miał być siedzibą przytułku dla dwunastu szlachcianek i jednej ochmistrzyni (też arystokratki), które nie z własnej winy popadły w biedę. Żeby zamieszkać w Radomierzycach, musiały być pannami wyznania ewangelickiego i udokumentować szlacheckie pochodzenie od co najmniej czterech pokoleń. Od listopada 1728 r. w pałacu w Radomierzycach działał prowadzony przez ewangelicką fundację zakład dla arystokratek.

Von Ziegler zlecił zaprojektowanie pałacu najznakomitszym saksońskim architektom: Poeppelmanowi i Kocherowi. Podstawowe roboty budowlane zakończono w 1722 r., a przez następne 6 lat trwały prace wykończeniowe. Wnętrzem zajmowali się drezdeńscy rzemieślnicy. Jest tu 12 kominów, czyli tyle, ile miesięcy w roku; są 52 pary wielkich drzwi symbolizujące tygodnie, a 365 okien odnosi się do liczby dni w roku.


Izabela Brodacka

Kilka tygodni temu prokurator generalny Zbigniew Ziobro ogłosił, że zatrzymano trzech podejrzanych o zabójstwo Jaroszewiczów, z których dwóch przyznało się do winy. W tej samej sprawie w kwietniu 1994 r. zatrzymano czterech pospolitych przestępców uniewinnionych w 1998 r przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. Wyrok ten podtrzymał Sąd Apelacyjny.
Obecnie twierdzi się, że napadu rabunkowego na Jaroszewiczów dokonali trzej przestępcy funkcjonujący jako tak zwany „ gang karateków” rozbity w latach dziewięćdziesiątych. Podobno jeden z członków gangu z własnej inicjatywy przyznał się do tego zabójstwa ujawniając istotne szczegóły zbrodni.

Wiele osób zastanawia się co oznacza ten nagły zwrot w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów. Dobrze poinformowani wiążą  sprawę zabójstwa z tajemnicą niemieckiego archiwum umieszczonego pod koniec II wojny światowej w pałacu w Radomierzycach. Pałac w Radomierzycach został zbudowany w 1708 r. na wyspie otoczonej podwójną fosą.  Część budynków była przeznaczona na  przytułek dla pozbawionych rodzin arystokratek. Latem 1944 r. w jednej z oficyn pałacu powstawał rodzaj bankowego skarbca, w którym umieszczono tajne dokumenty. Akcją kierował Walter Schellenberg, szef VI departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA).

Informacja o ukryciu przez Niemców pałacu  ważnych dokumentów dotarła do Piotra Jaroszewicza  pułkownika Ludowego Wojska Polskiego.

W czerwcu 1945 roku Jaroszewicz wybrał się do pałacu. Towarzyszyli mu archiwum Rothschildów  Tadeusz Steć przewodnik oraz  ppłk Jerzy Fonkowicz, szef specjalnej grupy bojowej przy Sztabie Głównym Armii Ludowej i jednocześnie oficer Oddziału II Informacyjnego tej formacji oraz agent sowieckiego wywiadu. Fonkowicz był między innymi wykonawcą akcji na  archiwum Armii Krajowej w Warszawie, w której pozyskano materiały dotyczące przedwojennych komunistów. Przejęte materiały dotyczące Armii Krajowej komuniści przekazali gestapo, co spowodowało później falę aresztowań żołnierzy AK. W 1945 r Fonkowicz był szefem Oddziału III Zarządu Informacji LWP.
W ekipie Jaroszewicza znalazł się też major Władysław Boczoń. Przed wojną był szefem kontrwywiadu Armii Poznań, od 1940 r. służył jako oficer wywiadu ZWZ, a potem AK (pseudonim Pantera). Uczestniczył w „podwójnych grach” wywiadu Armii Krajowej, skierowanych przeciwko zakonspirowanym strukturom abwehry i gestapo.
Ekipa Jaroszewicza znalazła w jednej z oficyn pomieszczenie o ścianach wzmocnionych stalowymi płytami, zamknięte pancernymi drzwiami, a w nim tysiące teczek zawierających tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy – akta personalne, listy, plany, archiwa wywiadu francuskiego, belgijskiego i holenderskiego,  archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Gromadzeniem tych dokumentów  zajmowała się jedna z grup VI departamentu RSHA, którym kierował Walter Schellenberg.

Jaroszewicz wybrał sobie trzy niewielkie paczki dokumentów.

Ekipę Jaroszewicza przegnali z pałacu sowieccy żołnierze. Dokumentami z pałacu zajął się sowiecki wywiad, jednak wybrane dokumenty pozostały w samochodzie Jaroszewicza.

W lipcu 1945  archiwum wyjechało do ZSRR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma oraz archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami.

O ich  istnieniu wiemy z ujawnionych w latach 90. wspomnień wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki. Niewielką część archiwum pochodzącego z Radomierzyc, a także z zamków Czocha i Książ Rosja podobno sprzedała Zachodowi. Część dokumentów została w Polsce, w prywatnych zbiorach Piotra Jaroszewicza.

Piotr Jaroszewicz, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz utrzymywali ze sobą kontakt. Wszyscy trzej zostali zamordowani przez nieznanych sprawców, a przed śmiercią byli torturowani. Piotr Jaroszewicz i jego żona zginęli  w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. Tadeusza Stecia zamordowano  w nocy z 11 na 12 stycznia 1993 r. , a Jerzego Fonkowicza – w 1997 r. W żadnym z tych zabójstw śledztwo nie wykazało motywu rabunkowego.
Dobrze  poinformowana osoba (jej personaliów niestety nie mogę ujawnić) przekazała mi swoje poglądy na ten temat.. Otóż jak wiadomo w Radomierzycach wśród innych dokumentów znajdowało się archiwum rodziny Rothschildów zrabowane przez Niemców w Wiedniu. Właściciel tego archiwum zapłacił Niemcom za swoją głowę podobno $ 28 milionów. Archiwum jest niezbitym dowodem faktu negocjacji prowadzonych przez hitlerowców  jeszcze przed wojną w sprawie losu europejskich Żydów.

Jak powszechnie wiadomo przed II wojną światową Niemcy były ekonomicznym bankrutem. Byli zadłużeni w bankach całego świata między innymi w bankach Rothschildów. Charakterystyczne jest, że na początku wojny Niemcy izolowali Żydów w gettach lecz ich nie mordowali. Pozwalali również na wyjazdy z Niemiec rodzin żydowskich do innych krajów. Sprawa narodu żydowskiego była najprawdopodobniej wówczas kwestią negocjacji. W tej  sprawie zapewne jeździł Rudolf Hess do Anglii. Negocjacje nie dały rezultatu i Niemcy przystąpili do realizowania planu Endlösung der Judenfrage . Bogaci Żydzi Amerykańscy nie chcieli ratować swoich rodaków , a w każdym razie nie zamierzali za to płacić. Hess popełnił samobójstwo w więzieniu w Spandau w 1987 roku. Istniało podejrzenie, że osoba przetrzymywana w więzieniu w ścisłej izolacji nie był to Hess lecz jakiś jego sobowtór.

Jego zeznania mogłyby zmienić obraz historii, całkowicie zmienić poglądy na sprawę Holocaustu. Równie groźne byłoby ujawnienie archiwów z Radomierzyc. Hucpa wokół Polski wywołana przez wypowiedź ambasador Izraela wiąże się też zapewne ze sprawą archiwum. Chodzi o to żeby całkowicie odebrać wiarygodność polskiej narracji dotyczącej zagłady Żydów. W obecnej sytuacji ujawnienie zawartości archiwum Rothschildów zostałby potraktowane jako wybieg mający odwrócić uwagę od udziału Polaków w Holokauście.


 

Seweryn Blumsztajn oświadczył, że problemy z nowelizacją ustawy o IPN skończą się gdy zostanie przyjęta „ żydowska opowieść o Holokauście”.

Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że nie istnieje historia synkretyczna i wszelki próby jej napisania skazane są na porażkę podobnie jak próby stworzenia synkretycznej religii, czy też uniwersalnego języka ludzkości.

Nie istnieje również narodowa wersja historii czyli wersja wyznawana przez wszystkich bez wyjątku członków pewnej nacji.

Jaka zresztą miałaby być żydowska prawda o Holokauście?

Czy byłaby to prawda o instytucjonalnej maszynie śmierci, której trybikami – jak poświadcza Emanuel Ringelblum – byli sami Żydzi?

Albo prawda o negocjacjach dotyczących losów Żydów z Europy Wschodniej?

A może historia instytucjonalnego wyduszania z Żydów pieniędzy i kosztowności czego przykładem są dzieje rodu Rothschildów?

Za https://en.wikipedia.org/wiki/Louis_Nathaniel_de_Rothschild

Louis Nathaniel de Rothschild (w języku niemieckim Ludwig Nathaniel Freiherr von Rothschild) był austriackim baronem. Urodził się w Wiedniu 5 marca 1882 roku, a zmarł na zawał serca pływając w Zatoce Montego na Jamajce 15 stycznia 1955 roku.

Był właścicielem wspaniałego pałacu w Wiedniu, w którym znajdowała się bogata kolekcja dzieł sztuki i antyków.

Po przyłączeniu Austrii do nazistowskich Niemiec w marcu 1938 roku Louis Nathaniel został uwięziony przez nazistów, a następnie uwolniony po zapłaceniu rekordowego okupu w wysokości 21 mln USD.

Podczas pobytu w więzieniu odwiedził go Heinrich Himmler, który potem nakazał, by poprawić warunki w jakich Rothschild był więziony. Pomimo próśb brytyjskiej królowej Marii, Rothschild pozostawał w więzieniu co najmniej do lipca 1938 roku, a jego majątek znalazł się pod kontrolą niemieckiego „komisarza”.

Louis ostatecznie otrzymał zgodę na wyjazd z Austrii, przeżył Holokaust i II wojnę światową.

Cały majątek Rothschilda został zrabowany i przeszedł w ręce aryjskie. Większość obrazów przejęło państwo austriackie, które nie zezwoliło na wywóz dzieł sztuki z kraju. W 1998 roku rząd Austrii zwrócił jednak ponad 200 dzieł sztuki spadkobiercom Rothschilda; dzieła te zostały przekazane do domu aukcyjnego Christie’s w Londynie na aukcję, przeprowadzoną w 1999 roku.

W 1946 Louis ożenił się z hrabiną Hildegardą Johanną von Auersperg (1895–1981). Mieszkał w miejscowości East Barnard w stanie Vermont (Stany Zjednoczone) oraz w Wielkiej Brytanii. Zmarł bezdzietnie.

Najważniejszym pałacem Rothschildów w Wiedniu był pałac Alberta Rothschilda. Pałac znajdował się na Heugasse 26 (dzisiaj Prinz-Eugen-Straße 20-22),w 4 dzielnicy Wiednia. Został zaprojektowany i zbudowany przez francuskiego architekta Gabriela-Hippolyte Destailleur w latach 1876-1884. Pałac rozebrano w 1954 roku.

Wejście do pałacu było zdominowane przez ogromne marmurowe schody na ścianach wisiały gobeliny, lustra i obrazy. Sufity w sali balowej zdobiły freski Jeana de Witta i Tiepolo, stiuki pokryte złotem oraz kryształowe kandelabry. Podłogi wyłożono intarsjowanymi  parkietami z rzadkich gatunków drewna, a meble wykonano w stylu Ludwika XVI. W niszę pomiędzy salą balową a jednym z salonów wbudowano duży orchestrion.

W budynku było również prywatne obserwatorium astronomiczne wyposażone w liczne teleskopy gdyż baron interesował się astronomią.

Po aneksji Austrii przez Niemcy w 1938 roku rodzina Rothschildów została zmuszona do ucieczki i udała się na wygnanie do Wielkiej Brytanii. Zbiory barona Louisa von Rothschilda – obrazy, rzeźby meble, książki, zbroje i monety zostały przejęte i wywiezione, a Gestapo przeznaczyło budynek na swoją kwaterę główną w Wiedniu. Adolf Eichmann urządził w pałacu Centralną Agencję do spraw Emigracji Żydów w Wiedniu, której zadaniem było odbieranie żydowskim obywatelom Austrii pieniędzy i majątku oraz przetrzymywanie ich dla okupu, który płacili w nadziei otrzymania zgody na emigrację. Często jednak nawet po spełnieniu wszystkich żądań ofiary wysyłano do obozu koncentracyjnego. Między sierpniem a listopadem 1938 roku Eichmannowi udało się zmusić blisko 45 000 Żydów do emigracji z Austrii.

Baron Albert von Rothschild został podobno zmuszony do podpisania dokumentu w którym udzielał zgodę na konfiskatę swojej kolekcji dzieł sztuki oraz przejęcie całego majątku Rothschildów w Austrii przez rząd Niemiec w zamian za zwolnienie jego brata z obozu koncentracyjnego w Dachau i bezpieczny wyjazd ich obu z Austrii.

Ogółem skonfiskowano w Wiedniu 163 kolekcje o wartości 93 miliardów Reichsmarek (RM). Wśród nich były  122 obrazy wybrane przez Hitlera do planowanego przez niego muzeum w Linzu.

Wraz z rozpoczęciem Endlősung ( ostateczne rozwiązanie)  gestapowski urząd ds. emigracji zakończył działalność. Szefem Centralnej Agencji został Alois Bruner. Jak twierdzi mój informator Alois Bruner mieszkał po wojnie w Damaszku i jeszcze w latach 1991-1992 widywano go na ulicach miasta; podobno pracował jako doradca rządu i nikt go nie ścigał.

Liczne przeszkody administracyjne uniemożliwiły niemal wszystkim austriackim Żydom, którzy przeżyli wojnę, odzyskanie ich własności czy wypłatę adekwatnego odszkodowania.

Ostatecznie baron podarował pałac wraz z ogrodami i majątkiem rządowi Austrii pod warunkiem przeznaczenia przychodów na fundusz emerytalny dla byłych pracowników Rothschildów.

W 1954 roku pałac został rozebrany. Wszelkie wartościowe elementy pałacu, jakie jeszcze w nim pozostały, jak kandelabry, stolarka czy kominki zostały sprzedane do domu aukcyjnego Dorotheum  po minimalnej cenie, znacznie niższej od ich wartości. Duży orchestrion został częściowo zniszczony, ale niektóre jego elementy można jeszcze zobaczyć w Kunstrhistorisches Museum.

W pałacu Ludwiga (Louisa) Rothschilda znajdowało się nie tylko archiwum bankowe ale także archiwum Gestapo i  organizacji zmuszającej Żydów do emigracji za pieniądze. Było więc dowodem, że dla Niemców każdy Żyd był po prostu aktywem finansowym.

Być może to właśnie  śmiercionośne archiwum ostatecznie trafiło do rąk Jaroszewicza.


Źródła: wikipedia, warszawskagazeta.pl, iluminaci.pl

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz