Co naprawdę dzieje się w Syrii?

W sprawie wydarzeń w Syrii mamy do czynienia nie tylko z wojną militarną, ale także wojną dezinformacyjną mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Bartłomiej Grysa z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

http://assets.nydailynews.com/polopoly_fs/1.3932101.1523633746!/img/httpImage/image.jpg_gen/derivatives/article_750/syria-news-guide.jpg

Temperatura wokół Syrii gwałtownie wzrasta a my jesteśmy w pewnym sensie ofiarami otaczającej ją wojny dezinformacyjnej. Jak Pan postrzega konflikt dotyczący rzekomego ataku chemicznego wojsk prezydenta Asada?

Myślę, że mamy do czynienia z działaniami jednego spośród ugrupowań walczących o wpływy w Syrii, w tym wypadku Armii Islamu (Dżejsz Al-Islam). Z kolei w Ghucie, gdzie miał miejsce atak chemiczny w 2013 roku, odkryto warsztaty ‫Frontu An-Nusra (Dżabhat An-Nusra) z gotowymi pojemnikami z chlorem oraz notatki z planami ataku. Wszystko było przygotowane na zajęcie Dumy przez wojska rządowe, by całe odium spadło na Asada w czasie uprzednio przygotowanego ataku chemicznego. Jak widać — rebelianci przekonali USA, Wielką Brytanię i Francję do konkretnych działań…

Sytuacja przypomina to, z czym mieliśmy do czynienia w przeszłości, przy okazji wojny w Iraku. Przypomnijmy, iż administracja amerykańska przekonywała wtedy cały świat, że po całym kraju jeżdżą zdalne laboratoria chemiczne. Okazało się to czystą dezinformacją. O Syrię, podobnie jak wcześniej o Irak, toczy się gra pomiędzy różnymi mocarstwami i frontami, i nikt tu nie jest bez winy. O własne interesy grają: USA, Turcja, Rosja, Katar, Iran, Izrael i Kurdowie. Nie dziwi zatem w tym kontekście fakt, że mamy do czynienia z kolejną wojną informacyjną, a obecnie również z atakami bombowymi na syryjskie cele wojskowe. Kurdowie, którzy także walczą w szeregach ISIS, próbują na rożne sposoby rozszerzać wpływy tzw. Kurdystanu, czyli ziem wciąż zagrabianych asyryjskim chrześcijanom. W różnych okresach w ISIS walczyło ich około 500, kształconych w szkołach koranicznych na terenie Iraku. Są oni od lat wykorzystywani jako siła odśrodkowa na Bliskim Wschodzie. To samo ma miejsce teraz. Trudno ocenić, czy to oni stoją pośrednio bądź bezpośrednio za atakiem chemicznym, do którego doszło w Dumie.

 

Pamiętajmy w każdym razie, że w konflikt o władzę w Syrii zaangażowanych jest obecnie ponad 60 ugrupowań. Dlaczego zatem wszyscy „wielcy tego świata” twierdzą, że to Asad zaatakował swoich obywateli?

Nie bronię stanowiska Rosji w konflikcie syryjskim. Nie uważam też, że cała administracja amerykańska kieruje się wyłącznie chęcią zdobycia nowego przyczółku na Bliskim Wschodzie. Mamy tu jednak z pewnością do czynienia z jakąś bardzo brudną polityką pod płaszczykiem wprowadzania demokracji, co obserwowaliśmy już w Iraku.

 

Dzisiaj za wcześnie na wskazywanie głównego rozgrywającego obecnej sytuacji?

Nigdy się tego prawdopodobnie nie dowiemy. To wojna totalna, w której jedyną siłą broniącą zwykłych obywateli są wojska rządowe i rosyjskie. Rosjanie dbają przy tym również o mniejszości religijne. Dowodem na to są oficjalne podziękowania biskupów i patriarchów za obronę swoich wiernych przez Rosjan. Jednak motywacje uczestników tej rozgrywki stanowią dla nas znaki zapytania. Możemy mieć jednak pewność, że każdy dąży do rozszerzenia swojego terytorium i wpływów kosztem syryjskiej suwerenności. ISIS zostało mocno osłabione, ale ci ludzie nie zniknęli. Zmieniają barwy, przewerbowują się i emigrują m.in. do Europy. Tamtejsza wojna ma zatem charakter wielostronny.

 

Najnowsze wypowiedzi polityków światowych mocarstw, a także ruchy wojsk w rejonie Bliskiego Wschodu wykraczają poza poziom, do którego się przyzwyczailiśmy. Czy w Pana ocenie realna jest groźba poważnego konfliktu, w którym po przeciwnych stronach staną wielkie państwa?

Tak, ponieważ prezydent Trump jest — jak słychać z jego wypowiedzi — zwolennikiem polityki prowojennej, jakkolwiek ją rozumieć: jako wojnę obronną, tzw. sprawiedliwą, czy prewencyjną. Trzeba tu przywołać słowa Jana Pawła II, który przed rozpoczęciem konfliktu irackiego ostrzegał przed nim wyraźnie mówiąc, że może on rozlać się na cały Bliski Wschód. Dziś widzimy, że ten proces się pogłębia, chociaż byli i tacy ludzie, jak Michael Novak, którzy próbowali teologicznie usprawiedliwiać interwencję w Iraku. Okazało się, że ze sprawiedliwością nie miała ona za wiele wspólnego…

Pamiętajmy też, że za czasów Saddama Husajna Irak nie miał zapisu w konstytucji o tym, iż jest państwem islamskim, choć był dyktaturą — tego nie da się ukryć. Po „zaprowadzeniu pokoju” oraz „wprowadzeniu demokracji” w tym państwie taki zapis – przecież antydemokratyczny – znalazł się w konstytucji! Tracą na tym przede wszystkim chrześcijanie i inne autochtoniczne społeczności niemuzułmańskie, których jest w tym kraju coraz mniej

Oczywiście, obecnie w Syrii rządzi reżim, ale stosunkowo łagodny. Pamiętajmy, że mówimy tu o bliskowschodnich „standardach” sprawowania władzy. Chrześcijanie pod rządami Asada pozostawali w dość dobrej kondycji, dlatego większość z nich wciąż widzi szansę na stabilizację w powrocie do władzy Asada na terenie całej Syrii. Postrzegają to jako najbardziej pragmatyczne wyjście z tej totalnej wojny, w którą właśnie włączyły się Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja. Działania tej koalicji, skierowane przeciwko Asadowi, mogą doprowadzić do rozczłonkowania Syrii na strefy wpływów sześćdziesięciu kilku ugrupowań islamskich i kurdyjskich, które będą kontrolowane pieniędzmi z „demokratycznego” Zachodu. 

Rozmawiał Roman Motoła

Za: Pch24.pl

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz