Baumanizm kulminacją postmodernizmu, cz.II

Jan Koziar

Baumanizm kulminacją postmodernizmu, czyli racjonalizm powroźnikiem a normy moralne pętlą

Broszurę niniejszą dedykuję grupie patriotycznej młodzieży wrocławskiej, która przeszkodziła w 2013 roku w wygłaszaniu przez Zygmunta Baumana referatu w Uniwersytecie Wrocławskim.

CZĘŚĆ I

6. Autorska synteza baumanizmu: Racjonalizm powroźnikiem a normy moralne pętlą
Po zapoznaniu się z oboma dziełami Baumana powstaje pytanie – jak one mają się do siebie? Syntezy dokonuje sam autor pisząc (s.176):
… społeczeństwo wraz z przepisami, które firmuje, podtrzymuje jaźń moralną w ten sam sposób w jaki pętla podtrzymuje wisielca. Normy są tu pętlą, a rozum powroźnikiem [wytłuszczenie J.K.].
Bardzo to obrazowe a przez to dobrze zrozumiałe. Ten nowy system należy opatrzyć mianem „baumanizmu”. Powstaje jednak kolejne pytanie – co z tego nowego tworu wynika? Przyjrzymy się temu zagadnieniu w następnym rozdziale.
 
7. Baumanizm i jego wersja zredukowana do etyki Baumana
Czy społeczeństwo, stosujące oba zakazy Baumana, może istnieć? Raczej nie. Przymierzmy to do, opisywanego w pierwszym dziele Baumana, Holokaustu. Gdyby Niemcy i ich ofiary – Żydzi zastosowali do siebie baumanizm wcześniej, to rzeczywiście do żadnego Holokaustu (w sensie eksterminacji Żydów przez Niemców) by nie doszło, ale tylko dlatego, że obie nacje same by wcześniej (i niezależnie od siebie) wymarły. Baumanizm zgotowałby każdej z osobna jej własny holokaust.
W pewnym szczególnym przypadku istnienie jest jednak możliwe. Mianowicie wtedy, gdy jedna nacja, stosująca na własny użytek tylko drugi zakaz Baumana (zakaz norm moralnych), wpaja drugiej nacji oba zakazy, obezwładniając ją umysłowo, i zaczyna nią zarządzać jak stadem bydła (8). Wtedy ta druga grupa może przetrwać. Ale powstaje pytanie, czy nadal jest nacją czy chociażby społeczeństwem? Na pewno już nie!
Powstaje teraz pytanie postawione wcześniej – jaki system wyznaje sam Bauman? Gdyby stosował do siebie oba zakazy, to w ogóle byśmy o nim nie słyszeli. Siedziałby w jakimś przytułku dla umysłowo upośledzonych i nigdy
by nie napisał książek, którymi nam dzisiaj chce zrobić wodę z mózgu. Jego kariera życiowa, zaczynająca się od udziału w eksterminacji resztek polskiego podziemia niepodległościowego dokumentuje, że rzeczywiście nie posługuje się żadnym kodeksem etycznym (9). Natomiast rozumem posługuje się świetnie. Nie stosuje więc do siebie swojego pierwszego zakazu. Można więc wyróżnić dwa rodzaje baumanizmu: baumanizm pełny (z oboma zakazami), który jest nam zalecany i baumanizm zredukowany (bez pierwszego zakazu), który Bauman (et consortes) stosuje na własny użytek.
Baumanizm zredukowany, czyli sama etyka Baumana (działanie bez norm etycznych) jest stary jak świat i zupełnie trywialny. Baumanizm pełny to rzeczywiście coś nowego, czym postmodernizm może się pochwalić. Baumanizm zredukowany, mimo że trywialny, to jednak dzięki Baumanowi dorabia się statusu naukowego, który pozwala  jednocześnie uhonorować nazwisko jego kodyfikatora.
 
8. Etyka Baumana w Holokauście – problem żydowskiej kolaboracji
a. Fałszywa interpretacja Baumana
Bauman rozmija się zasadniczo z prawdą obciążając Holokaustem racjonalizm, którym kierowali się zarówno hitlerowcy jak i ich żydowscy kolaboranci. Obie strony faktycznie działały bardzo inteligentnie. Jednak rzeczywistym powodem Holokaustu był brak po obu stronach ogólnie przyjętych norm etycznych. W pierwszym rzędzie brak odwiecznej zasady „nie zabijaj”. Bauman jednak takie ogólnie przyjęte normy neguje. Na ich miejsce wprowadza zasadę, że każdy ma prawo kreować swoje zasady postępowania. I zarówno hitlerowcy jak i ich żydowscy kolaboranci
(10) to właśnie robili. I to samo robił Bauman za młodu. Powinien więc popatrzeć w lustro a nie szukać przyczyn wokół siebie, przekazując nam fałszywe interpretacje.
Te interpretacje zresztą trzeba traktować nie jako niezamierzony błąd a jako świadome odwodzenie nas od  właściwego zrozumienia zjawiska hitleryzmu i żydowskiej kolaboracji i przy okazji zniechęcanie nas do naszej kultury.
 
b. Kolaboracja – opis Hannah Arendt
Rozmiar żydowskiej kolaboracji z hitlerowcami w realizacji Holokaustu jest zdumiewający. Sprawę nagłośniła swego czasu Hannah Arendt po procesie Eichmanna, który odbył się w Jerozolimie w 1961 roku.
Autorka pisze, że Eichmann nie oczekiwał od Żydów
że będą podzielali powszechny entuzjazm z powodu własnej zagłady, oczekiwał jednak czegoś więcej niż uległości; oczekiwał mianowicie – a jego oczekiwania spełniły się w stopniu nadzwyczajnym – współdziałania. Była to  naturalnie podstawa wszelkiej jego działalności. (…) Gdyby nie pomoc Żydów w pracy administracyjnej i działaniach policji – jak wspomniałam, wyłapanie wszystkich Żydów berlińskich było wyłącznym dziełem policji żydowskiej – zapanowałby kompletny chaos bądź też doszłoby do poważnego obciążenia niemieckiej siły roboczej. (…) – s. 152.
Dla Żydów rola jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii. (…)– s.153.
Wszędzie, gdzie żyli Żydzi, istnieli uznani przywódcy żydowscy, i to właśnie oni, niemal bez wyjątku, współdziałali w ten czy inny sposób, z takiej czy innej przyczyny, z nazistami. Cała prawda przedstawia się tak, że gdyby naród żydowski był istotnie niezorganizowany i pozbawiony przywództwa, zapanowałby chaos, a na Żydów spadłby ogrom nieszczęść, ale liczba ofiar z pewnością nie sięgnęłaby od 4,5–6 milionów ludzi. Według obliczeń Freudingera mogła się uratować mniej więcej połowa, gdyby nie trzymać się zaleceń rad żydowskich. (s. 162)
 
Dalej autorka potwierdza ten szacunek własnymi przybliżonymi rachunkami.
W liście do Gershoma Scholema (publikowanym w zakończeniu swojej książki) Arendt pisze, że kwestia żydowskiej kolaboracji, która pojawiła się na procesie Eichmana
stanowi element tak zwanej „wymykającej się nam przeszłości’” i że jest przekonana, że uporamy się z naszą  przeszłością [podkreślenia JK] jedynie pod tym warunkiem, że zaczniemy ją osądzać i zdobędziemy się wobec niej na uczciwość. (s. 399)
Z tym ostatnim pojawiły się jednak problemy. Hannah Arendt spotkała się z atakami ze strony środowisk żydowskich i z ostracyzmem swojego środowiska a prawda o kolaboracji żydowskiej jest raczej ukrywana niż wyjaśniana.
W tej sytuacji podjęcie tematu przez Baumana po prawie dwóch dekadach od procesu Eichmana, jest dużym  wydarzeniem, niezależnie od tego jak je należy ocenić.
 
c. Kolaboracja – opis Zygmunta Baumana
Specyfiką twórczości Baumana są jakieś dziwaczne sprzeczności. Autor sprzeciwia się czemuś, z czym się później utożsamia lub neguje coś, co później potwierdza. Tak mają się sprawy z relatywizmem etycznym i tak jest ze świadectwem Hannah Arendt. Autor rozpoczyna rozdział „Pozyskiwanie współpracy ofiar” od krytyki opinii Hannah Arendt pisząc:
Pamiętna opinia Hannah Arendt, że liczba ofiar Zagłady byłaby znacznie mniejsza, gdyby nie dokonania żydowskich kolaborantów i gorliwość Judenratów, przy bliższym zastanowieniu wydaje się nie do obrony. 
I podaje swoje wątpliwości. Zaraz potem jednak przystępuje do szerokiego opisu tejże kolaboracji, w rozdziale liczącym 65 stron, czyli o wiele obszernej niż robi to Hannah Arendt (29 stron), a który w pełni potwierdza opinie krytykowanej autorki. Przedstawimy poniżej tylko fragment tego rozdziału:
 
Wydaje się jednak, że gdyby Żydzi nie współpracowali z nazistami tak gorliwie i masowo, przeprowadzenie skomplikowanej operacji ludobójczej nastręczyłoby jej administratorom nieporównanie większe trudności organizacyjne, techniczne i finansowe. Wspominałem już w pierwszym rozdziale, że przywódcy skazanych na zagładę społeczności żydowskich wykonywali większość wstępnych czynności biurokratycznych, niezbędnych do  przeprowadzenia owej operacji (dostarczali nazistom danych statystycznych i prowadzili akta ich przyszłych ofiar), nadzorowali działalność produkcyjną i dystrybucję dóbr koniecznych do utrzymania ofiar przy życiu w okresie poprzedzającym ich transport do komór gazowych, organizowali wewnętrzną policję w obrębie getta, aby obowiązki związane z utrzymywaniem porządku i przestrzeganiem prawa nie angażowały energii i środków sprawców ich uwięzienia, zapewniali płynny przebieg procesu zagłady, dokonując selekcji obiektów [osób, J.K.] potrzebnych do realizacji kolejnych etapów tego procesu, dostarczali wyselekcjonowane obiekty [osoby] do miejsc, z których można je było zabrać, unikając zbędnego zamieszania, organizowali wreszcie środki finansowe  potrzebne do opłacenia tej ostatniej podróży. Zagłady dokonano by zapewne i bez tej istotnej i wielostronnej pomocy – zapisałaby się ona jednak w historii jako inne, być może nieco mniej porażające wydarzenie, jako jeszcze jeden akt masowej przemocy dokonany na bezbronnej ludności przez krwiożerczych agresorów, kierujących się żądzą zemsty lub nienawiścią etniczną. Współpraca ofiar powoduje jednak, że Zagłada stawia historyka i socjologa przed całkowicie nowym wyzwaniem. (s. 251-2)
No i Bauman postanowił temu wyzwaniu sprostać, obciążając Holokaustem europejski racjonalizm. Tymczasem obciążyć trzeba nim etykę Baumana, czyli wyzucie się z norm etycznych obu kolaborujących stron.
Trywialna etyka Baumana nie wyczerpuje oczywiście problemu. Potrzebne są bardziej dogłębne analizy. Wykonała je Ewa Kurek (11), dochodząc do zaskakujących odkryć kulturowych.
 
d. Kolaboracja – analizy Ewy Kurek
Ewa Kurek pisze:
Wszystko wskazuje na to, że problem współpracy Żydów europejskich z władzami hitlerowskimi Niemiec przy zamordowaniu żydowskiego narodu stanowi klucz do zrozumienia zagłady w ogóle, a do zagłady polskich Żydów w szczególności. Mówiąc inaczej, aby zrozumieć, co tak naprawdę w czasie drugiej wojny światowej stało się z częścią żydowskiego narodu zamieszkującego Europę, należy odpowiedzieć na pytanie, czy Niemcy zdołaliby wymordować sześć milionów Żydów europejskich, gdyby nie fakt, że właśnie wśród Żydów znaleźli gorliwych współpracowników i wykonawców swych zbrodniczych planów. (s. 168)
Autorka przeprowadza szacunek ilości osób zaangażowanych we współpracę z hitlerowcami na podstawie danych liczbowych łódzkiego getta. Na 163 tys. jego mieszkańców ponad 10 tys. działało w jego administracji, co daje ok. 6%. Ponieważ byli to prawie wyłącznie mężczyźni zatem (z pominięciem kobiet i dzieci) daje to około 15%. (s. 171–172). Procent ten był o wiele wyższy wśród inteligencji żydowskiej. Autorka szacuje, że
co najmniej 1/3 lub, co bardziej prawdopodobne, nawet 2/3 żydowskich inteligentów (adwokatów, lekarzy, urzędników) pełniło rolę katów własnego narodu. (s. 172)
Ewa Kurek zamieszcza w swej książce obszerne fragmenty relacji Żydów, bezpośrednich świadków życia w getcie warszawskim, które pokazują jak ta kolaboracja wyglądała w praktyce. Przytoczymy tylko fragmenty tych fragmentów.
Relacja Władysława Szpilmana:
Znów przypomnieli sobie o nas Niemcy. Jednakże tym razem z pewną drobną różnicą: nie oni sami mieli się nami zająć; obowiązek przeprowadzenia łapanki przeniesiono na żydowską policję i żydowski urząd zatrudnienia. Henryk miał rację, nie chcąc wstąpić do policji i nazywając ją zgrają bandytów. Składała się ona głównie z młodych ludzi pochodzących z zamożnych warstw. Mieliśmy wśród nich sporą grupę znajomych i tym większe ogarniało nas obrzydzenie, im wyraźniej zauważaliśmy, jak jeszcze niedawno przyzwoici ludzie, którym podawało się rękę i których traktowało się jak przyjaciół, przeradzali się w kanalie. Zarazili się duchem gestapo, tak należałoby to chyba nazwać. Z chwilą gdy wkładali mundury i czapki policyjne i dostawali pałki policyjne, stawali się zwierzętami. Ich  najważniejszym celem było nawiązanie kontaktów z gestapowcami, usługiwanie im,  paradowanie razem z nimi po ulicach, zadawanie szyku znajomością języka niemieckiego oraz popisywanie się przed swoimi szefami brutalnością wobec ludności żydowskiej. (…) W czasie wielkiej łapanki w maju okrążyli ulice z  precyzją godną rasowych SS-manów, biegali w swych szykownych mundurach, wrzeszczeli głośno i brutalnie wzorem Niemców, a także tłukli ludzi gumowymi pałkami. (s. 172)
Relacja Emanuela Ringelbluma:
W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się też straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji polegającej na prowadzeniu swoich na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonywała. Obecnie mózg się sili nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi – przeważnie inteligenci,
byli adwokaci (większość oficerów [policji żydowskiej] była przed wojną adwokatami) – sami przykładali rękę do zgłady swych braci. (…)
Niejedna kryjówka została „nakryta” przez policję żydowską, która zawsze chciała być plus catholique que le pape, by przypodobać się okupantowi. Ofiary, które znikały z oczu Niemców, wyłapywał policjant żydowski. (…) Do  powszechnych zjawisk należało, że zbójcy ci za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy „Kohna i Hellera” lub na zwykłe wozy ciężarowe. Bezlitośnie, z wściekłością obchodzili się z ludźmi stawiającymi opór. Nie zadawalali się złamaniem oporu, surowo, bardzo surowo karali „winnych”, którzy nie chcieli dobrowolnie pójść na śmierć (…) – s. 178.
Ewa Kurek rozwiązała zagadkę Ringelbluma ”jako to się stało?” sięgając do zasad judaizmu (a nie jak Bauman do kultury europejskiej) i odkryła, że nie obowiązuje tam zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Grupa Żydów lub jednostka może się ratować kosztem innych, kiedy inaczej nie może się uratować. Jest to ujęte w prawie współczesnego państwa Izrael (autorka załącza kopie odpowiednich paragrafów), w którym byli członkowie policji żydowskiej nie są karani, jeżeli wykażą, że wysyłanie rodaków na śmierć było jedynym sposobem zachowania własnego życia.
Jak wiadomo większość z nich i tak go nie zachowała.
e. Problem żydowskich żołnierzy Hitlera
W 2005 roku ukazało się u nas tłumaczenie książki amerykańskiego historyka Bryan Mark Rigg’a zatytułowane „Żydowscy żołnierze Hitlera”.
Dotyczy ono osób pochodzenia mieszanego tzw. mischlingów, których ok. 150 tysięcy służyło w Wermachcie.
Ewa Kurek pisze:
Kwestią przyszłych badań historycznych pozostaje ocena, w jaki sposób siła 150 tysięcy żydowskich żołnierzy zaważyła na militarnym kształcie sukcesów armii hitlerowskiej oraz ustalenie czy i w jaki sposób Żydzi w niemieckich mundurach uczestniczyli w mordowaniu własnego narodu. (s. 169)
Otóż bezpośredni udział w Holokauście mógł mieć miejsce podczas masowych egzekucji na terenach wschodniej Europy, po przekroczeniu przez wojska niemieckie w czerwcu 1941 roku niemiecko-sowieckiej granicy z końca 1939 roku. Niemcy nie bawili się tam w zakładanie gett i organizowanie Judenratów, tylko masowo rozstrzeliwali Żydów w jarach, rowach przeciwczołgowych i świeżo wykopanych dołach. Palili ich też w stodołach. Robiły to specjalne jednostki Einsatzgruppen, ale korzystały one często z pomocy Wehrmachtu. Tak więc służący w nim Żydzi mogli brać udział w tych masowych mordach przyczyniając się bezpośrednio do Holokaustu.
Zygmunt Bauman, chcąc pomniejszyć rozmiary żydowskiego udziału w Holokauście, wskazuje na fakt, że część Żydów zginęła właśnie na wschodzie Europy – poza gettami i obozami koncentracyjnymi (12). Jednakże i tu musiała zachodzić – jak widać – w sporym stopniu kolaboracja.
f. Polski przykład zasady: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Wyniki badań Ewy Kurek uświadamiają nam, że – uważana przez nas za ogólnoludzką – zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” wcale nie jest ogólnoludzka i w kulturze (cywilizacji) żydowskiej nie obowiązuje. Obowiązuje oczywiście w cywilizacji europejskiej i została wyeksponowana (jak pisze E. Kurek) w „Trzech muszkieterach” Aleksandra Dumasa.

Dobry przykład funkcjonowania tej zasady w kulturze polskiej został opisany przez sowieckiego pisarza Izaaka Babla. Świadectwo tym cenniejsze, że źródło pochodzi z zewnątrz. Babel służył w Konarmii Budionnego i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. W wojnie tej, wzięci do niewoli oficerowie polscy byli likwidowani (preludium Katynia). Jeżeli wzięcie do niewoli nie następowało znienacka, wszyscy żołnierze zrzucali mundury by chronić oficerów, którzy w tej sytuacji stawali się nierozpoznawalni. Babel opisuje sytuację, której sam był świadkiem:

Dzisiejszych jeńców wzięliśmy o świcie koło stacji Zawady. Było ich dziesięciu, kiedyśmy ich brali. Kupa mundurów poniewierała się koło Polaków, to był ich wybieg, żebyśmy nie odróżnili oficerów od szeregowych. Sami rzucali swoją odzież /…/. Oficery wasze gady – powiedział dowódca szwadronu – oficery wasze rzuciły tu ubranie… Na kogo się nada, temu deska, zaraz spróbuję … I tu szwadronowy z kupy łachów wybrał czapkę z lampasem i wcisnął ją staremu na głowę. W sam raz – wymamrotał Trunow, przysuwając się i postękując – w sam raz… – i wsunął jeńcowi szablę w gardło (13).
9. Etyka Baumana u podstaw III. RP
a. Zasada: Pierwszy milion trzeba ukraść
Wszyscy pamiętamy jak modna była w III. RP, zwłaszcza w jej początkach, zasada: „pierwszy milion trzeba ukraść”. Nie był to dowcip ani jakaś marginalna dewiacja. Studenci kierunków ekonomicznych często stwierdzali w ankietach, że w początkach kapitalizmu trzeba działać nieuczciwie a dopiero po dojściu do dobrobytu rynek kreuje działania uczciwe. Takie podejście dorobiło się nawet naukowej terminologii jako „etyczny permisywizm rynkowy”.
To właśnie należy do etyki Baumana. Żadnych norm etycznych! Kradzież idzie zawsze w parze z kłamstwem, które ją maskuje. Odrzucenie norm „nie kradnij” i „nie kłam” legło u ideologicznych podstaw III. Rzeczypospolitej, której „elitarny Jasnogród” bił takim właśnie blaskiem na całą resztę kraju, próbując oświecić ciemne masy, wierzące jeszcze w jakąś prawdę i zasady etyczne.
Przyjęcie takiej ideologii ułatwiało wcześniejsze marksistowskie rozumienie genezy kapitalizmu jako ustroju wywodzącego się z żądzy zysku, kantów i szachrajstwa. Wiedza o początkach kapitalizmu, opartych w rzeczywistości na protestanckiej etyce gospodarczej, wyeksponowanej przez Maxa Webera (14) i Richarda H. Tawneya (15), nie była i nie jest u nas rozpowszechniona.
b. Filozofia ekonomiczna III. RP
Filozofia nieuczciwości ekonomicznej była u nas szerzej rozwijana w różnych wypowiedziach. Za sztandarową można uznać poniższą, autorstwa pana Przemysława K. (16)
Co jest /…/ bardziej korzystne: uczciwa niegospodarność, nieumiejętność wykorzystywania środków czy działalność oszustów, których przestępcza aktywność koniec końców przyczynia się do rozwoju całego systemu gospodarczego?
Moralistami są zaś najczęściej ci, którzy nie mają wyobraźni, albo nigdy nie stanęli wobec realnej pokusy.
I taka filozofia była wyznawana przez elity III. RP, dowodząc ich moralnej i intelektualnej degeneracji a w ich mniemaniu – wyższości.
c. Kontrprzykład Romana Kluski
Mało chwalebny okres naszej transformacji ustrojowej dysponuje kapitalnym kontrprzykładem na powyższą,  kryminalną a przy tym fundamentalnie fałszywą ideologię. Są nim dokonania z gruntu uczciwego biznesmena Romana Kluski, który wysunął się na czoło polskiej gospodarki a zniszczony został właśnie przez entuzjastów złodziejskiego światopoglądu.
Roman Kluska był twórcą znanej firmy komputerowej „Optimus”. Stworzył ją już w 1988 roku z niczego, nie  posiadając żadnych kapitałów poza swoimi zdolnościami i uczciwością. Zupełnie jak w dawnej purytańskiej Ameryce. W latach 90. ub. wieku należał do grupy najbogatszych ludzi w Polsce. W 2000 roku sprzedał firmę, gdyż uznał, że nie może jej dalej uczciwie prowadzić ze względu na istnienie przestępczych układów i korupcyjne zastraszanie.
W dwa lata później nastąpił gangsterski atak ze strony sfer administracyjno-sądowniczo-wojskowych (przedstawicieli sławetnego „państwa prawa”), połączony z próbą wyłudzenia znacznej sumy. Aresztowany Roman Kluska z trudem przetrzymał presję wytworzonej sytuacji. Po wyjściu z więzienia otrzymywał mnóstwo listów od osób  zrujnowanych, z podobnymi doświadczeniami, często po zawałach i w stanach depresji.
Dzisiaj Roman Kluska zajmuje się produkcją serów owczych. Stracił dużą firmę, ale dysponuje potężnym zasobem doświadczenia; zarówno pozytywnego jak i negatywnego. Ten ostatni jest sztandarowy dla III. RP.
d. Etyka Baumana w polskim postkomunistycznym sądownictwie
Sprawa Romana Kluski odsłoniła ogrom zła gnieżdżącego się w postkomunistycznym wymiarze „sprawiedliwości”. Powszechność tego rodzaju działań spowodowała, że na ich bazie nakręcono wręcz makabryczny film „Układ zamknięty”. Charakterystyczne, że aktorzy bali się w nim występować a III. RP odmówiła finansowania. Film został jednak zrealizowany. Dzisiaj trzeba by go pokazywać raz po raz w telewizji, by uświadomić ofiarom propagandy III.RP (a dzisiaj TVN-u), czym był w istocie ten „demokratyczny” raj utracony Platformy „Obywatelskiej” i jej „państwo prawa”.
O niezlustrowanych sferach prokuratorsko-sądowniczych mówi się od dawna, że są bastionem postkomuny. Takim jest też dzisiejszy Trybunał Konstytucyjny, stojący na drodze naprawiania państwa polskiego.
Warto przypomnieć jak ważny był wymiar „sprawiedliwości” w bolszewizmie. Nie tylko o znany nam terror tu chodziło. W czasach NEP-u, czyli urynkowienia komunizmu (a nasza transformacja ustrojowa mocno go przypomina) zastanawiano się jak utrzymać kontrolę nad przywróconymi do życia przedsiębiorstwami prywatnymi. Lenin uspakajał zaniepokojonych towarzyszy komentując punkt 4. NEP-owskiej ustawy koncesyjnej, który brzmiał:
Rząd RFSRR gwarantuje, że zainwestowane w przedsiębiorstwie mienie koncesjonariusza nie zostanie ani znacjonalizowane, ani skonfiskowane, ani zarekwirowane.
I tu następuje komentarz Lenina:
A nie zapomnieliście, że pozostaje nam sąd? Jest to zdanie przemyślane, byliśmy w tym mocno zainteresowani.
Początkowo chcieliśmy to powiedzieć, potem jednak zastanowiliśmy się, przemyśleli jeszcze raz i postanowili, że raczej należy milczeć. Mowa jest srebrem, lecz milczenie – złotem. Ani konfiskaty ani rekwizycji nie będzie, ale sąd pozostaje, a sąd jest nasz, i – o ile mi wiadomo – u nas sąd składa się z ludzi obranych przez rady. Jeśli chodzi o moje zdanie, to w ogóle nie podzielam owej ponurej opinii, że nasz sąd jest kiepski. Potrafimy go wykorzystać (17).
Tyle lat minęło od czasów Lenina a bolszewickie sądowe narzędzie jak ulał pasuje do III. RP.
Sądy mają nie tylko rozsądzać i karać, ale również wychowywać. Jak jednak mają wychowywać przestępcy przybrani w sędziowskie togi? Za czasów Stalina parali się w Polsce sądowymi morderstwami. Dzisiaj ich spadkobiercy zajmują się niszczeniem uczciwie prowadzonych polskich przedsiębiorstw – przedsiębiorstw będących poza  postkomunistyczno-neoliberalnym „Układem zamkniętym”.
10. Sprawdzona etyka u podstaw zdrowej ekonomii
a. Max Weber
Znany niemiecki socjolog Max Weber scharakteryzował początki kapitalizmu w sposób, który może przyprawić o udar mózgu niejednego członka elity III. RP oraz jej pośledniejszego entuzjasty:
Popęd do zarobku, dążenie do zysku, do zdobycia pieniędzy, do możliwie wysokiego zysku finansowego nie mają jako takie nic wspólnego z kapitalizmem. Dążenie to istniało i istnieje wśród kelnerów, lekarzy, stangretów, artystów, kokot, przekupnych urzędników, żołnierzy, rozbójników, krzyżowców, klientów jaskiń gry i żebraków, krótko mówiąc, wśród ludzi wszelkiego rodzaju i wszelkiej kondycji, we wszystkich epokach i we wszystkich krajach, gdziekolwiek istniała czy istnieje jakakolwiek obiektywna możliwość zysku. Porzucenie raz na zawsze tego naiwnego pojęcia kapitalizmu należy do elementarnych zasad wykształcenia w zakresie historii kultury.
Autor wykazuje, że punktem startowym europejskiego kapitalizmu była (jak napomykaliśmy) protestancka etyka gospodarcza, w szczególności jej kalwińska wersja.
b. Stanisław Szczepanowski
Okazuje się, że jeszcze przed Weberem fundamentalne znaczenie etyki gospodarczej w kapitalizmie wysunął jeden z twórców naszej narodowej filozofii czynu a zarazem twórca przemysłu naftowego w Galicji – Stanisław Szczepanowski. Oto jego diagnoza:
Nie ma pospolitszej i grubszej myłki jak ta, która przypuszcza, że rozwój sił ekonomicznych jest wyłącznie wpływem egoizmu, łakomstwa i chciwości. (…) Chciwość i łakomstwo mogą prowadzić do lichwy, do gry giełdowej, do stolika z kartami, do polowania za posagami, za synekurami, do sprzedawania nazwiska na parawan brudnych interesów, ale przenigdy do rozwoju ekonomicznego. (…) Rozwój ekonomiczny nigdzie na świecie jeszcze się nie pojawił bez współudziału przynajmniej rzetelności, uczciwości, pracowitości i umiejętności.
I dalej:
…nie rozumiałem nigdy, dlaczego człowiek szlachetny miałby być z przyrodzenia niedołężnym i nieobrotnym i nie mógł sobie przyswoić (…) śmiałości rozbójnika, umiejętności spekulanta i wytrawności wyzyskiwacza, tym się tylko od nich różniąc, żeby owoce swego działania obracał nie na niegodne i daremne zadanie nasycenia własnych wilczych apetytów, ale aby cząstkę swej duszy zostawił w dziele, którego rdza nie dotknie, a mól nie zniszczy i które służyć będzie późnym pokoleniom! (18)
To odpowiedź, cytowanemu wcześniej, panu Przemysławowi K. z Kuriera Czytelniczego oraz pomylonym elitom III.RP.
Max Weber wraz ze Stanisławem Szczepanowskim odsyłają etykę Baumana ze sfery ekonomii i z polskiego rynku idei, tam gdzie jest jej miejsce – na intelektualny śmietnik.
c. Promotorzy polskiej ekonomii
Czy kapitalizm Szczepanowskiego-Webera może istnieć? Nie tylko może, ale inaczej nie może się w pełni rozwinąć. Tak właśnie powstał – jak wspominaliśmy – na Zachodzie i działał sprawnie, póki nie zaczął go nadwyrężać fundamentalizm liberalny i neoliberalny, sprowadzający go do szachrajstwa.
Kolejne pytanie to: czy mamy w Polsce przykłady przedsiębiorców działających według zasad Szczepanowskiego-Webera? Oczywiście, że tak. Byli nimi, wymieniając najbardziej znanych:
Hipolit Cegielski  – prekursor polskiego przemysłu maszynowego
sam Stanisław Szczepanowski – twórca polskiego przemysłu naftowego
Marian Wieleżyński – twórca polskiego przemysłu gazowego oraz twórca pierwszej polskiej spółki pracowniczej
Ignacy Mościcki – twórca polskiego przemysłu chemicznego
No i współcześnie nieoceniony Robert Kluska – pionier polskiego przemysłu komputerowego, którego dokonania i przeżycia czynią automatycznie patronem odradzającego się polskiego przemysłu z prawdziwego zdarzenia.
11. Powrót do normalności bez Zygmunta Baumana
Przez wiele lat transformacji ustrojowej słyszeliśmy, że powracamy do normalności. Tymczasem pogrążaliśmy się w anormalności – w kłamstwie, korupcji, renegactwie, kompradorstwie, i generalnie w nihilizmie.
Czas powrócić do faktycznej normalności; do tradycyjnych zasad cywilizacji europejskiej, do jej głównych kanonów prawdy i dobra.
Postmodernistyczne nawarstwienia, łącznie z ich warstwą najnowszą – patologicznymi koncepcjami Zygmunta Baumana, powinny być bezwzględnie odrzucone.

PRZYPISY CZ.II
8. Polscy postmoderniści, nazywając swoją opozycję „bydłem”, doszli widocznie do wniosku, że taka sytuacja ma już miejsce.
9. Wcześniej zaznaczyliśmy, że kodeksów postępowania przestępczego nie można uznać za kodeksy etyczne.
10. Jak zresztą wszyscy kolaboranci, ale Bauman rozpatruje tylko kolaborantów żydowskich.
11. Ewa Kurek Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945 Lublin 2008 (wydanie II.).
12. Nowoczesność i Zagłada , s. 249–250.
13. Izaak Babel, Konarmia. Dziennik 1920. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1999, s. 133–134.

14. M. Weber Szkice z socjologii religii, KiW 1984.

15. R. H. Tawney Religia a powstanie kapitalizmu, KiW 1961.
16. Kapitalizm dla ubogich, Kurier Czytelniczy, nr 46, wrzesień 1998. Nie podaję pełnych personaliów autora by nie zawstydzać jego rodziny.
17. Lenin Dzieła, T. 42, s. 181, KiW 1970.
18. Stanisław Szczepanowski Nędza Galicyi w cyfrach i program energicznego rozwoju gospodarstwa krajowego. Lwów, 1888. Przedruk fragmentu w „Stanisław Szczepanowski – Walka narodu polskiego o byt”, Londyn, 1942, s. 87.
CZĘŚĆ I:
http://politykapolska.eu/2018/03/17/baumanizm-kulminacja-postmodernizmu-cz-i/
Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz