Recenzja: L. Kulińska i C. Partacz, Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-1945. Ludobójstwo niepotępione

Dr hab. Ryszard Tomczyk

Lucyna Kulińska i Czesław Partacz należą do grona współczesnych, wybitnych badaczy problematyki stosunków polsko-ukraińskich od XIX po XXI w. W swojej dotychczasowej działalności naukowej dużo miejsca poświęcili działalności terrorystycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i zbrodniom dokonanym przez Ukraińską Powstańczą Armię w okresie drugiej wojny światowej i w pierwszych latach po jej zakończeniu na Polakach. Liczne monografie i artykuły, które opublikowali cechuje solidny warsztat naukowy i obiektywizm w prezentowaniu bardzo trudnych i bolesnych problemów w relacjach polsko-ukraińskich. Należy to szczególnie podkreślić, gdyż nie zawsze badacze w Polsce, na Ukrainie czy przedstawiciele diaspory ukraińskiej na Zachodzie zachowują obiektywizm. Niestety w niektórych publikacjach, na potrzeby źle pojętego partykularyzmu narodowego autorzy hołdują zasadzie carta non erubescit.

Sprawa zbrodni ukraińskich nacjonalistów  po dzień dzisiejszy wywołuje bardzo poważne kontrowersje. Od utraty Małopolski Wschodniej i Wołynia minęło już ponad siedemdziesiąt lat, niemniej pamięć o tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce na tych terenach w czasie drugiej wojny światowej w społeczeństwie polskim, szczególnie w środowiskach kresowych nadal jest bardzo żywa. Dokonane bestialskie mordy na ludności polskiej, nadal nie rozliczone przez stronę ukraińską, kładą się głębokim cieniem na współczesnych stosunkach polsko-ukraińskich. Ci z Polaków, którzy obecnie mają możliwość dłuższy czas przebywać na Ukrainie Zachodniej, na przykład we Lwowie, obserwują rzeczywistość nie do zaakceptowania. Jest tam obecna symbolika banderowska na ulicach (flagi czerwono-czarne), na straganach ulicznych i w sklepach z pamiątkami. Stoi monumentalny pomnik Stepana  Bandery obok zbudowanego polskimi rękami na początku XX w. pięknego kościoła św. Elżbiety, pod którym organizacje nacjonalistyczne odbywają swoje wiece. Na rynku można czasem być świadkiem organizowanych inscenizacji, w których młodzi ludzie występują w mundurach SS Galizien, wreszcie na cmentarzu Łyczakowskim znajduje się symboliczny, pusty grób dowódcy UPA Romana Szuchewycza, przy którym również odbywają się „patriotyczne” uroczystości.  Telewizja ukraińska pokazuje programy historyczne, sławiące czyn zbrojny UPA, ani słowem nie wspominając o mordach na Polakach. Nawet w instytucjach publicznych można spotkać mapy „zasięgu etnograficznego” narodu ukraińskiego, rozlewającego się szeroko w głąb współczesnej Polski. Bolesna dla Polaków jest  postawa ukraińskich władz lokalnych i regionalnych oraz części organizacji i stowarzyszeń społeczno-politycznych w obwodach zachodniej Ukrainy, a nawet i części intelektualistów, którzy „wykorzeniają” wielowiekowe polskie dziedzictwo narodowe na tych ziemiach. Z drugiej strony brak zdecydowania i stanowczości polskich czynników państwowych wobec istniejącego nacjonalizmu za naszą wschodnią granicą, budzi szczególnie niezadowolenie osób wywodzących się z Kresów i organizacji kresowych, w tym środowiska Żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, pielęgnujących pamięć o krwawych wydarzeniach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-1945. Ludobójstwo niepotępioneRecenzowana monografia stanowi dość skondensowany przekaz o zbrodniach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Bardzo skrótowo została przedstawiona sprawa mordów na Podlasiu, Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i południowo-wschodniej części obecnego województwa podkarpackiego. Niemniej takie ujęcie problemu umożliwia czytelnikowi, który nie posiada szerszej wiedzy historycznej na zorientowaniu się w skali tragedii Polaków.

Autorzy nie zagłębiają się w rozważania nad historycznymi przyczynami konfliktu polsko-ukraińskiego. Jednak musimy pamiętać, że wroga akcja zwalczająca Polaków i polski stan posiadania w Galicji rozwijała się prężnie już w latach dziewięćdziesiątych XIX w. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej ukraińska antypolska kampania z żądaniem podziału Galicji na część wschodnią (ukraińską) i zachodnią (polską) z popularnym hasłem „Lachy za San” doprowadziła do przejawów terroru bezpośredniego. Pierwszą znaczącą ofiarą tej walki był namiestnik Galicji Andrzej Potocki, zastrzelony w 1908 roku. Autorzy w swoich rozważaniach w przystępny sposób kreślą ideologię nacjonalizmu ukraińskiego rozwijającą się w okresie międzywojennym. Stawiają  tezę o ideologicznych podstawach zbrodni dokonanych w czasie drugiej wojny światowej, porównują banderyzm do hitleryzmu i stalinizmu. Podkreślają, że w okresie międzywojennym idea zawarta w Nacjonalizmie Dmytro Doncowa była alternatywą dla części Ukraińców w Polsce i na emigracji na Zachodzie, których nie przyciągały ukraińskie narodowieckie nurty polityczne, narodowo-demokratyczny, ludowo-radykalny, socjalistyczny. Wodzowskie ustawienie hierarchii społecznej w narodzie wpisywało się w szerzy kontekst trendów ideologiczno-politycznych ówczesnej Europy, szczególnie faszystowskiego i narodowo socjalistycznego. Do tego popularność bezkompromisowej walki z Polakami i państwem polskim trafiła na podatny grunt w młodym pokoleniu Ukraińców, karmionych etosem walki zbrojnej o niepodległe państwo ukraińskie w latach 1918-1919. Na marginesie należy dodać, że podczas walk w latach 1918-1919 strona ukraińska dopuściła się wielu zbrodni na bezbronnej ludności polskiej. Problem był poważny, w 1919 r. rozpoczęła działalność powołana przez polskie władze wojskowe specjalna komisja do spraw zbrodni ukraińskich. W Sejmie w tym czasie została utworzona komisja śledcza mająca badać okrucieństwa ukraińskie dokonane na ludności polskiej w Galicji Wschodniej, kierowana przez Jana Zamorskiego. Szereg publikacji pojawiło się na temat zbrodni ukraińskich dokonanych w czasie wojny polsko-ukraińskiej w latach 1918-1919 w  okresie II Rzeczypospolitej. Nienawiść do Polski i Polaków głosiła ukraińska inteligencja, w tym księża greckokatoliccy i nauczyciele, którzy nawoływali do mordowania „polskich panów”. Zaszczepiona nienawiść zaowocowała potwornymi zbrodniami w okresie drugiej wojny światowej. Znamienne jest, o czym Autorzy nie omieszkali napisać, że podejmowane przez nacjonalistów ukraińskich z Małopolski Wschodniej próby ekspansji propagandowej na Ukrainę sowiecką kończyły się niepowodzeniem. Nawet te, które podejmowali w okresie wojny, na przełomie 1941/1942 r. Ukraińcy za Zbruczem byli odporni na obce im idee integralnego nacjonalizmu. Był to cios w koncepcje budowy Ukrainy, podobnie jak i zawód jaki doznali ze strony III Rzeszy. Czaru goryczy przelało rozstrzelanie ponad 100 zakładników ukraińskich jesienią 1942 r., działaczy OUN, w tym członków siedmiodniowego rządu Jarosława Stećki, zatrzymanych przez gestapo w ramach retorsji za zabójstwo oficera niemieckiego. Zostali rozstrzelani we Lwowie za cmentarzem Janowskim, nieopodal Kortumowej Góry. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się zbiorowa mogiła rozstrzelanych przez Niemców aktywistów OUN. Władze ukraińskie otoczyły ją opieką i ustawiły tablice kierunkowe informujące, jak dojść do tej mogiły. Współczesne państwo ukraińskie chroni część grobów bohaterów OUN na cmentarzach zachodniej Ukrainy, uznając je za pomniki historii. Polityka niemiecka w czasie drugiej wojny światowej uniemożliwiająca budowę państwa ukraińskiego nie zmieniła postawy Ukraińców. Wielu z nich współpracowało z okupantem. Postrach wśród Polaków siali funkcjonariusze Ukrainische Hilfspolizei, którzy na przykład we Lwowie dopuścili się na przełomie 1943/1944 r. do wielu mordów na Polakach, zabijając ich w biały dzień na ulicach i w mieszkaniach. Funkcjonariusze  Ukrainische Hilfspolizei otrzymali poufny rozkaz zabicia po 30 Polaków i zabrania im dokumentów. Te zaś miały być wykorzystane na wypadek ucieczki na Zachód ukraińskich współpracowników reżimu hitlerowskiego przed zbliżającą się Armią Czerwoną. W tym czasie trwało ludobójstwo banderowskie na Wołyniu.  W pierwszej kolejności mordowano bardziej znaczących i wpływowych Polaków, w tym księży, służbę leśną (leśniczych i gajowych), wreszcie tysiące polskich chłopów. Nie oszczędzano starców, kobiet i dzieci. Mordowano ludzi, którzy od pokoleń żyli wśród swoich ukraińskich sąsiadów, nierzadko byli z nimi powiązani więzami rodzinnymi, razem pracowali, razem świętowali. Jak podkreślał generał Tadeusz Bór-Komorowski w meldunku do Naczelnego Dowództwa, mordów dokonywały oddziały UPA wyposażone w broń maszynową, wraz z nimi szli ukraińscy chłopi, mieszkańcy okolicy z siekierami, widłami, kosami. Autorzy książki w formie aneksu zamieścili tekst Aleksandra Kormana opracowany w 1999 r. pod tytułem Rebelia nielojalnych obywateli polskich, czyli 136 metod tortur i zabijania Polaków przez bojówkarzy OUN-UPA. Świadczy on o ogromnym bestialstwie ukraińskich oprawców. Po dokonaniu mordu podpalano zabudowania mieszkalne i gospodarcze oraz prawie zawsze dochodziło do grabieży mienia, inwentarza gospodarskiego. Tym zajmowały się ukraińskie kobiety i młodzież, a nawet dzieci. Często wiara Polaków w to, że Ukraińcy ich nie skrzywdzą powodowała, iż nie opuszczali wsi, nie uciekali do miast, nie reagowali na sygnały zagrożenia. Za dobrą monetę brali oświadczenia Ukraińców, że nie zostaną skrzywdzeni. Tymczasem wyroki śmierci były już  na nich wydane. Tysiące relacji osób ocalałych zgodnie potwierdzają, że to było powodem wysokich strat. Kresowi Polacy ginęli męczeńską śmiercią zdumieni, gdyż oprawcami byli często bliscy sąsiedzi, członkowie rodzin. Zaś tych Ukraińców, którzy odmawiali zamordowania Polaka członka rodziny, spotykała również okrutna śmierć. Nacjonaliści ukraińscy w lutym 1943 r. rozpoczęli akcję „usuwania” Polaków z Wołynia, później z Małopolski Wschodniej. Autorzy na różnych stronach książki przytaczają liczby pomordowanych, podkreślając, że w szczytowym okresie masowych zbrodni w lipcu i sierpniu 1943 r. na Wołyniu zginęło ok. 19 tysięcy Polaków. W rezultacie dokonanych napadów zniszczono prawie 90 procent polskich wsi i przysiółków. Przetrwały tylko te, które stworzyły silne samoobrony. Od jesieni 1943 r. część oddziałów UPA z Wołynia przemieściła się do Małopolski Wschodniej i rozpoczęła mordy na tym terenie. Od grudnia 1943 r. rozpoczęła się szeroko zakrojona akcja eksterminacyjna, która szczególnie się nasiliła w miesiącach luty-kwiecień 1944 r. Nastał czas depolonizacji. Także i tutaj tysiące wsi polskich zostało spalonych a ich mieszkańcy zostali wymordowani lub zmuszeni do ucieczki. Zbliżał się koniec wojny, zapewne nacjonaliści ukraińscy bali się ewentualnych powojennych plebiscytów i rokowań w sprawie granic. Niestety należy zgodzić się Autorami, że dzisiaj, po upływie tak długiego czasu od tragicznych wydarzeń pełna liczba ofiar ludobójstwa na Kresach nie jest możliwa do ustalenia. Może ona sięgać 150 tysięcy osób, a może i więcej.

Autorzy prezentują także problem obrony ludności polskiej przed napadami oddziałów UPA. Opisują pojawiające się na Wołyniu, następnie  w Małopolsce Wschodniej samoobrony, które były organizowane w niektórych miejscowościach przez samych mieszkańców, pojedyncze osoby lub działające komitety. Pierwsze samoobrony powstały na Wołyniu w 1943 r., z czasem zaczęły współpracować z partyzantką. Niestety ukraińskie donosy do władz niemieckich o współpracy samoobron z oddziałami partyzantki radzieckiej kończyły się krwawymi akcjami pacyfikacyjnymi wsi dokonywanymi głównie przez Ukrainische Hilfspolizei. Symbolem wołyńskiej samoobrony stała się miejscowość Przebraże. W tej miejscowości została zorganizowana samoobrona, która patrolowała okolicę i prowadziła walkę z Ukraińcami. Miejscowość ta dzisiaj już nie istnieje. Znajduje się tam mały cmentarz poległych, na którym nie ma tablic i krzyż misyjny.

Lucyna Kulińska i Czesław Partacz omawiają mało znany problem wykorzystywania przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych i państw Europy Zachodniej zbiegłych banderowców po zakończeniu drugiej wojny światowej. Należy dodać, że w schyłkowym okresie wojny masowo aktywni działacze OUN i UPA wyjeżdżali w głąb Niemiec. Na przykład w okresie poprzedzającym wkroczenie Armii Czerwonej do Lwowa odjeżdżały na zachód z Dworca Głównego specjalne pociągi ewakuacyjne, gdzie obok uciekających urzędników niemieckich wyjeżdżali także kolaborujący Ukraińcy. W tym czasie także wyjeżdżali banderowcy, bojąc się odpowiedzialności za dokonane zbrodnie, w obawie przed sowieckimi represjami. Część z nich posiadała nie małe środki finansowe, złoto i inne przedmioty wartościowe, które zrabowali.  Dokumenty świadczące o działalności sabotażowej i terrorystycznej  w pojałtańskiej Polsce, którą organizowały zachodnie służby specjalne, wykorzystując do tego celu banderowców znajdują się w zbiorach IPN.  Duża część oprawców ukraińskich osiadła na Zachodzie, głównie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, gdzie pozostała bezkarna do końca swych dni.

Na podkreślenie zasługuje fakt, że książka została napisana w oparciu o dokumenty zgromadzone w licznych państwowych, kościelnych i prywatnych archiwach w Polsce i na Ukrainie. Zostały wykorzystane również materiały ze zbiorów instytucji polonijnych w Londynie oraz Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie. Materiał archiwalny został uzupełniony opublikowanymi relacjami i wspomnieniami świadków wydarzeń, a także monografiami i artykułami. Autorzy korzystali ze stron internetowych i z materiałów filmowych. Książka Lucyny Kulińskiej i Czesława Partacza jest ważnym głosem w dyskursie naukowym, próbą zmierzającą do wyjaśnienia tragicznych wydarzeń na Kresach w okresie drugiej wojny światowej. Należy uznać to przedsięwzięcie za udane. Jest ważnym źródłem poznania trudnej i bolesnej historii na byłych ziemiach wschodnich, szczególnie dla młodego pokolenia Polaków.     

Szczecin 29.01.2016r


Foto: niepoprawni.pl

Lucyna Kulińska, Czesław Partacz: „Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-1945. Ludobójstwo niepotępione”, Wyd. Bellona, 2015.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz