Dlaczego Wielka Brytania i USA pozwoliły mordować Żydów ?

Leszek Pietrzak – Doktor historii. Były pracownik Urzędu Ochrony Państwa (1990-2000). Były Pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wykładowca akademicki.

Przywódcy Wielkiej Brytanii i USA wiedzieli, że Niemcy dokonują zagłady Żydów. Mimo to nie zrobili nic, aby temu zapobiec. Ta szokująca prawda, niewygodna dla zachodnich demokracji, jest dziś przemilczana.

70 lat temu polski rząd w Londynie powiadomił aliantów o masowym mordowaniu Żydów przez Niemców. Przez kolejne kilka lat żądał podjęcia działań, które powstrzymałyby ludobójstwo. Bez efektu.

Owo milczące przyzwolenie światowych potęg to do dziś wstydliwa i niewyjaśniona karta historii. Trudno się dziwić, że w państwach tych ochoczo wspiera się próby przerzucenia na Polaków współodpowiedzialności za Holocaust przez lansowanie tezy, że rzekomo współdziałali z hitlerowcami, korzystali finansowo na zagładzie (obrzydliwa teza Jana Tomasza Grossa) lub przynajmniej biernie się jej przyglądali.

Fakty są inne: Polacy z narażeniem życia ratowali Żydów i domagali się od aliantów położenia kresu rzezi. Tymczasem USA i Wielka Brytania świadomie postanowiły nie reagować. Pora zacząć głośno o tym mówić.

Na ochotnika do Auschwitz

Już na początku 1940 r. dowództwo konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej poinformowało polski rząd w Londynie o prześladowaniu ludności żydowskiej. Premier i wódz naczelny Władysław Sikorski podzielił się tą informacją z premierem Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem i brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem.

W kwietniu 1940 r. zapadła decyzja o utworzeniu obozu Auschwitz-Birkenau. Parę miesięcy później zaczęto zwozić Żydów. Do poznania prawdy o Auschwitz potrzebne były bezpośrednie relacje. W połowie 1940 r. podporucznik Witold Pilecki, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, przedstawił plan przedostania się do Oświęcimia, by zebrać niezbędne dane na temat funkcjonowania obozu i zorganizowania w nim ruchu oporu.

19 września 1940 r. Pilecki dał się ująć podczas łapanki w Warszawie. To on przekazywał pierwsze informacje o ludobójstwie. Jego sprawozdanie przesłano do Londynu za pośrednictwem konspiracyjnej komórki „Anna” w Szwecji.

3 maja 1941 r. gen. Sikorski wystosował notę w językach angielskim, francuskim i hiszpańskim zatytułowaną „German occupation in Poland”, w której powiadomił o eksterminacji Żydów. Informacje te były jeszcze później wielokrotnie powtarzane przedstawicielom rządów Wielkiej Brytanii i USA.

 Bezskuteczne błagania o pomoc

Jesienią 1941 r. władze III Rzeszy postanowiły „ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską”. Nim opracowano założenia tej polityki (nastąpiło to podczas tzw. konferencji w Wannsee 20 stycznia 1942 r.) na ziemiach polskich zabijano już masowo Żydów. Komenda Główna AK dowiedziała się, że w Chełmnie ludzie są mordowani za pomocą spalin w zamkniętych ciężarówkach. I o tej sprawie w grudniu 1941 r. poinformowano przedstawicieli zachodnich rządów. Na przełomie 1941 i 1942 r. rząd Sikorskiego czynił wszystko, co mógł, aby zmusić aliantów do działania. Polskie Ministerstwo Informacji wydało broszurę dotyczącą zagłady „Bestialstwo nieznane dotąd w historii”. Zmęczony biernością aliantów, gen. Sikorski wygłosił w czerwcu 1942 r. w BCC dramatyczny apel do Anglików o podjęcie działań w celu zapobieżenia ludobójstwu. Jego przemówienie rozesłano też jako notę dyplomatyczną do rządów sprzymierzonych.

Bezdyskusyjnych dowodów zagłady dostarczyła misja Jana Karskiego (właściwie: Kozielewskiego). Dwukrotnie przedostał się on do warszawskiego getta, przebywał też w obozie przejściowym w Izbicy. Jesienią 1942 r. powrócił do Wielkiej Brytanii, gdzie opowiedział o eksterminacji. Na podstawie przywiezionych przez Karskiego dokumentów w grudniu 1942 r. minister spraw zagranicznych Edward Raczyński przygotował i przedstawił aliantom szczegółowy raport o Holocauście. Karski został również przyjęty przez prezydenta USA F.D. Roosevelta i spotkał się z wieloma osobistościami Ameryki – politykami, przedstawicielami mediów i artystami. Wszędzie apelował o ratunek dla Żydów. Bez skutku.

10 grudnia 1942 r. Sikorski wysłał kolejną notę do aliantów, nawołując do przeciwstawienia się eksterminacji „obywateli polskich żydowskiego pochodzenia”. Noty dyplomatyczne w tej sprawie dwukrotnie przesyłał sprzymierzonym Raczyński. Podobny apel wystosowała do międzynarodowej społeczności również Polska Rada Narodowa w Londynie. 18 grudnia 1942 r. prezydent Rzeczypospolitej Władysław Raczkiewicz wezwał Piusa XII do wzięcia w obronę mordowanych Żydów i Polaków. 

Na własną rękę

Polska była jedynym okupowanym państwem, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Zabijano nie tylko „winowajców”, ale też ich rodziny. Mimo to od początku władze podziemne pomagały Żydom. Od początku 1941 r. w Komendzie Głównej AK funkcjonował Referat Żydowski. 4 grudnia 1942 r. utworzono Radę Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj (działała pod kryptonimem „Żegota”). Była kontynuatorką założonego we wrześniu 1942 r. Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom. W marcu 1943 r. powołano Referat Żydowski przy Delegaturze Rządu na Kraj. Przekazywał on „Żegocie” między innymi fundusze na pomoc i przesyłał raporty rządowi w Londynie.

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. kwietnia Pilecki uciekł z Auschwitz i wysłał na Zachód kolejne dowody świadczące o ludobójstwie Żydów. Polacy rozważali także desperacki atak na obóz (broniło go 8 tys. esesmanów). W lipcu 1943 r. „Żegota” zasugerowała, by polski rząd w Londynie oficjalnie poprosił aliantów o wymianę ludności żydowskiej na obywateli niemieckich.

Polski Kościół katolicki też nie pozostał obojętny. 14 grudnia 1942 r. przebywający w Londynie biskup włocławski Karol Radoński ostro potępił w radiowym przemówieniu działania Niemców. „Jeżeli chodzi o ludność żydowską, to męka jej przewyższa wszystko, co cokolwiek nienawiść i dzikość ciemiężcy zdolna jest wymyślić. (…) Jako biskup polski z całą stanowczością potępiam zbrodnie dokonywane w Polsce na ludności żydowskiej”. 

Dlaczego milczeli Brytyjczycy?

Rządy USA i Wielkiej Brytanii były głuche na informacje o zagładzie Żydów w okupowanej Polsce. Gdy na początku grudnia 1942 r. Sikorski po raz kolejny nawoływał do zniszczenia bombami torów dojazdowych, komór gazowych i krematoriów w obozach zagłady w okupowanej Polsce, Churchill enigmatyczne obiecywał zajęcie się tą kwestią. Fakty są takie, że naloty na obóz w Oświęcimiu były technicznie możliwe od 1942 r. W 1944 r. o bombardowanie szlaków komunikacyjnych wiodących do obozów prosili już nie tylko Polacy, lecz także przedstawiciele amerykańskich organizacji żydowskich.

Brytyjczycy wiedzieli o eksterminacji Żydów także z innych źródeł. Przechwycili np. depesze chilijskiego konsula w Protektoracie Czech i Moraw o rozpoczęciu masowych mordów.

Churchill nie tylko milczał. Firmował także politykę brytyjskich władz w Palestynie, które skrupulatnie pilnowały, aby nie napływali tam uciekający europejscy Żydzi. Gdy w grudniu 1940 r. do brzegów Palestyny dopłynął statek „Salvador” z kilkuset nielegalnymi żydowskimi imigrantami, nie pozwolono mu wpłynąć do Hajfy. Statek zatonął. Takich incydentów na palestyńskim wybrzeżu w latach 1940–1942 było wiele.

Aby zrozumieć obojętność Brytyjczyków, trzeba znać realia epoki. Nie tylko Niemcy, lecz także Anglicy uważali się za lepszych (rasę panów). Churchill wielokrotnie powtarzał: „We are superior!” („Jesteśmy najlepsi!”). Dla brytyjskiej elity Żydzi, Arabowie, Hindusi i Murzyni byli jedynie lesser races, czyli niższymi rasami. Holocaust zwyczajnie ich nie interesował.

 Dlaczego milczeli Amerykanie?

Podobnie zachowywał się rząd i elity USA. Franklin D. Roosevelt był cynicznym politykiem. Zgodził się, aby Stalin przypisał Niemcom odpowiedzialność za mord w Katyniu, bo nie chciał tłumaczyć wyborcom, dlaczego pomaga jednemu zbrodniarzowi w walce z drugim.

W sprawie Holocaustu dostrzegał zagrożenie dla swojego wizerunku. Wiedział, że gdyby podjął jakiekolwiek działania, mogłyby być uznane za niewystarczające, więc wolał milczeć. Gdy pod koniec października 1943 r. do Białego Domu przybyła delegacja amerykańskich rabinów, uciekł, aby po raz kolejny uniknąć rozmowy na ten temat. O tym, że była to przemyślana polityka, świadczą działania amerykańskiego Departamentu Stanu. Na początku 1943 r. urzędnicy odcięli amerykańskiej prasie dostęp do informacji o zagładzie, jakie napływały ze strony środowisk żydowskich ze Szwajcarii. Kilka tygodni później na tajnej konferencji amerykańsko-brytyjskiej na Bermudach postanowiono, że alianci nie będą reagować na ludobójstwo. Przebieg tej konferencji do tej pory owiany jest tajemnicą. Dokumenty brytyjskie wciąż są tajne. Amerykańskich odtajniono niewiele.

Rządy USA i Wielkiej Brytanii tylko raz oficjalnie odniosły się do zagłady Żydów. 17 grudnia 1942 r. wydały notę dyplomatyczną, że po wojnie „winni zbrodni nie unikną odpowiedzialności”.

„Jeśli Stany Zjednoczone chciały coś zrobić dla polskich Żydów, dobrym momentem były lata 1943–1944, gdy większość z nich jeszcze żyła i ustami Jana Karskiego Polska o to błagała” – powiedział w marcu Radosław Sikorski. Był to komentarz do wspierania przez USA roszczeń organizacji żydowskich domagających się odszkodowań od Polski za majątki należące do ofiar Holocaustu. Szkoda, że znany z ciętego języka szef MSZ poprzestał na tym jednym zdaniu. To bowiem doskonała okazja do przypomnienia światu, kto naprawdę był kibicem Holocaustu. Mimo że nawet dzięki najbardziej zdecydowanej akcji nie zdołano by ocalić wszystkich Żydów, to zaangażowanie USA i Wielkiej Brytanii umożliwiłoby uratowanie przynajmniej setek tysięcy, jeżeli nie milionów istnień.

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz