Do szczęścia nam daleko, ale jesteśmy na dobrej drodze

Stanisław Piecyk

Tekst ukazał się w miesięczniku Polityka Polska nr 6-7/2017.

W marcu 2017 r. ogłoszono wyniki kolejnych badań ONZ nad szczęściem narodów w 2016 roku. Wygrała ponownie Dania, a Polska zajęła 46 miejsce. Nasze miejsce – takie sobie, ale jest to duży postęp, bo podejrzewam, że w okresie socjalizmu byliśmy na jednym z ostatnich miejsc, lecz wówczas takich badań nie prowadzono. Zresztą po co, skoro socjalizm z założenia jego twórców, uszczęśliwiał masowo narody, które w ten system wdepnęły. Jesteśmy ambitni i pracowici (badania też to potwierdzają), więc dalsze sukcesy w tym zakresie mieć będziemy i moim zdaniem – mieć musimy.

Jak twierdzą sami Duńczycy ich sukces w utrwalaniu narodowego szczęścia jest wynikiem filozofii życia, której uczą się od dziecka, a którą stosują powszechnie. Określają ją norweskim słowem Hygge (dobrostan). Ten temat jest eksploatowany przez cały świat, więc zostawiam Danię. Zwracam uwagę na dwa inne kraje, które występują często w czołówce tego rankingu, a ich obywatele (pomijając bezpieczeństwo ekonomiczne) mają trochę odmienne powody do szczęścia. To Nowa Zelandia i Szwajcaria, których narody zajmują pierwsze pozycje także w rankingu najbardziej zadowolonych z ustroju i organizacji swoich państw. To mnie upewnia, że narody czerpią swoje szczęście ze źródeł nie koniecznie takich samych.

Fryderyk Chopin zdefiniował szczęście następująco: szczęśliwy jest ten, kto może być kompozytorem i wykonawcą zarazem. Czy to nie uzasadnia zadowolenia obywateli Nowej Zelandii i Szwajcarii? Przecież oni są właśnie w takiej roli w jakiej był nasz genialny muzyk. Oni przecież sami decydują o organizacji własnego państwa, o sposobie sprawowania w nim władzy, o obowiązującym w ich kraju porządku prawnym. Rozstrzygają to w drodze referendów. Jednocześnie bardzo starannie wykonują swoje liczne obowiązki wobec państwa narzucone własnymi decyzjami i to jest (jak sami podkreślają) jeden z powodów do prawie powszechnego zadowolenia. Przy tym sposób wyłaniania członków parlamentu, szczególnie w Nowej Zelandii, jest bardzo skomplikowany (mieszanka wyborów proporcjonalnych i bezpośrednich, stałe miejsca dla Maorysów). Oba narody uznają jednak, że ten stan rzeczy jest dla nich najlepszy i są z tym szczęśliwi.

Szwajcarzy są ponadto bardzo zadowoleni z własnego systemu obrony kraju. U nich każda wioska, każde miasteczko, ma własną obywatelską obronę. Członkowie oddziałów samoobrony mają broń nie tylko strzelecką, ale także ciężką i trzymają ją w swoich domostwach. Mają opracowane i przećwiczone plany działań na różne przypadki zdarzeń wojennych, a ich mobilizacja mierzona jest w minutach, a nie dniach. Ten stan rzeczy i korzystne dla obrony – górzyste tereny Szwajcarii, odstraszają każdego wroga (odstraszyły nawet Hitlera, gdy zaczął snuć wrogie wobec Szwajcarii zamiary). To jedyny kraj, którego prawie 90% obywateli wyraża zadowolenie z ustroju i organizacji własnego państwa, w tym z gwarancji dla kościołów (głównie chrześcijańskich) ustalonych po zakończeniu siedemnastoletniej wojny domowej w drugiej połowie XIX wieku, wywołanej sporami pomiędzy protestantami, a katolikami.

Tymczasem w Polsce każdy obywatel ma tylko jeden obowiązek poważnie traktowany przez państwo – płacenie podatku. Szkolnictwo jest w ciągłym sporze polityków. Obrona kraju też. Pozycja kościołów chrześcijańskich, a szczególnie katolickiego jest ciągle atakowana. Obywatel Polski został zwolniony z odpowiedzialności za bezpieczeństwo swojego państwa, bo uważano, że od tego jest nasza nowoczesna, zawodowa armia i potężne siły NATO, a poza tym nie dostrzegano zewnętrznych zagrożeń. Niestety na pełną nowoczesność nie mieliśmy i nadal nie mamy dostatecznej ilości pieniędzy, a siła NATO opiera się na potędze militarnej USA. W ostatnim czasie zaszły pozytywne zmiany w strategii NATO, co do obrony granic wschodnich Europy. Zmiany te dają większe skutki polityczne niż militarne. No bo co to jest sześć tysięcy żołnierzy amerykańskich wobec kilkuset tysięcy doskonale uzbrojonych wojsk rosyjskich. Amerykanie wyraźnie mówią, że Europa musi mieć własną zdolność do prawie miesięcznej obrony swoich granic samodzielnie, bo tyle czasu potrzebują na zorganizowanie skutecznej odpowiedzi wobec agresora. W dodatku nowy prezydent USA nie ma takiego entuzjazmu jak jego poprzednicy, do bezkrytycznej obrony Europy w sytuacji gdy ona sama nie chce się zbroić. Duńczycy nigdy nie widzieli u siebie wojsk sowieckich, więc nie widzą żadnego zagrożenia i wygrywają rankingi szczęścia. Pani Marine Le Pen twierdzi, że Unia Europejska oraz NATO są zbędne, a na Rosję trzeba się otworzyć, bo tylko tak zabezpieczymy dobrze interesy Europy. Na konferencji prasowej w Londynie ogłosiła, że Ukraina winna się znaleźć w strefie wpływów Rosji. Powszechnie wiadomo, że Putin finansuje jej partię i wspierał niewidzialną ręką w kampanii wyborczej. Na szczęście niewiele jej to dało. Wybory przegrała wyraźnie, no ale za pięć lat będą następne i nie wiadomo kto je wygra. Moda na taką postawę wśród Francuzów może być tak wielka, że kolejny prezydent Francji może uznać prawo Rosji do jej wpływu na sprawy w Polsce. To jest nie tylko teoretyczna możliwość, bo nowy Prezydent Francji – Macron wcale nie zrezygnował z krucjaty antypolskiej po wygranych wyborach (jak niektórzy politycy i dziennikarze naiwnie oczekiwali).

Czy w sytuacji takich zagrożeń możemy czuć się bezpiecznie. Czy nasz naród może być w tych okolicznościach w pełni szczęśliwy?

Słuszną odpowiedzią polskich władz na narastające zagrożenia militarne, szczególnie ze strony Rosji, jest powiększanie i modernizacja naszej armii i zacieśnianie współpracy w ramach nowej strategii NATO wypracowanej na szczycie w Warszawie. Odpowiedzią na skuteczne działania zielonych ludzików Putina (nadal potwierdzają swoją skuteczność w wojnie z Ukrainą), mogłyby być wojska specjalne w naszej armii i wojska pomocnicze WOT. Cieszy mnie więc fakt tworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej Kraju, bo z tą formacją wiązałem i nadal wiążę (jak większość rozsądnych patriotów) liczne nadzieje, jednak nie na obronę granic kraju, bo to zadanie dla zawodowców, lecz na zwiększenie bezpieczeństwa naszych małych ojczyzn (gmin, powiatów), a także poziomu patriotyzmu – szczególnie wśród młodych rodaków. Człowiek, to jak drzewo. Im więcej ma silnych korzeni, czyli powiązań ze swoim państwem i rodziną – tym skuteczniej opiera się wiatrom, ma zwiększoną motywację do pozytywnych działań i rzadziej nachodzą go myśli porzucenia kraju. Łatwiej też rozwiązuje problemy własne, a także swojego otoczenia i potrafi z tego czerpać satysfakcję.

Reasumując – bycie potrzebnym bardzo motywuje i uszczęśliwia. Nie zmienia to faktu, że ze względu na położenie Polski, jeszcze długo nie uzyskamy satysfakcjonującego nas poczucia bezpieczeństwa i ta świadomość nakazuje nam walczyć cały czas o jego wzrost.

Jak powiedział Honoriusz Balzac: Prawdziwe szczęście jest wynikiem wysiłku, odwagi i pracy. Definicja Balzaca sprawdza się w codziennym życiu. Normalny człowiek jest szczęśliwy, gdy osobistym lub zbiorowym wysiłkiem (z jego udziałem) uda mu się rozwiązać jakiś problem, lub wykonać jakieś ważne zadanie. Niestety ten przyjemny stan emocji szybko mija, bo na horyzoncie widzimy kolejne problemy i kolejne zadania. Lecz z tego stanu rzeczy też należy się cieszyć, bo jest dużo prawdy w przestrodze Alberta Einsteina: Człowiek szczęśliwy jest zbyt zadowolony z teraźniejszości, by oddawać się zanadto rozmyślaniom o przyszłości. Zatem nie martwmy się. Zaledwie 46-te miejsce Polski w rankingu szczęśliwych narodów absolutnie nie zwalnia nas od działania na rzecz poprawy swojej przyszłości. W pracy nad przyszłością zalecam jednak obserwację narodów z czołówki omawianego rankingu i naśladowanie ich, ale tylko w tych sprawach i w takim zakresie, by te zmiany uzyskały powszechne uznanie naszych rodaków.

Jak powiedział w jednym z wywiadów Paweł Mucha – sekretarz stanu, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta, pełnomocnik prezydenta ds. referendum w sprawie zmian w konstytucji: W referendum konstytucyjnym w dniu 11 listopada 2018 roku znajdą się pytania dotyczące kwestii, które będą budzić zainteresowanie społeczeństwa. Takie, które dadzą podstawy do redakcji przyszłej konstytucji.

Mam nadzieję, że zaproponowane zmiany w konstytucji nie będą kosmetyczne, by usunąć miejsca kolizyjne, jak sugerują niektórzy. Nowa konstytucja musi nie tylko naprawić zapisy istniejące, nie tylko uwzględnić fakt wstąpienia Polski do Unii i NATO, ale spowodować by władza w Polsce była bardziej sprawna i bardziej efektywna. Nowa konstytucja winna także zauważyć bardzo udane zaistnienie w Polsce samorządu i umocnić jego pozycje. Powinna także zauważyć pozytywne doświadczenia innych narodów i nasze Polaków aspiracje.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom prezydenta Polski, wypowiadam się publicznie w sprawie zmian w naszej konstytucji i zapewniam, że temat ten interesuje wiele środowisk w tym m. innymi członków Konwentu Instytutu Chrześcijańsko – Narodowego, którego jestem współzałożycielem. Właśnie dyskusja w tym zacnym gronie zainspirowała mnie do tego wystąpienia. Uważam, że zmiany w konstytucji RP, nie powinny służyć satysfakcji polityków – jeżeli nie spełnią oczekiwań narodu.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz