Na sobotę Chesterton: „Ideał jako błąd”

Każdy człowiek sumienny i odpowiedzialny z pewnością zaczął już odczuwać coś w rodzaju zawziętej niechęci wobec ideałów. Słowo „ideał”, tak jak jest obecnie rozumiane, oznacza mętny stan umysłu, ani teoretyczny, ani praktyczny. Żaden ideał nie jest bowiem wystarczająco precyzyjny na potrzeby teorii, ani wystarczająco ludzki na potrzeby praktyki. Oczywiście, nie da się zaprzeczyć, że słowo to czasem bywa odpowiednie; i z początku używano go tylko wtedy, kiedy było odpowiednie, czyli bardzo rzadko – co mówi samo za siebie.

„Ideał”, w potocznym tego słowa znaczeniu, na pewno nie zalicza się do pojęć tradycyjnych. Nigdy nie należał do powszechnej tradycji moralnej czy religijnej. Ludowa religia pogan nie wierzyła w ideały, lecz w idole, zwane też bożkami, z którymi było dużo więcej zabawy. Filozofia pogan nie znała ideałów, lecz idee, z którymi było dużo więcej zachodu. My, niestety, żyjemy w czasach, kiedy do ideałów przywiązuje się znaczenie prawie odwrotnie proporcjonalne niż do idei. Ilekroć widzimy nadętego polityka, pretensjonalną sztukę albo ckliwy film; ilekroć czytamy sensacje w sosie sentymentalnym, jakie serwuje nam prasa popularna, lub ociekające przemądrzałym wodolejstwem artykuły w pismach opiniotwórczych; ilekroć słyszymy kazanie po brzegi pełne tolerancji i otwartości, za to pozbawione szczątkowych śladów rozumu, albo kolejne kabotyńskie przesłanie do świata, zapewne sławiące pokój; ilekroć po raz enty trafi amy na jakiś dowód koniunktury gospodarczej w postaci wulgarnego sloganu – krótko mówiąc, ilekroć stykamy się z głównymi przejawami naszej dzisiejszej cywilizacji, odkrywamy, że mają one dwie niezmienne cechy: są wyprane z wszelkiej idei, lecz zachłannie pożądają ideałów. Ideał stał się substytutem idei dla ludzi, którzy po zaliczeniu przymusowego oświecenia i obowiązkowej nauki szkolnej nie mają nawet najbledszego pojęcia, czym w ogóle jest idea.

Gdy przyjrzeć się dokładniej, religijne i moralne obiekcje przeciw ideałom okazują się w gruncie rzeczy praktyczne i życiowe. Rzućmy więc nieco światła na złowrogie, przewrotne i iście diaboliczne metody, jakich używają ideały w swej kreciej robocie.

Nasi ojcowie rozumieli koncepcję doktryny – było to coś, w co wierzyli lub nie. Rozumieli również koncepcję obowiązku – spełniali go lub nie, ale wiedzieli, że jest to coś, co należy spełniać niezwłocznie i rzetelnie. A teraz popatrzmy, jak oślizgły, krętacki ideał wciska się pomiędzy te dwie frapujące koncepcje i zaczyna je podstępnie podgryzać.

Nikt nie oczekuje, że człowiek uwierzy w ideał tak jak ma wierzyć w doktrynę, czyli tak jak się wierzy w coś, co istnieje naprawdę. Przeciwnie, zdaniem wielu dzisiejszych idealistów ideał nosi swą nazwę wyłącznie dlatego, że z całą pewnością nie istnieje. W najlepszym razie pozostaje w sferze możliwości; na ogół stanowi tylko abstrakcyjny wzorzec porównawczy. Im mniej jest realny, tym bardziej jest idealny.

Jest też w ideale coś, co rozmiękcza i rozmywa koncepcję obowiązku, tak niegdyś wyrazistą i energiczną. Jeśli dom staje w płomieniach, człowiek ma obowiązek ratować całą swą rodzinę, włącznie z okropną ciotką Matyldą. Nikt jednak nie powie, że ratowanie ciotki Matyldy stanowi ideał; że bezpieczeństwo ciotuni samo w sobie jest piękną wizją, snem na jawie, którym można się upajać i zachwycać. Ideał nie zawraca sobie głowy konkretnymi sprawami, takimi jak domy, rodziny i ciotki. Ideał oznacza tylko marzenie, że pewnego pięknego
dnia dom stanie się domem idealnym, domem z powieści umoralniających i czytanek dydaktycznych, i wszyscy w nim będą zachowywać się idealnie – lecz nastąpi to dopiero, gdy ów piękny dzień zaświta. Taki idealizm z samej swojej natury odkłada spełnianie obowiązków w nieokreśloną przyszłość, uzależniając to od idealnych warunków społecznych, które kiedyś może i nastaną, choć większość z nas liczy, że aż tak źle przecież nie będzie. Zamiast traktować etykę jak dom, który stanął w ogniu, idealista zmienia ją w przecudny zamek na lodzie;
w dom, który (mamy nadzieję) kiedyś może zdołamy zbudować lub ewentualnie, jeśli mniej nas ponosi twórcza wena, zakupić.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz