Korporacyjny model gospodarki żywnościowej – zagrożenia dla środowiska i człowieka

Prof. dr hab. inż. Leszek Woźniak, Politechnika Rzeszowska

Albo zapłacisz farmerowi, albo szpitalowi”

Wystąpienie w ramach TED

BIRKE BAEHR, młody Amerykanin, 11 lat!

Jakiemu farmerowi warto zapłacić ?

 – tylko ekologicznemu

 

„Kiedy ja coś kupuję, lub kiedy Ty coś kupujesz

 nie płacimy za to pieniędzmi!

Płacisz godzinami swojego życia,

które poświęciłeś, by na to zarobić!”

JOSE MUJICA

Prezydent Urugwaju

Wstęp

Współczesny model ekonomiczny i polityczny zawiódł. Nie łudźmy się fleszami, neonami, reklamami pełnymi sloganów. Zawiódł w pełni. Dalsza degradacja ekosystemów, zagrażająca naszej egzystencji, ekscesy światowych korporacji, wielu polityków, prezentują ponury i przerażający obraz globalizacji, uznawanej za jedyny możliwy kierunek rozwoju.

Co zawiodło? Najprostsza odpowiedź jest krótka – człowiek. Oczywiście, nie każdy. Są twórcy tych problemów i ich masowe ofiary. Jednak to my stworzyliśmy lub pozwoliliśmy na rozwój dominującego modelu społeczno-ekonomicznego.

Nadal pasjonujemy się neoliberalnym pojęciem gospodarki opartej na wiedzy, postępem innowacyjności, zapominając, że wszystkie innowacje, o ile tylko mają charakter nowości i gwarantują sukces rynkowy, jak i współcześnie nieprzebrane zasoby wiedzy i informacji, mogą być różnie wykorzystywane. Technologia, produkt może nam służyć, lub nas zdominować, a nawet zabić. I to nie tylko – przykładowo – energia atomowa, ale także innowacje wykorzystywane w rolnictwie (np. pestycydy), lub rezultaty dominującego modelu gospodarki żywnościowej – produkty, jakimś prawem nazywane jedzeniem. Wiedza może być wykorzystywana dla naszego dobra (np. dotycząca naturalnych mikroorganizmów w produkcji żywności i ochronie roślin, współdziałania mikro- i makroorganizmów) lub na naszą zgubę (np. genetyczne modyfikacje organizmów, wynaturzenie służące jedynie zyskom korporacji).

Nasz świat ginie, umiera na ogół milcząco. Zniszczone, wyjałowione gleby, zatrute wody, zanik bioróżnorodności – to tylko wybrane przykłady tego, co na naszych oczach i za naszym przyzwoleniem się dzieje.

Korporacyjny, imperialny, zniewolony świat

Obserwacja rzeczywistości, jak i prace wielu autorów, przedstawiają negatywne rezultaty oddziaływania współczesnej gospodarki na społeczeństwo i środowisko. Patologiczna wersja demokracji rozwinęła się praktycznie w całym świecie.

Problem współczesnego, globalnego modelu gospodarczego był przedmiotem badań, analiz wybitnego amerykańskiego przedsiębiorcy P. Hawkena, który pisał: „Współczesne rozumienie biznesu – tego, co składa się na handel i jaką rolę powinien on odgrywać w społeczeństwie jako całości – utknęło na prymitywnym poziomie”. Rezultaty takiego myślenia i działania dotykają nas wszystkich: globalne, śmieciowe jedzenie, zwane niekiedy nawet „żywnością masowego rażenia” (nie jest to naukowe określenie, ale bardzo prawdziwe) zabiera nam zdrowie, skraca, a niekiedy nawet gwałtownie odbiera życie. Pestycydy, różne kategorie syntetycznych związków chemicznych jako dodatki do żywności, (paradoksalnie – prawnie dopuszczalne, ale kto kreuje takie prawo i w jaki sposób?), zaburzających funkcjonowanie naszego organizmu, powodujących choroby, to przykłady powszechnych zagrożeń. Epidemia nowotworów, cukrzycy, alergii itd., jest obrazem skutków takiej metody produkcji żywności, i jej konsumpcji. Odpowiedź jest prosta. Nie my tworzymy to „prawo” i nam to „prawo” niestety nie służy. Cierpią nie tylko ludzie. „Przy dzisiejszych praktykach wielkich koncernów … żaden dziki zakątek, ani żadna rdzenna kultura nie ma szans na przetrwanie … Nie da się złagodzić stwierdzenia, że biznes niszczy świat”. Taki, globalny, korporacyjny biznes nas zabija.

Nauka do zrozumienia przyczyn i skutków obecnego kryzysu wniosła wiele, ale nie tyle, ile powinna. Nauce odebrano głos, skazano na milczenie, nazywając zaangażowanie niektórych naukowców uprawianiem polityki, demagogią. Odepchnięto zastraszonych naukowców od próby aktywnego naprawiania rzeczywistości. Każda ekonomia jest – jak twierdzi znakomity polski ekonomista, prof. Jerzy Wilkin – polityczna! Nie można zajmować się ekonomią poza polityką, bo takiego świata nie ma.

Wiele osób stawia sobie pytanie, zapisane przez P. Hawkena: „Jak wyobrażamy sobie przyszłość, skoro nasze systemy gospodarcze pozostają w niezgodzie ze wszystkim, czego uczy nas natura”. Nawet ważne pojęcie rozwoju zrównoważonego, zakładające (są – owszem – różne interpretacje) równoważność trzech jego składowych, powinno być zweryfikowane. Gospodarka, nawet najlepsza, sprawiedliwa – inna niż obecna – nie jest tym samym, co ekosystem (naturalne środowisko). To ekosystem jest bazą dla społeczeństwa i jego gospodarki – jego zagłada, a nawet istotna negatywna zmiana, może uniemożliwić jakiekolwiek funkcjonowanie społeczeństw z ich gospodarkami.

Zrobiliśmy z Ziemi wysypisko zagrożeń, nie tylko śmieci. Śmietnikiem stały się gleby, wody, ale – taka jest prawda – chemicznym śmietnikiem jest także nasza żywność. „… Wyrzucanie niebezpiecznych odpadów nie jest sednem problemu, a tylko zasadniczym symptomem. Krytyczną sprawą jest samo wytwarzanie odpadów toksycznych”, napisał P. Hawken. Ważną kwestią jest udzielenie odpowiedzi na pytanie – jaki jest cel produkcji, komu ona służy? Oczywiście, odpowiedź jest prosta. Biznesowi, bez względu na konsekwencje. Zagadnienie to jest najbardziej istotne w rolnictwie i przetwórstwie żywności (w gospodarce żywnościowej), bowiem toksyny zawarte w produktach spożywczych najszybciej atakują nasz organizm. Pytaniem jest, czy dysponujemy w odniesieniu do powyższego zagadnienia realnymi ekonomicznie i społecznie skutecznymi rozwiązaniami. Oczywiście, że tak. Jednak rozwiązania te nie służą ekonomicznym dążeniom możnych tego świata, nie są więc wspierane i wybierane. Wprost przeciwnie, o czym liderzy światowej finansjery i gospodarki dobrze wiedzą. Prawdziwym dla ludzi etycznie myślących o rolnictwie jest stwierdzenie P. Hawkena: Dopóki samoloty pikują nad polami, by wybić szkodniki pestycydami, pozostajemy wciąż w gospodarczym średniowieczu. Może jedna tysięczna rozpylanych środków owadobójczych rzeczywiście zwalcza szkodniki. Reszta przenika do liści, do gleby, do wody i skaża wszelkie formy życia, a w końcu – nas samych. To, co ładnie wygląda w gospodarczych bilansach, w rzeczywistości stanowi marnotrawstwo zasobów i szkodzi życiu”, wszystkim formom życia. Zabija gleby, biosferę, rujnuje nasze zdrowie. Dzisiaj nikt już nie wątpi, jak toksyczne dla organizmu człowieka są chemiczne, syntetyczne środki ochrony roślin. Epidemia nowotworów to także skutek ich stosowania – naukowo udowodniony. „Świat przemysłu wystawił nam niemal niespłacalny rachunek za swoje przeszłe i aktualne ekscesy”. Płacimy naszym zdrowiem i życiem. Czy to wystarczy? „…po raz pierwszy w dziejach ludzkości jedzenie zaczyna oznaczać coś złego, zagrożenie”.

Publikacja ta jest przepełniona cytatami. Świadomie. Można wszystko to napisać własnymi słowami i na podstawie swoich przemyśleń. Będą identyczne. Podobne myśli kiełkują w umysłach tak samo myślących. Intencją autora jest jednak pokazanie, że problemy te spędzają sen z powiek wielu autorom, etycznym biznesmenom i naukowcom.

Różne szkoły ekonomii uczą nas, jaką rolę pełni „wolny rynek”. Można jednak za P. Hawkenem postawić logiczne pytanie: „Jeżeli wolny rynek jest efektywny, to dlaczego gospodarka jest taka nieefektywna w odniesieniu do środowiska? Odpowiedź jest prosta: rynki … nie są zdolne ocenić kosztów … rynek nie odzwierciedla prawdziwych kosztów towarów i usług”.

Zagadnienie to znakomicie ilustrują przykłady dotyczące rolnictwa i przetwórstwa żywności. Rolnik ekologiczny nie eksternalizuje kosztów (nie obciąża nimi środowiska i społeczeństwa). Wynik ekonomiczny działań takiego rolnika na ogół jednak nie jest pozytywny. „… rolnik ekologiczny, który podnosi jakość gleby, nie stosuje pestycydów ani herbicydów i nie zanieczyszcza wody gruntowej, który uzyskuje swoje plony mniejszym nakładem energii, który nie wykorzystuje imigrantów jako taniej siły roboczej, nie zostawia opróżnionych puszek z … pestycydami na dzikich wysypiskach, który podtrzymuje i rozwija różnorodność biologiczną swego banku nasion – nie może wejść na rynek z równie niskimi cenami co farma przemysłowa”. Dlaczego? Bo nie eksternalizuje kosztów, nie spycha ich na społeczeństwo i ekosystem. Ale ktoś zawsze musi rachunek zapłacić. Teraz lub później, jednak zawsze musi. Człowiek płaci chorobami, przedwczesnymi zgonami, kosztami leczenia i leków, co do wielu z nich też można i należy mieć wątpliwości. Tak więc jedna gałąź gospodarki rujnuje nam zdrowie [rolnictwo wielkoprzemysłowe – przyp. red.], a druga [wielka farmaceutyka – przyp.red.] na tym dodatkowo zarabia, często także pogłębiając nasze problemy zdrowotne – oto przykład bezwzględnego cynizmu i wyzysku.

Jednak „Przemysł, korzystając z grup nacisku i prawników, z hipokryzją nadal mówi ustami swych zarządów, że prawodawstwo ograniczające użycie pestycydów <nie wydaje się oparte na naukowych podstawach, lecz zdaje się świadczyć o uleganiu punktowi widzenia i lękom opinii publicznej>. Jeżeli mamy <nie> ulegać temu, co widzimy, czujemy i wiemy, to po co nam w ogóle lokalne prawodawstwo?”. W ten sposób „Nawet czujni i aktywni ludzie przyswoili sobie zwyrodniałą wersję demokratycznych możliwości”, która polega na zastraszaniu, kupowaniu polityków, naukowców, parlamentarzystów. Choć zdarzają się ludzie uczciwi, to zawsze znajdą się i tacy, którzy z powodu chciwości, braku etyki, a być może tylko niewiedzy lub głupoty, dadzą się kupić.

Jaki jest dominujący model rolnictwa we współczesnej gospodarce, wszyscy wiemy. Jakie są tego przyczyny i skutki – także. I co dalej – na ogół nic nowego. Liczymy, że ktoś za nas sprawę załatwi. Że ktoś nas strzeże: parlament, rząd. Nic bardziej mylnego. Jeżeli sami nie rozwiążemy problemu, nie włączymy się aktywnie w zmianę systemu, nikt tego za nas nie zrobi. Znane powiedzenie „stań się zmianą, jakiej oczekujesz”, jednoznacznie nawiązuje do potrzeby społecznego zaangażowania.

Pięknie, a zarazem w prosty, logiczny sposób interpretuje te fakty P. Hawken, pisząc: „Świat jest niszczony – ponad wszelką wątpliwość – za sprawą chciwości bogatych i możnych. Jest on niszczony także wskutek żądań ogółu. Bogatych i możnych nie jest aż tylu, aby mogli skonsumować cały świat. Aby tego dokonać, bogaci i możni potrzebują niezliczonych rzeszy zwykłych ludzi …”. Nas. Naszego braku wiedzy, ignorancji, naszej obojętności, braku lub błędnych wartości, braku etyki. Także my jesteśmy egoistami. Na ogół mamy jednak mniejsze możliwości, to często jedyna różnica, w porównaniu z właścicielami korporacji.

Losy rolnictwa i suwerenności żywnościowej w rzeczywistości możemy rozstrzygnąć poprzez codzienne nasze wybory, nas konsumentów, przynajmniej tam, gdzie jeszcze jakiś wybór pozostał.

Najwyższy czas przestać liczyć na teorię „niewidzialnej ręki rynku”. Rynkiem rządzą twarde pięści i buty globalnych korporacji, psychopatyczne głowy ich zarządów, określenie „niewidzialna ręka rynku” jest prawdziwe tylko z tego powodu, że po prostu jej nie ma. Nadszedł czas podejmowania świadomych decyzji żywnościowych i liczenia na siebie. Wymaga to jednak aktywnej edukacji – wszędzie i zawsze.

Czym różni się korporacja od małej firmy rodzinnej. Zasadniczo wszystkim. Przedstawione w tej pracy uwagi krytyczne nie dotyczą więc większości małych firm, których właściciele wykazują najczęściej odpowiedni poziom etyki swojego postępowania. Właśnie na takich firmach powinna być budowana odpowiedzialna sfera gospodarki. „Dobrze zarządzane przedsiębiorstwo to jedna z najbardziej efektywnych form ludzkiego działania. Musimy jednak także zdać sobie sprawę, że źle zarządzany koncern ma wystarczającą potęgę by stać się jedną z najniebezpieczniejszych form ludzkiej aktywności, jakie kiedykolwiek wynaleziono”.

Trudno stwierdzić, że J. M. Keynes nie miał racji, pisząc w jednej ze swoich podstawowych prac naukowych następujące słowa: Kapitalizm to zdumiewająca wiara w to, że z najnikczemniejszych czynów najnikczemniejszych z ludzi wyniknie największe dobro dla wszystkich”. Gdy to pisał, kapitalizm rozwijał się dynamicznie. Nikt w jego słowa nie wierzył. Światem jeszcze nie rządziły korporacje.

Jakiego rodzaju osobą jest korporacja? Posługując się klasyfikacją zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-IV) analizującą objawy, jakie towarzyszą różnym zaburzeniom dochodzę do wniosku, że korporacje wykazują wiele cech typowych dla psychopatów i socjopatów do wspólnej kategorii „antyspołeczne zaburzenia osobowościowe”.
Tak napisał, dowodząc, że ma rację, pisząc takie twarde słowa, J. Bakan, profesor prawa z USA. I dalej ten sam autor: Biznesmeni może nie, a już korporacja jako taka to podręcznikowy przykład psychopaty… troszczy się wyłącznie o interes własny i w żadnym kontekście nie jest zdolna do autentycznej troski o innych… Jest nieodpowiedzialna, w dążeniu do zaspokojenia jej celu, wszyscy inni są narażeni na niebezpieczeństwo. Korporacje usiłują manipulować wszystkich, łącznie z opinią publiczną. Do istotnych cech charakteryzujących korporacje należy też brak empatii i tendencje aspołeczne… ich zachowanie wskazuje, że nie obchodzi ich los ofiar”. Dodaje: Będąc instytucjonalnymi psychopatami, korporacje mają w zwyczaju usuwać ze swojej drogi wszelkie przeszkody. Do takich przeszkód należą np. przepisy, które ograniczają ich swobodę wyzyskiwania ludzi i eksploatowania środowiska naturalnego, toteż korporacje walczą o ich usunięcie…. A także: Jedna z najpotężniejszych na Ziemi instytucji, korporacja dotknięta jest beznadziejnym przypadkiem psychopatii. Kłamie, kradnie i zabija bez cienia skruchy”. Kolejny profesor prawa z Uniwersytetu Harvarda, A. M. Dershowitz, dodaje: „Korporacja jest potworem, który może połknąć cywilizację – chciwym, drapieżnym i niepowstrzymanym. Wszyscy jesteśmy jego potencjalnymi ofiarami…”. Charakterystykę traktowania globalnego ekosystemu przez korporacje dobrze odzwierciedla kolejny cytat: „Traktowanie Ziemi jak przedsiębiorstwa w stanie likwidacji jest postępowaniem z gruntu złym”. Właśnie tak, postępowanie korporacji jest z gruntu złe. Korporacje robią wszystko co mogą, aby utrzymać, a nawet rozwinąć swoją monopolistyczną dominację. Używają metod przeróżnych, byle tylko panować nad klientami. Przykładów dostarczają zachowania firm tytoniowych. Naszym produktem jest wątpliwość, bo to właśnie ona jest najlepszym sposobem walki z faktami naukowymi” – wewnętrzna nota służbowa firmy tytoniowej”. Podobnie postępują dzisiaj, obawiając się prawnych restrykcji związanych z generowaniem efektu cieplarnianego. Należy przedstawić globalne ocieplenie jako teorię, a nie jako fakt – wewnętrzna nota służbowa firmy”. Niestety, przekazywaniu nieprawdy służą także zachowania niektórych naukowców. Z jednej strony mamy porozumienie światowej renomy naukowców, a z drugiej tak samo poważnie traktowany, pseudonaukowy bełkot na usługach przemysłu. Problem polega na tym, że ten bełkot pojawia się w różnego rodzaju czasopismach popularnonaukowych, także w prasie codziennej, dociera więc do dużej liczby czytelników. Natomiast publikacje rzetelnych naukowców docierają przede wszystkim do innych pracowników nauki, co niestety nie zmienia rzeczywistości. Korporacje gotowe są wydać olbrzymie pieniądze na fałszywą propagandę. „ExxonMobil wydał miliony dolarów na 39 zespołów zajmujących się dezinformacją opinii publicznej na temat zmian klimatycznych”.

(…)

Co można i należy zrobić ?

Ciągle można zrobić wiele. Marazm, nieme przyzwolenie na korporacyjne ekscesy należy zastąpić aktywnością. W każdym miejscu, na różnych szczeblach organizujmy się. Nie możemy pozwolić na zrobienie z siebie, naszych dzieci i wnuków, kolejnych korporacyjnych ofiar. Obecny model rolnictwa nie stanowi rozwiązania. Kwiecień 2008 – przedstawiciele 58 rządów z całego świata (także 400 niezależnych naukowców i ekspertów z 86 krajów, reprezentujących wszystkie możliwe dyscypliny i punkty widzenia, przedstawiciele rządów, agencji międzynarodowych oraz wszystkich dziedzin życia społecznego) opracowali raport „Międzynarodowa ocena wpływu nauk i technologii rolniczych na rozwój” (International Assessment on Agricultural Knowledge, Science and Technology for Development – IAASTD). Raport ten, [LINK DO RAPORTU] krytykując rzeczywistość, podaje również szereg możliwych i potrzebnych rozwiązań. Rozwiązanie problemu głodu to kwestia politycznego wyboru, nie zaś zwiększania wielkości produkcji. Najbardziej niedożywiona część ludności zamieszkuje te kraje, które są głównymi eksporterami towarów i produktów rolnych. Należy odchodzić od dalszego zwiększania hurtowej produkcji towarów i handlu globalnego na rzecz poprawy lokalnej dostępności żywności. Uprawa roślin towarowych oraz przeznaczonych na biopaliwa wypiera lokalne uprawy roślin przeznaczonych na konsumpcję. Rozwiązania technologiczne prezentowane jako cudowny lek na głód i ubóstwo, w tym inżynieria genetyczna, odwracają uwagę od konieczności poszukiwania rzeczywistych rozwiązań i ukrywają prawdziwą przyczynę głodu i ubóstwa. Inżynieria genetyczna i przemysłowy model rolnictwa pociągają za sobą zależność od środków chemicznych i promują rozwój monokultur eksportowych ze szkodą dla lokalnych społeczności, powodują zanieczyszczenie środowiska, obniżają różnorodność rolną i – poprzez opatentowane technologie – dają prywatnym firmom narzędzie do bezpośredniej kontroli produkcji żywności.

W deklaracji z Nyleni, uchwalonej w Mali w 2007 roku, określa się ją (suwerenność i niezależność żywnościową – uwaga autora) jako „prawo narodów do spożywania żywności zróżnicowanej i odpowiedniej pod względem kulturowym, dostępnej, produkowanej w sposób zrównoważony i ekologiczny, oraz do decydowania o własnym systemie żywienia i produkcji. Zasada ta stawia producentów, dystrybutorów, konsumentów żywności w centrum systemu żywnościowego oraz polityki żywności, ponad oczekiwaniami rynków i przedsiębiorstw. Broni przyszłych pokoleń i uwzględnia ich interesy. Pozwala odrzucić i zdemontować wolny, korporacyjny handel oraz panujący porządek żywieniowy, a wprowadzić systemy żywienia, rolnictw, pasterstwa i rybołówstwa, którymi zarządzać będą producenci lokalni. Suwerenność żywnościowa daje pierwszeństwo gospodarstwom lokalnym i rynkom lokalnym i krajowym, przekazuje władzę decydowania rolnikom i rolnictwu rodzinnemu, drobnemu rybołówstwu i tradycyjnemu pasterstwu, zapewniając produkcji, dystrybucji i konsumpcji żywności fundament zrównoważenia ekologicznego, społecznego i gospodarczego. Suwerenność żywnościowa promuje transparentny handel gwarantujący godne dochody wszystkim narodom i dając konsumentom prawo kontrolowania własnego sposobu odżywiania. Oddaje prawo zarządzania naszą ziemią, naszym terytorium, naszymi wodami, nasionami i bydłem, całą naszą bioróżnorodnością, w ręce nas, którzy produkujemy żywność. Suwerenność żywnościowa oznacza nowe, wolne od ucisku i nierówności relacje między mężczyznami i kobietami, między narodami, grupami rasowymi, klasami społecznymi i pokoleniami”. Różne organizacje zaczynają wykazywać coraz większą aktywność w kierunku zmiany globalnego ustroju rolnego, podkreślając zarazem podstawowe prawo rolnika do posiadania własnych gruntów. „Prawo do posiadania ziemi jest warunkiem koniecznym do rozumienia suwerenności żywnościowej, którą, zgodnie ze sformułowaniem, zaproponowanym przez La Via Campesina, definiować można jako prawo ludzi do produkowania oraz konsumowania bezpiecznej i zdrowej żywności, w pobliżu miejsca zamieszkania, w określonym kontekście kulturowym”.

W wielu krajach świata, także w Europie powstały organizacje, nakierowane na wspieranie interesów lokalnych społeczności. Ich głównym celem jest promocja upraw ekologicznych, regionalnych, lokalnych, utrzymanie rolnictwa rodzinnego, odtworzenie wielogatunkowych płodozmianów, zachowanie prawa do własnych nasion, wykorzystanie naturalnych procesów biologicznych, w tym mikrobiologicznych, zachowanie bioróżnorodności.

Spółdzielnie konsumenckie wraz z rolnictwem wspieranym przez społeczność (ang. Community Supported Agriculture, CSA) w niektórych krajach osiągają imponujące rozmiary. W południowokoreańskiej spółdzielni żywnościowej Hansalim, aktywnie działa ponad 150 000 rodzin. Spółdzielnia ta produkuje ekologiczną, najwyższej jakości żywność po niskiej cenie. Związane jest to z wyeliminowaniem pośredników i możliwości wpływu korporacji na relacje ekonomiczne.

Tam, gdzie zawiodło państwo, musimy wykorzystać własny potencjał społeczny. Możemy stworzyć gospodarkę lokalną, jak i regionalną. Zacząć musimy jednak już dzisiaj, bowiem wejście porozumienia CETA odbierze polskim rolnikom szansę na konkurowanie ze światowymi korporacjami w sposób inny, niż tylko dostosowanie się do globalnych standardów niskiej jakości żywności i cynicznego postępowania producentów – negatywnych pod każdym względem. Rolnicy, którzy nie sprostają konkurencji, podobnie jak to było w wielu krajach świata, zostaną zmuszeni do sprzedaży ziemi, którą przejmie światowy biznes. Konsumenci otrzymają najgorszej jakości żywność, która pogłębi problemy otyłości, cywilizacyjnych chorób. Chcąc temu zapobiec, musimy zacząć już dzisiaj.

Głośny paradygmat gospodarki opartej na wiedzy (GOW) zawiódł w praktyce. Wiedza jest cenna, ale jest coś cenniejszego: wyobraźnia i wrażliwość (A. Einstein „wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy”). A. Kukliński w logiczny sposób dowodzi, że paradygmat rozwoju oparty na wiedzy, ale pozbawiony wyobraźni, jest błędny. Musimy więc z modelu gospodarki opartej na wiedzy przejść w model bazujący na mądrości. Musimy zacząć dostrzegać długookresowe, strategiczne konsekwencje obecnie podejmowanych decyzji. Ale niezbędna jest również analiza aktualnych i przyszłych skutków postępowania korporacji i polityków podejmujących strategiczne decyzje, a następnie reagowanie na wyciągnięte wnioski. Wymieniony autor definiuje mądrość jako „integrację wiedzy, wyobraźni, doświadczenia oraz świadomości kanonów dobra i zła”. W gospodarce opartej na mądrości „wyobraźnia jest nośnikiem procesów rozwoju wizyjnego i myślenia strategicznego”, a wprowadzenie kanonu etyki do głównego nurtu kształtowania gospodarki XXI wieku ma absolutnie podstawowe znaczenie.

Gospodarki opartej na mądrości nie zbudują korporacje i współczesne rządy. Tylko my, głównie konsumenci i drobni ekologiczni rolnicy, możemy ją stworzyć, a następnie strzec i kultywować.


Bibliografia:

P. Hawken, Przez zielone okulary. Jak prowadzić interesy nie szkodząc sobie i innym, Wyd. Pusty Obłok, Warszawa 1996.

M. Caparrós, Głód, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

„Głodowa Organizacja Handlu”, 22.12.2015, http://igo.org.pl/glodowa-organizacja-handlu.

J. Bakan, Korporacja: patologiczna pogoń za zyskiem i władzą, Wyd. Lepszy Świat, Warszawa 2006.

Żywność i demokracja. Wprowadzenie do suwerenności żywnościowej.,Wyd. Polska Zielona Sieć, Karków 2011.

A. Kukliński, Od gospodarki opartej na wiedzy do gospodarki opartej na mądrości, Biuletyn PTE, nr 2 (52), kwiecień 2011.


Artykuł ukazał się w miesięczniku Polityka Polska nr 6-7/2017.

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz