Koniec „miodowego miesiąca” – podsumowanie dotychczasowych rządów PiS

Prof. Artur Śliwiński

Nie ma prawdy bez odwagi wyznawania jej przed ludźmi – Stefan kard. Wyszyński, Prymas Polski

Wielu uważnych obserwatorów życia politycznego w Polsce podziela nasze przekonanie, iż rok 2017 będzie dla Polski rokiem przełomowym, chociaż rezultat nadchodzących wydarzeń jest wyjątkowo trudny do przewidzenia.

Foto (polskieradio.pl)

Jednym z najważniejszych aspektów tego przełomu jest wspomniany w tytule koniec trwającego ponad półtora roku „miodowego miesiąca” Prawa i Sprawiedliwości. Tym określeniem sygnalizujemy nie tylko widoczne pogorszenie nastrojów społecznych, coraz bardziej irytujące skutki nieprofesjonalnej i niejednoznacznej polityki ekonomicznej, czy słabe umiejętności zarządzania państwem, które są obecnie silnie eksponowane przez krytyków Prawa i Sprawiedliwości. W większości przypadków jest to krytyka tendencyjna i interesowna, przepełniona nadzieją wyeliminowania głównego konkurenta politycznego. Nie ulega bowiem wątpliwości, że poprzedni rząd był nie tylko znacznie bardziej obciążony własnymi ułomnościami, lecz ponadto stoczył się do poziomu organizacji przestępczej.

Istota problemu nie tkwi w więc widocznej słabości Prawa i Sprawiedliwości pod względem medialnym, organizacyjnym czy kadrowym, lecz w dotychczasowym mechanizmie władzy politycznej w Polsce, który na naszych oczach obecnie się rozpada. Przełom, o którym piszemy, to szereg spektakularnych okoliczności związanych z tym rozpadem.

Wstępnie, rozpad ten można scharakteryzować jako korozję mechanizmu stabilizacji politycznej opartego na zaprogramowanej kompromitacji kolejnych rządów, które nie są w stanie udźwignąć ciężaru pogłębiającego się kryzysu społeczno-ekonomicznego. Od lat 90-tych ub. w. kolejne rządy starały się wykazać polityczną przewagę nad poprzednimi, lecz po pewnym czasie okazywały się łudząco podobne, łatwo tracąc, z trudem zdobyty, elektorat. Główna przyczyna takiego obrotu spraw jest łatwa do zrozumienia.

Struktura kłamstwa

Tą główną przyczyną trudności związanych ze stabilizacją polityczną było KŁAMSTWO polegające za uporczywym twierdzeniu, że polska gospodarka przeżywa wzrost. Uwagę przykuwa fakt, że jest to kłamstwo trwałe, obecne w życiu politycznym przez niemal trzy dekady; jest immanentną cechą polskiego systemu politycznego. Wokół tego kłamstwa politycy wprowadzali różne upiększenia rzeczywistego stanu rzeczy oraz skrzętnie ukrywali lub bagatelizowali liczne przejawy degradacji życia społecznego.

Kłamstwo powodowało, że wcześniejsze rządzące partie nie były rozliczane za działalność niezgodną z interesem narodowym, a po upływie kilkunastu miesięcy swoistej kwarantanny mogą ponownie zdobywać władzę polityczną, często pod zmienionym szyldem. Również funkcjonujący aktualnie rząd PiS-u w tych warunkach pozornie mógł czuć się stosunkowo bezpieczny (przynajmniej niektóre osoby), co sprzyja nieodpowiedzialności.

Rzekomy wzrost gospodarczy Polski stanowi zasłonę dymną, za którą kryją się główne czynniki degradacji społecznej i ekonomicznej Polski. Nie chodzi o to, że dzięki tej zasłonie są one niewidoczne. Przeciwnie, są coraz bardziej widoczne i coraz bardziej irytujące. Chodzi przede wszystkim o to, że podtrzymywanie iluzji wzrostu gospodarczego stało się głównym i najbardziej cenionym sposobem utrzymania władzy, co niesie poważne konsekwencje. Żaden z dotychczasowych rządów po 1989 roku nie potrafił z tym zerwać, również rząd Prawa i Sprawiedliwości, czyli… „stanąć w prawdzie”.

Nie jest to oczywiście przypadkowe. Praktycznie wszystkie stające u steru rządów partie polityczne były produktem omawianego mechanizmu sprawowania władzy. Żadna z nich nie zamierzała wyłamywać się z rygorów tego mechanizmu, ukształtowanego w celu grabieży majątku narodowego (a nie w celu pomnażania tego majątku), w celu wyzysku polskiego narodu (a nie w celu poprawy warunków egzystencji narodowej). W tej sytuacji debatowanie o wzroście gospodarczym było pozbawione sensu.

Pod tym względem również Prawo i Sprawiedliwość nie było przygotowane do „radykalnej” zmiany. Już na starcie utraciło możliwość stanowczego wyłamania się z dotychczasowego schematu sprawowania władzy. Fakt, iż poprzedni rząd koalicji PO-PSL przekroczył wszelkie granice lekceważenia interesu narodowego, nie został uwzględniony w kalkulacji politycznej. Rząd PiS potraktował tradycyjnie polityków PO-PSL jako konkurencję, a nie jako formację przestępczą (chociaż teraz próbuje nieco nadrobić zaniedbania).

Nadal jednak wielu polityków PiS zajmuje się reanimacją hasła o wzroście gospodarczym Polski, co jest nie tylko kłamliwe, lecz także rozgrzesza rządy PO-PSL. Trudno się dziwić, że budzi to podejrzenie, jakoby obydwie formacje grały „w tej samej drużynie”, co  uwiarygodniają liczne roszady personalne między nimi. Fakt, że formacje te funkcjonują w ramach jednego mechanizmu stabilizacji politycznej z konieczności nadaje im cechy bliźniacze. Jednak różnice są istotne. Konto PO-PSL jest tak mocno obciążone, że nie do pomyślenia jest odegranie przez te partie jakiejkolwiek pozytywnej roli politycznej. Natomiast szanse PiS na dokonanie przełomu maleją, lecz może to być impulsem do gruntownego przemyślenia sytuacji oraz dokonania „nowej syntezy”, dotychczas słabo rozpoznanych  możliwości przełomu. Prawdę mówiąc, dokonanie takiej, niezwykle potrzebnej „nowej syntezy”, jest możliwe raczej w nurcie patriotycznym, znajdującym się poza strukturami Prawa i Sprawiedliwości, które pod względem ideowym nie prezentują wyraźnego stanowiska.

Zakotwiczenie w dotychczasowym mechanizmie stabilizacji władzy politycznej daje o sobie znać w postaci wyjałowienia myśli narodowej (zaś zakotwiczenie w kłamstwie o wzroście gospodarczym generuje kretynizm, o czym będzie jeszcze mowa). To jednak nie oznacza, że współpraca środowisk patriotycznych z patriotycznym odłamem PiS nie może zakończyć się pozytywnym rezultatem. Wydaje się pewne, że nie obeszło by się wówczas bez konfliktów i tarć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości, co mogłoby tę partię skierować na odpowiednie tory. Lecz możliwy jest także inny scenariusz, którego głównym motywem jest określenie „za późno”, tj. zbyt daleko idące zabrnięcie PiS w dotychczasową „grę polityczną” oraz ostateczne zniechęcenie środowisk patriotycznych do współpracy.

Znając reguły dotychczasowej „gry politycznej” możemy powiedzieć, że skończy się ona przegraną PiS. (…)

Kłamstwo i upadek polityczny

Kłamstwo przeniknęło do systemu politycznego w Polsce jako podstawowy element „kultury politycznej”.

Zazwyczaj kłamstwo ma potrójny charakter. Nie wystarczy bowiem rozpowszechniać kłamliwą tezę o wzroście gospodarczym, lecz konieczne staje się skuteczne zwalczanie prawdy o sytuacji gospodarczej.

Ten drugi aspekt kłamstwa jest bardziej dolegliwy, gdyż prowadzi do utraty zdolności poznawczych. Kłamstwo koncentruje uwagę na skuteczności przekazu, a nie na wiedzy o rzeczywistości, co współcześnie określa się eufemistycznym mianem „manipulacji społecznej”. W praktyce politycznej manipulacja jest czerpaniem korzyści z powielania kłamstw. Tak rozumiana manipulacja jest brzemienna w skutkach; kłamstwo staje się sposobem myślenia i działania, które nie wymaga poznania obiektywnej prawdy, a nawet na poziomie „filozoficznym” zaprzecza jej istnieniu. To zaś nieuchronnie prowadzi nie tylko do ograniczenia zainteresowania rzeczywistością społeczną, lecz uniemożliwia jej poznanie.

Ofiarą manipulacji nie jest prawda, lecz ci nieszczęśnicy, którzy ignorują obiektywną prawdę; przez zaniechanie poznania rzeczywistości ponad to, co dotyczy technologii manipulacji. Proces ten kończy się nieuchronnie utratą zdolności poznawczych, czyli kretynizmem. Zwycięstwo prawdy polega na tym, że głupcy najszybciej giną.

Te skromne spostrzeżenia odnosimy do ewolucji polityki w Polsce. Degradacja „elit politycznych” przejawia się nie tylko w żenujących sporach politycznych, lecz głównie w braku zdolności poznawczych, potrzebnych do zrozumienia rzeczywistości społecznej oraz w niskim poziomie intelektualnym. Jednak na ogół panuje przekonanie, że spostrzeżenia te dotyczą ogółu społeczeństwa, zwłaszcza gdy uwzględnia się przemożną rolę mediów w upowszechnianiu kłamstwa.

Załamanie systemu politycznego

Zatrutym owocem kłamliwego twierdzenia o wzroście gospodarczym Polski jest przede wszystkim to, że kolejne rządy nie uznały potrzeby zahamowania negatywnych procesów gospodarczych i podjęcia wysiłków w celu przezwyciężenia kryzysu gospodarczego. Kiedy bowiem lansuje się optymistyczny pogląd o wzroście gospodarczym, nie można dokładać do niego budzącego pesymizm obrazu rzeczywistości gospodarczej.
Przeprowadzony w maju 2016 roku tzw. audyt rządów PO-PSL potwierdził zdecydowane stanowisko wielu poważnych ekonomistów polskich, że skala zjawisk kryzysowych w Polsce jest porażająca. Kierownictwo PiS łatwo jednak powróciło do kłamliwej tezy Platformy Obywatelskiej, jakoby Polskę „kryzys ominął”, a także zademonstrowało wizję „państwa ważniejszego od rynku”, domagając się większej odpowiedzialności (nie od siebie, lecz od … polskich przedsiębiorców).

Straty i zaniedbania we wszystkich dziedzinach życia państwowego i gospodarczego w Polsce są trudne do przezwyciężenia, a częściowo nieodwracalne. To jest bowiem „dorobek” trzydziestu lat rabunkowej, zorganizowanej, często wręcz przestępczej eksploatacji gospodarki polskiej. Bez położenia tamy temu procederowi oraz likwidacji instytucji organizujących ten proceder, wszelkie dywagacje i „plany  rozwojowe” są nic nie warte. Brak ochrony i kontroli majątku publicznego, a także słaba i nieskuteczna ochrona majątku prywatnego Polaków oraz praw pracowniczych i konsumenckich, podważa sens polityki ekonomicznej rządu. Każde zwiększenie majątku publicznego lub prywatnego stanie się znowu łupem wspomnianej eksploatacji. Dlatego nawet najbardziej atrakcyjne medialnie zamierzenia gospodarcze i inwestycyjne rządu nie mają racjonalnego uzasadnienia.

W obecnych warunkach re-industrializacja jest nierealna.

W dramatycznej sytuacji niezbędne są głębokie zmiany systemowe, a nie roszady personalne lub łagodzenie najbardziej skrajnych problemów socjalnych, przypominające ratowanie utopionych. Konieczne jest przede wszystkim uporządkowanie (odrodzenie!) zdewastowanego, skorumpowanego, bezproduktywnego i rozdmuchanego do granic absurdu sektora publicznego, w tym zwłaszcza zdecydowana redukcja oraz poprawa jakości administracji centralnej. Konieczne są radykalne zmiany w edukacji i kulturze polegające na uznaniu kluczowej roli polskiego dorobku intelektualnego, które umożliwiłyby umocnienie tożsamości narodowej młodego pokolenia Polaków, a przede wszystkim stworzenie warunków do czynnego, zaangażowanego ideowo działania młodych ludzi. Szanse przekształceń w tym kierunku w ramach dotychczasowej polityki rządu są nikłe, skoro rząd nie potrafi nawet zbudować systemu planowania rozwoju społeczno-gospodarczego.

Część wpływowych ludzi Prawa i Sprawiedliwości jest nadal obciążone piętnem neoliberalizmu, który jest w świecie powszechnie kwestionowany i odrzucany. Kłamstwa zawarte w doktrynie neoliberalnej są podniesione do rangi dogmatów. Wśród ludzi PiS, rządu i kancelarii prezydenta górują osoby o mentalności internacjonalistyczno-liberalnej, często słabe pod względem intelektualnym. Trzeba zrozumieć, że bez odrzucenia kłamliwego neoliberalizmu i wykluczenia z władzy jego zwolenników żaden przełom nie może się powieść.

Nadal, podobnie jak poprzednie ekipy rządowe, obecny rząd prowadzi „inercyjnie” działalność na rachunek wzrostu zadłużenia państwa. Nadal żaden rządowy lub parlamentarny projekt audytu i redukcji zadłużenia publicznego nie ujrzał światła dziennego (można przypuszczać, że ok. 70 % zadłużenia publicznego jest rezultatem działań oszukańczych). Wśród ekonomistów afiliowanych przy Prawie i Sprawiedliwości dominują apologeci zadłużania Polski, którym zafundowano intratne stanowiska w Radzie Polityki Pieniężnej (zamiast poddać ich reedukacji). W oficjalnych enuncjacjach przedstawicieli rządu forsowany jest neoliberalny dogmat o konieczności utrzymania „niezależności banku centralnego”, gdy powszechnie wiadomo, że owa „niezależność” była głównym motorem kreacji długu publicznego. Nie ulega wątpliwości, że bez likwidacji tej „niezależności” (de facto zależności od światowej oligarchii finansowej) zahamowanie wzrostu zadłużenia i jego redukcja są niemożliwe.

Kontynuacja nadal przeważa nad zmianami. Dwie historyczne „strategie rozwoju”, czyli strategia powszechnej prywatyzacji, a następnie strategia akcesji do Unii Europejskiej, zostawiły po sobie ruiny gospodarki, na której zgliszczach rozrosły się globalne sieci i korporacje, a także powstały fortuny zagranicznych i krajowych oligarchów. Dla obecnego przywództwa politycznego są to tematy tabu. Żadna z tych „strategii” nie została poddana analizie krytycznej. Powstała natomiast luka strategiczna, zaś polityka ekonomiczna dalej toczy się wokół zagadnień drugorzędnych.

W tych warunkach postulat repolonizacji gospodarki polskiej jest nie tyle powierzchowny, ile raczej nierealny. Tym bardziej, że celowo została zamazana granica między własnością polską i własnością zagraniczną.

Wskazujemy na kontynuację podstawowych tendencji społeczno-gospodarczych, z którymi Prawo i Sprawiedliwości nie było zdolne zerwać przez półtora roku [słowa pisane na wiosnę 2017]. Wynika to w znacznym stopniu nie tylko z przywiązania do sił globalistycznych, lecz również z niedostatecznej jakości kadry politycznej, administracyjnej i gospodarczej rządzącego ugrupowania.


W tej, z konieczności skrótowo naszkicowanej sytuacji, trudno liczyć na wyzwolenie sił wytwórczych, w tym przede wszystkim rzesz młodych Polaków w kraju i na emigracji. Zostały one wprowadzone w pułapkę totalnego kłamstwa.

Aby przejść do polityki, która zdolna będzie przezwyciężyć negatywne skutki głębokiego kryzysu społecznego i ekonomicznego w Polsce, a także chronić polskie interesy narodowe przed skutkami kryzysu globalnego, konieczna jest współpraca środowisk patriotycznych, cechujących się wysokim poziomem kultury i wykształcenia. Nadające status polskiej elity politycznej kryterium przywiązania do kultury narodowej i wykształcenia jest czymś ważniejszym od formalnego wymogu posiadania kwalifikacji politycznych. Jest ono czynnikiem selekcji oraz rugowania z życia publicznego ludzi bezideowych, nieodpowiedzialnych, pozbawionych tożsamości narodowej, a zwłaszcza zaprzedanych wrogom Polski, a takiej selekcji współczesne mechanizmy polityczne nie zapewniają. W Polsce nie działa żaden mechanizm eliminujący ludzi niegodnych sprawowania przywództwa politycznego. Jest to przede wszystkim wina powstałych po 1989 roku partii i układów politycznych, które narzuciły społeczeństwu neoliberalne formy i praktyki sprawowania władzy.

Zasoby kultury narodowej oraz dorobku w dziedzinie edukacji i wychowania narodowego są we współczesnych warunkach nieocenione. Są to nie tylko jedynie dostępne w Polsce zasoby umożliwiające odrodzenie narodowe i rozwój gospodarczy, lecz są również pod wieloma względami bogatsze, szlachetniejsze, niż nowoczesne systemy kultury masowej i postmodernistyczne trendy edukacyjne. Niszczenie tych zasobów należało do najważniejszych kanonów polityki rządów komunistycznych, ale jeszcze bardziej rządów liberalno-internacjonalistycznych po 1989 roku. Całe szczęście, że dobra niematerialne nie podlegają tym samym mechanizmom niszczenia, co zasoby materialne (zwłaszcza zasoby gospodarcze i przyrodnicze). Ten proces niszczenia zwrócił się głównie przeciwko niszczycielom – pozbawił ich osobistej kultury.

Za rządów PO-PSL grabież Polski osiągnęła niespotykane wcześniej rozmiary. Rozbudowany został system grabieży finansowej poprzez sztuczne, jawnie oszukańcze zasady funkcjonowania globalnych instytucji finansowych w Polsce, przywłaszczających atrybuty władzy państwowej (przejęcie kontroli nad bankiem centralnym, prawo do pozasądowej egzekucji z majątku dłużnika, dofinansowanie z budżetu państwa etc.). Bezkarnie funkcjonuje system grabieży handlowej, który umożliwia globalnym sieciom handlowym niszczyć polskich producentów i oszukiwać konsumentów. Pomiędzy funkcjonariuszami państwowymi i mafijnymi środowiskami gospodarczymi rozbudowana została sieć powiązań personalnych; zaś instytucje kontroli państwowej zostały zmarginalizowane. Rozbudowana została praktyka legalizacji działalności przestępczej i oszukańczej, zapoczątkowana w 1990 roku ustawodawstwem prywatyzacyjnym.

W polityce Prawa i Sprawiedliwości doszło do starcia dwóch przeciwstawnych tendencji: twardej kontynuacji i miękkiego przeciwdziałania. Przykład prawnego rozwiązania sporu wokół kredytów nominowanych we frankach wskazuje w istocie rzeczy na kontynuację legalizacji działalności oszukańczej. Symboliczne opodatkowanie obrotu bankowego oraz wielkich sieci handlowych jest raczej formą abolicji wobec działalności oszukańczej korporacji zagranicznych, aniżeli zastosowaniem rozwiązań ograniczających ich działalność negatywną dla gospodarki narodowej. Jak w wielu pozostałych przypadkach, podejmowane decyzje odwołują się nadal do neoliberalnych zasad Konsensusu Waszyngtońskiego, a nie do kryterium interesu narodowego.

W taki sposób jedynie dusi się prawdę.

Brakuje odwagi wyznania jej przed ludźmi.


Tekst prof. Śliwińskiego ukazał się w miesięczniku społeczno-politycznym Polityka Polska nr 4/2017.


Polecamy również:

M. Morawiecki zaprasza JPMorgan, Goldman Sachs, HSBC – czy można tym instytucjom i ludziom zaufać ?

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz