Wołodymyr Wiatrowycz, szef ukraińskiego IPN: „odbudujcie pomniki UPA w Polsce, bo inaczej nie pozwolimy wam przeprowadzać ekshumacji waszych rodaków”

Rozmowa z dr Andrzejem Zapałowskim na temat sytuacji na Ukrainie:

— Wołodymyr Wiatrowycz (zob. foto), szef ukraińskiego IPN, notoryczny nacjonalista i apologeta Ukraińskiej Armii Powstańczej zażądał od strony polskiej: „odbudujcie pomniki UPA w Polsce, bo inaczej nie pozwolimy wam przeprowadzać ekshumacji waszych rodaków, ofiar wojny i wydarzeń na Wołyniu”. Czy jest szansa na porozumienie pod tym względem?

— Moim zdaniem, przy takim stawianiu sprawy nie ma w ogóle szansy na porozumienie, ponieważ w Polsce opinia społeczna nie wyrazi zgody, żeby zbrodniarzom stawiano pomniki. Tym bardziej, że te, które zostały rozebrane, były nielegalne i zostały usunięte zgodnie z prawem. Wiatrowycz o tym bardzo dobrze wie, i jego narracja i jego środowiska głównie sprowadza się do tego, aby wspierać ukraiński nacjonalizm w konflikcie wewnętrznym.

W tej chwili chodzi o to, żeby mobilizować środowiska nacjonalistyczne na Ukrainie, aby przejść do konfrontacji z rządzącymi oligarchami. Zauważę tylko, że po ostrych napięciach ukraińsko — węgierskich i rumuńskich Ukraina rozpoczyna konflikt z prawie ostatnim państwem, poza Słowacją, z którym graniczy i to w sytuacji, kiedy ekonomicznie jest praktycznie bankrutem, kiedy system państwa się rozpada, kiedy wzrasta gwałtownie przestępczość itd.

To świadczy o tym, że ci ludzie, którzy takie tezy głoszą, zatracili absolutnie poczucie rzeczywistości. Po pierwsze, dążą do międzynarodowego usankcjonowania czegoś, co zostało potępione w Norymberdze, ponieważ tu nie chodzi tylko o UPA, lecz też ukraińskie o formacje SS. A po drugie, ukraiński nacjonalizm jest coraz bardziej rozpoznawalny co do swojego programu w Europie, gdzie jednoznacznie kojarzy się z ideologią faszystowską. Zatem kompletnie nie rozumiem, do czego oni zmierzają.

— Jak należy odnieść się do słów wicepremier Ukrainy Iwanny Klympusz-Cyncadze, która na łamach „Rzeczpospolitej” stwierdziła, że dopiero trzeba ustalić, czy Roman Szuchewycz zrobił coś złego innym narodom, bo może, kto inny zakładał jego mundur. A przecież wiemy, że ten hitlerowski sługus i główny dowódca UPA winny jest śmierci tysięcy Polaków. Więc powstaje pytanie, czy z takimi jak Bandera i Szuchewycz Ukraina może znaleźć się w Unii Europejskiej?

— Po pierwsze, pani premier głosząc takie tezy, obraża inteligencję czytelników.

Równie dobrze odnośnie do każdego innego zbrodniarza, który w historii jest jednoznacznie określony, można podnieść kwestię, że trzeba udowodnić, czy to naprawdę on dokonywał zbrodni. To jest sprawa jasna, opisana przez międzynarodowych historyków w dziesiątkach publikacji. To nie podlega żadnej dyskusji.

Jeżeli chodzi o drugą kwestię, to Ukraina nigdy nie miała szans i nie będzie miała szans wejść do Unii. A nawet w kwestii zbliżenia z UE głoszenie i honorowanie takich przestępców, którzy dokonywali licznych zbrodni, jest na dłuższą metę skazane na klęskę. Ja nie widzę absolutnie możliwości, żeby w dłuższej perspektywie Unia to tolerowała.

Dzisiaj z uwagi na konflikt polityczny między Unią a Rosją, który ma różne oblicza, toleruje się taktycznie to głoszenie nacjonalizmu ukraińskiego. Ale ja jestem głęboko przekonany, że wcześniej czy później dojdzie do normalizacji stosunków między Unią a Rosją i w tym momencie Unia jednoznacznie przekreśli tę część ideologii ukraińskiej, która jest związana z nacjonalizmem.

— Tym niemniej Unia nie skąpi środków materialnych i politycznych, by to quasi państwo jakoś funkcjonowało, a polskie władze też się do tego przykładają.

— Aczkolwiek teraz na szczęście pojawia się coraz większe zrozumienie, że to chyba była błędna polityka. Wiele środowisk,w tym środowisk kresowych, od lat zwracało na to uwagę, że polityka wschodnia Polski jest absolutnie błędna, zwłaszcza w stosunku do tego, co się dzieje na Ukrainie.

Myślę, że pewna zmiana myślenia nie nastąpi bardzo szybko, ale proces będzie trwał i nastąpi duża refleksja i zmiana polityki w stosunku do Ukrainy. Bo myślę, że gdzieś za dwa lata Ukraina stanie się problemem nie takim, jak dzisiaj, gdy zastanawiamy się, kto kogo popiera.

Wówczas powstanie pytanie, co zrobić z państwem liczącym 40 milionów obywateli, które jest w totalnym upadku, i którego nikt nie będzie chciał w sposób materialny podtrzymywać w nieskończoność. Ani Europy, ani Stanów i ani Rosji na coś takiego nie stać.


Polecamy inne artykuły na temat dzisiejszej Ukrainy i trudnej historii stosunków polsko-ukraińskich:

W Kijowie i innych miastach Ukrainy marsze ku czci UPA. Prezydent Poroszenko: wyczyny UPA przykładem na zawsze

Błogosławiony Grzegorz Chomyszyn, greckokatolicki biskup stanisławowski, a problem pojednania polsko-ukraińskiego

Ukraińska narracja w sprawie Operacji Wisła

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz