Na sobotę Chesterton: Potwór z Loch Ness

Kiedy to piszę, cała prasa bulgocze właśnie i puszcza bąbelki, ponieważ wynurzył się z odmętów, czy może zniknął w głębinach, pewien potwór, który z powodów sobie tylko znanych mieszka na dnie jeziora Loch Ness. Niezależnie od domniemanego życia w Loch Ness, potwór wiedzie bujne życie na łamach gazet. Jest to bowiem potwór życzliwy i wielkiej zacności, który niejednemu biednemu dziennikarzowi dopomógł już umieścić tu i ówdzie jakąś wierszówkę.

Nie wiem, i nie dbam o to, czy w Loch Ness naprawdę żyje jakieś zwierzę. Interesuje mnie za to pewien inny stwór, dużo bardziej monstrualny i osobliwy; stwór rodem z fantastycznych baśni. Ten stwór nazywa się „Człowiek”. Zamiast garbów, rogów i wijących się macek, zazwyczaj prezentowanych przez mityczne monstra, posiada anormalną wypukłość, zwaną głową. Tam zaś, jak się domniemywa, ma siedzibę tajemnicza cecha zwana rozumem. Niestety, ze smutkiem należy stwierdzić, że od pewnego czasu równie trudno znaleźć wiarygodne przejawy istnienia rozumu, jak i istnienia Potwora z Loch Ness.

Ten sympatyczny potwór ma swoich przeciwników, zwłaszcza wśród ludzi, którzy sami siebie nazwali racjonalistami, a którzy piszą o nim mniej więcej tak, jak swego czasu pisywano o wężu morskim, czyli w tonie tajemniczym, mistycznym i zupełnie irracjonalnym. Pewien tekst, pióra bardzo zdolnego dziennikarza, zaczyna się wręcz od słów: „Kiedy w grę wchodzą opowieści o duchach i potworach…”. Bardzo to osobliwe zestawienie. Zupełnie nie rozumiem, czemu wąż morski miałby być bardziej uduchowiony niż morski ślimak. W pewnym sensie wszystkie zwierzęta są mistyczne i zagadkowe, bo tajemnica Stwórcy odbija się w każdym Jego stworzeniu, lecz dotyczy to równie dobrze niewielkiej krewetki. Najpotężniejszy, najbardziej imponujący wąż morski nie jest w tym sensie bardziej mistyczny od cienkiego, niepozornego wężyka – mizeraka wężowego rodu. Naukowcy mogą się zastanawiać, do jakich rozmiarów dorastają węże w głębi oceanów, i powinien to być problem czysto naukowy. Nie ma nic magicznego, nie ma ani cienia prastarych celtyckich czarów i uroków w koncepcji, że jakieś wielkie zwierzę może żyć na dnie szkockiego jeziora, albo że w ogóle może żyć gdzie bądź.

Problem w tym, że od czasu zwycięstwa tak zwanego racjonalizmu udaje nam się skutecznie uprawiać wszystko z wyjątkiem racjonalnego myślenia. Racjonaliści bynajmniej nie są głupi; wielu z nich to błyskotliwi, subtelni pisarze, docierający w dziedzinie literatury tam, dokąd ja nigdy nie dotrę. Niestety, chyba już całkiem zapomnieli, na czym polega formułowanie wniosków. Osiągnęli mistrzostwo w sztuce akceptacji, opisu i analizy własnych wrażeń, lecz pojęcia nie mają, jak dedukować. Dziennikarz, owszem, biegle przelewa na papier refl eksje, które budzi w nim Potwór z Loch Ness, ale gdyby miał je ocenić w oparciu o test prawdy, nie wiedziałby nawet, jak to się technicznie robi.

Za typowy przykład nowoczesnej irracjonalności może służyć konkluzja artykułu o Potworze, który napisał pan Robert Lynd, krytyk literacki, skądinąd wykazujący niezrównaną przenikliwość i talenty analityczne. Pan Lynd pisze tak: „Lecz jeśli uwierzymy w Potwora z Loch Ness, to czemu nie w resztę? Gdzie wyznaczyć granicę? Jest przecież wiele opowieści o potworach…” – po czym roztacza przed czytelnikami bogate skarby erudycji, opisując po kolei różne monstra z mitologii celtyckiej i nordyckiej. Robi to z taką ponurą rezygnacją, jakby właściwie gotów był machnąć ręką, pójść na całość i przełknąć je wszystkie, jednego po drugim, łącznie z wielorybem, który woził w brzuchu Jonasza i ze smokiem, który chciał pożreć Andromedę.

Każdy, kto zaznajomił się z tą przestarzałą, niemodną nauką, zwaną logiką, tak intensywnie uprawianą przez ciemnych scholastyków średniowiecza, widząc wypowiedź pana Lynda z niedowierzaniem przetrze oczy i bez wahania odpowie: „Myślę, że powinien pan wyznaczyć granicę tam, gdzie kończą się dowody. Jeśli może pan ewentualnie uwierzyć w Potwora z Loch Ness, bo widziało go dwudziestu świadków, to potwór, którego widziało mniej osób będzie mniej wiarygodny, zaś potwór, którego w ogóle nikt nie widział powinien mieć wiarygodność bliską zeru. Naprawdę nie ma potrzeby, żeby łamać sobie głowę i teoretycznie rozstrzygać, czy siedmiogłowy smok z Persji jest prawdziwszy niż dziewięciogłowy smok z Japonii”.

W gruncie rzeczy pan Lynd już od początku błądził po manowcach logiki. Wyszedł bowiem z nielogicznego założenia, że jeśli tylko uwierzy w jakieś nieznane zwierzę, wkroczy w świat magii i czarów, gdzie wszystko może istnieć i wszystko może się zdarzyć. A to nieprawda, nawet w odniesieniu do spraw nadprzyrodzonych. Człowiek może wierzyć w jeden cud, a nie wierzyć w inny, bo wie, że są na świecie cuda prawdziwe i cuda fałszywe, tak jak są prawdziwe i fałszywe banknoty. Tym bardziej dotyczy to Potwora z Loch Ness, który na pewno nie jest nadprzyrodzony. Owszem, potwory występują w bajkach, ale nie robią się od tego bajkowe. Równie dobrze można by twierdzić, że młynarze, królewny i koty są tylko mitycznymi zwierzętami, bo w baśniach pojawiają się obok smoków i syren.


Poprzedni sobotni odcinek można przeczytać TUTAJ.

Esej ukazał się w tomie zebranym pt. „Obrona rozumu”, wyd. Fronda 2014.

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz