Do Europy zbliża się „emerytalna nawałnica”.

John Mauldin

Woman putting money in piggy bank

Stan funduszy emerytalnych w Europie jest katastrofalny. I nie dotyczy to jedynie wybranych krajów Europy Środkowej czy Południowej. Nawet Niemcy mają poważny problem. Do Europy zbliża się „emerytalna nawałnica,” która sprawi, że przestanie ona być tym, czym jest obecnie – ostrzega John Mauldin z „Forbesa”.

Analityk, który wcześniej wziął na warsztat amerykański system emerytalno-rentowy przypomina, że wiele funduszy jest niedofinansowanych i nigdy nie będzie w stanie zapłacić pracownikom obiecanych świadczeń – przynajmniej bez wystawienia ogromnego i niepokojącego rachunku podatnikom. A ponieważ podatnicy są generalnie wyborcami, to wcale nie jest jasne – pisze – czy złożą się na tę kwotę.

Swoją analizę obecnej sytuacji funduszy emerytalnych w Europie rozpoczął od Wielkiej Brytanii, gdzie deficyt oszczędności emerytalnych wynosi około 4 bln dol. i ma on rosnąć o 4 proc. rocznie. Szacuje się, że w 2050 r. zabraknie na wypłatę świadczeń aż 33 bln USD.

Produkt krajowy brutto, który określa łączną wartość wytworzonych dóbr i usług w kraju w ciągu roku, obecnie utrzymuje się na poziomie 3 bilionów dol.  Oznacza to, że deficyt jest już większy niż jest w stanie produkować cała gospodarka i nawet przy umiarkowanej inflacji, sytuacja jeszcze się pogorszy.

Podane dane opierają się przede wszystkim na obliczeniach dokonanych przed decyzją Wielkiej Brytanii o opuszczeniu UE. Maulidn twierdzi, że jeszcze nie wiadomo, jak „Brexit” faktycznie wpłynie na system emerytalny.

Jednak badanie OECD z 2015 r. wykazało, iż pracownicy z krajów rozwiniętych mogą w najlepszym razie liczyć na emerytury stanowiące średnio około 63 proc. obecnych dochodów. Niby nieźle. ale w przypadku Wielkiej Brytanii wskaźnik ten wynosi zaledwie 38 proc. i jest najniższy spośród wszystkich krajów OECD.

Oznacza to, że pracownicy z Wielkiej Brytanii muszą mieć większe oszczędności lub poważnie zacisnąć pasa, gdy przejdą na emeryturę. Jeśli negocjacje z Brukselą pójdą nie tak, wówczas obywatele brytyjscy mogą mieć problem z przeniesieniem się do krajów, gdzie są niższe koszty życia. Międzynarodowe Centrum Długowieczności (International Longevity Centre) podało niedawno, że Brytyjczycy musieliby odkładać 18 proc. z dochodu rocznego, by na emeryturze dysponować „odpowiednimi zasobami”.

80 proc. Irlandczyków wątpi, że będą otrzymywać wystarczająco wysokie zasiłki. 47 proc. nawet nie będzie mieć w ogóle świadczeń emerytalnych.

Szwajcarzy także mogą mieć problem i muszą zreformować narodowy plan świadczeń emerytalnych, który wykazuje deficyt w związku ze starzejącą się populacją. Na początku tego miesiąca szwajcarscy wyborcy odrzucili plan reformy systemu emerytalnego, który miał „wzmocnić” system poprzez podniesienie wieku emerytalnego kobiet z 64 do 65 lat, podniesienie nieznacznie podatków i wymaganych składek od pracowników. 52,7 proc. mieszkańców sprzeciwiło się tym planom i projekt przepadł.

Szwajcaria i Wielka Brytania mają podobne systemy, jak Dania, Holandia, Szwecja, Polska i Węgry obowiązkowego odprowadzania składek na fundusz emerytalny z prywatnym zarządzaniem i skromnymi zabezpieczenia publicznymi. Zdaniem „Forbesa”, te kraje, które mają prywatne fundusze są w lepszej sytuacji, niż gdy emerytury w całości są finansowane z budżetu państwa.

Na przykład poważne problemy będą mieć: Francja, Belgia, Niemcy, Austria i Hiszpania. Są to kraje, w których obowiązuje system typu pay-as-you-go (PAYG). Oznacza to, że nie mają zaoszczędzonych  żadnych środków na wypłatę przyszłych zobowiązań emerytalnych. Są one w całości finansowane bezpośrednio z budżetu państwa.

Mauldin twierdzi, że kryzys w tych krajach jest nie do uniknięcia, ponieważ liczba emerytów wzrasta, a spada liczba pracowników płacących składki.

Weźmy na przykład Hiszpanię, która została mocno dotknięta kryzysem finansowym. Udało jej się najszybciej spośród krajów śródziemnomorskich odbić od dna. Jeszcze przed kryzysem krajowy plan emerytalny wykazywał sporą nadwyżkę. Ale rząd postanowił „pożyczyć” część tej nadwyżki na inne cele i wkrótce okazało się, że rezerwy straszliwie stopniały i maja wyczerpać się do końca tego roku lub pierwszej połowy 2018 r.  Tymczasem przybywa emerytów, których jest o 1,1 miliona więcej niż przed 10 laty. Wśród młodych z kolei odnotowuje się bezrobocie na poziomie 25 proc. Nie przyczyniają się oni do odbudowy funduszu rezerwy.

Obecnie kraje, które posiadają system PAYG płacą średnio emerytury na poziomie 60 proc. wartości wynagrodzenia. W większości krajów mniej niż 25 proc. pracowników przyczynia się do planów emerytalnych. Wskaźnik ten – według ekonomistów – musiałby podwoić się w ciągu najbliższych 30 lat w celu zapewnienia trwałości funkcjonowania programów.

Tymczasem, jak donosi „The Wall Street Journal” najwięcej emerytów na świecie jest w Europie i starzejącej się populacji wciąż przybywa. Na każde 100 pracowników średnio przypada 42 emerytów. Liczba ta ma wzrosnąć do 65 w r. 2060. Najgorsza sytuacja demograficzna panuje zaś w Austrii i Słowenii oraz Grecji.

 W całej Europie odsetek narodzin zmniejszył się od lat sześćdziesiątych do około 1,5 dziecka na kobietę. W tym czasie nastąpiło wydłużenie życia z około 69 do 80 lat.

Sytuacja niektórych krajów uległa pogorszeniu wskutek emigracji młodych do lepiej płatnych miejsc i niskiego przyrostu naturalnego. NBP podaje na przykład, że do 2030 r. jedna czwarta polskich kobiet i jedna piąta polskich mężczyzn będzie w wieku 70 lat lub starsza.

Analityk „Forbesa” pisze, że politycy stale przekonują opinię publiczną, iż ich uprawnienia są gwarantowane. Wielu polityków nawet tak uważa.

Ale przyszli emeryci mogą być mocno zaskoczeni. Muszą – jego zdaniem – przygotowywać się na to, że będą dłużej pracować, a emerytury – nawet, jeśli uda się je zapewnić – będą znacznie niższe.


Za: Forbes.com

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz