Polityka Polska, Nr 11-12/2016

Od Redakcji

Wybory w Stanach Zjednoczonych zawsze są śledzone z uwagą na całym świecie. Obecne wybory są o tyle szczególne, że Amerykanie zakwestionowali w nich dotychczasowy, neoliberalny model działalności ideowo-politycznej, ekonomicznej i kulturowej swojego państwa. Wybory te będą miały daleko idące konsekwencje dla polityki wewnętrznej USA i w przełożeniu na relacje międzynarodowe. Niezależnie od tego jak mocno jest Donald Trump związany z częścią amerykańskiego establishmentu, zmiany, jakie zajdą w czasie trwania tej kadencji będę, w porównaniu z poprzednimi administracjami, bardzo radykalne. Prezydent elekt i tworzona przez niego administracja będą, w stopniu dotąd niespotykanym, zakładnikami swojego elektoratu. Pozostaje nam obowiązek obserwacji i analiz, jak będą zmieniać się stosunki polsko-amerykańskie, które w ostatnim okresie zostały przez polski rząd uznane za priorytetowe, kosztem naszych relacji z państwami sąsiadującymi z Polską i Unią Europejską.

Do miejsca Ameryki w światowym układzie sił nawiązuje artykuł Prof. Stanisława Bielenia: „Geopolityka nadrzędności i podporządkowania”. Autor uważa, że Stany Zjednoczone uzyskały tak znaczny wzrost potęgi, „… że przestały się one liczyć z jakimkolwiek innym wielkim mocarstwem w podejmowaniu decyzji dotyczących użycia siły w stosunkach międzynarodowych. Swoistym kuriozum jest zwiększanie przez nie wydatków na zbrojenia w takiej skali, w jakiej nigdy nie czyniły tego w okresie konfrontacji międzyblokowej. Owa hegemonia spowodowała zniesienie wielu ograniczeń strukturalnych, wynikających z układu sił, zwiększyła pole manewru jedynego supermocarstwa i uczyniła jego sprawy wewnętrzne głównymi motywami działań międzynarodowych. W systemie przestał działać mechanizm przeciwważenia sił, a sposób „zarządzania” przybrał charakter arbitralny i arogancki. Stany Zjednoczone stały się jedynym strażnikiem ładu międzynarodowego, by nie powiedzieć – „strażakiem” gaszącym pożary konfliktów, ale także – niestety – głównym ich kreatorem. Wprawdzie nigdy nie udało się zbudować idealnego systemu równoważenia sił, ale zawsze możliwe były – zwłaszcza po wielkich wojnach – przegrupowania w układzie sił, co dawało gwarancje utrzymania stabilności systemowej przez kolejne dekady. Wbrew tej historycznie utrwalonej logice w pozimnowojennym układzie sił tylko jedna potęga zaczęła decydować o stabilności całego systemu międzynarodowego”.

Prof. Artur Śliwiński wraca do analizy zjawiska określonego jako współczesny nacjonalizm gospodarczy. W artykule „Fałszywa melodia nacjonalizmu gospodarczego w Polsce”, pisze: „Niektórzy politycy i ekonomiści brną jednak dalej, nie mając siły lub odwagi przeciwstawić się nadal obowiązującym kanonom doktryny neoliberalnej. Dla nich szokiem byłoby przetrawienie wypowiedzi Donalda Trumpa, gdyby chcieli je poznać i zrozumieć. Ale niestety, od wielu lat w Polsce panuje szczególna kultura polityczna, której podstawową zasadą jest opatrznie pojmowany optymizm. Ów optymizm polega na tym, że negatywne i niepokojące zjawiska są po prostu ignorowane. W świetle załamania się doktryny neoliberalnej i gwałtownego przejścia Stanów Zjednoczonych na przeciwstawne pozycje nacjonalizmu gospodarczego, rodzi się szereg pytań o perspektywy gospodarcze Polski. Zasadnicze pytanie, moim zdaniem, dotyczy podstawowych kanonów polityki gospodarczej rządu. Jakie mają to być kanony? Jakie przekonania i doświadczenie historyczne powinny one odzwierciedlać?” Pisząc o marginalizacji dotychczasowych beneficjantów tzw. transformacji ustrojowej w Polsce, nadmienia: „To kryzys globalny jest akuszerem zachodzących w świecie przemian politycznych i gospodarczych, a nie te lub inne ugrupowania polityczne czy finansowe. Zbyt ulegamy skłonności do przypisywania politykom i finansowym oligarchom szczególnej roli: zdolności kreowania przemian gospodarczych, zamiast przeciwnie – uznać, iż powodzenie polityki zależy od zrozumienia procesów i tendencji społeczno-gospodarczych”.

Z różnorodnej tematyki tego numeru miesięcznika, pragniemy jeszcze zarekomendować wywiad z Nataszą Polony, zamieszczony w dziale „Co piszą inni?”, która opisuje między innymi stan relacji pomiędzy właścicielami mediów i dziennikarzami, we Francji: „… media są pogrupowane i należą do grup kapitałowych, które w ten sposób oddziałują na społeczeństwo. Dzisiaj dziennikarze są poddani ograniczeniom ekonomicznym. Są pod silną presją, aby przygotowywać swoje sprawozdania szybko, zgodnie z rytmem wyznaczonym przez sieci informacyjne. W ten
sposób niemożliwym staje się, aby temat został pogłębiony. Spoglądając nawet bliżej na krajobraz mediów, można zauważyć, że w wielu różnych gazetach rozbijane są pewne struktury. Wcześniej dziennikarze byli specjalistami w swoich dziedzinach; byli w stanie porozumiewać się ze swoimi partnerami w dyskusji i informatorami na tym samym poziomie”. Czytając te słowa zastanawiamy się, czy przypadaniem Natasza Polony nie pisze o polskich mediach?

 

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz