Dziedzictwo polskich kresów – obowiązek i wyzwanie

Romuald Starosielec

Zdradziliśmy polskie Kresy. Zepchnęliśmy to wielkie dziedzictwo w zakamarki naszej narodowej świadomości. Jałta odebrała nam połowę ziem II Rzeczpospolitej, ale przecież nie mogła odebrać nam pamięci. Nikt nie może nam odebrać pamięci, nawet najbardziej zbrodnicze totalitaryzmy czy antyludzkie ideologie. Pamięć możemy stracić wyłącznie sami, przez własne intelektualne i duchowe lenistwo, własny egoizm, zaprzaństwo, tchórzostwo. I tę pamięć o Kresach bezmyślnie, dzień po dniu zatracamy. Niknie nam z oczu i duszy to, co nas jako naród ukształtowało, co nas przez wieki stanowiło. Zatracamy nie tylko świadomość tego czym były Kresy w polskiej historii, kulturze i życiu duchowym, lecz odwróciliśmy się także od Polaków, którzy na Kresach pozostali, którzy często już ostatkiem sił trwają na swej ojcowiźnie, na naszych historycznych placówkach.

NASZE DZIEDZICTWO
Dlaczego to zagadnienie jest w dobie dzisiejszej dla nas tak ważne? Przede wszystkim dlatego, że na Kresach pozostała połowa naszego dziedzictwa narodowego. Dziś, jako naród, oddychamy jednym płucem, tym zachodnim, w perspektywie historycznej – piastowskim.
Brakuje nam płuca jagiellońskiego, tego dziedzictwa, które, nie tylko w znaczeniu geograficznym, pozostało na Wschodzie. Oddychając jednym płucem skazujemy się na to, że nasz narodowy organizm jest niedotleniony, nie może normalnie funkcjonować, nie jest wydajny,
ogranicza się tylko do podstawowych biologicznych funkcji życiowych. Również mózg, który otrzymuje zbyt małą ilość tlenu, jest ograniczony w swych funkcjach rozwojowych, poznawczych, twórczych. Jesteśmy narodem, który żyje w swego rodzaju stanie kulturowego
i duchowego niedotlenienia, którego skutkiem jest nie tylko ograniczenie własnych sił witalnych, lecz również redukcja swych kulturotwórczych ambicji i cywilizacyjnych aspiracji. Czy wyrugowanie z naszej narodowej świadomości istnienia tego wielkiego dziedzictwa Kresów Wschodnich nie jest jednym z najważniejszych czynników ograniczających nasz rozwój?

   Wiemy, że historia Kresów Wschodnich była szczególnie fałszowana w okresie PRL–u, w latach 1944–1989. To dziedzictwo, dla nowej komunistycznej władzy, stanowiło śmiertelne zagrożenie, brała ona bowiem swój początek z obcej, sowieckiej nominacji i stanowiła jaskrawe przeciwieństwo tych wartości, które Kresy uosabiały. Do tego Polska, w wyniku działań okupantów, emigracji oraz represji powojennych, została pozbawiona elit. Nowe elity robiły wszystko, aby zafałszować i zohydzić Kresowe dziedzictwo. Pamięć przetrwała głównie w rodzinach o kresowych korzeniach i w literaturze. Tradycji Kresów Wschodnich sztucznie przeciwstawiano tradycję piastowską, gdyż tylko tę uznali komuniści za politycznie poprawną. Wielowiekowy, naturalny rozwój Rzeczpospolitej został, po raz drugi w historii,
gwałtownie przerwany.

   Aby zrozumieć, co tracimy, przypomnijmy sobie, czym jest to kresowe dziedzictwo. Kresy, to kraina szczególna, to absolutny fenomen w naszych dziejach i dziejach Europy. Na Kresach ukształtował się oryginalny model życia zbiorowego, jakiego nie znała ówczesna Europa. Oto bowiem, na rozległych terenach Niziny Wschodnioeuropejskiej, w ciągu kilku pokoleń, wyrasta wspólnota państwowa złożona z wielu różnorodnych, często skrajnie sobie przeciwstawnych etnosów, z wielu kultur, cywilizacji i religii, która wypracowała wspólny fundament życia zbiorowego, pozwalający na swobodny i nieskrępowany rozwój jednostek i poszczególnych społeczności. Wykształcił się system samorządu terytorialnego, zawodowego i stanowego. Poszczególne wyznania i kościoły cieszyły się wolnością. Król był wybierany – wprawdzie tylko przez jeden ze stanów, szlachtę, ale jej liczebność wahała między 12 a 20% mieszkańców – i podlegał stanowionemu prawu. Gdyby król łamał prawo wolni obywatele mogli zdjąć go z tronu. Już w XVI wieku został ustanowiony, drogą naturalnej ewolucji, trójpodział władzy, na władzę ustawodawczą wykonawczą i sądowniczą, podczas gdy Europa Zachodnia osiągnęła to dopiero w końcu XIX wieku, po wielu społecznych wstrząsach i rewolucjach. Władza sądownicza była zdecentralizowana, wiele kompetencji sądowniczych przekazano sądom stanowym, samorządom zawodowym i wspólnotom religijnym. Władza sądownicza pochodziła z wyboru, choć trudno nam w to nawet dziś uwierzyć, sędziowie byli wybierani przez obywateli.

   Dzięki unii Litwy historycznej z Koroną na Kresach urzeczywistnił się model życia, dla wielu społeczeństw do dzisiaj nieosiągalny, model, który możemy określić jako „jedność w różnorodności”. Jedność rozumiana jako powszechna akceptacja dla norm ustrojowych, odnosząca
się do fundamentu życia zbiorowego, w skład którego wchodzą; rządy prawa realizowane przez niezależne sądownictwo, samorząd regionalny, stanowy, zawodowy, środowiskowy, również ten realizowany w ramach grup narodowościowych, jak wolność sumienia i wyznania, wolność słowa i aktywności twórczej. W ramach tego powszechnie akceptowanego fundamentu żyły i rozwijały się jednostki, grupy społeczne, etniczne i religijne. Gdy na Zachodzie, po wyniszczających wojnach religijnych, wprowadzono barbarzyńską zasadę „cuius regio, eius religio” (czyja władza, tego religia), Rzeczpospolita Obojga Narodów była oazą wolności.

   Wolność jednak jest wartością o tyle, o ile przynosi zdrowe i trwałe owoce. Wolność może również prowadzić do konfrontacji, agresji i wyniszczających wojen wewnętrznych. Kresy, poza cyklicznymi wojnami na terenach dzisiejszej Ukrainy, były obszarem twórczej wolności. Różnorodność etnosów, języków, kultur i religii była bogactwem tych ziem i, przy wspomnianej jedności prawno–ustrojowej i etycznej, przynosiła wspaniałe owoce. Na Kresach dochodziło do swoistej „szlachetnej rywalizacji”, w której różnorodne grupy społeczne żyjąc na co dzień ze sobą, starały się wykazać swą kulturową i cywilizacyjną wyższość. Jednocześnie grupy te silnie na siebie oddziaływały, przejmowały w całości bądź implementowały częściami obszary obyczajowości, kultury, języka i duchowości swoich rywali. Powoli, odnosząc to zjawisko do pojęć metalurgii, tworzyła się na Kresach szczególna ludzka osobowość, niezwykle oryginalny typ człowieka, jakby nowy szlachetny stop, zlany z wielu dotąd pospolitych metali. Człowiek Kresów łączył w sobie wszystko to, co najlepsze z kultury Wschodu i Zachodu; wielkoduszność, poczucie honoru, gościnność, ofiarność, bezinteresowność, rycerskość, zdolność do niebywałych poświęceń w obronie słusznej sprawy, również szczególe uduchowienie, które wznosiło go na wyżyny człowieczeństwa i stawiało na najwyższym miejscu w duchowym pochodzie pokoleń. Ten szlachetny stop człowieka posiadał ponadto cechę, która została w owym czasie odrzucona zarówno przez Wschód jak i Zachód, to bezprzykładne umiłowanie wolności, tej osobistej i tej zbiorowej.
Kresy wykształciły typ człowieka otwartego na ludzi, idee i wiedzę, na świat z całą jego kulturową różnorodnością, człowieka nie poddającego się ciasnym dogmatom i ideologicznym doktrynom. A przy tym wykształciły niepospolity typ patriotyzmu, polegającego nie na
werbalnej, odświętnej deklaracji, lecz na konsekwentnym, codziennym życiu, wyrażającym się bezinteresowną i ofiarną postawą. Kresowiak patriotyzm miał w swej naturze, przy czym patriotyzm odnosił nie tylko do swej ziemskiej Ojczyzny, lecz traktował go jako obronę uniwersalnych ideałów, które tę Ojczyznę konstytuowały. Wyznawał prostą i jednocześnie wymagającą zasadę; „Ideały umierają, jeżeli nikt nie staje w ich obronie, jeżeli brak ludzi, którzy gotowi są dla nich poświęcić życie”.

   Pojęcie polskości dla człowieka Kresów, różniło się zasadniczo od tego, do którego przyzwyczailiśmy się w dobie dzisiejszej. Za polskość na Kresach często trzeba było drogo płacić. Polakiem był nie ten, kto mówił po polsku a kto się od tej ofiary uchylał, lecz ten, kto płacił często życiem za ideały, które tę polskość stanowiły, nawet jeżeli jego rodzinnym językiem nie był język polski. Polskość, to nie nacja, polskość, to idea, którą należy wysiłkiem woli i intelektu poznać, którą należy zrozumieć, do której trzeba dorosnąć i dojrzeć, której trzeba służyć w codziennym życiu i w chwilach wielkiej próby. Polskość nie jest dla każdego, nie jest nawet przywilejem, wynikającym li tylko z krwi, polskość jest świadomym wyborem, mającym niewiele wspólnego z samym językiem czy miejscem urodzenia. Polskość, to przede  wszystkim wybór moralny i cywilizacyjny. Jeżeli te kryteria zastosowalibyśmy wobec obywateli dzisiejszej Polski, to ilu naliczylibyśmy Polaków?

NASZ OBOWIĄZEK
Świadomość dziedzictwa powinna rodzić świadomy obowiązek. Tego obowiązku wobec Kresów dzisiaj nie spełniamy. Z niepojętych wprost powodów nie czerpiemy z tego bogactwa, które ukształtowało naszych przodków, a które przestało nas kształtować już od trzech pokoleń. Dzisiejsza polskość pozbawiona życiodajnego kresowego składnika jest ułomna, w swej warstwie duchowej płaska, w swym zewnętrznym wyrazie zakompleksiona. Staliśmy się narodem homogenicznym, pozbawionym dawnych bodźców rozwojowych w postaci tej wspaniałej kresowej różnorodności, która nas inspirowała do kulturowego wysiłku, zmuszała do szlachetnej rywalizacji i w rezultacie wzbogacała nas i równocześnie nasze wieloetniczne otoczenie. Dzisiejsza polska homogeniczność nie wyzwala w nas twórczej aktywności, nie konfrontuje z obcymi etnosami i wielokulturowym bogactwem, nie zmusza do cywilizacyjnej i duchowej aktywności. Żyjąc w zunifikowanym środowisku, jak nigdy dotąd potrzebujemy głębokiego oddechu, świeżego powietrza, które nam przyniesie wielkie idee, porwie do wysiłku myśli i ducha. Brak w naszej narodowej świadomości dziedzictwa kresowego, leży u źródeł wielu naszych dzisiejszych kulturowych, społecznych i  państwowych patologii. Nasze dzisiejsze życie publiczne przesiąknięte jest małostkowością, niepohamowaną agresją, prymitywną walką o sprawy trzeciorzędne, podczas gdy sprawy pierwszorzędne, od których zależy nasz byt i rozwój, znikają nam z pola widzenia. Tak zachowuje się klasa polityczna i naród, który odciął się od własnej przeszłości, żyje dniem dzisiejszym i nie jest w stanie wyznaczyć sobie, w perspektywie przyszłych pokoleń, wielkich celów, do których zmierza i szlachetnych ideałów, w które wierzy, i za które gotów jest poświęcić życie.

   Nasz obowiązek wobec Kresów, to również obowiązek wobec dziedzictwa materialnego, które tam pozostało. To obowiązek wobec niezliczonych zrujnowanych kościołów, klasztorów, dworów, pałaców, zamków obronnych, warowni, tych przedmurzy chrześcijaństwa, tych opuszczonych miasteczek, kapliczek, krzyży przydrożnych, tego wszystkiego, co składało się na niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju kresowy krajobraz. „Gdy gaśnie ludzka pamięć, dalej mówią kamienie” – wołał kardynał Stefan Wyszyński. Przestaną jednak wołać, jeżeli nie zdobędziemy się na wysiłek ich ratowania, bo w wielu wypadkach niedługo po tych pomnikach przeszłości nie będzie śladu. Mamy obowiązek odnaleźć i przywrócić do świadomości narodowej te niezliczone skarby polskiego piśmiennictwa, które, często niepublikowane,
spoczywają w archiwach rozrzuconych po całych Kresach i bezkresnej Rosji.

   Mamy w końcu najważniejszy na dziś obowiązek; zatroszczyć się o Polaków, którzy pozostali na Kresach. Świadomość tego, że na Kresach nadal żyją Polacy, że mają uzasadnione roszczenia do tego, aby przestrzegano ich praw, jest dziś u nas niezwykle niska. W rozmowie z  pewnym profesorem historii jednego z polskich uniwersytetów usłyszałem, że na Kresach nie ma Polaków, że są tylko spolonizowani Litwini, Białorusini i Ukraińcy. Na mój argument, że jednak czują się Polakami, że pozbawiani są praw, jakie przysługują mniejszościom, że są w codziennym życiu często dyskryminowani, usłyszałem, że w takim razie powinni wyjechać do Polski. Jeżeli polscy profesorowie
historii, mają tak podstawowe braki wiedzy historycznej i nie poczuwają się do elementarnego związku z historycznie ukształtowaną wspólnotą narodową, to czego mamy się spodziewać od statystycznego Polaka? Brak wystarczającej pomocy dla Polaków pozostałych na Kresach, to nasz największy grzech zaniechania, tu najwięcej mamy do odrobienia. Polacy, którzy tam pozostali płacili, i często do tej pory drogo płacą za to, że są Polakami. Mawiają, że „z Polski nigdy nie wyjechali, to Polska wyjechała od nich”. Pozbawieni są dziś dostępu do polskiego radia i telewizji, podczas gdy państwo polskie stworzyło specjalne radio i telewizję nadające po białorusku! Poza Litwą nie mają
dostępu do szkół, nie mają środków na wydawanie książek i czasopism, na teatry i aktywność kulturalną, podczas gdy państwo polskie finansuje działalność w tym zakresie wszystkim mniejszościom narodowym, zamieszkującym Polskę. Opieką powinniśmy objąć wszystkich Polaków na Wschodzie, od Bugu po daleką Syberię, wszystkie grupy wiekowe i środowiskowe, tych którzy zachowali swoją polskość w szerokim obszarze życia i kultury i tych, którzy nie mówią już po polsku, ale pozostała w nich jeszcze polska świadomość i znajomość modlitwy w języku przodków.

DZIEDZICTWO KRESOWE JAKO WYZWANIE
Prawdziwym wyzwaniem, jakie dziś przed nami staje jest uświadomienie sobie, że to my w kraju znacznie bardziej potrzebujemy dziedzictwa Kresów, niż Polacy tam zamieszkujący potrzebują nas. Klucz do przyszłości polskich Kresów leży w Polsce, to tu w naszych sercach i umysłach rozstrzygnie się, czy to wielkie dziedzictwo będzie dziedzictwem żywym, kulturotwórczym, budującym zgodę, nie tylko w naszym kraju, lecz również w krajach naszych wschodnich sąsiadów. Jeżeli my przyjmiemy to dziedzictwo, jeżeli dostrzeżemy jego ponadczasowe piękno, jeżeli sami przekonamy się, że jest ono nam niezbędne dla zbudowania nowego, sprawiedliwego modelu życia społecznego i państwowego, znacznie łatwiej będzie przekonać nam naszych sąsiadów do podążania tą samą drogą. A podążając tą samą drogą, znacznie łatwiej przyjdzie się nam spotkać i porozumieć. Polacy na Kresach będą wówczas niezbędnym ogniwem łączącym nasze kraje, gdyż oni w głównej mierze są świadomymi spadkobiercami dziedzictwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

   Obrona dziedzictwa kresowego jest dla nas sprawą fundamentalną, jednak powinna być tylko pierwszym krokiem prowadzącym w kierunku naszego kulturowego i duchowego odrodzenia. Istotne dla przyszłości jest nie tylko to, czy my to dziedzictwo odzyskamy, ale
znacznie ważniejsze jest to, co z tym dziedzictwem zrobimy. Czy potraktujemy je jako relikt zamierzchłej przeszłości, czy też twórczo rozwiniemy, tak aby wraz z nami stawiało czoła dzisiejszym i przyszłym cywilizacyjnym wyzwaniom. Aby obronić kulturę, nie wystarczy ją
w sobie nosić, trzeba ją tworzyć, wciąż na nowo odczytywać jej przesłanie. Dopiero twórczość nadaje kulturze niezbędny dynamizm do kształtowania naszych charakterów, powoduje, że nie zamykamy się w przebrzmiałych formach i zastygłych treściach naszej tradycji i duchowości. Aby utrzymać dziedzictwo kresowe nie wystarczy być strażnikiem pamięci, to ważne, ale to plan minimum. Utrzymamy i obronimy to dziedzictwo tylko wówczas, kiedy stanie się ono dla nas tworzywem do wznoszenia nowego, doskonalszego gmachu naszej ziemskiej Ojczyzny.

   Ważnym elementem naszego kresowego dziedzictwa była Unia polsko–litewska, która wyprzedziła Unię Europejską o przeszło sześćset lat. Dzisiejsza Unia Europejska jest karykaturą tej, którą nasi przodkowie tworzyli w Krewie, Horodle i Lublinie, a w wielu miejscach jej całkowitym przeciwieństwem. Jeszcze dzisiaj nie wszyscy dostrzegają, że za jej biurokratycznym formalizmem kryje się terror bezideowości i kompletna pustka duchowa, której symbolem jest hedonistyczny hymn „Oda do radości” zaczynający się od słów; „O radości, uczto bogów…”. Porównajmy go z naszą kresową „Odą do młodości” Adama Mickiewicza, w której wieszcz, na 200 lat przed powstaniem Unii Europejskiej, rzuca w twarz ówczesnym absolutystycznym mocarstwom i oświeceniowym filozofom nieśmiertelne słowa: „Bez serc i bez ducha, to szkieletów ludy…”. Te dwie ody dzieli przepaść tak wielka, jak wielka jest przepaść pomiędzy dziedzictwem kresowym a dzisiejszą Europą. To dwa różne światy, nieprzystające zupełnie do siebie; pierwszy oparty na „sercach i duchu”, drugi na „uczcie”. Odnosząc różnice
pomiędzy obu Uniami do wartości bardziej wymiernych należy zauważyć, że to wielkie XVI wieczne państwo zwane Rzeczpospolitą Obojga Narodów, rozpostarte na przestrzeni miliona kilometrów kwadratowych zatrudniało około 900 urzędników państwowych. Dla porównania
w samej tylko Brukseli, stolicy Unii Europejskiej pracuje dzisiaj przeszło 40 000 urzędników, zaś w obecnej Polsce 480 tysięcy.

   Dziedzictwo polskich Kresów potrzebne jest Europie również z innych powodów. Europa powinna sięgnąć do sprawdzonego modelu współżycia na polskich Kresach różnych nacji, kultur i religii. To, co się dzieje na tym polu w obecnej w Europie, napawa przerażeniem.
W kwestii mniejszości narodowych i imigrantów dominują obecnie dwie skrajne postawy; jedna dopuszcza obcokrajowców na teren swych państw bez żadnych ograniczeń, druga zamyka granice, budując mury i zasieki. Żadna natomiast z tych opcji nie odnosi się do tego, co jest istotą bezpiecznego przyjmowania imigrantów, czyli zdolnością do cywilizacyjnej i państwowej asymilacji przybyszów. Unia Europejska nie wykształciła w sobie zdolności bezpiecznego i trwałego asymilowania imigrantów. Europa, wstydząc się własnych korzeni przestała być kulturowo atrakcyjna, i została uznana przez wielu imigrantów nie za przestrzeń, w której mogliby żyć we wspólnocie z jej mieszkańcami, lecz za ziemię, którą trzeba zdobyć dla siebie, by ustanowić na niej swoje prawa. Nasi kresowi przodkowie nie mieli z tym takich problemów; stworzyli tak unikalny model życia społecznego i państwowego, tak mocno oparli go na zdrowych zasadach moralnych i przywilejach wolności, wytworzyli tak atrakcyjną kulturę, że bez większego trudu adaptowali do swojej wspólnoty różnorodne nacje, etnosy i religie.

   Bodaj najważniejszym wyzwaniem z punktu widzenia dzisiejszych europejskich potrzeb, jest konieczność pokojowego łączenia kultur, narodów i państw Wschodu i Zachodu. Na tym polu z dziedzictwa kresowego możemy czerpać pełnymi garściami. Możemy sięgać wprost
do tej tradycji, wydobywać z niej wielowiekową wiedzę i doświadczenie. Powinniśmy, bogaci w to dziedzictwo, wgłębić się w sferę duchowych fundamentów, na których opierają się zdrowe relacje między etnosami, narodami i religiami, o których istnieniu dzisiejsi urzędnicy i politycy nie mają nawet elementarnego pojęcia. Wieka idea łączenia tego, co przez wieki było rozdzielone, łączenia Wschodu i Zachodu, wymaga od nas odwagi i długotrwałego wysiłku, zwłaszcza kiedy wzmaga się polityka konfrontacji i wojny. Każdy postęp w tej sprawie jest dla nas zbawienny, znajdujemy się bowiem w „strefie zgniotu”, między przeciwstawnymi sobie blokami politycznymi i militarnymi. W przypadku wojny, pierwsi możemy zostać jej ofiarą.

   Dziedzictwo Kresowe ma swoich świadomych i nieświadomych spadkobierców. Świadomymi spadkobiercami są dzisiaj jedynie Polacy żyjący na Kresach. Polacy żyjący w kraju są nieświadomymi spadkobiercami, jeszcze bardziej nieświadomymi są mieszkańcy krajów obejmujących dawne Kresy. Czy to wspólne wielkie dziedzictwo jest w stanie obudzić z uśpienia wszystkich tych spadkobierców? Dnia 7 lipca 1572 roku zmarł bezpotomnie ostatni Jagiellon, król Zygmunt August. Pozostawił nam swój królewski testament, który jednak został
zapomniany. Przypomnijmy więc jakie wskazania nam zostawił: „Rzeczpospolita niczem inszem w całości zachowania dłużej mieć nie może, jedno zgodą, miłością, społecznością, jednością: przeto tym naszym Testamentem obiema państwu, Koronie Polskiej i Wielkiemu Księstwu Litewskiemu dajemy i odkazujemy i zostawujemy miłość, zgodę, jedność, którą przodkowie nasi po łacinie unją zwali… a który z tych dwóch narodów tę uniję wdzięcznie przyjąwszy, mocno trzymać będzie, temu błogosławieństwo dajemy… a który zasię naród niewdzięczen będzie i dróg do rozdwojenia będzie szukał, niechaj się boi gniewu Bożego… Racz Panie Boże to w tym obojgu państwie utwierdzić, coś w niem przez nas sprawił, racz oboi ten lud w jedności spojony, w niezmyślonej miłości wiecznie zachować…”


Artykuł ukazał się w miesięczniku społeczno-politycznym Polityka Polska nr 9-10/2016

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz