Gwardia Narodowa – Natychmiast! Cz. I

Mirosław Jakubowski

 

Od Autora

Poniższa praca choć nie ma charakteru naukowego szeroko zakreśla ramy i opisuje w szczegółach istotne elementy dyskusji toczącej się od wielu lat – a od roku z dużą intensywnością – o potrzebie, roli, funkcji i organizacji obywatelskich formacji samoobrony (proobronnych) w systemie obrony Polski i przywrócenia funkcjonowania wojsk obrony terytorialnej. Propozycje w niej zawarte, w kontekście przytoczonych uwarunkowań wyznaczających – tu i teraz – sytuację w jakiej znajduje się Polska, wychodzą i to znacznie poza dotychczasowe rozważania publikowane i dyskutowane w tej materii. Jest to celowy zabieg gdyż autor uważa, że ograniczenie debaty, w tych sprawach, jedynie do koncepcji już zrealizowanych w niektórych krajach Europy i ich adaptacji, bez wcześniejszego zrozumienia i ustalenia jako podstawy – do dalszej dyskusji – wniosków wynikających z rozważań geopolitycznych na temat miejsca i roli Polski w Europie: w przestrzeni komunikacyjnej między już nie tylko Wschodem i Zachodem Europy ale między Europą i Dalekim Wschodem jest budowaniem bezproduktywnym. Może mieć znaczenie polityczno-propagandowe ale nie zmieniające realnie szans Polski na zachowanie niepodległości i odbudowywanie pełnej suwerenności. Mając powyższe na uwadze drugim celem Autora jest pobudzenie czytelników do zastanowienia się, do włączenia się aktywnie w toczące się debaty oraz w działania, które pomogą stworzyć ostateczny program (projekt) w tym zakresie, a następnie pomogą w lobbowaniu tych rozwiązań i ich przełożenie na politykę Państwa.

Wstęp

Sytuacja w Europie „gęstnieje” od różnorodnych konfliktów, z których niemal każdy może, jak przysłowiowa kropla w przepełnionym naczyniu, doprowadzić do eksplozji, destrukcji dotychczasowych układów wyznaczających ukształtowany, po rozpadzie ZSRR i zjednoczeniu Niemiec, aktualny porządek europejski. Układ obronny NATO „trzeszczy” wewnętrznie testowany przez Rosję, a od niedawna przez islamistów i Turcję. Unia Europejska „pruje się” skażona kłamstwem założycielskim do dzisiaj podtrzymywanym, że jest i ma to być wspólnota gospodarcza oparta o konfederację suwerennych państw, gdy tymczasem od początku była budowana (przez elity poszczególnych państw) jako, co najwyżej, państwo federalne złożone z państw o ograniczonej suwerenności z silną władzą centralną (choć i tu mocniejsza jest tendencja budowy docelowo państwa jednolitego podzielonego na regiony takie jak: Śląsk, Mazowsze, Wielkopolska, Pomorze, Małopolska, Mazury na obszarze dawnej Polski).

Co bardziej świadomi tego politolodzy już od kilku lat głoszą tezy o początku rozpadu UE, upatrując go w różnych wydarzeniach: przyjęciu wspólnej waluty, przeregulowanym prawie wspólnotowym, irracjonalnej polityce wielokulturowości, która wzajemnie jest sprzeczna w poszczególnych krajach – forsowanie różnych mniejszości w życiu ludzi, kosztem, tworzącej podstawę do funkcjonowania państw i wspólnot, większości, czy też sztuczne kreowanie preferencji dla religii wojny i nienawiści i rugowanie religii opartych na pokoju i miłości, w szczególności religii chrześcijańskiej.

Ostatnie wydarzenia masowej imigracji, głównie muzułmanów, do Europy postawiły w bardzo trudnej sytuacji poszczególne kraje UE i unoszące się bez odpowiedzi pytanie: Co dalej UE? Czy odpowiedzią właściwą dla Polski jest budowa wspólnych instytucji takich jak europejska straż graniczna, europejska armia, które mają zastąpić narodowe komponenty i być finansowane z budżetów poszczególnych państw?. Wiemy, że historia jest naszą nauczycielką, a w zasadzie powinna być, gdyż niestety elity polityczne mają to do siebie, że świadomie odrzucają historyczne porównania wówczas, gdy im nie pasują do bieżących decyzji, i dopiero poniewczasie przyznają, że przecież to już kiedyś było. Było i to nie raz!

Czy można porównywać dzisiejszy świat i jego problemy z tym światem, chociażby sprzed II Wojny Światowej? Czy dziś sytuacja przypomina nam już rok 1939, czy jeszcze początek lat trzydziestych XX wieku? Czy Polska doświadczona już tyle razy, że w sytuacji krytycznej musi liczyć tylko na siebie, mimo to będzie znowu oczekiwać, że pokój zapewnią jej układy na papierze i obietnice innych mocarstw? Czy Naród Polski zdaje sobie sprawę i czy jest poinformowany o tym, jakimi zdolnościami obronnymi faktycznie dysponuje dzisiaj państwo polskie? Czy przypadkiem nie jest tak, że przygotowanie Polski do obronny AD 1939, w porównaniu do przygotowania Polski do obrony AD 2015, jest porównaniem dzisiejszego potencjału obronnego do potencjału, przykładowo, armii litewskiej do armii polskiej z tamtego czasu? Niestety wszystkie dostępne dane świadczą o tym, że ewentualne uderzenie konwencjonalne Rosji zniszczyłoby system obronny Polski w 3-4 dni od uderzenia, podobnie jak uderzenie Niemiec. Jesteśmy co najwyżej gotowi do odparcia agresji Białorusi i to tylko wówczas, jeżeli w ciągu tygodnia otrzymamy znaczącą pomoc, przynajmniej logistyczną, od potencjalnych sojuszników. Ciekaw jestem, czy zmagazynowana dzisiaj, przykładowo, amunicja (chociażby do broni strzeleckiej) jest w stanie pozwolić chociażby na tę 3-4 dniową obronę, o której wspomniałem?

 

Dalsza część artykułu dostępna w nr.9 Polityki Polskiej.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz