Przyszłość polskiej polityki wschodniej

Romuald Starosielec

Mówienie o przyszłości polskiej polityki wschodniej jest niesłychanie trudnym zadaniem, bowiem każda polityka wybiegająca w przyszłość musi mocno opierać się na właściwie rozumianej rzeczywistości i brać swój początek z polityki dziś realizowanej. Tymczasem opis rzeczywistości politycznej państw znajdujących się na wschód od Polski, dokonywany przez czołowe ośrodki mające wpływ na politykę polską, daleki jest od obiektywizmu, więcej – naznaczony jest ogromnym ładunkiem emocji, która często przekształca się w destrukcyjną histerię. Proces ten jest potęgowany przez media, które niezależnie od swych często zasadniczych różnic ideowych i politycznych, w opisie problematyki wschodniej są zadziwiająco zgodne.

Wyrosła na takim podglebiu polska polityka wschodnia nosi w sobie rzecz jasna piętno nieodpowiedzialności i beztroskiej nonszalancji. Nie liczy się ona bowiem z rzeczywistymi powodami napięć i konfliktów, nie bierze pod uwagę żywotnych i jasno określonych interesów poszczególnych państw i narodów, lecz dopasowuje się do wcześniej przyjętych dogmatów a wyciągnięte z nich praktyczne wnioski stara się realizować bez względu na bieżące bądź dalekosiężne konsekwencje. Byłoby jeszcze pół biedy, gdyby dogmaty naszej polityki wschodniej rodziły się w głowach polskich polityków. Główny nasz problem leży w tym, że dogmaty, na których opiera się ta polityka, podsuwane są nam z zewnątrz, że te dogmaty i praktyka nie są owocem naszej tradycji i nie wynikają z polskich interesów, lecz są wyrazem globalnej polityki, która kieruje się wyłącznie swoimi interesami. Stąd też rodzi się dziś zasadnicze dla nas pytanie; czy naszą obecną politykę wschodnią możemy nazwać polską?

Bo, czy polską jest polityka bezwarunkowego popierania rządów litewskiego i ukraińskiego, które godzą w same podstawy istnienia mniejszości polskiej na Kresach, nie liczą się z jej elementarnymi potrzebami, odsuwają na bok lub eliminują z życia ekonomicznego i kulturowego? Czy polską jest polityka, która nie chroni resztek naszej kultury materialnej na Kresach i nie przeciwstawia się skutecznie jej dalszemu niszczeniu? Czy polską można nazwać politykę, która, sprzeciwiając się naszej wielowiekowej gościnności, rozpętuje międzynarodową histerię wokół próby wjazdu kilkudziesięciu motocyklistów pragnących przejechać przez Polskę, aby w Berlinie świętować rocznicę swojego zwycięstwa? Czy wreszcie, co ma wspólnego z polską polityką, wypowiedź polskiego ministra spraw zagranicznych, z wykształcenia historyka, który publicznie stwierdził, że Oświęcim wyzwolili Ukraińcy?
Powyższe przykłady jedynie obrazują to, co jest istotą naszego problemu. Polsce została wyznaczona rola państwa, które ma bezwarunkowo popierać na wschodzie wszystkie siły, które określają się, bądź są określane jako antyrosyjskie. Obóz władzy i główna partia opozycyjna w Polsce świadomie bądź nieświadomie, przyjęły na siebie tę rolę. Rolę tę spełniały, spełniają obecnie i co najgorsze chcą nadal spełniać. Nie ma w tej polityce miejsca na polskie interesy, na elementarne interesy Polaków żyjących na Kresach.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz