Dylematy bezpieczeństwa Polski na odcinku ukraińskim

Dr Andrzej Zapałowski

 

Demontaż (grabież) struktury obronnej na wschodzie Polski

Kwestie bezpieczeństwa granicy wschodniej Polski, zwłaszcza na kierunku ukraińskim pokazują jak metodycznie poszczególni ministrowie obrony poprzez swoją ignorancję i braki w wykształceniu wojskowym i strategicznym dokonali dewastacji systemu obronnego na „ścianie” wschodniej. Należy przypomnieć, iż generalny demontaż infrastruktury wojskowej rozpoczął się tam za rządów w MON Janusza Onyszkiewicza. To ten polityk z jednej strony zamiast rozwijać istniejące jednostki operacyjne zaczął je przekształcać i zwijać. I tak za jego rządów zlikwidowano w Przemyślu 14. Brygadę Pancerną a w Białymstoku 18. Brygadę Zmechanizowaną. Niedługo po jego odejściu realizując przygotowane plany w 2002 roku rozwiązano 3 Brygadę Zmechanizowaną w Lublinie. Poza 21 Brygadą Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie  zniszczono wszystkie jednostki operacyjne na ścianie wschodniej! Należy podkreślić, iż odbywało się to tuż po wstąpieniu Polski do NATO, czyli w momencie  gdzie zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa było nie ze strony Niemiec. Oczywiście większość polityków tak jak dzisiaj milczała i milczeniem zgadzała się na demontaż armii. Likwidowano oczywiście nie tylko jednostki operacyjne ale także grabiono infrastrukturę wojskową. Nie zastanawiano się przy tym gdzie się przyjmie w przyszłości jednostki wsparcia NATO. Był to swoisty skok na mienie wojskowe przez polityków powiązanych z biznesem.  Ciekawa jest tu chociażby kwestia likwidacji jednostki wojskowej w Krównikach pod Przemyślem, która posiadała nowoczesną infrastrukturę przeładunkową zwłaszcza dla handlu ze wschodem.

Jednakże wskutek znacznego oporu społecznego i działań wielu polityków i samorządowców, a także naukowców z Akademii Obrony Narodowej  „likwidatorzy” WP na ścianie wschodniej  przyjęli formę pośrednią, a mianowicie na bazie likwidowanych jednostek operacyjnych budowali także jakże potrzebne obok jednostek operacyjnych  Brygady OT. I tak w Białymstoku powstała 18. Brygada OT, w Zamościu 3. Brygada OT a w Przemyślu 14. Brygada OT. Średnio wspomniane oddziały posiadały około 350 żołnierzy zawodowych i etaty dla 3100 żołnierzy na czas wojny. Wydawało się, iż ta struktura z uwagi na jej małe koszty utrzymania będzie stałym elementem mapy bezpieczeństwa Polski na wschodzie. Nic bardziej złudnego. Po kilku latach rozpoczęto kolejną reformę polegającą na likwidacji Brygad OT i przekształcania ich w bataliony OT, które i tak z czasem zlikwidowano. Przy okazji wspomnianych działań wyprzedawano na szybko infrastrukturę wojskową, tak aby coraz trudniej było cokolwiek odtworzyć. Oczywiście działania te odbywały się pod rządami w MON Bogdana Klicha, z wykształcenia lekarza a zamiłowania pacyfisty.

Obecny stan jednostek operacyjnych na ścianie wschodniej to dwa pułki rozpoznawcze (Białystok, Hrubieszów) oraz 21. Brygada Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie, która ma jeden swój batalion w Kłodzku, czyli 500 kilometrów od granicy z Ukrainą! Za wydawanie miliardów złotych w ciągu tych kilkunastu lat na ciągłą restrukturyzację jednostek wojskowych zamiast na sprzęt i szkolenie nikt nie poniósł odpowiedzialności, a było to działanie mające znamiona zamierzonego szkodzenia obronności Polski. Obecnie także obecny rząd idzie w kierunku wzmocnienia ściany wschodniej poprzez utworzenie Wielonarodowej Brygady (LITPOLUKRRBRIG) w Lublinie. Oczywiście nikt nie wyciągnął wniosków z bezsensowności istnienia już zlikwidowanego batalionu polsko- ukraińskiego w Przemyślu. Teraz także tworzy się jednostkę, która pod względem operacyjnym i bezpieczeństwa Polski jest absurdem. To będzie tylko propagandowa i pijarowska próba pokazania współpracy wojskowej z Litwą i Ukrainą, która w rzeczywistości prócz kosztów nic nie wniesie dla polskiego systemu bezpieczeństwa na wschodzie.

Bezbronna granica na wschodzie

Obecny pas granicy Polski z Ukrainą wynosi 535 km. Na wspominanym odcinku  dwa oddziały Straży Granicznej liczące nie więcej niż cztery tysiące funkcjonariuszy chronią pas 535 kilometrów granicy z Ukrainą oraz w przypadku Nadbużańskiego Oddziału SG także część granicy z Białorusią. O ile pas granicy Bieszczadzkiego Oddziału SG z Ukrainą (239 km) przebiega  w terenie otwartym, w tym bardzo trudnym do strzeżenia w Bieszczadach, to oddział Nadbużański posiada tylko 68 km granicy lądowej, gdyż pozostała część biegnie rzeką Bug.

W ostatnim okresie podkreśla się, iż dokupuje się coraz lepsze systemy informacji, kolejne drony do śledzenia przekroczeń granicy, czy też identyfikacji zagrożeń na przejściach granicznych. Jednakże wszystkie te zabiegi dotyczą tylko działań w zakresie przechwytywania  niedużych grup nielegalnie przekraczających granice państwową. Natomiast brak jest zupełnie szans na zablokowanie wejścia do Polski grup liczących dziennie po kilka tysięcy nielegalnych uchodźców. Wygląda to tak jakby Polska tak naprawdę na nich czekała!

Obecnie jeżeli założymy, iż na terenie tylko Bieszczadzkiego Oddziału SG służy poza administracją i obsługa przejść granicznych około 1500 funkcjonariuszy (nie wliczając ponad 100 km odcinka ze Słowacją) to przy zachowaniu trzyzmianowości służby odcinek granicy z Ukrainą liczący 239 km może pilnować 500 funkcjonariuszy! Wypada około 2 funkcjonariuszy na jeden kilometr granicy. Zaiste oglądając obrazki z granicy macedońsko – serbskiej, czy wcześniej z granic węgierskich gdzie ich nasycenie funkcjonariuszami straży granicznej  wynosiła po kilkuset na jeden kilometr jest niezwykle pouczająca. Należy tu pogratulować byłym i obecnym rządzącym. Węgrzy dopiero skutecznie zatrzymali nielegalnych uchodźców, kiedy zbudowali płoty i bariery graniczne oraz wzmocnili ich ochronę.

Dalsza część artykułu dostępna w nr.8 Polityki Polskiej

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz