Na drodze od państwa Platformy do państwa Polaków

Dr Wojciech Turek

Po zwycięstwie wyborczym odniesionym w 2015 roku przez Prawo i Sprawiedliwość, zakończył się długotrwały etap rządów Platformy Obywatelskiej, czyli wykonany został pierwszy krok na drodze mogącej nas w przyszłości doprowadzić do naprawy Polski i przywrócenia Polakom ich własnego państwa. Zainteresowanych podsumowaniem ośmioletnich rządów „oświeconych Europejczyków” odsyłam do książki A. Zybertowicza, M. Gurtowskiego i R. Sojaka zatytułowanej „Państwo Platformy: bilans zamknięcia”. Nie trzeba chyba uzasadniać, dlaczego powołany po wyborach nowy rząd „prawdziwego przełomu” – o ile jest rzeczywiście rządem przełomu – powinien rozpocząć swoje urzędowanie od ogłoszenia i szerokiego rozpropagowania „bilansu otwarcia”.

I.

Nie będę ukrywał sceptycyzmu, wynikającego z wielokrotnie wcześniej ujawnianych przeze mnie ocen, w sprawie szansy przywrócenia Polski Polakom hic et nunc, wyłącznie dzięki rezultatom wyborów przeprowadzonych w 2015 roku. Uważam, że ten pożądany proces może się dokonać, ale dopiero w dłuższej perspektywie, po spełnieniu szeregu dodatkowych warunków, przede wszystkim po powstaniu i zdobyciu przeważających wpływów w społeczeństwie przez nową partię narodową. Spoglądając z obecnej perspektywy obawiam się, że władze Prawa i Sprawiedliwości stanowią integralną część establishmentu rządzącego dzisiejszą Polską. W sytuacji pojawienia się w przyszłości rzeczywistego zagrożenia interesów tego establishmentu, obie zwaśnione ze sobą partie mogą stanąć w jednym szeregu, podobnie jak we Francji partie centroprawicowe wspólnie z socjalistami solidarnie przeciwstawiają się Frontowi Narodowemu: jedynej partii stanowiącej rzeczywiste zagrożenie dla status quo.

Jednakże, w sytuacji gdy nowy rząd Prawa i Sprawiedliwości zaczyna realizować założenia swojej polityki, przyjmijmy koncyliacyjne założenie, że w dynamicznej i skomplikowanej rzeczywistości jest możliwe, że Jarosław Kaczyński szczerze dąży do naprawy Polski i repolonizacji państwa. Inaczej mówiąc przyjmijmy, że niżej podpisany sformułował na wstępie nieprawdziwą ocenę tego, czym w istocie jest partia Prawo i Sprawiedliwość. W takim wypadku należy podjąć próbę wyznaczenia optymalnego kierunku polityki nowego rządu i wskazać na stojące na tej drodze niebezpieczeństwa oraz zagrożenia. Na oceny faktycznych działań podjętych przez rząd Beaty Szydło przyjdzie czas za kilka miesięcy. Zatem obecnie zajmiemy się sformułowaniem pakietu życzliwych rad dotyczących strategii, jaka – w moim przekonaniu – byłaby optymalna z punktu widzenia zasadniczego celu, za jaki uważam odzyskanie przez Polaków ich własnego państwa.

Już w pierwszych tygodniach funkcjonowania w nowych warunkach politycznych, pojawiły się pierwsze symptomy świadczące o dążeniu ze strony wpływowych środowisk do odwrócenia społecznej uwagi od tego zasadniczego celu politycznego. Opozycyjna lewica podjęła próbę narzucenia w dyskursie społecznym „nowej narracji” obramowanej hasłem „obrony demokracji”.
Z drugiej strony, wciąż istnieje spore prawdopodobieństwo, że triumfujący przywódcy PiS wrócą do starej, jałowej i prowadzącej donikąd „narracji smoleńskiej” i „antykomunistycznej”. Sprawą drugorzędną jest również spór o Trybunał Konstytucyjny. Gdyby rzeczywiście w najbliższych miesiącach uwaga publiczności ponownie skupiła się na kwestiach ubocznych, a nie na zagadnieniach pierwszoplanowych, byłby to wymowny znak, że nie chodzi o dążenie do realizacji najważniejszych celów, lecz o odgrywanie niekończących się „wojen na górze”.

II.

Rząd przełomu powinien rozpocząć swą pracę od zastosowania nowej metody działalności, polegającej na dążeniu do uporządkowania skomplikowanej materii, jaką jest zarządzanie państwem oraz ustanowieniu nadrzędnej zasady odpowiedzialności za podejmowane czynności. Rząd jest od tego, żeby rządzić, a nie jedynie administrować i podpisywać dokumenty czy brylować przed kamerami; ma on realizować politykę nakreśloną przed wyborami, a także koordynować ze sobą rozmaite przedsięwzięcia i spajać je w logiczną całość. Równocześnie, jeśli rząd podejmuje rolę Gospodarza, a nie jedynie administratora, uwaga ministrów powinna skupić się na pilnowaniu racjonalności i sensowności czynionych wydatków. Często mówi się o państwie sprawiedliwym, ale zbyt rzadko w tym kontekście wspomina się o potrzebie oszczędnego gospodarowania wydatkami publicznymi we wszystkich dziedzinach. Liberałowie skupiają się na oszczędzaniu wydatków w sferze wsparcia dla biedniejszej części społeczeństwa, natomiast politycy wrażliwi społecznie opowiadają się za bardziej sprawiedliwym rozłożeniem wydatków publicznych i wskazują na potrzebę zwiększenia podatków. Ani jedni ani drudzy nie mówią o potrzebie oszczędnego gospodarowania tymi środkami, które znajdują się w dyspozycji budżetu centralnego. Nie trzeba uzasadniać, że w państwie które „istnieje teoretycznie” mało kto zastanawia się nad sensownością czy wysokością ponoszonych wydatków. Reasumując, wprawdzie w programie przedwyborczym PiS sformułował szereg postulatów, w znacznej części słusznych, niestety przywódca tej partii nie chciał, albo nie potrafił wypracować na tej bazie całościowej, spójnej wizji. Brak takiego programu stanowi największą słabość PiS. Zadanie stworzenia strategicznego programu wciąż jeszcze może być wykonane, jeszcze nie jest na to za późno. Wiem, że ktoś może powiedzieć, że to jest polityczny alfabet, ale niestety, nawet tej podstawowej lekcji polskie elity dotychczas nie odrobiły.

Wielkim wyzwaniem, stojącym przed rządem Szydło, jest zagadnienie polityki zagranicznej, w którym nawarstwiło się kilka pilnych i bolesnych problemów (zagrożeń). Są one ze sobą powiązane. Najwięcej mówi się o problemie imigracji, który wprawdzie zdaje się nie dotyczyć bezpośrednio Polski, ale sposób jego rozwiązania wpłynie na sytuację Polski w przyszłości, czego zdajemy się nie doceniać. Zmiana polityki Polski w sprawie tzw. „imigracji” idąca w kierunku współpracy z państwami Grupy Wyszehradzkiej, z pewnością będzie krokiem we właściwym kierunku. Ale to zaledwie jeden z wielu problemów. Polska polityka musi określić swoje sta­nowisko w sprawie o zasadniczym znaczeniu: przyszłości Unii Europejskiej. Problemy takie jak Grecja, Brexit, multikulturalizm, polityka Niemiec, aspiracje Turcji oznaczają konieczność przeformułowania Unii. Trudno powiedzieć, czy idącego w duchu propozycji brytyjskich, węgierskich czy niemieckich. Polska ma interes w tym, by Unia przetrwała, ale nie każda Unia leży w polskim interesie. Tę prawdę rząd prawdziwie polski powinien sobie uświadomić i zacząć podejmować adekwatne kroki. Z całą pewnością nie leży w polskim interesie eskalacja konfliktu z Rosją. Należy dążyć do tego, by Polska (z Ukrainą lub bez niej) stanowiła pomost między Wschodem a Zachodem. W ten scenariusz wpisuje się projekt Jedwabnego Szlaku, stanowiący dla Polski jedyną szansę na wyjście z peryferii. Ale warunkiem jego realizacji jest współpraca między Chinami, Rosją i Europą. Niestety, już w pierwszych tygodniach urzędo­wania nowego rządu, wypowiedzi ministrów wskazują, że polityka rządu polskiego będzie antyrosyjska i sprzyjająca umacnianiu pozycji militarnej Stanów Zjednoczonych w Europie środkowo-wschodniej. Jeżeli Stany Zjednoczone pomimo wszystko w przyszłości zawrą porozumienie z Rosją o podziale stref wpływów, Polska na tym porozumieniu nie straci. W przeciwnym wypadku, koszty poniesione przez Polskę mogą być – jak wielokrotnie w prze­szłości – bardzo bolesne, by nie powiedzieć: katastrofalne.

W polityce wewnętrznej, nowy rząd powinien rozpocząć swe urzędowanie od spo­rządzenia wspomnianego już „bilansu otwarcia”. Jest to kluczowy element, bez którego nie będzie możliwe ani ukazanie Polakom obiektywnego stanu rzeczy, ani też wytłumaczenie się z tego, czego nie uda się zrealizować w trakcie obecnej kadencji Sejmu. Odzyskiwanie Polski powinno przebiegać w sposób planowy, a nie poprzez ograniczenie się do realizowania wy­biórczych przedwyborczych haseł. Jedynie kompleksowa i stopniowa realizacja programu zapewni nam realne zmiany a jednocześnie ustrzeże przed chaosem. Istnieje obawa, że zamiast takiego systematycznego i rzeczowego planu gry, rząd kierowany przez Szydło (a sterowany przez Kaczyńskiego) może poprzestać na pojedynczych gestach, zachowując sys­temową stabilizację status quo. Polsce nie jest potrzebny rząd prowadzący politykę „oblężonej twierdzy”, ale rząd odważnie realizujący zwrot w węzłowych dziedzinach życia społecznego, takich jak kultura i edukacja, nauka, polityka gospodarcza, polityka finansowa. Ważne, aby były to zmiany kompleksowe, nawet jeśli oznaczałoby to spowolnienie tempa ich wdrażania w życie. Zbytni pośpiech zaowocuje chaosem prawnym, pogłębieniem i tak wszechobecnego w większości dziedzin bałaganu.

Zmiany w Polsce powinny przebiegać dwutorowo. Po pierwsze powinny uwzględniać nadrzędność „zasady narodowej”, czyli priorytetu interesu społecznego, polskiego, narodowego. Dobrym przykładem kierowania się tą zasadą jest wprowadzenie podatku od obrotu, ponieważ wpływy z niego zasilają budżet krajowy i nie są transferowane zagranicę. W odróżnieniu od mętnych przepisów dotyczących zwolnień z podatku VAT, podatek od obrotu stanowi swoisty „podatek patriotyczny” płacony solidarnie przez wszystkich uczestników wymiany handlowej, adekwatnie do zasobności ich portfeli. Po drugie, zmiany w Polsce powinny służyć zasadzie sprawiedliwości. W dobie dominacji ideologii demoliberalnej obowiązuje prymat jednostkowego egoizmu. Realna zmiana w Polsce dokona się jedynie i dopiero wtedy, gdy zacznie obowiązywać prymat sprawiedliwości. Należy wrócić do wielkiej i pięknej tradycji solidaryzmu narodowego, którą przepojona była pierwsza „Soli­darność”, wielomilionowy ruch do dziś pamiętany i szanowany na całym świecie. Stosowanie się do dwóch powyższych zasad (oczywiście przy założeniu, że posiada się całościową wizję dokonywanych zmian), powinno zaowocować wzrostem konsumpcji wewnętrznej oraz wpływów budżetowych. Po ich odnotowaniu pojawi się nadwyżka pozwalająca na uchwalanie rozmaitych „wyrównawczych” rozporządzeń czy ustaw. Oczywiście, uprawiając realną politykę, rząd musi stosunkowo szybko zrealizować dwa, trzy kluczowe hasła podnoszone w trakcie kampanii wyborczej (np. kwotę 500 złotych na dziecko, czy też kwotę wolną od podatku), nawet jeśli spowoduje to wzrost deficytu budżetowego. Jednakże z kolejnymi zmianami należy zaczekać aż pojawią się efekty nowej polityki rządu. Oto przykład odwrotnej, błędnej polityki: wprowadzenie bezpłatnych leków po 75 roku życia przed podjęciem dzieła sanacji wadliwie funkcjonującego systemu opieki medycznej. Inny przykład niewłaściwej polityki owocującej chaosem: rozpoczęcie zmian edukacyjnych od najtrudniejszych i wymagających dokładnego zaplanowania reform strukturalnych (likwidacja gimnazjów).

Na przykładzie kultury scharakteryzuję stosowanie w praktyce zasady narodowej i zasady sprawiedliwości. Jednym z najważniejszych celów polityki kulturalnej państwa narodowego powinna być promocja kultury polskiej poza granicami Polski. Chodzi tutaj przede wszyst­kim o obszary należące niegdyś do Polski bądź zamieszkałe przez Polaków. Zasada narodo­wa obowiązuje zarówno w stosunku do Polaków na Wschodzie jak i na Zachodzie (nowa emigracja). Polityka kulturalna powinna służyć promocji polskości, a nie ideologii demoliberalnej, jak to się dzieje obecnie. Polityka kulturalna powinna służyć wymianie i zbliżeniu pomiędzy narodami, a nie realizacji przez czynniki rządowe niepolskich celów politycznych (Doskonałym przykładem jest brak polityki kulturalnej w odniesieniu do lud­ności polskiej na Białorusi, z powodu dążenia Warszawy do promocji demoliberalizmu w tym kraju). Wprowadzenie zasady narodowej w kraju oznacza weryfikację programu muzealnego, funkcjonowania ośrodków i centrów kultury: w praktyce oznaczałoby prawdziwą rewolucję wewnętrzną, ponieważ w państwie uchodzącym za polskie, obecnie nie promuje się kultury i historii polskiej! Istnieje potrzeba weryfikacji – pod kątem zagwarantowania priorytetu zasady narodowej – programu funkcjonowania Instytutu Pamięci Narodowej (przede wszystkim należy wprowadzić standardy naukowe). Kierowanie się zasadą sprawiedliwości oznacza zmianę polityki dofinansowań i grantów, przeznaczenie większych środków dla „małych” ośrodków kultury, dla lokalnych i regionalnych przedsięwzięć, całkowitą reformę systemu odpisów dla organizacji „pożytku publicznego”. W dziedzinie kultury, podobnie jak w innych sferach życia publicznego, należy zastosować politykę oszczędności i racjonalizacji wydatków, a w dalszej kolejności przenieść zaoszczędzone środki tam, gdzie mogą zostać sensownie i racjonalnie wykorzystane. Ograniczenie się do wprowadzenia powszechnego abonamentu radiowo-telewizyjnego nie rozwiązuje problemu. Przykładowo, zakrawa na patologię zjawisko funkcjonowania w Polsce instytucji muzealnych in statu nascendi, czyli struktur organiza­cyjnych, które nie pełnią swych funkcji muzealnych, ponieważ nie posiadają swych siedzib, działając niejako w ukryciu, stanowiąc przechowalnię ludzi i nie będąc rozliczane z efektów swej pracy. Instytucje takie generują wyłącznie koszty (nie mają nawet wpływów z biletów!) Rząd prawdziwej zmiany uporządkuje istniejący bałagan.

III

Na zakończenie, chcę ponownie zwrócić uwagę na kwestię „planu gry” na poziomie poli­tycznym. To wydaje mi się kluczowe zagadnienie. Propozycje konkretnych rozwiązań w spra­wach szczegółowych są do dyskusji, natomiast – jeśli rzeczywiście chcemy odzyskać Polskę dla Polaków – trzeba wiedzieć po co i dlaczego sprawuje się władzę. Program musi być wsparty na ogólnych, nadrzędnych filarach. Jeśli zgodzimy się, że chodzi nam o Polskę dla Polaków i o państwo, którego polityka opiera się na zasadzie narodowej i zasadzie sprawiedliwości, dysponujemy już podstawą, na której – po odsunięciu PO od władzy – można zacząć budować program szczegółowy i rozpisywać plan gry na kolejne etapy. Powstaje pytanie czy lider PiS posiada taką wizję i taki program. Nie będę w tym miejscu odpowiadał na to pytanie. Mogę jedynie stwierdzić, że w obecnych warunkach, czyli dysponując większością, Kaczyński posiada w swoich rękach wszelkie niezbędne narzędzia, by zaprezentować Polakom taką wizję, wraz ze szczegółowym programem wykonawczym. Nie można wymagać od rządu, który zajmuje się bieżącymi zadaniami i planuje swoją pracę w perspektywie dwóch-trzech lat, by tworzył długofalowy program i by kwestie strategiczne stawiał ponad kwestie taktyczne. Ale takie wyzwanie stoi przed samym Kaczyńskim, niekwestionowanym liderem zwycięskiego obozu. Teraz musi on ujawnić swoje prawdziwe oblicze. Pokazać do czego naprawdę dąży. Określić swoje miejsce w dziejach. W moim przekonaniu, najlepiej dla Polski i dla Polaków by­łoby, gdyby okazało się, że wizja Kaczyńskiego, to wizja Polski chrześcijańskiej, Polski  w Europie środkowo-wschodniej, Polski idącej „z duchem czasu”, czyli reagującej na rzeczywiste wyzwania, takie jak kryzys Europy, zanieczyszczenie środowiska, problem starzenia się społeczeństwa. Wizja wielkiego polityka świadomego, że Polskę odziedziczy­liśmy po przodkach i Polskę przekażemy w spadku naszym potomnym.

O tym wszystkim nie wolno nam zapominać.


Tekst ukazał się w miesięczniku społeczno-politycznym Polityka Polska nr 8.

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz