Polityka Polska, Nr 5/2015

Od Redakcji

Zdrajcą jest nie tylko ten, kto odsłania tajemnice wrogom ojczyzny, ale także ten,
który podczas pełnienia funkcji publicznych, świadomie nie podejmuje niezbędnych
kroków w celu poprawy warunków życia ludzi, którymi współrządzi…”
Tukidydes (460-398 p. Chr.)

Powyższy cytat, znany od 2400 lat w naszym kręgu cywilizacyjnym, jesteśmy zmuszeni postawić ponownie na porządku dnia. Kto z nas w pamiętnym 1989 roku mógł przypuszczać, że po 26 latach – życia w wolności, w warunkach pokoju i nieskrępowanej współpracy międzynarodowej oraz niespotykanej koniunktury, w sytuacji, w której mamy zapewnioną konstytucyjnie wolność słowa, zrzeszania się i wolne wybory – będziemy poczynania naszej klasy politycznej rozpatrywać w kategoriach zdrady? Kto z nas mógł wówczas przypuszczać, że olbrzymia społeczna energia i entuzjazm do budowania państwa jako naszej wspólnej wartości, będącego ostoją wolności, bezpieczeństwa i godnego życia, zostaną tak szybko zmarnowane przez tych, których wybieramy, aby służyli naszym interesom?
Powinniśmy określić wszystkie przyczyny, które doprowadziły do niesłychanego upadku naszego życia społecznego i politycznego, do tej niespotykanej w warunkach pokoju degradacji funkcji państwa, które jest słabe i nieudolne tam, gdzie powinno być silne. Powinniśmy określić przyczyny, które wytworzyły olbrzymią próżniaczą klasę polityczną, żyjącą własnym życiem, obracającą się, niezależnie od formacji partyjnej, w kręgu własnych egoistycznych interesów, oderwaną od dążeń i aspiracji obywateli. Nie mogą nas tu zadowolić powierzchowne schematy i emocjonalne oceny. Polska nie jest samotną wyspą na oceanie. Przeciwnie, żyjemy w miejscu, gdzie krzyżują się sprzeczne ze sobą interesy wielu naszych bliższych i dalszych sąsiadów. Przyczyny upadku naszej polityki tkwią głęboko w działaniach sił zewnętrznych, pragnących podporządkować nas swoim interesom, bezceremonialnie i coraz częściej skutecznie wymuszających swoje żądania, zainteresowanych w utrzymywaniu słabości struktur naszego państwa. Są też nimi niewątpliwie błędne zasady ustrojowe, służące powstawaniu i utrwalaniu społecznych, ekonomicznych i politycznych
patologii. Są nimi również nasze własne zaniechania; niezdolność do twórczej i skutecznej samoorganizacji w warunkach kryzysu jakiejkolwiek dziedziny naszego życia, spowodowanej biernością naszych polityków i urzędników oraz nasza nieodpowiedzialna ucieczka od polityki, przejawiająca się w demonstracyjnym braku zainteresowania sprawami publicznymi, w tym również wyborami.
Jednym z przejawów dojrzałości politycznej społeczeństwa jest jego zdolność do rozliczania swoich polityków nie tylko z błędnych decyzji, ale również z braku decyzji, które powinny być podejmowane dla niezbędnego i  prawidłowego rozwoju wspólnoty narodowej i państwa. Tej dojrzałości brakuje nam od 1989 roku, zaś jej osiągnięcie będzie pierwszym dobitnym znakiem społecznego i politycznego odrodzenia. Osiągniemy to tylko wówczas, gdy będąc zaangażowani w życie publiczne, zdobędziemy się na wysiłek takiego zrozumienia otaczającego nas świata i rządzących nim praw, aby w sposób aktywny dokonywać świadomych i odpowiedzialnych wyborów. Będziemy rozliczali wówczas z łatwością polityków nie tylko za ich działania, ale również za ich zaniechanie, gdy wymaga tego nasz żywotny interes.

Stajemy u progu nowych wyborów parlamentarnych. Czy w ich wyniku nastąpi przełom w naszej polityce? Czy wybierzemy polityków na tyle kompetentnych, uczciwych i odważnych aby skutecznie mogli zmierzyć się obecnymi i nadciągającymi wyzwaniami? Nic zdaje się nie zapowiadać oczekiwanego od dawna przełomu. Oczekujemy od partii głównego nurtu aby porzuciły zgubny model wodzowskiego i koteryjnego zarządzania, ucinający wewnątrzśrodowiskową dyskusję i konieczne dla prawidłowego rozwoju ścieranie się różnorodnych poglądów i programów. Wzywamy, aby układy partyjne nie likwidowały arogancko niezależnie myślące jednostki lub grupy we własnych obozach w obawie o swoje dotychczasowe wpływy. Różnorodność poglądów i postaw powinno byś siłą tych partii, bowiem tylko w gorących merytorycznych sporach, walce na argumenty, mogą powstać śmiałe, koniecznych dla uzdrowienia państwa i gospodarki projekty ustaw, tylko w otwartej, publicznej dyskusji mogą wyłonić się politycy, którzy, pod społeczną kontrolą, podejmą odpowiedzialność za ich wdrożenie.

Z drugiej strony ugrupowania antysystemowe muszą zdać sobie sprawę, że uzbrojone jedynie w program rozwalenia istniejącego układu, bez przedstawienia odpowiedzialnej i stabilnej alternatywy, skazane są na marginalizację. Muszą mieć ambicje wyjścia w programie dalej poza życzeniowe postulaty i hasła. Muszą mieć świadomość, że dobór kandydatów do Sejmu i Senatu nie może odbywać się na zasadzie kryterium skuteczności zbierania podpisów poparcia na listy potrzebne do zarejestrowania komitetów wyborczych, a na zdolności, kompetencji i przydatności do przyszłej ciężkiej pracy parlamentarnej. Walka o pierwsze miejsca na listach powinna być walką na argumenty merytoryczne i programowe, walką kandydatów o jasno sprecyzowanych poglądach, które wyborcy mają prawo znać, a nie być wynikiem środowiskowych tarć o wpływy i parytety. Tylko z tak wyłonionych parlamentarzystów ugrupowania antysystemowe będą mogły stworzyć nową jakość w polskiej polityce.
Na jaką politykę czekamy? To bardzo proste w wyrażeniu i jakże trudno osiągalne w polskiej praktyce. Czekamy na ruch polityczny, który w oparciu o polskie dziedzictwo cywilizacyjne i obecne aspiracje określi cele, jakie my jako naród mamy osiągnąć. Cele strategiczne w perspektywie dziesiątków lat i cele bieżące, których realizacja jest warunkiem osiągnięcia celów strategicznych. Ruch, który określi w sposób precyzyjny i realistyczny, jaką drogą mamy te cele osiągnąć i jakie zasoby ludzkie są potrzebne do ich realizacji. Tylko wielkie, szlachetne cele, służące naszemu rozwojowi duchowemu i materialnemu, są w stanie wyrwać nas z letargu i zjednoczyć.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz